you’re smiling now but we’ll all turn into demons – inner space broadcasts volume 2 / contact raw sessions [2012] / steve diet goedde

27/02/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

cardinal fuzz

bandcamp

10fuckingstars.wordpress.com

Psychodel z Portsmouth. Parę lat temu byłem niemożliwie podniecony nowymi kapelami grającymi psychodelię (przy self-titled White Hills prawie dostawałem orgazmu) i wtedy „Inner Space Broadcasts” pewnie zabiłyby mnie na miejscu. Dziś „tylko” bardzo mi się podobają. Chłopaki graja jak Pan Bóg przykazał, a chwilami naprawdę lecą w kosmos. Oczywiście, jak na psych przystało, ten dwupłytowy materiał trwa ze dwa lata.

W tym roku ukazał się album „Population IV”. Pewnie nikt nie nagra w 2015 niczego lepszego w tej materii, choć słucham tego drugi raz i na razie… No dobra, nie będę tak szybko oceniał tej płyty.

***

Steve Diet Goedde

1

2

3

4

5

6

martim monitz – martim monitz [antena krzyku; 2015]

20/02/2015 by

martim-monitz.com10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

8merch

antena krzyku

1

Zazwyczaj nie recenzuję płyt, jeżeli artysta sam nie podeśle swojego dzieła, ale tym razem zrobiłem wyjątek. Przeczytałem teksty, usłyszałem postpunkowo-nowofalowo-noiserockową muzykę i poczułem, że „Martim Monitz” to coś, na co czekałem. Stare chłopy nagrały płytę, której nie spodziewałem się usłyszeć. Chwilami sprawia mi tyle radości (na przykład fenomenalny „Najlepszy dzień”), że chętnie uściskałbym całe trio (Klaudiusz Kwapiszewski: bębny, głos; Zbigniew Michalczuk: bas, głos; Piotr Szczepański: gitara, głos), zwłaszcza gitarzystę. Bez obaw, jestem nieśmiałym człowiekiem.

***

Panowie grali 20 lat temu w zespole Ciastko. Była to chyba pierwsza kapela noiserockowa, jaką usłyszałem (chyba że Big Black albo Cop Shoot Cop). Utwór „Spokojna niedziela” puścił Piotr Klatt w Trójce. Zagadywał słowo „wypierdalać” pojawiające się w refrenie. Fajny klimat, dziś nie do powtórzenia.

***

Martim Monitz nie odniesie zapewne sukcesu, bowiem to, co robi, zupełnie nie pasuje do dzisiejszych czasów. Właśnie takie mam wrażenie: że anachroniczność (to nie zarzut) zespołu, raczej mu nie pomoże. Nie jest cool – jak współczesna knajpa w peerelowskim klimacie bądź chujowa fryzura z minionych lat, modna przez chwilę akurat dziś.

***

Muzyka, jeśli ktoś zna Ciastko bądź inne zespoły, w których grali panowie z Martima Monitza, może zaskakiwać: jest poukładana i normalna. Niepokojąca, zimna (można odnieść wrażenie, że mimo dość dużej przystępności tych dźwięków, ostatnią osobą, o której myślą muzycy, jest słuchacz), ale zaskakująco mało radykalna. Gitary brzmią rewelacyjnie – to chyba największy plus płyty.

***

Teksty, idealnie wkomponowujące się w niewesołe dźwięki, nie dają spokoju. Są trochę jak połączenie odrobinę chorej wyobraźni i eskapizmu Marcina Pryta z bolesną lakonicznością Kazimierza Ratonia.

***

Dlatego też rozczarował mnie nieco ciekawy wywiad z Piotrem Szczepańskim. Cóż to za banalna (i niesprawdzalna) hipoteza: „wszyscy umrzemy”? Przeżywam sztukę z nadzieją, że jednak nie; że – jak śpiewał Budzyński – nie jestem stąd.

***

Jest dopiero luty. Chciałbym, żeby rok 2015 przyniósł wiele lepszych płyt niż „Martim Monitz”, ale szanse na to są znikome.

Marcin Wandzel

headcleaner – au foi [1992] / barbara nitke

15/02/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

Headcleaner-Take-A-Ride-559738

Brytyjski noise rock z elementami industrialu. Jeżeli ktoś w latach 90. umiał już chociażby raczkować, na pewno wyczuje klimat tamtej dekady obecny na „Au Foi”.

***

Barbara Nitke

1

2

3

4

5

6

earth – earth 2: special low frequency version [1993] / kate polin

08/02/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

earth

10fuckingstars.wordpress.com

Na poprzednim, nieudanym, Off Festivalu koncert Earth w ewangelicko-augsburskim Kościele Zmartwychwstania Pańskiego był jednym z nielicznych, które miło wspominam. Bardzo dobry, choć zbyt długi. Niespecjalnie podoba mi się jednak kierunek, w jakim idzie zespół; nie miałem wielkiej ochoty słuchać zeszłorocznej płyty – „Primitive and Deadly”. Z drugiej strony Earth to zespół takiego kalibru, że być może za miesiąc nie będę umiał się uwolnić od tego albumu.

Kiedyś Earth była inną kapelą, co słychać na „dwójce”. Recenzent magazynu „Outside” pisał (nie wiem, czy akurat o „Earth 2”), że nie wie, czy to jest jeszcze muzyka.

Zapętlić i przespać przy tym resztę życia.

***

Kate Polin

1

2

3

5

6

7

mnoda – dżarmusz i pig in japan

02/02/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

Młodzieżowemu zespołowi Mnoda tak się powodzi, że zaczął nagrywać klipy. Zapraszam do obejrzenia i wysłuchania. A także do odwiedzania bandcampa, fejsbuka i soundcloud. Jeżeli ktoś chce kupić płytę Mnody albo zaprosić ją na koncert, niech się przesadnie nie krępuje.

bandcamp

facebook

soundcloud

manta birostris – tasamouh [2014]

29/01/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

Manta Birostris gra coś, co można by nazwać, upraszczając, etno-punkiem. Kolega powiedział, że brzmi mu to, jak skrzyżowanie Smar SW (jak sądzę, idzie mu o ten okres działalności rzeszowian, gdy dało się już ich słuchać) z Inkwizycją. Mnie przypomina chwilami to, co robi THCulture (bardziej w sferze wychodzenia poza pankowy szablon niż w podobieństwie kompozycji). „Tasamouh” to zapewne jedna z bardziej oryginalnych płyt na naszej scenie HC/punk ostatnich lat. Piszę „zapewne”, bo nie bardzo teraz w niej siedzę.

Na pewno problemem tych nagrań jest to, że często nie brzmią, jak powinny. Wystarczy posłuchać niemal sludge’owych „Dwóch królestw” – aż prosi się o to, by gitary były cięższe. Przy takiej muzyce albo coś powinno brzmieć bardzo surowo, albo monumentalnie. Ideałem dla mnie jest prymitywizm „Samobójstwa” wspomnianego Smar SW bądź, że świadomie użyję oksymoronu, surowy przepych „Honour Found in Decay” Neurosis.

No i pojawia się jeszcze jeden problem polskich płyt (również tych nagrywanych w mainstreamie): wokal często wysunięty gdzieś tak 15 kilometrów przed instrumenty. Przecież jak Ex Pert z Inkwizycji zaczyna się drzeć w „Krew za krew 2” (pojawia się tu bardzo ładne zdanie: „Nienawidzę cię i nie pamiętam za co”), nie słychać niczego innego.

Ten materiał dużo by zyskał, gdyby nagrał go Steve Albini w Electrical Audio. :)

Wskazane minusy nie dotyczą na pewno trzech utworów. Spokojnego, choć trochę niepokojącego „Serca”, będącego melodeklamacją na tle pojedynczych dźwięków gitary, oraz wstępu i zakończenia, zupełnie nieprzystających do „scenowej” rzeczywistości. (Zakończenia jak zakończenia – finał to dwa kawałki demo).

Tytułowy utwór to poemat wyrecytowany przez syryjskiego uchodźcę, Adiba Shamouna. Płytę zamyka (siedmiominutowy!) psalm, śpiewany w języku aramejskim przez chór starego kościoła libańskiego.

Informacje na temat tych intrygujących numerów przekazał mi Adam Sokół, wokalista i gitarzysta Manta Birostris (informacje na bandcampie na temat zespołu i płyty są niemal zerowe, a przydałoby się chociażby napisać o tym, jakie instrumenty pojawiają się w nagraniach). Widać, że chłop lubi udać się nieco dalej niż do pobliskiego hipermarketu. Podziwiam takich ludzi, bo sam przed wyjazdem do Krakowa (półtorej godziny autobusem) czuję się, jakbym miał pojechać maluchem do Syrii.

„Tasamouh”, choć łykam w całości, wypada lepiej w tych trzech numerach, które nie mają wiele wspólnego z estetyką HC/punk.

Poprzednia płyta, „Bóg urojony” (można ją znaleźć również na bandcampie), wyszła na CD. „Tasamouh” czeka na swego wydawcę. Winyl z wkładką ze zdjęciami z Bliskiego Wschodu to byłoby coś.

abilene – abilene [2000] / wygaszone zakłady pracy

24/01/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

slowdime na stronie dischord

1

W ciągu tych wszystkich lat słyszałem pewnie z milion zespołów. Co ciekawe, Abilene poznałem dopiero ze dwa lata temu dzięki dobremu koledze, który prowadzi świetny blog. Z kolegą, choć mieszka w Anglii, a ja bywam chory, gdy muszę odbyć 25-minutową drogę do Katowic, zdążyliśmy się już porządnie najebać i zobaczyć m.in. koncert Slint. To tyle w kwestii złego wpływu internetu na kontakty międzyludzkie.

Drugi album, „Two Guns, Twin Arrows”, jest lepszy, na co wpływ ma trąbka, która nadała muzyce Amerykanów głębi (gra na niej Fred Erskine z June of 44 i Hoover). Na pierwszą też jednak trudno narzekać.

Nic, tylko się reaktywować (koniecznie z trąbką). Ci ładni posthardkorowcy wolno się starzeją i mniej łysieją niż zwykli śmiertelnicy.

***

wygaszone zakłady pracy (dobra nazwa dla zespołu)

Dziś bez „gołych bab”, bo ciekawą rzecz znalazłem na fejsbuku.

Cała ta nasza transformacja to niezły przekręt. Z jednej strony, nie wprowadzono wolnego rynku, z drugiej – te zgliszcza stąd, że „rynek zweryfikował sens istnienia takich zakładów”. Zapewne wiele przykładów to demagogia i należałoby się przyjrzeć każdemu z osobna, ale myślę, że to efekciarskie zestawienie zdjęć wiele mówi o naszym kraju. A alternatywa jednak bardziej zainteresowana tym, że jakiś bazyl zjadł w sejmie sałatkę.

6

5

4

3

2

1

fuck the king!

29/12/2014 by

103520-sheen-gallery-0006-img-0040-2-full-480w

(o)(o)
(o)(o)
(o)(o)

Znów na koniec roku przygotowałem składankę: po jednym (w przypadku Watery Love – dwa) kawałku z 15 ulubionych płyt (najlepsze na końcu). Znów było czego słuchać. Możecie sobie sprawdzić. Noise rock, punk, indie pop, funk, retarded rock – dla każdego coś miłego.

Kilka płyt rozczarowało, najbardziej „Two” Owls. Nie kupuję (dosłownie i w przenośni) też wzbogaconych reedycji moich ulubionych albumów: self-titled American Football i „Spiderland” Slint. Wiem, że gdy oba zespoły grały w latach 90., to zostały olane, a teraz sprzedają komplety biletów na swoje koncerty i że im się to należy, ale nie zmieni to mojego zdania: te „deluxe editions” są przekombinowane, by nie rzec: chujowe. Modę na to rozpoczął chyba Sonic Youth.

Najbardziej szkoda mi jednak kapitalnego bloga „The Elementary Revolt”. Jego raczej nikt nie zastąpi. Oprócz różnych crustów i screamów, można tam było znaleźć od groma noise rocka, a także taką perełkę, jak chociażby francuska Dalida. Ogólnie rzecz biorąc, blogi zdychają, coraz mniej do czytania i ściągania, ale warto niektóre odwiedzać. Na przykład ten.

Piosenka roku: The Growlers, „Good Advice” (najfajniejszy moment: jak koleś gra na wężu).

Życzę wszystkim udanego 2015 roku; zwłaszcza tym, którym chce się tu coś od czasu

Trzymajcie się.

anarcrust – freedom of coalescence [1993] / melanie bonajo

20/12/2014 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

anarcrust

malarie records

discogs

anarcrust

To jeden z TYCH zespołów. „Tych”, czyli wzbudzających we mnie tęsknotę za starymi, dobrymi czasami, kiedy jeździło się na czad-giełdy i mnóstwo koncertów, w telewizorze leciało „Alternativi” albo „Drgawy”, a w radiu można było usłyszeć o 19:45 Boba Dylana, a o 19:53 Cows.

Anarcrust to zespół wrzucany do worka z napisem „crust”, ale raczej bez sensu; wystarczy posłuchać, ile potrafili. Biorąc pod uwagę hermetyczność sceny lat 90., gdyby nie zostali zaakceptowani pod kątem ideowym, pewnie pisano by o nich jako o „przekombinowanym gównie”.

Fenomenalny zespół. O, może określenie „crustowe Nomeansno” przybliży trochę to, co grają.

Wokalista, Bart, zaśpiewał też na „Cała anarchia mieści się w uliczniku” Alians. Piękne czasy.

***

Furniture bondage Melanie Bonajo

1

2

3

4

5

6

where is jerry – 10 day langfuhr forecast [2013; radio rodoz]; arvo [2014; radio rodoz]

18/12/2014 by

ep10

avro1

where is jerry

radio rodoz

bandcamp

blog vreena

10fuckingstars.wordpress.com

To jeden z zespołów Johanna Vreena (ja lubię najbardziej chyba In the Name of Name). Na obu płytach mamy coś między „normalnym” a alternatywnym rockiem.

Dzięki, Mateusz, za płyty i sorry, że tak po łebkach, ale nie mam obecnie czasu na pisanie wnikliwych recenzji, kończących bądź rozkręcających kariery zespołów. Pokrótce: podczas słuchania tych dwóch EP-ek nie miałem ochoty na to, by wyskoczyć przez okno albo zadzwonić do swojej terapeutki. No i ten genialny pies na okładce.

Wrzucam linki i niech każdy wyrobi sobie sam zdanie. Albo zapyta kumpli, jeśli im ulega, nie jest sobą.


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: