Posts Tagged ‘music is the weapon’

lastryko – lastryko / godot – godot [music is the weapon; 2017]

08/11/2017

Czasu nie mam za bardzo, żeby się zagłębić, więc jedynie anonsuję dwie dość nowe rzeczy z jednej z moich ulubionych oficyn: Music is the Weapon.

***

Lastryko gra delikatną (choć czasem z pomocą rzężącej gitary) psychodelię. Skojarzenie: „Kopalino” Popsysze, które jednak jest bardziej osadzone w miejscu, w którym zespół egzystuje. Psychodeliczny patriotyzm lokalny.

Mój ulubiony fragment to niemal ambientowy odpływ w „Trieste”. Irytować może wokal, kładący w dziwaczny sposób akcenty (przykład: „Ekspedycje”). 10 fucking stars jednakowoż poleca. Proszę przysłać zgrzewkę Zamkowego.

bandcamp

facebook

***

Godot (w sumie nie wiem, czy płyta firmowana jest nazwą „Godot” czy „Kempa Lubiewski”; użyłem nazwy z Bandcampa) zachwycił przynajmniej jedną osobę. Ktoś, kto prowadzi Ciemną stronę bandcampa napisał o tym materiale: „wspaniałe!”.

Niezłe na pewno. Na „Godocie” (zupełnie mi się te materiał nie łączy z Beckettem) czasem słyszę dalekie echa „Screamadeliki” Primal Scream, czasem coś z Moloko (w „Ciele Kosmosie”, które nagle przechodzi w postrockową psychodelię, by przez chwilę zabrzmieć niczym Maserati), mamy też do czynienia z czymś, co brzmi jak psychodeliczne słuchowisko radiowe… Jest tu pewien eklektyzm, ale całość – raczej spójna, choć może „Looper Ago” nieco „łamie” płytę. Mnie chyba najbardziej przypadła do gustu niemal noise’owo-freejazzowa niespodzianka pod koniec „Police of Vic Firth Dept.”.

Coś czuję, że „Godot” może zyskiwać z każdym przesłuchaniem.

bandcamp

lonker see rusza w trasę

28/10/2017


fot. Marcin Pawłowski

Najlepszy polski zespół psychodeliczny (fakt, że konkurencji wielkiej nie mają, ale Lonker See to klasa sama w sobie) rusza w trasę, na która złoży się osiem koncertów.

Byłem na ich gigu. Rewelacja.

facebook lonker see

facebook mitw

bandcamp

lonker see – lonker sessions / live at pijana czapla [music is the weapon; 2017]

16/07/2017

lonker see – bandcamp / facebook

music is the weapon – www / facebook

Ładnych parę lat temu łykałem neopsychodeliczne płyty jak prawak „wzruszające” przemówienie Trumpa. Później, gdy nawet moi ulubieńcy – Wooden Shjips i White Hills – zaczęli nagrywać słabsze rzeczy, mój entuzjazm diametralnie zmalał. Zeszłoroczna „Split Image” Lonker See to była chyba pierwsza od dawna nowa płyta z psychodelią, która nie służyła mi wyłącznie jako ścieżka dźwiękowa do sobotniego sprzątania.


fot. Marcin Pawłowski

W Katowicach – jeżeli chodzi o koncerty klubowe – chuj nocuje, więc nie mogłem przepuścić okazji, jaką był gig Lonker See. Jak się okazało – świetny. Choć podczas występu w katowickiej Katofonii miałem wątpliwości, czy saksofon Tomasza Gadeckiego jest na pewno potrzebny, tak słuchając „Lonker Sessions”, mam wrażenie, że jest on – saksofon albo Gadecki, jak kto woli – najważniejszą postacią na płycie.

Lonker See – niezależnie czy powoli buduje napięcie w otwierającym płytę „Dark Mother” (akurat przy kolejnym odsłuchu wcale nie mam wrażenia, że to się dzieje powoli), który w pewnym momencie nieco przypomina White Hills z najlepszych numerów (mnie niemal każdy dzisiejszy psych przypomina zespół Dave’a Weinberga), czy improwizuje na bębny i saksofon (Michał Gos i Gadecki w „The Element”) – przykuwa uwagę, niemal hipnotyzuje; pokazuje, że od dawna nie trzeba pisać udupiającego naszą scenę muzyczną zdania: „dobre jak na polskie warunki”.


fot. Paweł Jóźwiak

Trwające po około 20 minut „Awaking pt. 1 & 2” i „New Down” udowadniają, że z jednej strony można darować sobie puszczanie oka zarówno do alternatywnej publiki, jak i do koryfeuszy sceny niezależnej, promujących asłuchalne bzdety, ale i nie uciec w artystowskie pierdzenie.

***

Poprzedni rok był genialny dla polskiej muzyki. Wacław Zimpel, LAM, Lotto, Furia… No i Lonker See. Ten nie dorównuje – i pewnie nie dorówna – 2016. Ale nie jest źle, chociażby dlatego, że wyszły „Lonker Sessions” – na tę chwilę najlepsza polska płyta tego roku.

Kapitalny materiał.

Na drugim krążku znajdziemy świetnie brzmiący koncert, zarejestrowany w olsztyńskiej Pijanej Czapli. Jeśli będziecie mieli okazję zobaczyć Lonker See na żywo, nawet się nie zastanawiajcie.

Premiera albumu – 22 lipca.

burninghole – cøaxial [music is the weapon; 2016]

23/12/2016

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

music is the weapon

10fuckingstars-wordpress-com

Jeszcze jeden udany materiał z Music is the Weapon. „Solowy projekt Pawła Plotty (…) to połączenie ambientowych przestrzeni i eksperymentalnej warstwy rytmicznej z eterycznymi, shoegazowymi piosenkami”, czytamy na stronie wydawcy. Pasuje, choć opis dotyczy wcześniejszych nagrań.

Wcześniejszy materiał Burninghole, „Songs for the Stoned Lovers”, rownież dostepny na Bandcampie.

lonker see – split image [music is the weapon; 2016]

22/12/2016

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

music is the weapon

dsc00440

Nie wiem, czemu do tej pory nie zwróciłem uwagi na Lonker See. Może szło o nazwę? Wiadomo, nie każdy zespół może się nazywać Rapeman albo Sex Pistols. Ale nazwa Lonker See wygląda atrakcyjnie niczym nowy program Kamila Durczoka.

***

Ładnych parę lat temu wiązałem wielkie nadzieje z nowymi zespołami psychodelicznymi. Przeszło mi przy trzeciej płycie Wooden Shjips, może przy „H-p1” White Hills. Nie pamiętam. A może raczej podczas słuchaniu wielu gorszych zespołów grających psychodelię.

Dlatego też materiał Lonker See jest dla mnie w dwójnasób miłą niespodzianką. Bo jest świetny sam w sobie, ale też w gatunku, co do którego nie miałem już wielu złudzeń.

***

Zaczyna się od – „Claimed By The Forest” – który brzmi trochę jak Lowercase z saksofonem. Świetna sprawa.

Drugi numer – „Split Image pt. 1, 2 & 3” – przechodzi od spokojnej psychodelii, bardziej ujazzowionego plumkania kojarzącego się z Karpatami Magicznymi, do cięższego grania. Rzecz trwa ponad dwadzieścia minut, ale nie nudzi ani przez chwilę.

Niestety, dwa pozostałe utwory, choć bardzo dobre, nie dorównują poprzednim. Może to wrażenie byłoby mniejsze, gdyby płytę zamykał „Split Image pt. 1, 2 & 3”. Nie ma jednak na co narzekać. Daj Pani Boże zdrowie, żeby niektóre nasze niezależne „gwiazdy”, promowane przez krewnych i znajomych królika, nagrywały tak „słabe” numery.

(Gdy słucham tego materiału po raz kolejnym, dzień po napisaniu powyższych słów, stwierdzam, że jedyną wadą „Flight is open, on the way out” jest to, że zbyt szybko się kończy, a i nieco ściankowy „Solaris pt. 1 & 2” trafił do mnie o wiele bardziej niż za poprzednim razem).

***

Pisząc o Ugorach, stwierdziłem, że dobrze byłoby, gdyby o projekcie Marcela Gawineckiego napisał przykładowo Bartek Chaciński, bo dowiedziałoby o nim więcej niż pięć osób. Czytam bardzo pozytywną recenzję nagrań Lonker See autora „Polifonii” z czerwca tego roku. Czy miała ona realny wpływ na wzrost popularności gdynian? Pewnie nie.

***

Warto kupić albo chociaż posłuchać z Bandcampa „Split Image”, no i podawać dalej.

jesień – jeleń [music is the weapon, 2016]

21/04/2016

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

music is the weapon

fot. Katarzyna Niejadlik
fot. Katarzyna Niejadlik

Tracę przyjemność z pisania recenzji, bo młodzież teraz wrażliwa. Poważnie: przejmuje się tym, co o jej twórczości napisze dziad pamiętający czasy, gdy nie było internetu, a Dezerter koncertował z Kelnerem.

***

Nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia wcześniejsze materiały Jesieni – dwie EP-ki: „Dla najbliższych” i „Letnie przygody”. Było jednak w tamtych nagraniach coś interesującego, inaczej nie zostawiłbym ich na dysku. Wydaje mi się, że nie słyszałem trzeciej – „O” – bo raczej zapamiętałbym, że Jesień zabrzmiała na niej ciężej.

„Ciężko jest określić nam stylistykę, w której się poruszamy. Domyślamy się, że jest gdzieś element wspólny z polskimi zespołami, które szanujemy, a z których większość już nie istnieje. Ewa Braun, Ścianka, Starzy Singers” – piszą o sobie. Nie wiem, czy Jesień szanuje niepolskie zespoły: Codeine i Sonic Youth, ale te też słychać na „Jeleniu”.

***

Królik w klatce na okładce, a tytuły płyty to „Jeleń”. Ech, ci artyści. ;)

***

Zespół brzmi bardzo dobrze, płyta jest świetnie nagrana – podoba mi się to przybrudzone brzmienie. Jesień przekonująco wypada, gdy gra ciężej (vide noiserockowy wstęp do „Mistrzostw Świata”), jak i wtedy gdy żeni psychodelię z post-rockiem („Do Bozi”).

Jeżeli chodzi o teksty: ani zachwycają, ani denerwują. Są oryginalne i raczej na plus, choć zdania typu: „Płody młodych dziewcząt wystukują rytm” można by sobie darować.

***

No właśnie: jak teksty, to i wokalista. Niestety, akurat wokal to największy minus płyty. Prosty przykład: utwór „Hawaje”. Proszę posłuchać tego kawałka: czy fragmenty instrumentalne nie są dużo lepsze od tych z wokalem? Albo to „łoooo…” w „Mistrzostwach Świata”. Po co? Odnoszę niemiłe wrażenie, że gdy pojawia się głos, muzyka zostaje mu podporządkowana, na czym cała płyta traci.

Nie czepiam się nawet w tej chwili Jesieni; to refleksja ogólna. Otóż wydaje mi się, że w polskim rocku fetyszyzuje się wokal, a to po prostu jeden z instrumentów.

***

Jesień: „Jeleń”. Jest dobrze, ale czekam, aż będzie jeszcze lepiej. Kilka porywających i kilka wyjątkowo przyjemnych fragmentów pozwala wierzyć, że będzie.


%d blogerów lubi to: