Posts Tagged ‘lo-fi’

przyzwoitość – przyzwoitość w czasie rzeczywistym [kulturwa records; 2017]

03/10/2017

bandcamp

facebook

Lo-fi, częstochowskie rymy; nie jest to poważne. Na dodatek: „Jego głos jest identyczny jak głos Piotra Klatta”.

(o)(o)(o)

Gdy w Jarocinie Lombard dla nas grał
to cudnie pachniał nawet pospolity kał,
i jak słuchałem „Przeżyj to sam”
to tak się czułem, jakbym przeżył to sam.

(o)(o)(o)

Gdyby puścić „Przyzwoitość w czasie rzeczywistym” tzw. normalnym ludziom, pewnie każdy z nich powiedziałby, że gra ktoś, kto jest trochę nie ten tego. Zresztą sam Darek Dudziński określił swą twórczość kiedyś jako retarded rock.

(o)(o)(o)

To jest underground undergroundu. Widzę, że nawet znajomi alternatywiści jakoś nieczęsto wrzucają Przyzwoitość na swe ścianki. Lepsze są zespoły na „A”, „H” oraz „S”.

(o)(o)(o)

Słuchając tego mikro LP i żałując, że są na nim jedynie trzy utwory (z czego trzeci jest bardzo podobny do pierwszego), wyobrażam sobie największy hit Przyzwoitości: piosenkę z tekstem o reaktywacji Ewy Braun.

(o)(o)(o)

Przyzwoitości nie da się nie lubić. Czekam na makro LP. Będę go zjadł.

ex uaj zed – 4 [cali zieloni recording studio; 2015]

03/06/2017

ex uaj zedbandcamp / facebook

cali zielonibandcamp / facebook

Myślałem, że to całkiem nowa kapela, a pierwsza płyta EX UAJ ZED ma dziewięć lat. Ta zresztą dwa, choć przyzwyczajony, że dostaję prawie wyłącznie nowe rzeczy, sądziłem, że jest z tego roku.

„4” (świetna okładka; zza drzew widać budynek dawnego zakładu „Bacutil” w Grodzisku Wielkopolskim, rodzinnym mieście zespołu) zaprasza nieco ściankowym wstępem. Drugi numer, „Pulsacyjny”, to bluesowa gitara, ale i noiserockowe akcenty. Słyszę też na tej płycie Breakoutów, ale może to złudzenie, bo ostatnio dość dużo słuchałem zespołu Tadeusza Nalepy. Chociaż… Czy zwłaszcza „Wszystko kiedyś” nie brzmi jak Breakout?

No dobra, nie ma sensu opisywać każdego numeru z osobna, zwłaszcza że płytę można odsłuchać w całości. Aha, Sonic Youth na koniec. Wiadomo, każdy zespół brzmi jak Sonic Youth. Albo The Beatles, Shellac, The Cure, Black Sabbath, Talk Talk. Albo jak The Velvet Undergroud czy Can. Cicho, zamotałem się.

***

Dawno temu bardzo mi się spodobał album „More Parts per Million” The Thermals. Brudne brzmienie płyty wzięło się stąd, że została nagrana bodaj w kuchni. Inne płyty portlandczyków, nagrane lepiej, nie zrobiły na mnie wrażenia.

Gdyby pozbawić EX UAJ ZED brzmienia lo-fi, pewnie byłoby tak samo. To są dobre numery – podoba mi się też to, że zespół nie kokietuje: gra swojego rocka i ma wyjebane (ta piękna zamułka w „Dopóki”…) – ale gdyby zabrzmiały czysto („4” to granie na żywo rejestrowane na kasetowy czteroślad Tascama), straciłyby pewnie cały urok.

Panowie umieją też opowiadać. Jak w „Rytuałach”, które tekstowo – ale bez społecznego i politycznego zacięcia – skojarzyły się mi z „Dziewczyną z innego świata” Drugs & Politics lub z Lesławem z Komet opisującym niełatwe życie zdołowanych kobiet. „Tekstów jest mniej, bo jak nie ma o czym śpiewać, a głos taki sobie, to nie ma co się silić na więcej niż trzeba” – ujęło mnie to wyznanie.

Polecam „4”. Ma niezaprzeczalny urok czegoś niedzisiejszego i parę bardzo dobrych fragmentów.

batu kán pesti rokona – dunántúli etűdök [hudini records; 2015]

25/05/2015

10fuckingsstars.wordpress.com

bandcamp

hudini records

facebook

Węgry chyba po raz pierwszy. Jest w tym trochę Johna Faheya. Fajne.

fuck the king!

29/12/2014

103520-sheen-gallery-0006-img-0040-2-full-480w

(o)(o)
(o)(o)
(o)(o)

Znów na koniec roku przygotowałem składankę: po jednym (w przypadku Watery Love – dwa) kawałku z 15 ulubionych płyt (najlepsze na końcu). Znów było czego słuchać. Możecie sobie sprawdzić. Noise rock, punk, indie pop, funk, retarded rock – dla każdego coś miłego.

Kilka płyt rozczarowało, najbardziej „Two” Owls. Nie kupuję (dosłownie i w przenośni) też wzbogaconych reedycji moich ulubionych albumów: self-titled American Football i „Spiderland” Slint. Wiem, że gdy oba zespoły grały w latach 90., to zostały olane, a teraz sprzedają komplety biletów na swoje koncerty i że im się to należy, ale nie zmieni to mojego zdania: te „deluxe editions” są przekombinowane, by nie rzec: chujowe. Modę na to rozpoczął chyba Sonic Youth.

Najbardziej szkoda mi jednak kapitalnego bloga „The Elementary Revolt”. Jego raczej nikt nie zastąpi. Oprócz różnych crustów i screamów, można tam było znaleźć od groma noise rocka, a także taką perełkę, jak chociażby francuska Dalida. Ogólnie rzecz biorąc, blogi zdychają, coraz mniej do czytania i ściągania, ale warto niektóre odwiedzać. Na przykład ten.

Piosenka roku: The Growlers, „Good Advice” (najfajniejszy moment: jak koleś gra na wężu).

Życzę wszystkim udanego 2015 roku; zwłaszcza tym, którym chce się tu coś od czasu

Trzymajcie się.

przyzwoitość – być bezużytecznym [kulturwa records; 2014]

29/10/2014

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp (free download i kaseta za 16 zł)

przyzwoitość

Brzmi to, jakby było nagrywane prodiżem, a wokalista prawie nie umie śpiewać. Pozostając przy nim: moja była żona stwierdziła ongiś, że wokal Dariusza Dudzińskiego przypomina głos Piotra Klatta, ale nie dlatego się rozwiedliśmy. Coś jednak czyni „Być bezużytecznym” jedną z najciekawszych płyt mijającego roku.

Darek założył Przyzwoitość jeszcze w czasach, gdy istniała Ewa Braun, w której grał na bębnach. Jednym z powodów powstania tego jednoosobowego zespołu była nieprzesadna ilość poczucia humoru obecna w twórczości autorów „Sea Sea”; jedynym zabawnym kawałkiem była chyba „Love Story” z dema „W tysiącu miejsc naraz”, śpiewana, jeśli dobrze pamiętam, przez DD. Przyzwoitość to w sumie jedno wielkie poczucie humoru.

Słychać to już w otwierającym płytę tekście „Gramy od kilku lat, a nasza muzyka jest wypadkową zainteresowań członków zespołu”. Inna sprawa, że poczucie humoru Darka czasem może wywołać ciarki na plecach. Tryptyk „Dawno niewidziany kuzyn” sprawia, że wątpię, czy artysta Dudziński jest osobą całkiem normalną. Dodajmy, że są to żarty na wyższym poziomie niż Big Cyc albo późny Tymański.

Jednoosobowy zespół Przyzwoitość do stworzenia tej płyty użył paszczy, elektronicznej perkusji, gitary, a także czegoś, o czym słyszę po raz pierwszy, czyli kalimby.

kalimba

Mamy tu więc lo-fi brzdąkanie, które, jeśli dać mu szansę, może uwieść nawet zakonnicę (aluzja do utworu numer 3).

Aha, ważna informacja: „Legutko” z niewydanego arcydzieła „Eryk, mówiący banan” to ulubiona piosenka mojego psa.

Ok, kończę i idę słuchać nowej płyty Pere Ubu. Po „Dawno niewidzianym kuzynie” warto włączyć kogoś tak normalnego, jak David Thomas.

Marcin Wandzel

athletic automaton – 5 days in africa [demo; 2003] / women against feminism

07/09/2014

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

skin graft records

fb

1

Fajny, „brzęczący” noise rock. Athletic Automaton tworzyli Stephen Mattos (Arab on Radar, The Doomsday Student, Chinese Stars) i Pat Crumb (grał bądź gra w zespołach, których nie kojarzę). „5 Days in Africa” to demo wydane własnym sumptem w 2003 roku. Parę miesięcy później wyszedł – z nieco inna tracklistą – LP pod tym samym tytułem (Liquid Death / Hello Pussy Records), wznowiony w 2013 przez Skin Graft Records.

***

women against feminism

1

2

3

4

5

8

graveyard drug party – paint your teeth [fyh!records, 2013]

15/11/2013

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

fb

fyh!records

1

Tyle tych młodzieżowych zespołów wydaje płyty i je podsyła, że człowiek nie ma czasu wrzucać normalnych postów.

Graveyard Drug Party już kiedyś dałem na bloga, z okazji wydawnictwa „2012”. Nie ma już wokalistki, zastąpił ją wokalista. Z estetycznego punktu widzenia jest to duży błąd. Z drugiej strony, „Paint Your Teeth” to lepszy materiał niż wcześniejszy.

Prymitywny, czyszczący uszy rozpierdol. Brawo.

Płyta – od 0 zł w górę – do ściągnięcia z Bandcampa.

herr k – herr k [2005], white drugs – harlem [2007], banque allemande – eins, zwei [2010]

20/05/2013

10fuckingstars.wordpress.com
– To jak, kotku: wolisz White Drugs czy Banque Allemande?

Wrzucę od razu trzy zespoły, bo jak będę dodawał wszystkie pojedynczo, to skończę około 2275 roku. Od tej pory osobne posty jedynie dla tych kapel, do których mam bardziej emocjonalne podejście.

linki w komentarzach / links in comments

***

5335345
herr k – herr k [2005]

ripped by avant gardening

Nie wiem, ile płyt wydali, na pewno jeszcze jakiś singiel. Pewnie więcej, skoro to jakaś składanka. Pochodzili ponoć z Kalifornii, grali w latach 2000-2006, a płyty wydawali w ciekawy sposób. Brudne, przyjemne granie. Goście z Herr K powiązani są/byli z wieloma innymi kapelami, m.in. z Silver Daggers.

***

whitedrugs.harlem
white drugs – harlem [2007]

whitedrugs.org

Zespół, o którym pisałem już przy okazji ich drugiej (?) płyty, „Gold Magic”. Noise rock bliższy temu, co grają The Chrome Cranks i Jon Spencer, albo – porównanie dla młodszych telewidzów – Pissed Jeans, niż „matematycznym” kawałkom Shellaca. Brudne i w sumie porywające. Nie wiem, czy istnieją, bo na fb ostatnie wpisy z 2011.

***

R-2536817-1289356931
banque allemande – eins, zwei [2010]

dbzwovier.de

Już o nich pisałem przy okazji świetnej tegorocznej płyty. „Eins, Zwei” to składanka powstała na bazie wcześniejszych wydawnictw. Nie wiem, czy to wszystkie wcześniej zarejestrowane numery. Fajne, choć słychać po tegorocznym LP, którego tytułu nigdy nie zapamiętam, że zespół poszedł do przodu.

libraness – yesterday …and tomorrow’s shells [2000] / ken merfeld

28/02/2013

a

linki w komentarzach

discogs

2
Po wpisaniu „Ash Bowie” w google pojawiają się niemal wyłącznie zdjęcia jakichś butów

Koncert Polvo był jednym z nielicznych offowych wydarzeń, odkąd Off Festival przeniósł się do Katowic. Gig tej kapeli – i jeszcze The Psychic Paramount – idealnie pokazywał, czym powinno być alternatywne, gitarowe granie. Półtoragodzinny występ facetów ubranych w zwyczajne gacie i T-shirty był bezpośrednim i celnym rzygiem w tych wszystkich Yorke’ów i Bellamych. No right to live.

‚Yesterday …And Tomorrow’s Shells” to solowa płyta Asha Bowiego, wokalisty i gitarzysty Polvo. Składają się na nią kawałki nagrywane w domu w latach 1993-2000. Bardziej wykręcone, ale i wyciszone Polvo w wersji lo-fi.

***

Ken Merfeld

1

2

4

5

3

67

dunes – dunes [2010] / marc lagrange

15/03/2012

mf / zs

Darek Dudziński podesłał mi pierwszy LP Dunes (patrz komentarze pod postem o Women) i przypomniała mi się EP-ka tej kapeli z 2010. Jakoś się nie mogę zabrać za „Noctilucę”, bo mi się z Cocteau Twins kojarzy. No i, kurde, EP-ka też mi się z Cocteau Twins zaczęła kojarzyć. Na razie jeszcze nie na tyle, żebym tego nie słuchał z wielką przyjemnością.

Ortodoksom obiecuję, że wrócę wrócę do cięższych dźwięków. Może do zespołu NOT, który dziś (czyli jakiś czas temu – dop. mój) niechcący zobaczyłem w jakimś programie „dla młodzieży”. Był tam jakiś gość, Duże Pe. Ja pierdolę… Pomyśleć, że kiedyś po południu w tv leciało „Alternartivi” albo „Drgawy”, a w nich Nations on Fire czy Kinsky. Może za 15 lat ktoś będzie pisał: ale gówno w telewizorni. Pomyśleć, że kiedyś po południu w tv zespół NOT leciał i ten zabawny koleś, Duże Pe. A teraz…

PS Śmiałem się tu kiedyś z Krzysztofa Vargi – jak pisał o Kulkach Śmierci. Ale ten felieton jest naprawdę dobry.

***

Marc Lagrange. Może jego foty bywają efekciarskie, ale są naprawdę ok, i stanowią miłą odmianę po żenadzie, jaką funduje Will Santino.


%d blogerów lubi to: