Posts Tagged ‘free jazz’

harry pussy – harry pussy [1993] / nan goldin

11/11/2017

linki w komentarzach / links in comments

siltbreeze records

„Defunct American noise rock band from Miami, Florida”. Bardzo podoba mi się biografia tego zespołu na Discogsie. Niemal tak bardzo, jak alternatywny tytuł tej płyty: „In an Emergency You Can Shit on a Puerto Rican Whore”.

Trafiłem jakiś czas temu na ciekawe zestawienie w Guardianie: „50 underground albums you’ve never heard of” (kto nie słyszał, ten nie słyszał; znam takiego, co chętnie opowie, że na połowie tych płyt zagrał). Pojawił się tam m.in. album Harry Pussy (albo Harry’ego Pussy’ego).

Boże, ta gitara… A, szkoda szczempić. Piękny materiał.

Nie chce mi się pisać żadnej notki biograficznej. Lepiej poczytać wspomnianego Guardiana. Polecam również wpisanie nazwy zespołu w googlowskie zdjęcia.

***

Nan Goldin. Jeżeli chodzi o panie robiące zdjęcia, bardziej lubię chyba tylko Sally Mann. Kiedyś wrzuciłem fotki Goldin na blog i jakiś ćwok zaczął marudzić, że przeginam. Ze starego postu tylko jedno zdjęcie zostało. Tym razem bez tamtego, kontrowersyjnego (nie znalazłem go). Ale pozdrawiam, księże proboszczu.

lonker see rusza w trasę

28/10/2017


fot. Marcin Pawłowski

Najlepszy polski zespół psychodeliczny (fakt, że konkurencji wielkiej nie mają, ale Lonker See to klasa sama w sobie) rusza w trasę, na która złoży się osiem koncertów.

Byłem na ich gigu. Rewelacja.

facebook lonker see

facebook mitw

bandcamp

enregistré par steve albini – the ephemera’s worship [2004] / zoom out

13/08/2017

linki w komentarzach / links in comments

stevealbini.free.fr

Zespół o zajebistej nazwie, pochodzący ze Strasburga. Trzy składanki i jedna EP-ka, wydana własnym sumptem. Prawie tak samo jak płyta, podoba mi się wciąż działająca strona zespołu (nic, że niezbyt bogata w treść). To były czasy. Facebook i Bandcamp, niestety, nie mają takiego klimatu, jak stare dobre strony.

Muzyka to post-rock ożeniony z jazzem, noise rockiem, post-hardcore’em, math rockiem i emo. W „Le Progrès” słychać Abilene.

Nie jest to codziennością w przypadku tego typu zespołów – tekst zaangażowany. Chłopakom nie podoba się kapitalizm.

Niezły materiał. Francuzi, gdy idą w takie klimaty, zazwyczaj nie zawodzą.

***

Zoom Out

betanjehu – 666 [2017]

27/07/2017

bandcamp

Kibicuję zespołom, które robią za underground undergroundu. Tak jak kibicowałem Betanjehu, który niestety zakończył działalność.

Zespół z Lublina poruszał się w różnych muzycznych rejonach: noise rock, free jazz, post-rock, psychodelia… Zawsze awangardowo, ale nigdy (przynajmniej nie kojarzę takich nagrań) nie było to eksperymentalne pierdzenie dla samego pierdzenia.

„666” to soundtrack do komiksu trębacza. Udane męczenie buły. I pamiętajcie: unikajcie grania z Afrojaxem.

lonker see – lonker sessions / live at pijana czapla [music is the weapon; 2017]

16/07/2017

lonker see – bandcamp / facebook

music is the weapon – www / facebook

Ładnych parę lat temu łykałem neopsychodeliczne płyty jak prawak „wzruszające” przemówienie Trumpa. Później, gdy nawet moi ulubieńcy – Wooden Shjips i White Hills – zaczęli nagrywać słabsze rzeczy, mój entuzjazm diametralnie zmalał. Zeszłoroczna „Split Image” Lonker See to była chyba pierwsza od dawna nowa płyta z psychodelią, która nie służyła mi wyłącznie jako ścieżka dźwiękowa do sobotniego sprzątania.


fot. Marcin Pawłowski

W Katowicach – jeżeli chodzi o koncerty klubowe – chuj nocuje, więc nie mogłem przepuścić okazji, jaką był gig Lonker See. Jak się okazało – świetny. Choć podczas występu w katowickiej Katofonii miałem wątpliwości, czy saksofon Tomasza Gadeckiego jest na pewno potrzebny, tak słuchając „Lonker Sessions”, mam wrażenie, że jest on – saksofon albo Gadecki, jak kto woli – najważniejszą postacią na płycie.

Lonker See – niezależnie czy powoli buduje napięcie w otwierającym płytę „Dark Mother” (akurat przy kolejnym odsłuchu wcale nie mam wrażenia, że to się dzieje powoli), który w pewnym momencie nieco przypomina White Hills z najlepszych numerów (mnie niemal każdy dzisiejszy psych przypomina zespół Dave’a Weinberga), czy improwizuje na bębny i saksofon (Michał Gos i Gadecki w „The Element”) – przykuwa uwagę, niemal hipnotyzuje; pokazuje, że od dawna nie trzeba pisać udupiającego naszą scenę muzyczną zdania: „dobre jak na polskie warunki”.


fot. Paweł Jóźwiak

Trwające po około 20 minut „Awaking pt. 1 & 2” i „New Down” udowadniają, że z jednej strony można darować sobie puszczanie oka zarówno do alternatywnej publiki, jak i do koryfeuszy sceny niezależnej, promujących asłuchalne bzdety, ale i nie uciec w artystowskie pierdzenie.

***

Poprzedni rok był genialny dla polskiej muzyki. Wacław Zimpel, LAM, Lotto, Furia… No i Lonker See. Ten nie dorównuje – i pewnie nie dorówna – 2016. Ale nie jest źle, chociażby dlatego, że wyszły „Lonker Sessions” – na tę chwilę najlepsza polska płyta tego roku.

Kapitalny materiał.

Na drugim krążku znajdziemy świetnie brzmiący koncert, zarejestrowany w olsztyńskiej Pijanej Czapli. Jeśli będziecie mieli okazję zobaczyć Lonker See na żywo, nawet się nie zastanawiajcie.

Premiera albumu – 22 lipca.

bachorze – okoły gnębione wiatrem [pawlacz perski; 2016]

01/05/2016

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

soundcloud

bachorze na facebooku

pawlacz perski na facebooku

pawlaczperski.org

Jezu, jakie to dobre. Aż żałuję, ze nie jestem kimś bardziej kumatym – nie wiem, jakimś Rafałem Księżykiem – żeby sensownie opisać muzykę zespołu Bachorze.

Michał Biel (saksofon barytonowy), Paweł Doskocz (gitara elektryczna i przedmioty) oraz Maciej Maciągowski (syntezator modularny) grają coś, co można by określić jako połączenie free jazzu (?) z noise’em.

Nazwa zespołu i tytuł płyty mogą wzbudzić obawy, że będziemy mieć do czynienia z pretensjonalnym „experimentalem”, ale jest inaczej. „Okoły gnębione wiatrem” to muzyka raczej trudna do przyswojenia, ale też daleka od artystowskiej bufonady.

Sześć niełatwych utworów, które jednak nie pozwalają pomyśleć, że muzykę może nagrać każdy, kto potrafi drapać styropianem po szybie bądź włączyć odkurzacz. Ten materiał jest jak udana wizyta u dentysty; na mnie działa wręcz kojąco. Chodzę do tak dobrej pani doktor, że wiercenie w zębach zacząłem traktować jako relaks po pracy. Bachorze też sprawiają przyjemność, nie ból. Jeśli zespół chciał inaczej – przykro mi; nie wyszło.

joules/emotron – live @ reanimator records [2015]

04/10/2015

a0882293409_10

bandcamp

Bardzo podoba mi się ten materiał – ponad pół godziny hałasu, który nie brzmi jednak, jakby ktoś dusił egzotyczne zwierzę lub próbował przepiłować instrument dęty.

Z drugiej strony, nie do końca mam zaufanie do takiej muzyki: gdyby ktoś mi powiedział, że to nagrania Betanjehu albo Thurstona Moore’a z Matsem Gustafssonem, to pewnie bym uwierzył.

W każdym razie wciągnęło mnie i sprawdzę resztę.

***

I’m really liking this material – more than half an hour of noise, but one which doesn’t sound like’s someone choking an exotic animal or trying to saw through a wind instrument.

On the other hand, I don’t entirely trust this sort of music: if someone told me it’s a Betanjehu record or something by Thurston Moore feat. Mats Gustafsson, I’d probably believe them.

Anyway, it pulled me in and I’ll listen to other albums.

howard shore, ornette coleman, the london philharmonic orchestra – naked lunch [1992] / camille rowe

14/09/2013

folder

linki w komentarzach / links in comments

1

Zacząłem ostatnio trochę pisać o filmach i przypomniał mi się „Nagi lunch” – adaptacja ksiązki jednego z moich ulubionych pisarzy dokonana przez jednego z moich ulubionych reżyserów. Nie pamiętam, czy najpierw czytałem książkę, czy widziałem film. W każdym razie David Cronenberg bardzo fajnie „przełożył na sztukę filmową” lot Williama S. Burroughsa. Zresztą Cronenberg to ciekawy okaz. Zawsze mnie kusiło, żeby napisać o nim coś więcej, ale jestem na to zbyt leniwy.

Dziś, zamiast noise’u, nieco dżezu i poważki.

***

Camille Rowe

1

2

3

4

6

Camille Rowe for Spring Cleaning FreePeople Lookbook (March 2012) shoot by Anthony Nocella

***

Edit: pod wpływem zdjęcia nr 1 miałem wrzucić tu wiersz, ale zapomniałem.

O tak

Z końcem zimy odstąpiło ode mnie
pragnienie naprawy świata,
częściej myślę teraz o sobie;
o butach z pękniętą podeszwą,
rozdartych spodniach i wiadrze
rdzewiejącym gdzieś w ogrodzie.

Nic takiego: w miejsce zimowych
wieczorów wiosenne popołudnia
i smród wilgoci zamiast szronu
na podłodze; ta sama
skłonność do zrywów i point,
słabość do pijaństw.

A jednak podnoszę się, o tak,
czuję przybór sił i odwagi.
Jak trawa przeleżałem tę zimę
pod śniegiem i oto wstaję,
jak trawa.


%d blogerów lubi to: