oxes – oxes [2000] / max eremine

13/07/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

facebook

discogs

friends records

Zawsze ktoś musiał dopisać: „Suck Coxes!”. He, he!

Jakoś nigdy nie pochyliłem się nad tym zespołem z należytą uwagą. Może dlatego, że poznałem go dzięki splitowi z Big’N, a zawsze wyżej – w przeciwieństwie chociażby do Pitchforka – ceniłem twórców „Cutthroat” niż mathrockowców z Baltimore. Spotkałem się ostatnio też z opinią, że „Kid A” Radiohead to wielka płyta, bo tak uznał „Rolling Stone”.

Nieważne, zajebista to była (jest?) kapela. W sumie dziś mało kto gra dobrego math rocka.

***

Max Eremine

strętwa – dno / di.aria – life is a ping pong delay / the cold vein – duivelsmachine

09/07/2019 by

Krótko o trzech płytach, którym poświęciłem trochę czasu. Lepiej krótko niż wcale? Oby.

I bardzo proszę przysyłać przynajmniej mp3.

strętwa – dno [plaża zachodnia; 2019]

Niepokojący noise, ale też przyjemniejsze, „plumkające” dźwięki. Jak napisał Patryk Daszkiewicz, odpowiedzialny w Strętwie (wreszcie jakaś porządna nazwa zespołu) za samplery i czarne myśli: „takie hałaśliwo-rozmyte rzeczy”.

„Dno” zgrzyta i niepokoi, ale też trochę koi. Najlepszy jest chyba ostatni numer, „Chimay”. Gdy go słucham, na zegarze na szczęście jest 8:14,w nocy bałbym się włączyć. A może otwierająca całość „Balbina”, kojarząca się ze schyłkowym Sutcliffe Jügend?

Muszę się wziąć za wcześniejsze wydawnictwo Strętwy, gdyż mi umknęło dwa lata temu wśród miliona nowych płyt.

(o)(o)

di.aria – life is a ping pong delay [gusstaff records, don’t sit on my vinyl; 2019]

Hania Piosik podesłała mi swój materiał (ładny tytuł!) i choć stwierdziłem, że dla mnie to za trudne, to zostałem przekonany do tego, by wspomnieć o nim na blogu.

Zaraz za trudne. Nie takich rzeczy się słuchało.

Widzę, że internet nie ugina się od ciężaru recenzji „Life Is a Ping Pong Delay” czy choćby wzmianek o płycie.
Szkoda. Nie jest to co prawda rzecz, którą można zanucić przy goleniu, ale też nie mamy tu do czynienia
z awangardą wywołującą pocenie się skóry.

Płyta Di.ARIi to raczej nie ping pong, ale dość wymagająca wspinaczka górska. Ambient, drone, mnóstwo
dźwięków, których opisać się nie da, nie wchodząc w wymądrzanie się i recenzencki autoerotyzm.

Osobiście, uważnie wsłuchując się w cały materiał, wyróżniam ostatni numer – „8”. Może dlatego, że przez ten dziwny, lekko straszący gdzieś w tle wokal, przyszło do mnie skojarzenie z Coil.

Brawa dla Gusstaffa i Don’t Sit On My Vinyl za to, że wydali „Life Is a Ping Pong Delay”.

(o) (o)

the cold vein – duivelsmachine [2019]

Całkiem przyjemny dla ucha noise rock. W The Cold Vein gra ktoś ze znanego chyba w Polsce zespołu
Udarnik.

Zastanawiam się, czy Holendrzy mają potencjał na to, by nagrać ciekawy LP („Duivelsmachine” to tylko
dwa numery), i myślę, że na dłuższą metę trudno byłoby mi znieść wokal. Choć kto wie – muzyka się
broni. Z każdym kolejnym przesłuchaniem mam ochotę na więcej kawałków The Cold Vein.

No to czekam na LP.

las mordidas – demo [1994], surrounded / k.i.t.a. [1994] // matt weber

04/07/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

dischord

discogs

Położyć się wygodnie, wziąć sobie dobre piwo i mieć kogoś, kto zręcznie będzie ci zmieniał single w gramofonie. Robota o wyglądzie młodej Debbie Harry:

Albo Woody’ego Allena ze „Śpiocha”:

Las Mordidas, czyli „supergrupa”, m.in. z Chrisem Thomsonem, przywoływanym tu niedawno przy okazji Fury. Za bębnami Jimmy Sommerville Jerry Busher, więc można wrzucić to zdjęcie:

No i co? No i jak to bywa w przypadku kapel Thomsona, długo to nie trwało. Demo, split, singiel i do widzenia. Szkoda.

(Post)hardcore’owcy często żenili swoje granie z funkiem. U Las Mordidas też to słychać. Kiedyś nie lubiłem takiego grania. Pamiętam, jakim rozczarowaniem był da mnie zespół Rain Like the Sound of Trains. Myślałem o tym, jakąż to zajebistą muzykę musi grać kapela o takiej nazwie. I w końcu, gdy ją dorwałem, dość mocno się zdziwiłem. No ale teraz spoko. I ten słodki wokal Thomsona. Człowiek dojrzewa czy też kapcanieje.

(o)(o)

Matt Weber

vermona kids – very sorry [2019]

01/07/2019 by

bandcamp

facebook

Ponoć chłop powinien mieć hobby. Jeden dłubie przy aucie, drugi ogląda TVN 24, ja lubię grzebać w necie i wynajdywać zespoły – amerykański noise rock, emo, post-hardcore etc. – z lat 90., których nie znałem lub których nazwa gdzieś tam kiedyś obiła mi się o uszy. Najlepiej takie, które nie wydały za dużo (singiel, EP-ka, góra LP), pojawiły się i znikły.

Vermona Kids można by uznać za takowe znalezisko, tyle że „Very Sorry” to tegoroczna płyta z naszego pięknego kraju. Ekipa pochodząca z Wołowa, Ostrzeszowa i Rybnika idealnie wpasowuje się w klimat pierwszej połowy lat 90. – tego miliona kapel, które miały to coś, dzięki czemu czuło się, że są szczere. No właśnie, to mi się bardzo podoba w Vermona Kids (rozumiem, że wszystkie dobre nazwy dla zespołów są już zajęte?) – nawiązują do starego grania w sposób celowy i oczywisty, można wręcz powiedzieć, że ten zespół to konkretna stylizacja, a nie ma w tym krzty sztuczności.

***

Widzę od dłuższego czasu, że moi znajomi wrzucają na swe ścianki pewną gitarową drużynę. Jest post-punk, czad, energia, broda, tatuaż, pogo, rozjebiemy wszystko, ale tak z humorem.

Ten zespół – niech nazwa będzie zagadką (nie jest z Polski) – wydaje mi się autentyczny jak zdjęcie Yetiego w Karkonoszach. Mam wrażenie, że broda zaraz się odklei, a tatuaż rozmaże.

Vermona Kids – choć nieukrywająca swych inspiracji i niepróbująca zbawiać świata swoimi świetnie brzmiącymi (Perlazza Studio) emo-punkowymi prawie przebojami – odbieram jako biegunowo odmiennych od tamtych napierdalaczy.

„Very Sorry” to bardzo dobra, chwilami porywająca płyta. Nie tylko dla starych, sentymentalnych capów jak ja.

this heat – made available (john peel sessions) [1996] / frédéric fontenoy

02/06/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

this heat

this is not this heat

light in the attic

furious.com

Przeczytałem gdzieś, że okładka „1000 Hurts” Shellaca to hołd dla This Heat, wszak grafika na jednej z wersji „Made Available” jest bardzo podobna do opakowania trzeciej płyty zespołu Steve’a Albiniego, Todda Trainera i Boba Westona.

Zresztą podobną okładkę mieli chociażby The Grateful Dead („Dick’s Picks Volume 1”).

A to chyba hołd dla taśm szpulowych wydawanych przez firmę Ampex. Ten design był po prostu fantastyczny.

Trudno mi w sumie uwierzyć – choć może, biorąc pod uwagę fakt, że wcześniej było coś takiego, jak kraut, nie powinienem się dziwić – że te nagrania powstały w 1977 r. Kurwa, co tu się dzieje. To, co gra This Heat, można by nawet nazwać art-rockiem. Tym bardziej imponuje fakt, że ani przez chwilę nie mamy do czynienia z muzyczną bufonadą i pretensjonalnością.

A mnie – gdy zaczyna się „Not Waving” – po głowie chodzi taka wizja: This Heat feat. Mark Hollis.

Zespół tworzyli: Charles Bullen, Charles Hayward i Gareth Williams. Williams zmarł na raka w 2001 r. Od 2016 r. jego koledzy grają jako This Is Not This Heat. Bodaj 31 lipca zagrają ostatni koncert.

„Made Available” wydało rok temu Modern Classics Records. W ładnej, choć nie tak pięknej okładce, jak ta.

(o)(o)(o)

Frédéric Fontenoy. Bardzo sympatyczne zdjęcia, chyba jeszcze ten pan tu zagości.

czechoslovakia – hvst [2019]

01/06/2019 by

bandcamp

facebook

„Po czym poznać, że zespół nie zdobył jakiejkolwiek popularności? Po tym, że wysyła swój kolejny materiał do 10 fucking stars”. Dobre!

(o)(o)(o)

Liczyłem na coś milszego dla ucha, z echem Ewy Braun gdzieś w tle, a „HVST” zaczyna się jak Bardo Pond.

(o)(o)(o)

„Być może bardziej schowany, może bardziej »przesterowany« głos lepiej by zrobił temu materiałowi”. Skrytykowałem delikatnie wokal na poprzedniej płycie zespołu – „Malimy” – i na następnej go schowano i przesterowano. No i idealnie: słychać to chyba najbardziej w „Meduzie”.

Niedawno po tym, jak napisałem, że pewien saksofonista gra zbyt zachowawczo, na kolejnym koncercie zaczął naparzać jak Mats Gustafsson.

Wielka jest siła tego blogu.

(o)(o)(o)

W związku z tym, że ostatnio wrzuciłem na fejsa dość zabawny mem, po którym parę osób się nabzdyczyło, teraz dam – w ramach wyjaśnienia – wiersz:

(o)(o)(o)

No ale wracając do płyty. Czy Czechoslovakia idzie w kierunku indie popu („Meduza”), czy heavy psychu („Wstyd”) – wypada świetnie. Psychodeliczny shoegaze – jeśli mogę tak określić zawartość „HVST” – grany przez gdańszczan, przekonuje pod każdym względem. Przede wszystkim doskonale brzmi. Naprawdę, biorąc pod uwagę pomysł zespołu na brzmienie „HVST”, nietrudno sobie wyobrazić, że można to było w minutę osiem spieprzyć.

Tak więc szacunek dla Andrzeja Kędzierskiego, który „nagranie na setę zrealizował, zmiksował i zmasterował”. Cytując dalej z Bandcampa: „Machnęliśmy to w 3 dni w kwietniu 2019 w sali prób Complex i u Andrzeja na chacie w taki sposób, żeby słowa brudno, głośno i garażowo, nie były frazesem”.

Jest taki zespół The Thermals. Jedyną dobrą płytę nagrał w kuchni.

(o)(o)(o)

Na marginesie, Czechoslovakia to kolejny polski zespół, w którego muzyce słyszę granie Women (tych od „Public Strain”). Cieszy mnie ten fakt, bo to była wybitna kapela.

(o)(o)(o)

Jest też taki zespół Mnoda. Zdrowy post-punk z noiserockowym sznytem, żadne tam „Killing Joke spotyka Kombi w bibliotece”. Mnoda, wraz z Czechoslovakią, grała minitrasę po Polsce, niestety na żadnym z koncertów nie mogłem się pojawić. A szkoda, bo bardzo mnie ciekawi, jak obie kapele „sprzedają” swe nowe, bardzo udane materiały na żywo.

(o)(o)(o)

„HVST” to płyta, do której będę pewnie wracał. Co nie jest takie oczywiste – zauważyłem, że nawet jeśli jakiś materiał mi się spodoba, to po zrecenzowaniu go, często idzie w odstawkę.

Oby Czechoslovakia nie stała się niewolnikiem osiągniętego na swym nowy wydawnictwie brzmienia. A może panowie nas zaskoczą i pójdą w zupełnie inną stronę? Niech idą. Lubię, jak coś się dzieje.

parampampam trio – ep23 [2019] / ostrowski – further fluctuations [pawlacz perski; 2019]

16/05/2019 by

bandcamp

facebook

***

pawlaczperski.org

bandcamp

facebook

***

Czasu brak, więc wrzucam dwóch artystów do jednego postu. Myślę, że ani Parampampam Trio, ani pan Ostrowski do spółki z Pawlacz Records się nie obrażą. W końcu, poniekąd, cała trójka gra w jednej drużynie: najlepszej emanacji rodzimego undergroundu.

***

Mam ostatnio fazę – jakby to głupio nie zabrzmiało – na niesłuchanie Ewy Braun (nadmierna poważka i wokal pana Dymitera zaczęły mi przeszkadzać). Podobnie miałem, przez kilka lat, z Sonic Youth; chyba po wydaniu „The Eternal”. Ale ostatnio, dzięki wspaniałym, pośmiertnym koncertówkom, odkryłem na nowo geniusz nowojorczyków.

Parampampam Trio zastępuje mi Ewę Braun. Nie daje co prawda tych samych emocji – bo i bez tekstów, i ja nie mam już 17 lat – ale to obecnie jedna z moich ulubionych gitarowych drużyn. Zanim zaczną się nią zachwycać portale i dziennikarze, których – delikatnie rzecz ujmując – nie cenię, traktuję PPPT jako swoje.

Mam nadzieję wkrótce zobaczyć ich u siebie – gwarantuję obecność co najmniej pięciu osób. Reszta na chujowym HC kilometr dalej.

***

Na muzyce elektronicznej znam się słabo (to, czy można się na niej znać – to temat na inną opowieść), ale od dłuższego czasu śledzę to, co wydaje Pawlacz Perski. I kiedy mam ochotę odpocząć od gitar, włączam geniuszy z Autechre czy Pan Sonic, ale też rzeczy wydawane na kasetach właśnie przez bohaterów tego postu.

Nie wiem, co w tym jest, ale nagrania udostępniane przez Pawlacz Perski świetnie sprawdzają się podczas jazdy tramwajem. Podobnie jest z „Further Fluctuations” Ostrowskiego. Może działa to jedynie na krótkiej trasie „Wełnowiec Kościół – Katowice Rynek”. Ale chyba nie, bo po przesiadce do autobusu też nie było najgorzej.

Osiem gęstych, poszarpanych kawałków Krzysztofa Freeze’a Ostrowskiego daje – chwilami niemal bolesną od tej gęstości – przyjemność. Do tagowania muzyki zawartej na tym materiale zapraszam ekspertów.

Jak zwykle w przypadku wydawnictwa Pawlacza Perskiego, warto wczytać się w opis muzyki udostępniony na Bandcampie.

neutrino – motion picture soundtrack [1999] / neal slavin

04/05/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

discogs

reptilian records

Wrzuciłem niedawno zespół Pencil, który wydał m.in. split z Big’n. Dziś pora na Neutrino, które tworzyli: Carl Saff z Pencil oraz Brian Wnukowski z Big’n i Dave Bychowksi (Bychowski?) z… No właśnie, z czego? Zaraz też mi się przypomina Pryzbylewski z „The Wire”, wyglądający trochę jak John Frusciante, który pewnie miał być Przybylewskim.

Tak mi teraz „Motion Picture Soundtrack” siadła z rana, że mogłaby do wieczora lecieć. Druga i ostatnia zarazem płyta Neutrino wyszła tylko na CD. Pierwszy LP można kupić w Reptilian Records.

(o)(o)(o)

Neal Slavin – bardzo ciekawy fotograf. Wybrałem kilka zdjęć z cyklu „When two or more”. Slavin miał też poważniejsze projekty – choćby zdjęcia Portugalii z czasów dyktatury Salazara.

wracam do domu i włanczam muzykę [3/2019] (gruzja, health, zyanose, american football)

03/05/2019 by

Znalazłem jeszcze jakieś pisane w marcu notki nt. czterech płyt. No to wrzucę.

Uploady, nie licząc polskich wykonawców, do łatwego znalezienia.

(o)(o)(o)

gruzja – i iść dalej [godz ov war productions; 2019]

Okazało się, że przyszłość tajemniczej Gruzji, która do pewnego momentu zasłynęła głównie suchym jak randka księgowego kontem na Facebooku, zależała od tego, jak na seksistowskie wideo do utworu „Opuść mnie” zareaguje Przemek Gulda, poważny dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Czy poda ważne osobistości naszej sceny muzycznej, stojące za Gruzją, do sądu, czy weźmie tę emanację artystyczną w ironiczny nawias. Wziął, a próbował dojechać PRO8L3M.

Zostawmy na boku politykę, zajmijmy się muzyką. Przecież to ona jest najważniejsza, choć nie ona zabiera nam dwie trzecie wypłaty.

„I iść dalej” to surowy black metal. Przyjemna płyta. Brudna, ale nie brzmi jak wysryw nagrany w garażu wujka Andrzeja. Choć może dać do myślenia fakt, że najlepszym fragmentem tego materiału jest cytat z Maanamu. No chyba, że armijny „Jego głos”. Trzeba byłego Budzego wziąć na wokal.

Swoją drogą, ciekawe, jak ten materiał odbierają metale. Ostatnio miałem kontakt z nimi w 1995 roku. Zaczepili mnie na przystanku autobusowym, jeden wziął do ręki zakupioną na czad-giełdzie „Mać Pariadka” i śmiał się, że czytam ruski magazyn. Żryjcie Gruzję.

Oprócz fajnej – nie licząc „Ilu nas było?” – płyty Gruzji Godz ov War wypuścili również na rynek piękną koszulkę zespołu. Nie obrażę się, jeśli mi ją ktoś sprezentuje.

(o)(o)(o)

healthvol.4 :: slaves of fear [loma vista; 2019]

Gdy na scenę wskoczył lekko egzaltowany gość o takich gabarytach, że zmieściłby się w T-shircie niedożywionego dziesięciolatka, nawet nie zdążyłem się ironicznie uśmiechnąć. Tak szybko zaczął napierdalać zespół HEALTH na tym lepszym, bo mysłowickim Off Festivalu. Miało to miejsce aż 10 lat temu.

Podobała mi się jedna albo dwie z wczesnych płyt HEALTH, potem zupełnie zapomniałem o tym zespole. Chłopaki z Echo Park wpadli chyba do szufladki z napisem: „na płytach to nie to samo, co na koncercie”, i tyle.

„Vol.4 :: Slaves of Fear” to pierwszy materiał HEALTH od czasu ścieżki dźwiękowej do „Maxa Payne’a 3”, jaki miałem przyjemność przyswoić.

Z noise rockiem, choć tak jest często tagowane, HEALTH nie ma wiele wspólnego. Muzyka zawarta na „Vol.4…” to w cięższych momentach właściwie industrial, w lżejszych – rock industrialny czy electro. Irytować może maniera wokalisty, choć ma zasadniczy wpływ na pewną oryginalność zespołu.

Dlaczego ta płyta mi się podoba, zwłaszcza numer „Strange Days” (aż szkoda, że nie trwa jeszcze z minutkę)? Nie mam pojęcia. Słodka czekolada umiejętnie doprawiona solą.

(o)(o)(o)

zyanosechaos bender 1.1 [zyanose; 2018, 2019 / distort reality; 2019 / d-takt & råpunk records; 2019]

12 maja jadę na drugi dzień Into The Abyss, głównie po to, by zobaczyć Godflesh. Ale w sumie nie wiem, czy nie cieszę się bardziej z możliwości pójścia na koncert ZyanosE, który odbędzie się dzień później, też we Wrocławiu.

Japońscy punkowcy mają na pewno ciekawą biografię. Niestety ich strona jest jedynie zakrzaczkowana, więc trudno coś o nich więcej powiedzieć. Po skorzystaniu z tłumacza google pojawiło się coś takiego:

„Sklep Levis Morioka jest bardzo piękny.
Cały salon ma bardzo spokojną atmosferę.
Czuję się spokojny wyrafinowany, nie będąc zbyt fantazyjny
To był salon”.

W każdym razie wrócili do grania po jakiejś tam przerwie i zaatakowali w ubiegłym roku bardzo udanym materiałem „Chaos Bender”. Teraz, tzn. w 2019, ukazał się on – bez kawałków live – na winylu. Czy jakoś tak.

Japońskie zespoły często nie są normalne, nie jest też normalny ZyanosE. Niby jest to HC, jakich wiele, ale brzmienie „Chaos Bender” jest wręcz obrzydliwe. W sumie to noise’owy rzyg.

Co ciekawe, przez chwilę może się wydawać, że w ostatnim, i chyba najlepszym, numerze sympatyczni Azjaci cytują nasz Kobong.

(o)(o)(o)

american footballamerican football [polyvinyl records; 2019]

Przed reaktywacją American Football byłem fanem tego zespołu, teraz jestem fanem tylko pierwszej płyty. Do dziś lubię włączyć „jedynkę”, kojarzącą mi się ze starymi czasami, końcem wakacji, lekkimi, ale niegłupimi filmami itp.

Obecnie American Football z zespołu, który smutnawo plumkał coś pomiędzy emo a indie rockiem, i co nawet chwilami miało też swój urok na pierwszym po reaktywacji LP z 2016 roku, zamienił się w emerycki band grający coś, co brzmi jak jakiś rock oazowy.

Naprawdę trudna jest do strawienia ta płyta. Jakby spotkać wakacyjną miłość sprzed lat, wyglądającą obecnie jak Ksenomorf.

Trzy gwiazdki na pięć możliwych, przyznane przez punknews.org, są nieuzasadnioną uprzejmością.

(o)(o)(o)

martim monitz – alba

bastard disco – china shipping

grzegorz bojanek – pure

columbus duo – schein

próchno – próchno

club alpino – cxvi

przepych – regresarabas

(o)(o)(o)

Czekam na kolejne płyty do recenzji. Bardzo lubię to wyczuwalne rozczarowanie artysty faktem, że nie uznałem jego nagrań za nowe „From The Lion’s Mouth” albo „The Velvet Underground & Nico”.

rowland s. howard ‎– pop crimes [2009] / will brown

27/04/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

rowland s. howard

fat possum

Rowland S. Howard, czyli jedna z najciekawszych twarzy (można to traktować dosłownie) w historii rocka.

Trafiłem na wybór jego dziesięciu najlepszych płyt autorstwa Macieja Kaczmarskiego i jakoś mi się przykro zrobiło, bo i życie Howard miał przejebane, i nikt nawet komentarza nie zostawił. No cóż, trzeba o jakichś taconafidach, podsiadłach i innych fajfusach niemytych pisać.

Piękna jest ta płyta. Od razu mnie kupiła obecnością Jonnine Standish z HTRK w pierwszej piosence. „Pop Crimes” ukazała się chwilę przed śmiercią Rowlanda S. Howarda.

***

Will Brown


%d blogerów lubi to: