marriage – pool blunt [2015] / lina scheynius

22/05/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

monofonus press

marriagePromo

Zespół, w którym gra m.in. Mike Kanin, znany z Black Eyes. Chyba taka informacja wystarczy, by się Marriage zainteresować. Zresztą na „Pool Blunt” słychać echa twórczości autorów „Cough”. Inna sprawa, że dziś, gdy prawie każda kapela brzmi jak coś, co się słyszało setki razy, Marriage to oryginalna propozycja (oczywiście, gdy tylko to napisałem, słyszę wyłącznie Black Eyes na tym materiale).

Nie było wiele lepszych płyt w zeszłym roku i niewiele takich, na które tak ostentacyjnie położono lagę w podsumowaniach, jak na „Pool Blunt”. Sam ją przegapiłem, bo Marriage ma, zdaje się, konkretnie wyjebane na promocję (widzę, że nawet nie da się odsłuchać kawałków na Bandcampie, a kiedyś się dało).

***

Lina Scheynius. Trochę taka Natacha Merritt z ASP, ale całkiem do rzeczy.

1

2

3

4

5

6

gutter oil – two wrongs don’t make a right [2015] / romolo milito

15/05/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

10fuckingstars.wordpress.com

Wyszło tego 40 sztuk na winylu, a na Bandcampie – do odsłuchu całe dwa utwory. Żeby zdobyć „Two Wrongs Don’t Make A Right”, musiałem zmienić płeć, własnoręcznie przeprowadzając zabieg, wysłuchać dyskografii Marii Peszek i polecieć w kosmos Daewoo Tico. Liczę na co najmniej jeden lajk na fejsie.

Surowy noise rock z dalekim (no, może całkiem bliskim) echem Brainbombs. Pozdrawiam swego imiennika.

Więcej o zespole przeczytacie na lantutrifor.blogspot.com.

***

Romolo Milito. „Milito” kojarzy mi się głównie z Diego, argentyńskim napastnikiem, który kiedyś załatwił Bayern w finale Ligi Mistrzów.

1

2

3

4

5

6

kordian trudny – dobry pedofil [2016]

14/05/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

„Pedofil” – tytuł płyty 19 Wiosen brzmiał niepokojąco. „Dobry pedofil” nie brzmi ani niepokojąco, ani kontrowersyjnie, ale zabawnie; zwłaszcza, gdy dało się na okładkę własną facjatę. Przynajmniej dla mnie nie jest to kontrowersyjne. Zapewne parę osób uzna, że autor tytułu to degenerat. Za karę zablokują go na Facebooku. Po odblokowaniu każą słuchać Marii Peszek i pisać, że to dobre.

***

Maćka Domagalskiego, który stoi za Kordianem Trudnym, poznałem na Off Festivalu. Jeżeli dobrze zrozumiałem, jego główną inspiracją jest niemiecka awangarda – krautrock itp. Byłem niestety w stanie dyskwalifikującym mnie jako rozmówcę.

***

Chciałem napisać, że Kordian Trudny żeni inteligentny pop z krautrockiem. Przypomniało mi się jednak, jak Tomek Lipiński stwierdził, że „muzyka nie może być inteligentna bądź nieinteligentna, czego niestety nie da się powiedzieć o ludziach”. Niech więc będzie, że Kordian żeni ironiczny pop z krautrockiem. Czasem zapożyczenia są dość oczywiste: jak w „Lustrze”, które ewidentnie kojarzy się ze Stereolab, które motorykę swego grania wzięło przecież od kapel krautowych. (Jak tak dalej sobie słucham, to nie tylko „Lustro” kojarzy się autorami „Emperor Tomato Ketchup”).

Myślę, że to – wpływ krautrocka – słychać i że nie tylko ja mam takie wrażenie. A może tylko ja – nieważne. Ważne, że to się sprawdza. I to już druga bardzo udana płyta Maćka z tego roku: wcześniejsza to „LKLTS”, nagrana wspólnie z LLS.

***

Chciałbym, żeby następne nagrania Kordiana Trudnego brzmiały bardziej poważnie, ale bez wolty stylistycznej. Z drugiej strony, nie ma tu żadnego mentalnego bigcyca, choć „Galopujące tęczowe jednorożce” można było sobie darować. Nawet wsamplowanie nieszczęsnego Bronka nie robi wiochy z „Dobrego pedofila”.

***

Nie mam pomysłu na zakończenie, więc napiszę banalnie, że szczerze polecam płytę Kordiana Trudnego.

watery love – debut 45 [2009], two thrills [2011], die with dignity [2012], sick people [2014] / vincent littlehat

03/05/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komenarzach / links in comments

watery love

richie records

negative guest list records

siltbreeze

in the red records

10fuckingstars.wordpress.com

Jak robiłem składankę podsumowującą 2014 rok (https://10fuckingstars.wordpress.com/2014/12/29/fuck-the-king/ – działa link do uloz.to), znalazł się na niej zespół Watery Love, który nagrał w tamtym czasie jedną z lepszych płyt – „Decorative Feeding”. Mam z tym albumem taki problem, że jeden numer podoba mi się dużo bardziej od innych – „Pumb the Bimbo” – i zazwyczaj go sobie zapętlam.

Ostatnio odsłuchiwałem single tej kapeli z – zdaje się – Filadelfii. Świetne numery, Mógłby ktoś u nas – znaczy się, w Polsce – tak fajnie zagrać w tym roku. A może oni jednak zamulają, a „Pump the Bimbo” to ich jedyny naprawdę dobry numer?

Spakowane chyba wszystkie single oprócz splitu z Kurt Vile & th’ Lovetones.

Właśnie wyszedł materiał „Nine Songs with Meg Drumming” (archiwalia z lat 2007-2009). Słuchajcie Trójki, Mam taką wizję, że puszczą w niej Watery Love. Będzie to oznaczać, że zespół się skończył, choć nigdy o Trójce nie słyszał.

PS Właśnie się zorientowałem, że single, które wrzuciłem, to zawartość „Nine Songs with Meg Drumming”. niech zyje moja niekumacja.

***

Vincent Littlehat

1

2

3

4

5

6

bachorze – okoły gnębione wiatrem [pawlacz perski; 2016]

01/05/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

soundcloud

bachorze na facebooku

pawlacz perski na facebooku

pawlaczperski.org

Jezu, jakie to dobre. Aż żałuję, ze nie jestem kimś bardziej kumatym – nie wiem, jakimś Rafałem Księżykiem – żeby sensownie opisać muzykę zespołu Bachorze.

Michał Biel (saksofon barytonowy), Paweł Doskocz (gitara elektryczna i przedmioty) oraz Maciej Maciągowski (syntezator modularny) grają coś, co można by określić jako połączenie free jazzu (?) z noise’em.

Nazwa zespołu i tytuł płyty mogą wzbudzić obawy, że będziemy mieć do czynienia z pretensjonalnym „experimentalem”, ale jest inaczej. „Okoły gnębione wiatrem” to muzyka raczej trudna do przyswojenia, ale też daleka od artystowskiej bufonady.

Sześć niełatwych utworów, które jednak nie pozwalają pomyśleć, że muzykę może nagrać każdy, kto potrafi drapać styropianem po szybie bądź włączyć odkurzacz. Ten materiał jest jak udana wizyta u dentysty; na mnie działa wręcz kojąco. Chodzę do tak dobrej pani doktor, że wiercenie w zębach zacząłem traktować jako relaks po pracy. Bachorze też sprawiają przyjemność, nie ból. Jeśli zespół chciał inaczej – przykro mi; nie wyszło.

odmieniec – imago [2016]

30/04/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

Nowy singiel Odmieńca – z bardzo ładną okładką. Album ukaże się w grudniu.

Instrumentalny, melancholijny utwór, z odrobiną szorstkiego, wycofanego hałasu. Czekam na więcej – wtedy też więcej napiszę – tylko czemu trzeba aż do grudnia? Ano temu, że – jak wyjaśnia Jakub Czyż stojący za Odmieńcem – „materiał będzie dużym audiowizualnym produktem. Znajdą się w nim wideoklipy i ilustracje, które będą ściśle nawiązywać do utworów. Materiał muzyczny jest tylko częścią projektu”. Być może premiera będzie miała miejsce wcześniej.

inertia – two guitars [2009] / riccardo ulpts

27/04/2016 by

inertia

linki w komentarzach / links in comments

unlabel

Nie widzę w necie okładki w sensownych wymiarach, więc wrzucam zdjęcie swojego egzemplarza płyty, robione uszkodzonym telefonem. Inertia: „Two Guitars” – mój ostatni zakup.

Lennon-McCartney, Balance-Christopherson, Taylor-Tomkins – to trzy pierwsze pary, jakie przychodzą mi na myśl, jeżeli chodzi o brytyjską muzykę. Ostatnia ma tę przewagę, że jest w całości żywa.

Paul Taylor i Kevin Tomkins, czyli Sutcliffe Jügend (chyba trzy nowe materiały wyszły w tym roku) i Bodychoke. Ale też Inertia – przedstawiająca bardziej wyciszone pomysły na granie obu panów, choć jest tu parę rzężących momentów.

Jak wskazuje tytuł, całość nagrano na dwóch gitarach. Chwilami mam wątpliwości, czy nie ma na „Two Guitars” jeszcze czegoś. W każdym razie jest git.

***

Riccardo Ulpts

1

2

3

4

5

6

jesień – jeleń [music is the weapon, 2016]

21/04/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

music is the weapon

fot. Katarzyna Niejadlik
fot. Katarzyna Niejadlik

Tracę przyjemność z pisania recenzji, bo młodzież teraz wrażliwa. Poważnie: przejmuje się tym, co o jej twórczości napisze dziad pamiętający czasy, gdy nie było internetu, a Dezerter koncertował z Kelnerem.

***

Nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia wcześniejsze materiały Jesieni – dwie EP-ki: „Dla najbliższych” i „Letnie przygody”. Było jednak w tamtych nagraniach coś interesującego, inaczej nie zostawiłbym ich na dysku. Wydaje mi się, że nie słyszałem trzeciej – „O” – bo raczej zapamiętałbym, że Jesień zabrzmiała na niej ciężej.

„Ciężko jest określić nam stylistykę, w której się poruszamy. Domyślamy się, że jest gdzieś element wspólny z polskimi zespołami, które szanujemy, a z których większość już nie istnieje. Ewa Braun, Ścianka, Starzy Singers” – piszą o sobie. Nie wiem, czy Jesień szanuje niepolskie zespoły: Codeine i Sonic Youth, ale te też słychać na „Jeleniu”.

***

Królik w klatce na okładce, a tytuły płyty to „Jeleń”. Ech, ci artyści. ;)

***

Zespół brzmi bardzo dobrze, płyta jest świetnie nagrana – podoba mi się to przybrudzone brzmienie. Jesień przekonująco wypada, gdy gra ciężej (vide noiserockowy wstęp do „Mistrzostw Świata”), jak i wtedy gdy żeni psychodelię z post-rockiem („Do Bozi”).

Jeżeli chodzi o teksty: ani zachwycają, ani denerwują. Są oryginalne i raczej na plus, choć zdania typu: „Płody młodych dziewcząt wystukują rytm” można by sobie darować.

***

No właśnie: jak teksty, to i wokalista. Niestety, akurat wokal to największy minus płyty. Prosty przykład: utwór „Hawaje”. Proszę posłuchać tego kawałka: czy fragmenty instrumentalne nie są dużo lepsze od tych z wokalem? Albo to „łoooo…” w „Mistrzostwach Świata”. Po co? Odnoszę niemiłe wrażenie, że gdy pojawia się głos, muzyka zostaje mu podporządkowana, na czym cała płyta traci.

Nie czepiam się nawet w tej chwili Jesieni; to refleksja ogólna. Otóż wydaje mi się, że w polskim rocku fetyszyzuje się wokal, a to po prostu jeden z instrumentów.

***

Jesień: „Jeleń”. Jest dobrze, ale czekam, aż będzie jeszcze lepiej. Kilka porywających i kilka wyjątkowo przyjemnych fragmentów pozwala wierzyć, że będzie.

boss hog – cold hands [1990]

15/04/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

coldhands2

cold hands 3

linki w komentarzach / links in comments

amrep

boss_hog

Przypomniał mi się zin „Korek”, bowiem na jednej z okładek pojawiła się Cristina Martinez z Boss Hog. Było to to samo zdjęcie, które zdobiło okładkę płyty „Cold Hands”. Widywał człowiek brzydsze kobiety w swoim życiu.

„Korek” był ok: bez typowo scenowego, politycznie poprawnego kija w dupie.

korek5_93_1
independentzambrow.blogspot.com

Boss Hog to jeden z zespołów Jona Spencera. Nie wiem, może i mój ulubiony, choć pod koniec brzmiał chwilami niemal popowo (pojawiły się nawet taneczne remiksy).

Zespół reaktywował się w 2008 roku. Niestety, koncertówka „Live At WFMU On The Cherry Blossom Clinic 12/20/2008” nie zachwyca.

Tak czy siak, zajebista kapela. No i okładki najlepsze. Wrzucam „Cold Hands” – najlepszy materiał. No i kawałki z niego, to pierwsze numery zespołu Martinez, jakie usłyszałem.

1

2

4

5

6

rhys chatham – die donnergötter [1987] / lily zompouli

11/04/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

rhys chatham

table of the elements

1

63-letniego dziś Rhysa Chathama poznałem dzięki kawałkowi ze składanki „New York Noise” – niesamowicie spodobało mi się brzmienie gitar w numerze „Drastic Classicism”.

Chatham zaczynał od strojenia fortepianu La Monte Younga; pewnie kontakt z tym gościem miał wpływ na nowojorczyka. Dodajmy do tego współpracę z Tonym Conradem i mamy nastolatka, który miał zupełnie niesamowity muzyczny start. Jak ktoś ma czas, niech sobie poczyta na temat Chathama, bo jest o kim.

Co ciekawe, najwięcej płyt zaczął wydawać, gdy miał już pięćdziesiątkę. Ja jednak wrzucam rzecz z 1987 roku – „Die Donnergötter”, na której pojawił się wspomniany „Drastic Classicism”. Trochę tego nagrał, ale jak na awangardzistę – nie jest to liczba porażająca.

Ten album ukazywał się na przestrzeni lat z różną liczbą kawałków w różnej kolejności, z innymi okładkami. Ja wrzuciłem wersję z 2006 roku, wydaną przez Radium na CD. Table of The Elements (Radium to zresztą jego sublabel) wydało w tym samym roku podwójny LP, z jednym dodatkowym kawałkiem: „Guitar Trio, Take Two”.

Wspaniała rzecz. Wystarczy posłuchać, jak tytułowy numer antycypuje post-rock. Podobnie zresztą jest z „Guitar Trio” skomponowanym w 1977 roku. Bomba.

***

Lily Zoumpouli

1

2

3

4

5

6


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: