historia zespołu krzycz

28/08/2015 by

k1

Zbieram informacje na temat polskich zespołów noiserockowych – tych, które już nie grają, oraz wciąż aktywnych. Nie dlatego, że nie mam co robić, ale z konkretnego powodu. Mam nadzieję, że mój plan wypali.

Robert Iwanik przysłał mi długą historię Krzycz i pomyślałem, że nie będę jej kisił nie wiadomo jak długo na dysku, a po prostu wrzucę na blog. Wielkie dzięki, Robert, za to, że ci się chciało. Podziękowania także dla Bartka Don Pedro i Kuby Kunysza za zdjęcia.

Ten post można, a nawet należy udostępniać.

***

Zespół Krzycz powstał 9 października 1994 roku w Szczecinie w składzie: Artur Stankiewicz (bas), Przemek Drążek (gitara, trąbka), Maciek Baczyński (bębny). Artur przeprowadził się do Szczecina z Lęborka, aby podjąć studia na Politechnicee Szczecińskiej, a Przemek i Maciek, którzy są rodowitymi Pomorzanami, grali wspólnie w kapeli Klinika Zdrowego Człowieka.

W styczniu 1995 roku dołączyłem do składu (wokal). Krzycz zagrał swój pierwszy koncert zaledwie miesiąc później – w szczecińskim klubie Bronx wraz z dwoma zaprzyjaźnionymi lokalnymi kapelami: Felicite Pueros i Kfaza. Końcem lata tego samego roku, w słupskim studio MCK, zarejestrowana została pierwsza demówka zatytułowana „Novum”. Ukazała się ona wpierw na kasecie nakładem Qrva Sistema, a później wybrane utwory wydane zostały w formie siedmiocalowego singla dla Malarie Records.

k2

Kolejny rok przyniósł rosnącą liczbę koncertów – wpierw w północnej części Polski (Świnoujście, Łobez, Lębork, Gdynia, Słupsk, Bartoszyce, Miastko), po czym, dzięki zaproszeniu do Bielska-Białej, zaczęła się dla Krzycz przygoda z południem. W międzyczasie miejsce Maćka za bębnami zajął Bartek Słaby z Łobza.

Rok 1997 zaczął się obiecująco: koncertem u boku węgierskiej grupy Trottel w poznańskim squacie Rozbrat, który odbył się 27 lutego. Wśród kolejnych koncertów na południu Polski dwa z nich okazały się istotnymi w dalszych dziejach kapeli. Pierwszy z nich miał miejsce 11 kwietnia 1997 roku w Nowym Targu, gdzie mieści się siedziba Nikt Nic Nie Wie, i zaowocował zainteresowaniem tej wytworni współpracą z zespołem, drugi zaś dwa dni później na Czad Giełdzie w Mega Clubie w Katowicach, gdzie Krzycz zagrał u boku Post Regiment, którego gitarzysta Jarek Smak był odpowiedzialny za niepowtarzalne brzmienie tego koncertu. Kolejną kluczową postacią w tym okresie stał się Maciej Głuchowski, perkusista motoryczno-hałaśliwej poznańskiej formacji Dump. Mieliśmy niejednokrotnie okazję ujrzeć go w akcji podczas występów Dump w Szczecinie czy też ich rodzimym klubie Eskulap, grającego u boku amerykańskich zespołów skojarzonych z wytwórnią Amphetamine Reptile, które niejednokrotnie przerastali wyobraźnią i talentem. Maciej zapoznał nas z Pawłem „Monsieur Delay” Wudarskim, akustykiem Dump odpowiedzialnym za kontrolę nad ich potężnym brzmieniem.

k3

W styczniu 1998 roku w warszawskim studio Manta, z Jarkiem Smakiem za głównym sterem oraz przy wsparciu ze strony Głuchowskiego i Wudarskiego, Krzycz zarejestrował album „Trauma”. Gościnnie wystąpił na nim Głuchowski na bębnach w improwizowanym utworze zatytułowanym „Luty” oraz na pianinie w „Czarnych chmurach” i „Ulicy znanej od lat”.

Wiosną tamtego roku skład Krzycz opuścił Artur, a na jego miejsce wstąpił Kamil Dudar ze świnoujskiego zespołu Red Alert. W ramach promocji świeżo wydanej przez Nikt Nic Nie Wie płyty Krzycz kontynuował koncerty po Polsce, m.in. w Warszawie ze Starymi Singers, ulubionym przez zespół Grodźcu pod Opolem, gdzie byli zawsze ciepło przyjmowani przez lokalnego organizatora Kubę Kunysza oraz okoliczną publiczność. Podobnie rzecz miała się w Wołowie pod Wrocławiem, gdzie lokalny zespół Stephans i jego lider Marcin Lokś był w zażyłych kontaktach z Krzycz.

k5

Pod koniec 1998 roku pojawiła się poważna perspektywa zagrania europejskiej trasy koncertowej. Niestety z powodu wymagających studiów oraz półrocznych egzaminów Kamil nie był w stanie się zdeklarować co do wyjazdu, stąd pozostali członkowie Krzycz ponownie zwrócili się do ekipy z Poznania. Nowym, sesyjnym basistą na trasę stał się gitarzysta Dump – Maciej Gnot. Po kilku intensywnych weekendach prób w Poznaniu w styczniu 1999 roku Krzycz wyruszył w swoją jedyną trasę po Europie, odwiedzając Holandię, Belgię, Anglię oraz Szkocję. Jak się później okazało, ostatni występ w tej trasie – w belgijskim Liege, był finałowym koncertem w karierze zespołu. Po powrocie Krzycz kontynuował próby jako trio: ze mną dzielącym funkcję basisty i wokalisty, jednak kilka miesięcy później, z powodu różnic interpersonalnych pomiędzy Bartkiem a Przemkiem i mną, Krzycz oficjalnie zawiesił działalność latem 1999 roku.

Przed rozpadem Krzycz w planach pojawiła się kontynuacja działalności poza granicami kraju, co jeszcze bardziej się skrystalizowało, gdy Przemek i ja powołaliśmy do życia Rope. Zimą 2000 roku, ponownie pod czujnym okiem i uchem Jarka Smaka, zarejestrowaliśmy pierwszą EP-kę „Fever”, a wczesną jesienią osadziliśmy się w Chicago. Rope kontynuował działalność przez kolejne niemal siedem lat jako trio: z Przemkiem na gitarze, mną na basie i wokalu oraz Michaelem Kendrickiem na perkusji. Zarówno „Fever”, jak i kolejne dwa albumy – „Widow’s First Dawn” (nagrany przez Steve’a Albiniego) oraz „Heresy, And Then Nothing But Tears” – ukazały się nakładem wytwórni Family Vineyard.

k4

W 2007 roku przeprowadziłem się na zachodnie wybrzeże Stanów do Seattle, gdzie po kilku latach założyłem formację Alchimia, z którą jak dotąd wydałem dwie płyty: „Lucile” i „Aurora” dla krakowskiej wytwórni Instant Classic. Obecnie mieszkam w San Diego, gdzie udzielam się solowo pod szyldem Faro. Przemek Drążek kontynuuje swoją działalność na gitarze oraz trąbce w chicagowskiej formacji Mako Sica, z wydawnictwami dla następujących wytwórni: La Société Expéditionnaire, Slow Knife, Permanent Records, Chaos of the Stars, Plus Tapes, BLWBCK. Artur Stankiewicz mieszka od wielu lat w Warszawie, gdzie od niedawna gra na basie w grupie Kejtu. Bartek Słaby wyjechał zaś do Australii, gdzie przez kilka lat grał na bębnach w kapeli The Tearaways.

Robert Iwanik

dump – demo [1996?] / anna nowocińska

18/08/2015 by

dump

linki w komentarzach / links in comments

myspace

Jeden z najlepszych zespołów w historii polskiego undergroundu. Wydali dwie kasety w Outside: „Mother of Caps” (1992 – chyba pierwsze wydawnictwo Outside) oraz „Hypocrite Dance” (1994). Nie zdołali nagrać trzeciego materiału. Szkoda, bo to, co słyszymy na tej demówce, pięknie kopie. Ponoć nawet w 2007 r. był plan reaktywacji i reedycji staryc płyt.

Jeżeli ktoś uważa, że któryś z kolejnych zespołów panów z Dump nadaje się do słuchania, niech da znać.

***

Anna Nowocińska

10

11

12

13

14

15

steve reich – four organs • phase patterns [1970] / amanda jas

01/08/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

stevereich.com

1

Wrzuciłem już chyba cały noise rock, jaki chciałem wrzucić, w sumie prawie wszystkie ważne dla mnie kapele – nie tylko noise rockowe (myślałem, że nie było na 10fs Rodana, ale jednak był). Teraz podtrzymywanie tego bloga przy życiu, to trochę jak bycie z dziewczyną, z którą spało się ostatnio pół roku temu. No cóż, zawsze będziemy mieli Paryż.

Z całego tej awangardy, z gości kruszących styropian o szybę, dziwnych Japończyków pierdzących na wszelkiego rodzaju instrumentach chyba najbardziej lubię Steve’a Reicha. Repetitive music w jego wydaniu, zamiast nudzić, fascynuje i wciąga. Drugi numer mógłby trwać ze dwa lata.

***

Amanda Jas. Ależ to zalatuje ASP:

1

2

3

4

5

6

wsie – wsie [bdta, 2015]

29/07/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

Płyta „Wsie” to jedno z najbardziej oryginalnych wydawnictw w historii polskiego undergroundu. Duet tworzą: Konrad Materek (głos, dźwięk) oraz Bartosz Zaskórski (tekst, dźwięk), którego płytę swego czasu recenzowałem.

Jeżeli chodzi o muzykę, nie jest łatwo o niej pisać. To coś, o czym można bredzić przez dziesięć stron, jak i mieć problem z napisaniem dwóch zdań. Jest na tyle ciekawa, że dobrze by było, gdyby Wsie wydały osobny album – bez wokalu. To, co panowie stworzyli, można by nazwać łagodnym noise’em albo brudnym ambientem.

Jeżeli chodzi o teksty, są to właściwie krótkie opowiadania. To, co napisał Bartek, kojarzy mi się z lirykami Jarka Janiszewskiego z Bielizny (gdy ten jeszcze potrafił pisać). Rymów tu nie ma, ale lekko absurdalna treść – jak najbardziej. Wystarczy spojrzeć na tytuły utworów. Trzeba jednak przyznać, że każdy z tekstów ma sens, nie jest to „surrealistyczne”, za przeproszeniem, pierdolenie.

Kontrowersje może wzbudzać sposób podawania tekstu. Materek po prostu monotonnie deklamuje to, co napisał Zaskórski. Ma to swój klimat, ale w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że Jaruzelski ogłaszający stan wojenny, wypada przy Materku jak gość ze zbyt wysokim poziomem serotoniny. Być może dlatego dziesięciominutowa „Wieś, o której nie powiemy wam niczego” wydaje się być najlepszym utworem na płycie.

Nie zmienia to faktu, że talent obu panów do tworzenia niebanalnych dźwięków oraz talent jednego z nich do opowiadania ciekawych historii, zaowocowały oryginalną płytą, którą warto – albo i trzeba – poznać.

Marcin Wandzel

el guapo – the phenomenon of renewal [1998] / hannes caspar

19/07/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

discogs

dischord

10fuckingstars.wordpress.com

El Guapo z czasów, gdy jeszcze interesowały chłopaków gitary. Późniejsze płyty też są fajne, ale dla mnie, jako że poznałem zespół właśnie dzięki „The Phenomenon of Renewal”, są również rozczarowaniem. Od „Super/system” to w sumie taki niebanalny „dance punk” (który jest bękartem post-punka), na bazie którego powstał, nomen omen, zespół Supersystem. Zresztą jeden z członków El Guapo skończył w !!!. Co ciekawe, w międzyczasie wyszła płyta live „The Geography of Dissolution”, którą trudno uznać za przystępną dla zwykłego śmiertelnika.

Na „Phenomenal” mamy połączenie math rocka z post-punkiem (gitara!). Świetna płyta. „Najlepsza, jaką wydaliśmy” – powiedział gość z Resin Records.

***

Hannes Caspar

Pisze do mnie koleżanka, że przysyła mi zdjęcia świetnego fotografa. Dałbym sobie uciąć, że Hannes Caspar gościł już na 10fs, ale jednak nie. Facet robi kapitalne zdjęcia. Wśród miliona gości fotografujących nagie panie jest być może w tej chwili najlepszy.

1

2

3

4

5

6

borderline collie – II [2014]

16/07/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

bdta

wsa

Znów się wymądrzam dla Wrocławskiej Sekcji Alternatywnej. Krótka, acz wnikliwa, piekielnie inteligentna recenzja.

o grande ogro – nashville sessions [2015]

15/07/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

http://ograndeogro.wix.com

Fajny math z Brazylii. Tylko trzy numery – jedynie do odsłuchu albo do ściągnięcia za co najmniej 3 dolary.

great falls / thou – wingwalker / prayer to god [2015] / lukáš dvořák

11/07/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

great falls

thou

bandcamp

hell comes home

Byłem troszkę napalony na ten singiel. Efekt nie jest piorunujący, ale niezły. Nie spodziewałem się, że te dwa covery będą lepsze niż oryginały Shellaca, ale jest dobrze, choć „Wingwalker” Great Falls jest trochę bezpłciowy, a dramaturgia „Prayer to God” została zastąpiona przez Thou darciem mordy.

Mimo tego warto posłuchać.

***

Lukáš Dvořák. Takie sobie te zdjęcia (choć niespecjalnie cierpię patrząc na urodę modelek), ale nie trafiłem ostatnio na nic ciekawego.

1

2

3

4

5

6

buzz rodeo – sports [2015]

02/07/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

1

Ten niemiecki zespół tak bardzo kojarzy się z latami 90., że jestem zdziwiony, że leci z empetrójek, nie z kasety. To było moje pierwsze wrażenie. Drugie – że Buzz Rodeo brzmi trochę shellacowato, ale głównie kojarzy się ze STNNNG.

Trio ze Stuttgartu nie odkrywa Ameryki, ale też nie przykrywa słabych kompozycji pojebaniem, byciem Pissed Jeans dla ubogich. Wśród wielu dzisiejszych noiserockowych zespołów wyróżnia się na plus.

11 dobrych numerów, którym zapewne nie zaszkodziłoby Electrical Audio.

***

This German band reminds me of the ‘90s so much that I’m shocked the music is coming out of mp3s and not a cassette. That was my first impression. My second was that Buzz Rodeo sounds kinda like Shellac, but mostly reminds of STNNNG.

The Stuttgart trio doesn’t reinvent the wheel, but it also doesn’t try to cover their weaknesses with being balls-out crazy, like a poor man’s Pissed Jeans. It stands out in a positive way among the contemporary wave of noise rock bands.

11 good songs – they probably wouldn’t be hurt by some Electrical Audio production.

(tłum. So why the long face, Horse?)

lunapar – lunapar [2014]

30/06/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

Na prośbę znajomego napisałem kilka słów o płycie zespołu Lunapar. Do przeczytania na wsa.org.pl


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: