Posts Tagged ‘emo’

still life – from angry heads with skyward eyes [1993] / phillip kaminiak

19/05/2018

linki w komentarzach / links in comments

ebullition records

discogs

to nie jest kraj dla starych ludzi

Mój dobry kolega śmiał się z mojego krzywego kutasa w niedzielę poprowadzi audycję radiową.

„DJ Niespotykanie Spokojny człowiek powróci. Dokładnie 20 maja od 10:00 będę w Studenckim Radiu Żak Politechniki Łódzkiej prowadził audycję w ramach specjalnego 59-godzinnego programu. Roboczy tytuł tego odcinka to «Emo hardcore rules big time!». Będzie to sentymentalny powrót do końcówki lat 90-tych i początku nowego wieku gdy hałasowały takie formacje jak m.in. On The Might of Princess, Julia, Car vs Driver, Engine Down i załączony band (oraz wiele innych)”.

Zapraszam. Ciekawe, czy DJ puści Still Life. Jak nie, ma wpierdol.

***

Phillip Kaminiak

policy of 3 – dead dog summer [1993] / valentina avallone

24/03/2018

linki w komentarzach / links in comments

discogs

loudfastphilly

myspace

Nie należę do tych smutnych pośladów, którzy każdą nową płytę przyjmują ze zblazowaną miną „kiedyś było lepiej”. Są jednak pewne konwencje muzyczne, w których naprawdę trudno zagrać coś tak dobrego, jak w np. latach 90. Słuchałem ostatnio dużo Policy of 3 i myślałem o tym, że ci dzisiejsi posthardkorowcy z ładnymi fryzurami i tatuażami mogą ssać huja mają mniej więcej takie szanse na nagranie czegoś, co spowoduje, że zapomnimy stare czasy, jak Mariusz Rumak na zastąpienie Juppa Heynckesa w Bayernie Monachium.

Policy of 3 wydali jeden LP, dwie siódemki oraz kompilację bodaj wszystkich nagrań. Więcej o zespole – na podlinkowanej wyżej stronie loudfastphilly.com, na której można znaleźć empetrójkę z wywiadem z zespołem.

A muzyka? Emo i post-hardcore. Drive Like Jehu spotyka Hoover.

***

Valentina Avallone

hanako – hanako [luty 2017] / liście [sierpień 2017]

21/09/2017

bandcamp

facebook

„Los świata w twoich rękach, tylko przegub ci wymięka” – te słowa Lecha Janerki przypominają się mi, gdy trafiam na emo, w którym synonimem słowa „emocjonalność” jest „płaczliwość”. Hanako, dzięki Bogu, to nie dotyczy.

Sam zespół taguje swe nagrania m.in. jako „screamo”, ale „screamo” to nie jest, gdyż tego gatunku muzycznego po prostu nie toleruje mój organizm, a self-titled i „Liści” słucham bez bólu.

Oba krótkie materiały, rewelacyjnie nagrane przez Łukasza Ciszaka (HUN, Sorry Sluts, Test Prints, solo [tu chociażby split z Arturem Rumińskim]), dobrze kopią. Kawałki są brudne, programowo brzmią nieładnie, ale nie mamy w przypadku Hanako do czynienia z garażowym napierdalaniem, które ma ukryć fakt, że zespół nie ma pomysłu na kompozycje, więc swą indolencję przykrywa brudem i nonszalancją.

(Teraz powinienem przysucharzyć, że najlepszy numer to „Uprzejmość”).

I jeśli miałbym się do czegoś doczepić, to do tego, że na „Liściach” za bardzo wysunięto wokal Bibi. Lepiej brzmi, gdy jest nieco schowany – jak na „jedynce”.

Tak czy siak, jest wpierdol. Czekam na płytę.

ogłoszenie parafialne: kiss me kojak szuka miejsc na koncerty

02/02/2016

10fuckingstars.wordpress.com
fot. Paweł Starzec

bandcamp

czechcore.cz

Zespół Kiss Me Kojak, który kiedyś gościł na 10fs, nagrywa nową EP-kę i szuka miejsc na „promocyjne” koncerty we wrześniu i październiku.

Osobiście mam takie zdolności organizacyjne, że nie organizuję nawet własnych urodzin, ale jeśli ktoś sam ma zamiar zrobić koncert albo zna kogoś, kto mógłby Kiss Me Kojak zaprosić – niech da znać.

Najlepiej pisząc do Hukota z zespołu: pavel.lukacovic@gmail.com

„najlepszy dzień raczej masz już za sobą”

31/12/2015

10fuckingstars.wordpress.com

(o)(o)
(o)(o)
(o)(o)

W linkach składanka: po jednym kawałku z moich ulubionych płyt minionego roku. Nie najlepszych, a ulubionych (im kawałek dalej na liście, tym płyta bardziej mi się podobała). Dziś wychodzi tak wiele albumów, że robienie nadętych zestawień typu „Płyta roku” mija się z celem. Sam Oren Ambarchi wydaje kilka rzeczy rocznie, podobnie Matthew Shipp. Jakim cudem miałbym to wszystko ogarnąć?

Rok zacząłem od płyty Martim Monitz. Służyła mi jako soundtrack do jazdy na terapię poznawczo-behawioralną. Polecam. Płytę, nie terapię, bo ta przypomniała mi, czemu jeden z moich profesorów na filozofii gardził psychologią.

***

To było 12 miesięcy, w czasie których wyszło kilka dobrych polskich płyt. Na przykład Ukryte Zalety Systemu. Choć trochę się rozczarowałem, bo sądziłem, że to jakieś dzieciaki, a na koncercie widziałem, że jeden z członków zespołu jest bardziej siwy niż ja. Zaskoczył też Brooks Was Here, podobała mi się Melisa. Fantastyczną płytę nagrała Alchimia – załoga z Polakiem na pokładzie: Robertem Iwanikiem.

Co do zagranicy, nie trafiłem na naprawdę wielką płytę. Nie ukazał się żaden album noiserockowy, który rzuciłby mnie na kolana. Najbardziej w tej materii spodobał mi się materiał Super Luxury. My Disco i Cherubs (oba zespoły wysoko w zestawieniu) nie brzmią jednak jak noise rock.

No i Liturgy dało po głowie. Dziwny zespół.

***

Najlepsza piosenka: „Birds of Flims” Sun Kil Moon. To numer na miarę „Like a Rolling Stone”. Coś pięknego.

***

Nie obyło się też bez rozczarowań. Ostatni Protomartyr jest nudniejszy niż esej Michnika.

***

Na koncertach wielu nie byłem, choć np. [peru] widziałem trzy razy. Polecam wszystkim, bo to mili ludzie, a i instrumenty nie bardzo im przeszkadzają w graniu.

Największe wrażenie zrobił na mnie Sunn O))) na Off Festivalu. Inna sprawa, że ja na tych Offach niespecjalnie jestem trzeźwy.

***

Tu napisałem co nieco o polityce i naszej alternatywie, ale wykasowałem. Zamiast tego, ładna dziewczyna z fajnego filmu:

daisy

***

Przeczytałem też parę książek. Największe wrażenie zrobiły na mnie: „Limonow” Emmanuela Carrère’a, „Od zwierząt do bogów” Yuvala Noaha Harariego i „Sześć tysięcy gotówką” Jamesa Ellroya. Ten ostatni to ma łeb, ja pierdolę.

***

Odkryłem również sens życia: jest nim oglądanie „Seinfelda”. Niestety, ma on tylko dziewięć sezonów, a do dwóch ostatnich nie było napisów. Ale za to do „Deadwood” były wszystkie.

al

No i to, co zrobił Jon Voight w „Rayu Donovanie”… Kłaniam się w pas.

***

Filmy tez oglądałem. Najlepszy był „Mad Max: Na drodze gniewu”. W kinie czułem się niemal jak z Tatą za komuny na „Gwiezdnych wojnach” (tez dobre te nowe) albo „Indianie Jonesie”.

***

Dziękuję wszystkim, którzy pisali komentarze tu – na blogu, i na fejsie. Także wszystkim, którzy podsyłali swoje płyty: zwłaszcza Marcelowi, który chyba cztery we mnie wmusił. :) No i Piotrowi z Martim Monitz, który zachował się zaskakująco, ale zdecydowanie na plus.

Jeśli jakiejś nie wrzuciłem / nie zrecenzowałem – sorry. W pojedynkę prowadzę blog, a muszę jeszcze pracować, a weekendy mam zajęte piłką nożną.

***

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

brooks was here – III [2015]

06/12/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

Krótko, bowiem biorę się powoli za podsumowanie roku, a chciałbym jeszcze zdążyć napisać choć parę słów o przyjemniaczkach z Lutownicy, THCulture i The Spire.

10fuckingstars.wordpress.com

***

Nowy Brooks Was Here zaskakuje. Odrobinę rozkrzyczane emo dla wrażliwych mężczyzn (jak ja i mój kolega z Londynu) zamieniło się we wkurwione, niemal wyrzygane coś, co aż nie wypada emo nazwać. Do tego mamy drugą nowość: polskie teksty.

Dobre zresztą.

Kanały dzisiaj piękne, mogę być tu przez cały dzień
Przepaski, panny wyklęte, słucham płyt de press
Tacy sami, tacy sami
Strzelanie dzisiaj jest piękne, od rana ktoś bawi się
Maleo otwiera kopertę do jutra ma za co jeść

Być może ktoś, kto widział BWH na żywo, nie jest zaskoczony. Ja nie miałem tej przyjemności. Gdy ktoś mieszka na Śląsku, nie doznaje raczej wiele przyjemności.

Można powiedzieć, że „III” to materiał kontrowersyjny, bo brzmi tak, jakbyśmy mieli do czynienia z innym zespołem niż dotychczas.

Zabrzmi to jak nieszczególny komplement, ale przy „III” wcześniejsze materiały – „Brooks Was Here” i „High Violence” – wydają się być słabsze niż były przed poznaniem nowego. To trochę jakby powiedzieć dziewczynie: „masz oryginalną urodę”, zamiast: „jesteś piękna”, ale trudno.

Ciekawe: „trójka” brzmi jednocześnie bardziej gówniarsko, ale i dojrzalej niż poprzednie płyty BWH.

Zmiany widać chociażby po długości kawałków: tylko dwa przekraczają dwie minuty.

Jak pisał klasyk, gdy w Polsce było jeszcze dziennikarstwo muzyczne: „Tu nie ma miejsca na elaboraty. Tu się dopierdala”.

melisa – dla melizy [2015]

24/10/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

10fuckingstars.wordpress.com
fot. Anna Kieblesz

Gdy Mateusz Romanowski podesłał mi link do płyty Melisy, ucieszyłem się, bowiem jego dwa inne zespoły – Brooks Was Here i The Spouds – łykam jak leming TVN 24. Melisę przesłuchałem kilka razy i wciąż nie mogłem jej rozkminić.

Dziwna nazwa zespołu, dziwny tytuł płyty, dziwne tytuły kawałków, dziwne brzmienie – no, słyszałem łatwiejsze płyty w tym roku. Hałas generowany przez Melisę nazwałbym w uproszczeniu połączeniem emo i noise rocka. Bas jest ważniejszy na „Dla Melizy” od gitary, co dodatkowo wywołuje u mnie dyskomfort poznawczy. Żeby był równie ważny, jak w Nomeansno… Ale ważniejszy?

Materiał lepiej zrozumiałem w sobotę, gdy obudziłem się zbyt wcześnie, na minimalnym kacu, i puściłem „Dla Melizy” z Bandcampa w komórce. Wtedy dotarło do mnie, że w tym zespole jest wiele ironii (wystarczy zerknąć w nazwę jego strony facebookowej – https://www.facebook.com/melisawpierdol), i wdając się w rozważania, jakby się było ambitną studentką kulturoznawstwa, można się narazić jedynie na śmieszność.

No ale kapela jest poważna, o czym świadczą najlepsze – obok liryków Martima Monitza i Ukrytych Zalet Systemu – teksty w tym roku.

Miło, że zjełczałego zgreda, który wysłuchuje pewnie z tysiąc nowych płyt rocznie, ktoś jest jeszcze w stanie zaskoczyć.

rainer maria – past worn searching [1997] / betsy schneider

20/06/2015

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

rainer maria

polyvinyl records

10fuckingstars.wordpress.com

Tak jak w przypadku American Football, ktoś może zapytać: indie rock czy emo? Rainer Maria wydał więcej albumów niż AM i słychać na nich, że czasem bliżej mu do emo, czasem do indie rocka. I raczej ta uwaga dotyczy konkretnych LP, a nie poszczególnych utworów. Zresztą, co za różnica? Dobra płyta.

Mogliby wystąpić na Off Festivalu, bo wciąż grają po reaktywacji, ale raczej Rojek nie słyszał o nich. Pewnie nie odjebaliby chujni, jak The Jesus and Mary Chain.

***

Betsy Schneider

1

2

3

4

5

6

the spouds – fear is the new self-awareness [2015]

11/04/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

1

Jedziemy z cyklem: „Nie mam czasu na pisanie recenzji”.

Mam wuja generała kolegę, dzięki któremu co drugi zespół wydaje mi się być emo. Kiedyś każdy brzmiał dla mnie jak The Beatles albo The Cure.

The Spouds są powiązani personalnie z Brooks Was Here – i słychać to chwilami.

Pierwsze dwa odsłuchy – bez rewelacji. Ale właśnie trwa trzeci i muszę powiedzieć, że ten materiał jest naprawdę dobry. Jest tu parę momentów, dla których mógłbym odrzucić zaloty Scarlett Johansson (gdyby nie była nachalna).

Ściągać, wspierać (finansowo i na inne sposoby), zapraszać na koncerty.

A za zakończenie mają u mnie dozgonne uwielbienie.

PS Sorry za ten college rock.

the sea, the sea – the sea, the sea [2004] / diane arbus

08/11/2014

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach

The+Sea+The+Sea

Gość się drze, dziewczyna ładnie śpiewa, jeśli akurat nie gra na saksofonie. Tak, to emo, wydane przez coś, co nazywało się Neon Boombox. Brzmi jak radykalna wersja Rainer Maria.

Ktoś może wytknąć The Sea, The Sea egzaltację (w sumie, czego innego się spodziewać?), a mnie się to podoba. Aha, dałbym sobie uciąć, że to lata 90., a to jednak 2004.

Nie mam pojęcia, czy wydali coś jeszcze.

***

Diane Arbus

1

2

3

4

5

6


%d blogerów lubi to: