parampampam trio – pppt ep#26 [2019]

12/09/2019 by

bandcamp

facebook

Ech, znajomi na fejsie wrzucają jakieś bzdety typu Tool, a nikt nie da Parampampam Trio. Znów po stronie mniejszości – proste.

Słucham kolejnej EP-ki jednego z najciekawszych polskich zespołów i po głowie chodzi mi idiotyczny tag „jarmusch rock” (przypomniało mi się, jak ktoś granie Sonic Youth na „NYC Ghosts & Flowers” określił jako „burroughs rock”, może nawet oficjalna strona SY).

Może dlatego chodzi, że „PPPT EP#26” jakoś mi soundtracki do niektórych filmów Jarmuscha przypomina, albo czuję, że by do nich pasowała. Może też dlatego, że chyba tego samego dnia, gdy zaczałęm swą przygodę z nowym materiałem olsztynian, słuchałem płyty kwartetu Jim Jarmusch, Lee Ranaldo, Marc Urselli, Balázs Pándi. Bardzo płynnie przechodzi jedno w drugie. Może Parampampam Trio powinno nagrać materiał z Krzysztofem Zanussim.

A może wzięło się to stąd, że przymierzam się do nowego filmu amerykańskiego reżysera. Wszyscy go gnoją, a mnie bardziej martwi obecność Iggy’ego Popa, za którym nie przepadam, niż zniżka formy Mistrza.

Fajnie, jakby Parampampam Trio zagrało tu, w Katowicach, bo niewiele się dzieje. Mamy na szczęście Ciśnienie – kapitalne, gdy wychodzi poza ramy „akademickiego” post-rocka. No i Lonker See, grający tak często, jakby mieszkali na Koszutce. Może kiedyś wpadnie PPPT.

A za rok OFF Festival. Już słyszę, jak Anna Gacek potwierdza ogłoszenie Artura Rojka, a ja – w piątek, po pracy – przyjeżdżam na ostatnie trzy minuty koncertu Parampampam.

Z EP-ek opisywanego tria, które słyszałem, „PPPT EP#26” wydaje mi się najbardziej przystępna. Jeśli ktoś nie zna zespołu, może zacząć od niej.

alice donut – mule [1990] / joseph szabo

31/08/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

alternative tentacles

facebook

Nie wiem, która płyta Alicji Pączek jest najlepsza. W każdym razie wrzucam tę, z którą nowojorczycy mi się kojarzą – „Mule”. Pewnie dlatego, że usłyszałem ją jako pierwszą, poza tym kocham ten album. A tak w ogóle to kojarzą mi się najbardziej z nie swoim numerem, bo z „My Boyfriend’s Back” The Angels, z trochę zmienionym tekstem. Nie ma tego kawałka na LP, więc raczej nigdy go nie kupię.

Alice Donut to także jeden z najlepszych wokali w historii (punk)rocka, czyli Tomas Antona. „Nie mam pojęcia, co robię. Nigdy nie brałem lekcji muzyki ani śpiewu, więc mój styl śpiewania opiera się na ogromnej ignorancji upstrzonej okłamywaniem samego siebie”. Fajne. A tu cały wywiad.

***

„Green Mind” Dinosaur Jr. opakowana jest w jedną z najładniejszych okładek w historii rocka. W sumie nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić, kto jest jej autorem. Przypadkowo dowiedziałem się, że za zdjęciem dziewczyny (czy też dziewczynki) z fajką stoi Joseph Szabo. Prawdziwy magik, jeśli chodzi o czarno-białą fotografię.

butthole surfers – butthole surfers [1983] / giovanni pasini

24/08/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

butthole surfers

facebook

alternative tentacles

Nie było do tej pory na blogu Butthole Surfers. Zastanawiałem się, którą płytę wrzucić, i doszedłem do wniosku, że zazwyczaj daję pierwsze materiały zespołów, więc w tym przypadku też może tak być. W końcu ta EP-ka z 1983 r. już oddawała popierdolenie popierdoleńców z San Antonio (no i ma urokliwą okładkę). Co my tu mamy? Noise punk, alt-country, psycho funk-rap, noise rock…

Tak w ogóle to niewiele jest przyjemniejszych rzeczy niż siedzenie nad dyskografiami wybitnych kapel, czym zajmuję się w tym roku kosztem nowych płyt. Butthole Surfers, This Heat, Dag Nasty, Devo… Tak trzeba żyć. Można ominąć New Order. Jak powiedział w latach 90. pewien trójkowy radiowiec: „Ian Curtis przewraca się w grobie”.

(o)(o)

Giovanni Pasini. Jeśli włosy pod pachami, to tylko u kobiet. :)

sarco – sarco [2019]

23/08/2019 by

bandcamp

facebook

Zespól Sarco dość umiejętnie porusza się w estetyce alternatywnego, gitarowego rocka. Mamy tu dźwięki, które mogą się kojarzyć z paroma fajnymi kapelami. Nie wiem, czego słuchają panowie Daczkowski, Iwański i Michalski, ale stawiałbym, że rzeczy, od których raczej bym się nie porzygał.

Gdybym był suchy jak niektórzy znajomi, którym czas stawia na karku piąty czy nawet szósty krzyżyk, zapytałbym: „Dlaczego więc sarkam na tę płytę?”. Muzycznie dużymi fragmentami jest tu wszystko, co lubię – nawet irytujący, ocierający się do pewnego momentu niemal o poezję śpiewaną „Szaman”, nagle zaczyna brzmieć jak Pan Bóg przykazał – a jednak mam swoje „ale” do tego materiału.

No więc, mój główny zarzut do płyty to wokal, który sam w sobie nie jest zły, ale Sarco podporządkowuje mu swą muzykę. Na marginesie, wokaliści to był i jest największy problem polskiego rocka. Z jednej strony – mało który z nich umie śpiewać, z drugiej – prawie zawsze muszą być, kurwa, najważniejsi. Te Muńki, Grabaże, nadęty wacek z Kulek Śmierci, niemal każdy wokal punkowy – panie, daj pan spokój. Szymon Iwański z Sarco co prawda zadziwiająco dobrze się sprawdza w roli śpiewaka, ale – paradoksalnie – mam niemiłe wrażenie, że najlepsze fragmenty „Sarco” to te, gdy… nie śpiewa. Głos na tej płycie równa się niepotrzebnemu wchodzeniu w jakąś krainę łagodności alternatywnego rocka. Kolega śpiewa, więc dajmy się mu poprowadzić, dostosujmy się.

I to nie jest tak, że dobry wokalista – czy też dobrze wkomponowany w zespół – musi umieć śpiewać. Lech Janerka nie umie, Ian Curtis nie umiał, nie mówiąc o Stevie Albinim. Krzysztof Cugowski umie, Freddie Mercury umiał. Wiecie, o co mi chodzi.

***

Gitara w tytułowym, mającym zresztą fajną dynamikę, numerze; podobnie zaczynający się, przebojowy „Czy szóstki” (może akurat tu śpiewany refren jest wartością dodaną); soniczno-brzdąkająca „Rosyjska łączniczka”… Są na „Sarco” fajne momenty. Mam nadzieję, że panowie pójdą w ich kierunku. Niekoniecznie jako zespół instrumentalny.

when dinosaurs ruled the earth – snacks [2006] / leon levinstein

17/08/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

Fajna nazwa, fajny zespół. Ich płyty różnią się dość mocno od siebie, w sumie nie wiedziałem, którą wybrać. Padło na „Snacks”. Może jako całość nie jest najlepsza, ale ostatni numer – „Bananafana” – jest zajebisty, uwielbiam takie granie, a nie chce mi się już zastanawiać, który album dać na blog.

W Dinozaurach grał m.in. Nate Cross, znany z tak mocarnych składów, jak Marriage i USA/Mexico.

Muzyka dla miłośników piwa i marihuany, czyli dla każdego zdrowego, normalnego mężczyzny.

***
Leon Levinstein. Zajebisty gość, takie zdjęcia można cały dzień oglądać.

parampampam trio – pppt ep#24 [2019], pppt ep#25 [2019]

10/08/2019 by

bandcamp

facebook

Na niedawno zakończonym Off Festivalu zabrakło mi polskiej, gitarowej alternatywy. Człowiek łaził po terenie festiwalu, czekał na gwiazdy wieczoru (raczej Electric Wizard i OM niż Suede czy Jarvis Cocker), pił to pseudopiwo i myślał o wielu naszych fantastycznych kapelach, które mogłyby zagrać zamiast jakichś koszmarków z tanecznym beatem. No, ale może tak jest lepiej. To nie festiwal stworzony dla starych pierdzieli – niech się młodzi bawią. Choć obecność niektórych gwiazd zdaje się temu przeczyć.

Chętnie bym zobaczył scenę, na której pojawiają się ci, którzy na naszej szeroko rozumianej scenie niezależnej grają najciekawsze dźwięki, np. Parampampam Trio. Pisałem o tym zespole dwa razy w tym roku („PPPT EP22 2019”, „PPPT EP 23”), nie będę się produkował po raz trzeci, by opisać to, co grają olsztynianie. Jak ktoś ma ochotę, niech zerknie w stare recenzje. One dadzą obraz sztuki tworzonej przez PPPT. A najlepiej po prostu włączyć muzykę.

Nie jest to najłatwiejsze w odbiorze granie na świecie, ale zawsze bardzo dobre, a chwilami wręcz fascynujące. Parampampam Trio to jeden z najciekawszych zespołów w Polsce. Każde z jego wydawnictw, którego słuchałem, warte jest by poświęcić mu uwagę. I nie ma się co zrażać ich liczbą.

Napierdalać, panowie, póki są siły i pomysły.

***

Ledwo co się zebrałem, żeby wrzucić info o tych dwóch epkach, a chłopaki dały na Bandcampa kolejną – „PPPT las OLSZTYN 7. 06. 2019”.

Gorąco zachęcam do kliknięcia w BUY. Zarobiona kasa zostanie przekazana na leczenie Joanny „Tekli” Woźniak. Więcej pod tym linkiem.

cryptic slaughter – money talks [1987] / max dupain

09/08/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

relapse

discogs


Scott Peterson (bębny) i jego tata


Z domowej kolekcji

Korzystając z urlopu okolicznościowego, przypomniałem sobie najwybitniejsze płyty z szeroko rozumianego nurtu HC. Na tyle szeroko, że od melodyjnego 7Seconds do wariatów ze Spazztic Blurr (zresztą grał tu ktoś z Cryptica). Część kapel zdecydowanie broni się po latach (choćby dwie wyżej wymienione), część trochę mniej, niektóre w ogóle.

Hardcore’owy walec sprzed lat dziś brzmi zadziwiająco lekko, ci, co nie mogli przestać nienawidzić, sprawiają, że ja nie mogę przestać ziewać… itd. Celowo nie podaję nazw, żeby jakiś fan HC nie chciał ze mną wejść w dyskusję. Z doświadczenia wiem, że niektórzy hardkorowcy pozbawieni są płatów skroniowych. Nie ma co ryzykować.

Świetnie po latach brzmi grający crossover (nigdy nie lubiłem tego, niemal równie durnego jak jazzcore, określenia) Cryptic Slaughter. Mam do tej kapeli słabość, również dlatego, że kojarzy mi się z Dazzling Killmen. Zespół Nicka Sakesa wszedł co prawda pięterko wyżej, ale tak czy siak – Cryptic Slaughter zdecydowanie daje radę (to w sumie niesamowite, jak młodzi to byli kolesie). „Money Talks” to chyba ich najlepsza płyta.

Ponoć nie ma szans na reaktywację. Szkoda.

***
Max Dupain. Ten wysoce ceniony australijski fotograf uwieczniał m.in. kwiaty, obiekty architektoniczne i Sydney. W wyniku losowania padło na zdjęcia z działu „Nudes”.

4 AT160411 P53A

the replacements – let it be [1984] / ralph crane

29/07/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

thereplacementsofficial.com

The Replacements – zespół u nas praktycznie nieznany. Lata radiowej edukacji zrobiły swoje. Zamiast „Unsatisfied”, „Kayleigh” Marillion. Zamiast Paula Westerberga, Derek William Dick. Poza tym – zamiast Lou Reeda, Gordon Sumner, zamiast Nico, Basia Trzetrzelewska. Itd, itd. Wyliczankę można ciągnąć za Władywostok.

O naszej recepcji (a raczej jej braku) twórczości autorów „Let It Be” swego czasu bardzo ładnie napisał Igor z The Dog. Wybaczam potraktowanie trochę po macoszemu jednego z moich ulubionych filmów, „Adventureland”. Swoją drogą, na soundtracku do filmu Grega Mottoli jest jeszcze jeden kawałek chwytający za serce i jaja – „Don’t Want To Know If You Are Lonely” Hüsker Dü.

(o)(o)

Ralph Crane. Kiedyś to się robiło zdjęcia, nie to, co teraz. Bardot, Bacall, pies, koty… Wspaniałe fotki.

oxes – oxes [2000] / max eremine

13/07/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

facebook

discogs

friends records

Zawsze ktoś musiał dopisać: „Suck Coxes!”. He, he!

Jakoś nigdy nie pochyliłem się nad tym zespołem z należytą uwagą. Może dlatego, że poznałem go dzięki splitowi z Big’N, a zawsze wyżej – w przeciwieństwie chociażby do Pitchforka – ceniłem twórców „Cutthroat” niż mathrockowców z Baltimore. Spotkałem się ostatnio też z opinią, że „Kid A” Radiohead to wielka płyta, bo tak uznał „Rolling Stone”.

Nieważne, zajebista to była (jest?) kapela. W sumie dziś mało kto gra dobrego math rocka.

***

Max Eremine

strętwa – dno / di.aria – life is a ping pong delay / the cold vein – duivelsmachine

09/07/2019 by

Krótko o trzech płytach, którym poświęciłem trochę czasu. Lepiej krótko niż wcale? Oby.

I bardzo proszę przysyłać przynajmniej mp3.

strętwa – dno [plaża zachodnia; 2019]

Niepokojący noise, ale też przyjemniejsze, „plumkające” dźwięki. Jak napisał Patryk Daszkiewicz, odpowiedzialny w Strętwie (wreszcie jakaś porządna nazwa zespołu) za samplery i czarne myśli: „takie hałaśliwo-rozmyte rzeczy”.

„Dno” zgrzyta i niepokoi, ale też trochę koi. Najlepszy jest chyba ostatni numer, „Chimay”. Gdy go słucham, na zegarze na szczęście jest 8:14,w nocy bałbym się włączyć. A może otwierająca całość „Balbina”, kojarząca się ze schyłkowym Sutcliffe Jügend?

Muszę się wziąć za wcześniejsze wydawnictwo Strętwy, gdyż mi umknęło dwa lata temu wśród miliona nowych płyt.

(o)(o)

di.aria – life is a ping pong delay [gusstaff records, don’t sit on my vinyl; 2019]

Hania Piosik podesłała mi swój materiał (ładny tytuł!) i choć stwierdziłem, że dla mnie to za trudne, to zostałem przekonany do tego, by wspomnieć o nim na blogu.

Zaraz za trudne. Nie takich rzeczy się słuchało.

Widzę, że internet nie ugina się od ciężaru recenzji „Life Is a Ping Pong Delay” czy choćby wzmianek o płycie.
Szkoda. Nie jest to co prawda rzecz, którą można zanucić przy goleniu, ale też nie mamy tu do czynienia
z awangardą wywołującą pocenie się skóry.

Płyta Di.ARIi to raczej nie ping pong, ale dość wymagająca wspinaczka górska. Ambient, drone, mnóstwo
dźwięków, których opisać się nie da, nie wchodząc w wymądrzanie się i recenzencki autoerotyzm.

Osobiście, uważnie wsłuchując się w cały materiał, wyróżniam ostatni numer – „8”. Może dlatego, że przez ten dziwny, lekko straszący gdzieś w tle wokal, przyszło do mnie skojarzenie z Coil.

Brawa dla Gusstaffa i Don’t Sit On My Vinyl za to, że wydali „Life Is a Ping Pong Delay”.

(o) (o)

the cold vein – duivelsmachine [2019]

Całkiem przyjemny dla ucha noise rock. W The Cold Vein gra ktoś ze znanego chyba w Polsce zespołu
Udarnik.

Zastanawiam się, czy Holendrzy mają potencjał na to, by nagrać ciekawy LP („Duivelsmachine” to tylko
dwa numery), i myślę, że na dłuższą metę trudno byłoby mi znieść wokal. Choć kto wie – muzyka się
broni. Z każdym kolejnym przesłuchaniem mam ochotę na więcej kawałków The Cold Vein.

No to czekam na LP.


%d blogerów lubi to: