Posts Tagged ‘jakiś tam metal’

próchno – próchno [gustaff records, don’t sit on my vinyl; 2019]

29/03/2019

bandcamp

facebook

gustaff

don’t sit on my vinyl

Do Próchna podchodziłem z dystansem, bo choć Marcel Gawinecki (m.in. Ugory i Melisa) oraz Bartosz Leśniewski (m.in. Artykuły Rolne i Obiekty) [trio zamyka Artur Sofiński z zespołu Drah, który akurat słabo znam] nie nagrywają niesłuchalnych rzeczy, to wszyscy owo Próchno podejrzanie mocno chwalili, a wiadomo, że muzyczny underground należy do środowisk, których członkowie lubią nawzajem się utwierdzać w przekonaniu, że jest świetnie, a może i jeszcze świetniej. Słyszałem też co prawda bardzo dobry singiel „Z kosą przez las”, ale dwa dobre numery to może i Hołdys by nagrał.

Gadałem też ostatnio z kumplem o tym, że męczą mnie od jakiegoś czasu nadęte kapele z wytatuowanymi i brodatymi chłopami w składzie i nawet średnio chce mi się jechać na Neurosis, a tu słyszę na Próchnie „rytualne” bębny, jak w bodaj „Enemy of the Sun”.

No więc słucham sobie tego tria z jakimiś uprzedzeniami z tyłu głowy, nie widząc niczego szczególnego w tym materiale, aż tu nagle – zażarło.

I to jest chyba najfajniejsze w słuchaniu muzyki. Są płyty, które podobają się od razu, ale potem nie ma się ochoty do nich wracać. Są takie, które rozczarowują, i nagle, w jednej sekundzie zaczynają wchodzić jak dobre piwo w wakacje.

Próchno ze swoim metalem dla niemetali, industrialnymi rytmami, ambientem, za który odpowiada raczej jakiś skacowany noise’owiec, niż Brian Eno, psychodelią, z intrygującym klimatem, za którym oprócz muzyki stoi okładka płyty i tytuły kawałków – jest propozycją, wybaczcie banał, niebojącą się czerpać od innych, ale też oryginalną. To jest po prostu zajebista, doskonale – choć brudno – brzmiąca płyta.

Brudny materiał, ale nie obrzydliwy. Gdybym szukał filmowych porównań, powiedziałbym, że jego brud kojarzy mi się raczej z „Taksówkarzem” Scorsese niż z rzygiem Smarzowskiego.

Numer „Z kosą przez las”, dłuższy o parę minut niż na singlu, to jest mistrzostwo świata.

PS W związku z tym, że kibole Neurosis są gorsi niż fani TVN24, informuję, że jestem fanem tego zespołu i kombinuję, żeby prosto z Warszawy jechać na niego do Gdańska.

PPS „Tym razem chciałbym zadać rozstrzygające pytanie: czy między kłamstwem a przekonaniem istnieje w ogóle przeciwieństwo?”.

ugory – padlina [2017]

25/02/2017

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

Kolejny udany materiał Ugorów, choć – jak dla mnie – zespół trochę za bardzo tym razem skacze po krzakach i sąsiadach (patrz: tagi). Przykładowo po „szatańskim” „Dnie odzywającym się do mnie” nagle mamy postrockową miniaturkę „Łąki nadnoteckie”, a po chwili „podwodny” ambient itd.

Niezmiennie kibicuję, słucham z przyjemnością, ale czekam na bardziej spójny materiał zespołu Marcela Gawineckiego.

keelhaul – II [2001] / mehran djojan

29/11/2016

10fuckingstars-wordpress-com

linki w komentarzach /links in comments

bandcamp

hydra head records

10fuckingstars-wordpress-com

Przeciąganie pod kilem prosto z Cleveland. Nie wiem, czy chłopaki wciąż grają. Ostatnia płyta – z 2009 r., ostatni wpis na fejsie co prawda z tego roku, ale o kradzieży roweru.

***

Mehran Djojan

1

2

3

4

6

7

the spire – earth mantra [2015]

13/12/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

10fuckingstars.wordpress.com
fot. Tomasz Rolniak

Z cyklu: „Nie mam czasu na pisanie recenzji”.

Zespół Marcela ze świetnej Melisy. The Spire to, panie kochany, metal: surowy, z basem ważniejszym od gitary i z szatańskim wokalem. Czasem taki, rzekłbym, bezpośredni, czasem – połamany. Mamy też fragment, nazwijmy go, drone’owo-psychodeliczny, czyli utwór tytułowy; chyba najlepszy na płycie.

Bardzo dobry materiał, wyzbyty patosu, ściśniętej dupy (co w sumie nie musi być zarzutem – vide Neurosis), i mimo że niebędący pastiszem, to jednak z mrugnięciem oka.

A tak w ogóle: to, co najbardziej spodobało mi się w polskim undergroundzie w 2015 roku, to środowisko („środowisko”, bo to zawsze, jeśli dobrze kminię, w jakiś tam sposób ludzie związani ze sobą) odpowiedzialne za Brooks Was Here, The Spouds, Melisę czy właśnie The Spire.

Będę kibicował też w 2016 – jako kibic w kapciach, ale też chętnie zabiorę swoje stare dupsko na koncerty, jeśli odbędą się w miarę blisko mojego „miasta”.

nihilosaur – death is the border that evil cannot cross [2013] / barbarella

13/06/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

Mój imiennik, który najwyraźniej śledzi 10 fucking stars, podesłał mi link do tego materiału z adnotacją, że co to za pierdololo, że Nihilosaur gra metal i że recenzenci chyba noise’u nie słyszeli. Ja, jak nieraz tu pisałem, jestem słaby w uszach, ale dla mnie ta kapela – bardzo dobra zresztą – to metal. Myślę, że nie tylko mnie może się „Death is the Border That Evil Cannot Cross” kojarzyć z Today Is The Day (OK, może średnio).

Aha, zespół jest ze Szczecina. Jak co drugi ostatnio na blogu.

***

Będzie (prawie) goła baba, bo politycznie niepoprawnie fani 10fs narzekają, że czasem nie ma. Nie ma to jak w sobotnie przedpołudnie składać mebel z Ikei, oglądając „Barbarellę” – kretyński, psychodeliczny film Rogera Vadima.

1

2

3

4

5

6


%d blogerów lubi to: