vineland – vineland (1996) / aaron bunge

linki w komentarzu / links in comments

freadweaver.com

discogs

Ech, kurde faja, wejść w posiadanie takiej kasety…

Vineland – jeden z miliona projektów, przez który przewinął się Doug Scharin (inne to m.in. Codeine, June of 44 i Rex). Discogs wymienia dziewięciu członków zespołu, który ma na koncie zaledwie dwa single i niewydany album (na szczęście można znaleźć w necie) oraz składankę i split.

W necie jest bodaj jedno zdjęcie Vineland – jako kwartetu z Dougiem Scharinem (drugi od lewej)

Na „Vineland” zagrali: Fred Weaver, Jon Fine i znany z chociażby z Maserati perkusista Jerry Fuchs, który zginął w listopadzie 2009 r. Straszna historia.

Szkoda, że ten materiał nigdy się nie ukazał. Typowe dla lat 90. granie, dziś trudne do powtórzenia. Jeśli ktoś lubi Bitch Magnet albo Bastro, na pewno podejdzie mu Vineland. Jest tu parę zagrywek, które postawią na nogi każdego, kto tęskni za najlepszą dekadą XX wieku.

O kapeli krótko i ciekawie opowiedział Weaver (link wyżej). Jest tam również wywiad z Fine’em, który sam siebie określa mianem „fiuta”, co może dać odpowiedź na pytanie o częste zmiany składu i rozpad Vineland mimo nagrania płyty, i to pod okiem Steve’a Albiniego.

Może ktoś kiedyś zremasteruje i wyda „Vineland”. Fajnie by było.

Dodałem również do paczki dwa single (na „Obsidian” bębni Scharin).

***

Aaron Bunge – niby zwykłe fotki na ulicy, a tak mnie wciągnęły, że najchętniej wrzuciłbym ich tu ze 200.

pan sonic – a [1999] / elina brotherus

linki w komentarzach / links in comments

pan sonic (kiepska strona, ale dobrze, że jest)

mika vainio

ilpo väisänen

Pan Sonic (każdy wie, że nazywali się Panasonic, ale dojebał się do tego Panasonic) był chyba pierwszym zespołem niemającym nic wspólnego z szeroko pojętym rockiem, którego muzyka wywołała u mnie ciarki na plecach.

W latach 90. można się było zastanawiać, czy muzyka elektroniczna – w Polsce jej największym propagatorem (przynajmniej w mainstreamie) był Rafał Księżyk, przy okazji ględzący o kryzysie gitarowego grania i… zachwycający się wieloma zespołami gitarowymi – wytrzyma próbę czasu, czy utwory opiewanych wtedy artystów za 10-20 lat nie będą brzmieć jak gówno.

Jak zwykle najmądrzejszy okazał się czas, który udowodnił, że niektórzy z jego próby wyszli zwycięsko: np. „Biokinetics” Porter Ricks to wciąż arcydzieło, a nagrania Pan Sonic – czyli Miki Vainio (zm. 12.04.2017) i Ilpo Väisänena – wciąż stanowią radykalną operację nie tyle na bębenkach, co na mózgu słuchacza. Tak więc, czytelniku miły, załóż sobie słuchawki, włącz „A”, skup się i poczuj przyjemność z bólu, jaki zadają utwory „Askel”, „Ahdin” czy „Rajatila”.

To był wielki zespół, jedyny w swoim rodzaju. Po śmierci Vainio (będąc na klifie, spadł z sześciu metrów do morza) interesowałem się jedynie pośmiertnymi płytami Pan Sonic. Nie przyszło mi do głowy, by sprawdzić, co robi Väisänen. Pojebane jest zresztą to, że przez długi czas byłem pewien, że nie żyją obaj. Może to jakaś projekcja z Coil – wszak ten padół opuścili już i Jhonn Balance, i Peter Christopherson. Pora nadrobić.

W początkowej fazie działalności Pan Sonic był triem, które uzupełniał Sami Salo.

Nawiązując do drugiego akapitu – nie zestarzało się. „A” to wciąż minimalistyczne arcydzieło.

Mogli wszystko. Nagramy najlepszy ambient? Ok. Dojebane techno? Nie ma sprawy. Coś, co wygoni z klubu wszystkich pozerów? Zrobione.

***

Elina Brotherus, czyli My Dog is Cuter Than Your Ugly Baby.

tanker – tanker [2011] / stanko abadžić

free download

mihael bele – yt

Bardzo dobra płyta, chyba jedyna rzecz, jaką Tanker nagrał czy wydał. Zespół pochodził z Zagrzebia, a grał w nim m.in. Mihael Bele, znany z noiserockowego Joe 4 (który chyba padł na amen) oraz z eksperymentalno-postrockowego Peach Pit (jw.).

Sześć świetnych numerów, wydanych na CD przez Remorker Records, który powstał chyba tylko po to, by wypuścić w świat „Tanker”.

To, że Chorwaci umieją grać noise rocka, to żadna niespodzianka – wyżej widzimy nazwę Joe 4, pamiętamy też doskonałą kapelę SexA.

Fajnie byłoby mieć to CD, ale szanse na to pewnie są żadne.

***

Tak bardzo mi podeszły zdjęcia Stanko Abadžicia, że aż wrzuciłem więcej niż mam w zwyczaju.

paul newman – frames per second [1997] / herb ritts

linki w komentarzach / links in comments

discogs

Pozostajemy w klimacie, w który wprowadza ostatnio wrzucony przez mnie zespół, Dianogah, ale przenosimy się z Chicago do Austin. Paul Newman również grał coś, co można by określić jako mieszankę post– i math rocka, choć tym razem tego drugiego jest mniej.

Nazwa kojarzy się od razu ze wspaniałym amerykańskim aktorem. Na marginesie, jakiś czas temu przypomniałem sobie film „The Sting” George’a Roya Hilla – no, nie da się tego chłopa nie lubić. Paul A. Newman to również basista zespołu Paul Newman. Łapiecie, nie? Bodaj najbardziej znaną postacią z tej kapeli jest Edward Robert, basista indierockowego I Love You But I’ve Chosen Darkness (bardzo lubię ich płytę „Fear Is On Our Side” (2006).

„Frames Per Second” – ale to jest dobre. Jedna z lepszych pozycji w katalogu Trance Syndicate, labelu Kinga Coffeya z Butthole Surfers, w którym znajdziemy również takich mistrzów jak Johnboy, Pain Teens, Cherubs czy Bedhead.

Cztery LP na koncie plus single, split, kompilacja… Zresztą można sprawdzić na Discogsie, co wydał Paul Newman. Ostatnia płyta, „This Is How It Is Lost” (2005), nie trzymała poziomu poprzednich. Nie pomógł w jego utrzymaniu chociażby wokal.

Tak czy siak, był to wspaniały zespół. Podobnie jak Dianogah, niedoceniony.

Przerobiłem całą dyskografię Paula – zdecydowanie warto. Nawet na ostatniej płycie jest mnóstwo ciekawych momentów.

***

Herb Ritts (ten w okularach, obcinający sprzęt modela; 1952-2002) – autor m.in. słynnego zdjęcia Madonny. Nie przepadam za tą raszplą, więc je tylko linkuję. Piękna robota (fotografia jako przejaw eskapizmu), za krótkie życie.

dianogah – battle champions [2000] / whitney hubbs

linki w komenatarzach / links in comments

The band from Chicago that opened for one of your favorite bands circa 1998.

dianogah.com

facebook

bandcamp

southern records

W środku prawdopodobnie Stephanie Morris, która śpiewała w trzech kawałkach na czwartym albumie Dianogah, „Qhnnnl”. Stephanie zmarła 1 czerwca 2009. W lipcu tego samego roku miała z Dianogah wystąpić na Pitchfork Music Festival. Mimo śmierci wokalistki zespół postanowił zagrać, składając jej tym samym hołd

To jedna z kapel z drugiego planu w moim słuchaniu muzyki, ale jak już sobie o niej przypomnę, to włączam i nigdy się nie rozczarowuję.

Dianogah ma na koncie dwie płyty nagrane przez Johna McEntire’a i dwie przez Steve’a Albiniego. Nie najgorzej. Do tego kilka singli i kawałki na paru kompilacjach (m.in. jednej z moich ulubionych, „Ground Rule Double”). Wszystko zresztą do sprawdzenia na ich stronie internetowej. Muszę przyznać, że brakuje mi takich stron. Wszystko teraz jest na tym jebanym Facebooku albo Bandcampie.

Dianogah.com co prawda nie jest aktualizowana, ale można znaleźć na niej parę ciekawych rzeczy, m.in. plakaty z koncertów (szkoda, że nie w większym formacie).

Zespół wciąż gra, o czym możemy się dowiedzieć – a jakże – z Facebooka. Mają się pojawić nowe nagrania.

„Battle Champions” to fantastyczna muzyka. Coś między post-rockiem a delikatnym math rockiem – jakby to głupio nie zabrzmiało. Miasto pochodzenia: Chicago. Więcej nie trzeba pisać.

Jeśli ktoś zechce poznać całą dyskografię Dianogah, niech też sprawdzi Bandcamp DuPage County Hardcore, które dokumentuje scenę chicagowską, m.in. poprzez wrzucenie dema bohaterów tego postu.

***

Whitney Hubbs

milkmine – braille [1994] / pedro meyer

linki w komentarzach / links in comments

discogs

Noise rock z Cincinnati. Zespół, o którym w sumie nic nie wiadomo, ale przynajmniej jest fotka. Szkoda, bo lubię poczytać o tym, co robią ludzie ze starych kapel.

Grali na dwa basy – to na pewno ich wyróżnia; pytanie, czy to dobrze, czy źle. Na „Braille” są zajebiste momenty, są też takie, dzięki którym można by się do Milkmine zniechęcić („Snapshot”, „Snotboy”, „Loddy”); jest tu odrobinę średnio fascynującego rocka i grunge’u. No ale ważne, że minusy nie przysłoniły plusów. W każdym razie nie mamy tu do czynienia z sytuacją wiewiórki, która nie potrafi ani zasłonić fortepianu, ani na nim zawiewiórczyć.

Na pewno nie zniechęcił się nikt, kto zaczął słuchanie tego tria od siódemki „Super M”. Milkmine ma również na koncie split z Liquor Bike.

Chętnie bym coś więcej napisał o zespole czy dalszych losach jego członków, ale – jak wspomniałem – nie znalazłem żadnego info.

„Braille” kupiłem za 12,90 zł na Allegro. Wkładka do płyty nie przynosi żadnych ciekawych informacji na temat Milkmine.

Fani Cherubs znajdą tu coś dla siebie.

***

Pedro Meyer

swob – dyskografia / marcel mariën

linki w komentarzach / links in comments

discogs

Zdjęć kapeli nie ma w necie. Tzn. jedno niby jest, ale – po pierwsze- zamazane, a po drugie kiedyś fotka zespołu Johnboy okazało się być fotką zespołu Johnboy, tyle że innego, nie tego z Trance Syndicate. Tak więc wrzucam plakat z koncertu

Kolejny noiserockowy zespół z lat 90., który nie zostawił po sobie wielu nagrań. Choć w sumie nie jest źle, bo do trzech „siódemek” (ostatnia, „The Explosion of Scilence”, to chyba biały kruk) dochodzi niewydany LP „Persis Hussey”.

Rzecz trochę różni się od poprzednich. Może label, który miał to wydać, uznał, że dziwadło nie zejdzie. Z drugiej strony, wychodziły wtedy bardziej pojebane rzeczy. Z trzeciej, to już były czasy, gdy gitarowe granie przestawało być modne, a Księżyk bredził, że nie ukazują się dobre, gitarowe płyty, tera tylko tekno. A może ktoś przeleciał czyjąś dziewczynę albo przepił kasę? Summa summarum, nie wiem, czemu w końcu LP nie wyszedł (na jakimś forum znalazłem info na ten temat, ale to było raczej gdybanie, że Project a Bomb coś tam, coś tam).

Nie mam też pojęcia, czy tytuły utworów są prawdziwe (zakładam, że tak, biorąc pod uwagę te z „prawdziwych” płyt. Inna sprawa, że pierwszy jest urwany, ale gdy próbowałem dociec, co powinno być zamiast kropek, wyskoczyło mi Męskie Granie, więc wolę już nie sprawdzać) i czy te kawałki to ostateczna wersja tego, co miało się ukazać. W sumie, kurdefaja, szkoda, że nie wyszło.

Nie wiem też, co robili panowie ze Swob po tym, jak zespół skończył grać. Trudno nawet powiedzieć, czy posługiwali się prawdziwymi nazwiskami. Poza Toddem Doehringiem, związanym z kilkoma nieznanymi mi kapelami. Ale tagi typu „math rock” czy „post-hardcore” sprawiają, że trzeba je sprawdzić.

A najlepsza, jeżeli chodzi o nagrania Swob, jest epka „Neutrinos”. Nie wiem, czy 10/10, ale tak z 9,5 na pewno. ;)

***

Marcel Mariën – kapitalny surrealista, który potem został sytuacjonistą, ale jak idzie o izmy to słaby jestem, więc się nie wypowiem.

jonestown – all day sucker [1991] / larsen sotelø

linki w komentarzach / links in comments

discogs

Jonestown – coś jakby zmieszać The Ex, Alice Donut, Circus Lupus. Oprócz zwyczajnego, rockowego instrumentarium słyszymy na „All Day Sucker” puzon, bandżo, kastaniety czy melodykę. „All Day Sucker” nie jest płytą wybitną, ale warto ją poznać (single też są w cyc).

Na koncie Jonestown widnieje tylko jeden LP (bez problemu można go kupić chociażby via Discogs), ale bodaj siedem singli, w tym split z Dog Faced Hermans.

Nie ma w necie zbyt wielu informacji na temat tego, co poza Jonestown robili członkowie zespołu. Wokalista Dan Gannon nagrywał jakąś elektronikę i folk, Tom Greenwood współtworzy Jackie-O Motherfucker, ale on na „All Day Sucker” nie grał. Albo informacji na temat Jonestown nie ma, albo giną wyniki wyszukiwania wśród tekstów dotyczących The Brian Jonestown Massacre i jakichś ponurych metalowców. No i oczywiście pojawia się Jonestown Jima Jonesa. Nie znalazłem nawet zdjęcia kapeli.

Greenwood prowadził też wydawnictwo Project a Bomb, które wydało jedyny LP Jonestown oraz singiel „Sugar Ship”. Poza tym m.in. Dog Faced Hermans, Guzzard i parę mniej znanych kapel.

***

Larsen Sotelø. Wrzucam go po raz drugi. Nie dlatego, że jest taki dobry – po prostu zapomniałem, że pojawił się tu przy okazji płyty Pitchfork.

struggler – it was a very long conversation but at the end we didn’t shake hands [1982] / martine franck

linki w komantarzach / links in comments

bandcamp

Kilkanaście lat temu można było spędzić cały dzień na przeglądaniu blogów. Na Blogspocie było ich od groma. Najbardziej lubiłem chyba „Commercial Zone”, dotyczący muzyki post-punkowej. Jezu, ile tam było genialnych rzeczy. Później zaczęto bez uprzedzenia blogi usuwać, w tym mój – na szczęście (?) zrobiłem backup i wrzuciłem zawartość na WordPressa.

Odwiedzałem też inny (nie pamiętam nazwy) z mnóstwem płyt w (około)postpunkowym klimacie, ale zespołów raczej mi nieznanych. Zwrócił na nim moją uwagę belgijski Struggler z uwagi na kapitalny tytuł płyty: „It Was a Very Long Conversation but at the End We Didn’t Shake Hands”.

Lubię czasem wracać do tego ponuractwa. Są tu lepsze i gorsze momenty, ale podoba mi się całość, najbardziej „Persecute”.

Winyl do kupienia, ale cena odstrasza, co można sprawdzić na Discogsie.

Struggler gra do dziś. W ubiegłym roku wydał niezłą płytę „Wilma (Determined Protector)”, wykonując na niej też nowe wersje dwóch kawałków z „It Was…”. Ze starego składu został tylko Rene Hulsbosch, a prowadzenie blogu stało się niegroźnym dziwactwem.

***

Martine Franck (na zdjęciu nr 1) – belgijska fotografka, tak wspaniała, że trudno było zrobić selekcję jej zdjęć. Żona Henriego Cartier-Bressona, związana z Magnum Photos.

We własnej osobie
Town and Wear County. Village of Skinningrove. Workers’ Club Carnival.
FRANCE. Clamart. Library for children. Built by the „Atelier de Montrouge”: Jean Renaudie, Pierre Riboulet, Gerard Thurnauer and Jean-Louis Veret. Ile de France. Haut de Seine. 1965.
Town of Newcastle on Tyne.
SWITZERLAND. Rossinière. French painter BALTHUS at home. 1999.
USA. Long Island. Amagansett. Family of fishermen. 1983.
NEPAL. Bodnath. Shechen Monastery. Tulku KHENTRUL LODRO RABSEL (12 years old) with his tutor LHAGYEL. At the age of 5, KHENTRUL decided that he had lived enough with his parents and that it was time for him to enter the monastery. Two or three years after their death, important lamas are reincarnated in the body of a child. The search for this child is based on the information left by the lama himself: dreams, visions and the intuition of other lamas. The Tulkus are discovered at 3 or 4 years of age, declared at about 4 or 5 and then enter the monastery at the age of 6. According to the rules of the monastery, each Tulku is instructed by a tutor and is either prevented or restricted from seeing other young monks from their age group. All the Tulkus are called Rinpoche which means „the precious one”. 1996.

freedom fighters – my scientist friends [1997] / iness rychlik

linki w komentarzach / links in comments

amrep

i heart noise

Zespół, o którym nie dowiesz się za wiele z netu (zdjęcia też nie znajdziesz). W katalogu Amphetamine Reptile napisano, że to „dwie gitary i przyjazny typ na bębnach”, dzięki Discogsowi zobaczysz, kto grał w FF i czy również w innych kapelach (bardzo skromne to info).

Wydali jeden LP – „My Scientist Friends” (wspomniany AmRep), siódemkę „Bell or Bat” (Meat Records, 1996), której niestety nie znam, kawałek „Slim Sissy” pojawił się na składance wydanej przez No Alternative w 1999 r., a „Deliver Us” na jednej z odsłon kultowej „Dope-Guns-‚N-Fucking In The Streets” (czy może być piękniejszy tytuł?). I to chyba wszystko.

I Heart Noise odsyła nas do nieistniejącej już recenzji na Ink19, w której ktoś, pisząc o FF, posłużył się ponoć zdaniami „Experimental punk rock, reminiscent of the groups such as Helmet, Cosmic Psychos, and Today is the Day” oraz „F² takes a nod from such former acts as Naked Raygun and Reagan Youth and resurrects the spirit of punk when it still had the capacity to break fresh, new, and often weird ground”.

Miło, że nie wszyscy słyszymy to samo, ale jeśli miałbym szukać odnośników – wskazałbym na Drive Like Jehu (a przy „Crows Nest” na Chokebore – można się tak pobawić, jeśli ktoś lubi). Chwilami nawet wokal Franka Bevama przypomina nieco to, co z gardła wydobywa Rick Froberg.

Świetna, pełna energii, posthardkorowa, chwilami noiserockowa, płyta. Za chwilę gitary przestały cokolwiek znaczyć.

CD do kupienia za 55 zł w Dodaxie.

***

Iness Rychlik

Średnio pasują te zdjęcia urodzonej w Polsce artystki do w sumie pogodnej muzyki Freedom Fighters, ale tak bardzo mi podeszły, że je wrzucam, nie czekając na lepszą okazję.

%d blogerów lubi to: