Archive for the ‘foto’ Category

scratch acid – scratch acid [1984] / dave naz

23/09/2017

linki w komentarzach / links in comments

touch and go

Reaktywował się ponownie jeden z najwspanialszych zespołów w historii rocka, The Jesus Lizard. Przeczytałem opinię, że minusem powrotu tych świrów jest mniejsza uwaga, jaką słuchacze poświęcą nowym kapelom. Co ciekawe, swymi wątpliwościami podzielił się gość, który oprócz fajnych rzeczy wydaje takie kasztany, że zamiast nich wolałbym przez cały dzień słuchać jedenastej „piosenki” z rozszerzonego wydania „Liar”.

Ale wracajmy do bohaterów tego postu, czyli pre-noiserockowego Scratch Acid, po śmierci którego The Jesus Lizard powstał. W międzyczasie był jeszcze Rapeman. Nieźle.

Miałem Scratch Acid wrzucić dawno temu, ale jakoś nie wyszło. Miał to być zresztą materiał koncertowy, ale wcięło mi go, niech więc będzie self-titled debut, jedna z ulubionych płyt Kurta Cobaina. Zamykający wyżej wzmiankowaną pozycję fonograficzną utwór „Lay Screaming” został – wedłgu Davida Yowa – „inspired by Marquis de Sade, reading his shit”.

Wszystkie studyjne nagrania Scratch Acid ukazały się na kompilacji Touch and Go „The Greatest Gift”. W sumie mógłbym wrzucić ją, ale wolę jednak słuchać każdej płyty z osobna, a wszystkich wrzucać mi się nie chce.

Scratch Acid reaktywował się dwukrotnie (2006, 2011), podobnie jak The Jesus Lizard odciągając młodzież od poznawania nowych płyt!

***

Dave Naz

six finger satellite – pigeon is the most popular bird [1993] / amanda charchian

15/09/2017

linki w komentarzach / links in comments

sub pop

W cyklu „nie znam” świetny, nieoczywisty zespół z Providence. „Świetny”, gdyż grał świetną muzykę, „nieoczywisty” – gdyż zaskakiwał (wystarczy po „Pigeonie” włączyć chociażby EP-kę z 1994 roku, „Machinise Cuisine”). Drugim wydanym w Sub Popie materiałem był „Severe Exposure”. Ja pierdolę, jakie tam są gitary.

Kapela, myślę, trochę niedoceniona, choć w pewnych kręgach – wprost przeciwnie.

Płyta „A Good Year for Hardness” (2009), reaktywowanego 6FS, jest ok, ale gdyby nie powstała, nic by się chyba nie stało.

***

Amanda Charchian. Fajne te foty, czasem zalatują Guy Bourdinem.

tony conrad with faust – outside the dream syndicate [1973] / nobuyuki taguchi

15/08/2017

linki w komentarzach / links in comments

bureau b

table of the elements

tony conrad movie

discogs

Faust widziałem na żywo przed sześcioma laty. Zagrał rewelacyjnie. Oprócz muzyki zapamiętałem to, że Jean-Hervé Peron był wyjątkowo wyluzowany i atakował seksistowskimi (specjalnie dla niektórych: „atakował” „seksistowskimi”) tekstami gitarzystkę (to pewnie była Geraldine Swayne i kawałek „Tell the Bitch to Go Home”) oraz performance (broń Boże, nasz zgrzebny pank perfromęs) polegający na zniszczeniu jakiegoś obrazu wiertarką. Doskonale prezentował się na scenie James Johnston z Gallon Drunk.

To był, kurwa, koncert.

Faust założyli m.in. wspomniany Peron oraz Hans Joachim Irmler. Obaj panowie na stare lata grali/grają w dwóch odmiennych Faustach. Ten Perona wydaje w miarę często świetne płyty (w tym roku „Fresh Air”), ten Irmlera rzadziej, ale może się pochwalić chociażby kolaboracją z Dälekiem.

Wspaniały rys historyczny. Zapraszam do Wikipedii. xD

Na „Outside the Dream Syndicate” (tu Irmler chyba się nie pojawił) Faust towarzyszy Tony’emu Conradowi. Ten wspaniały artysta zasłynął chociażby tym, że należał do Theatre of Eternal Music wraz z m.in. La Monte Youngiem i Johnem Cale’em. ToEM nazywano również The Dream Syndicate, co nietrudno połączyć z tytułem prezentowanej płyty.

Conrad niestety zmarł w ubiegłym roku.

Na „Outside the Dream Syndicate” panowie żenią muzykę repetytywną z krautrockiem. Pod dobrą lufę jak znalazł.

Ta wersja płyty pochodzi z 1993 roku. Pierwotna, z 1973, zawierała dwa numery. Wydań było więcej, co można zobaczyć w linku do Discogsa.

***

Nobuyuki Taguchi

enregistré par steve albini – the ephemera’s worship [2004] / zoom out

13/08/2017

linki w komentarzach / links in comments

stevealbini.free.fr

Zespół o zajebistej nazwie, pochodzący ze Strasburga. Trzy składanki i jedna EP-ka, wydana własnym sumptem. Prawie tak samo jak płyta, podoba mi się wciąż działająca strona zespołu (nic, że niezbyt bogata w treść). To były czasy. Facebook i Bandcamp, niestety, nie mają takiego klimatu, jak stare dobre strony.

Muzyka to post-rock ożeniony z jazzem, noise rockiem, post-hardcore’em, math rockiem i emo. W „Le Progrès” słychać Abilene.

Nie jest to codziennością w przypadku tego typu zespołów – tekst zaangażowany. Chłopakom nie podoba się kapitalizm.

Niezły materiał. Francuzi, gdy idą w takie klimaty, zazwyczaj nie zawodzą.

***

Zoom Out

tumor circus – tumor circus [1991] / gordon denman

26/07/2017

linki w komentarzach / links in comments

alternative tentacles

„Supergrupa” złożona z członków takich kapel jak: King Snake Roost, Steel Pole Bath Tub, Grong Grong, Bush Pig czy też jednego z moich ulubionych dzisiejszych zespołów, The Hand. Na wokalu niejaki Eric Boucher. Nie znam.

Uwielbiałem ten materiał, gdy byłem młodzieniaszkiem. Dziś lubię i szanuję, choć mam wrażenie, że tej bardzo dobrej, lekko zwieszonej „chaotyczno-konsekwentnej” muzycznej robocie czasem nieco przeszkadza nachalny wokal.

Tak czy siak – super: muzyka, teksty (w „Take Me Back or I’ll Drown Our Dog (Headlines)” ponoć pojawiają się autentyczne nagłówki, w tym: „Policja zabiła człowieka, by zapobiec jego samobójstwu”), okładka, nazwa kapeli.

Wśród różnych wydań „Tumor Circus”, które można prześledzić na Discogsie, jest też nasz buraczany pirat z MG Records. Miałem.

***

Gordon Denman

gastr del sol – crookt, crackt, or fly [1994] / kai mueller

08/07/2017

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

drag city

David Grubbs (Bastro, Bitch Magnet i in.) oraz Jim O’Rourke (Jim O’Rourke i in.), gościnnie m.in. John McEntire z Tortoise. Lata 90. były absolutnie genialne dla muzyki. To także złote czasy post-rocka, o czym możemy się przekonać, słuchając „Crookt, Crackt, or Fly”. Piękne.

***

Kai Mueller. Lekkie ziewanko, ale trzeba przyznać, że niektóre zdjęcia tego niemiaszka są miłe dla oka.

porter ricks – biokinetics [1996] / hannes windrath

25/06/2017

linki w komentarzach / links in comments

chain reaction

thomaskoner.com

Chyba już w drugiej połowie lat 90. Rafał Księżyk sprzedawał teorię, jakoby muzyka gitarowa była w wielkim kryzysie, a elektroniczna zajęła jej miejsce i tylko ona – upraszczając – ma sens. Życie zweryfikowało proroka, bowiem – jak zazwyczaj bywa – najbardziej sensowne okazało się podejście wyśrodkowane: artyści są dobrzy lub chujowi, instrumenty, których używają, to sprawa drugorzędna. Wielu muzyków, którzy odrzucili tradycyjne rockowe instrumentarium i mieli stać w awangardzie muzycznej rewolucji, zostało zapomnianych. Są tacy, którzy zostali w pamięci, a nawet do dziś wydają sensowne rzeczy. Np. Andy Mellwig i Thomas Köner tworzący duet Porter Ricks.

Te dwa Niemiaszki w 1996 roku wypuścili arcydzieło zdubowanego techno (czy jak to nazwać), „Biokineticks”. Dobra okazja, żeby przypomnieć ten materiał, gdyż Porter Ricks wydał nowy album, „Anguilla Electrica”.

***

Hannes Windrath

mark hollis – mark hollis [1998] / duane michals

11/06/2017

discogs

facebook

Garstka Polaków.

O Marku Hollisie posałem przy okazji postu o Talk Talk, jednego z najważniejszych zespołów w historii.

***

Duane Michals – wspaniały fotograf, któremu zdarzało się zdjąć chociażby takich tuzów, jak René Magritte czy Clinte Eastwood, ale też panie, które czasem uwalniały się z odzieży.

his hero is gone – monuments to thieves [1997] / svenja trierscheid

01/06/2017

linki w komentarzach / links in comments

facebook

discogs

Piękna nazwa zespołu. Aż dziw, że część HHIG założyło potem kapelę o tak banalnej nazwie, jak Tragedy.

HHIG niby grał crust, ale osobiście nie przepadam za tym określeniem. Dla mnie to hardcore, i tyle. 15 numerów, które wwiercają się w głowę. Głównie czad, ale przetykany sludge’owymi zwolnieniami. Miazga, pierdolony klasyk.

Relatywnie mało słucham panka i hc, bowiem wiele płyt, którymi jarałem się dawno temu, dziś wydaje się mi mało atrakcyjnymi muzycznie (tekstowo też, no ale to mniejszy problem), a z nowych rzeczy bardzo rzadko coś do mnie trafia, jeśli chodzi o HC/punk. „Monuments to Thieves”, jak sądzę, nie zestarzeje się nigdy.

Na stronie Prank Records płyta jest niedostępna. Nie wiem, czy została wznowiona w jakimkolwiek formacie przez kogolkowliek. W Polsce wydało ten materiał na kasecie Nikt Nic Nie Wie.

***

Svenja Trierscheid. Niektóre zdjęcia tej pani są zajebiste.

no trend – too many humans [1983] / cvatik

05/05/2017

linki w komentarzach / links in comments

l’invitation au suicide

thevinyldistrict.com

touch and go

Czasem uprzejmie piszę, że warto słuchać nowych zespołów, ale gdy włączę taki No Trend, stwierdzam, że może niekoniecznie.

Cztery duże płyty, w tym jedna pośmiertna. Touch and Go nie chciała jej wydać, gdyż była nazbyt popierdolona.

Jeden z wielu członków No Trend, gitarzysta Frank Price (brał udział w nagraniu „Too Many Humans”), popełnił samobójstwo w 1989 roku.

Boże, co to jest za płyta.

***

Cvatik. Ech, zamienić się z gościem robotą.


%d blogerów lubi to: