porter ricks – biokinetics [1996] / hannes windrath

25/06/2017 by

linki w komentarzach / links in comments

chain reaction

thomaskoner.com

Chyba już w drugiej połowie lat 90. Rafał Księżyk sprzedawał teorię, jakoby muzyka gitarowa była w wielkim kryzysie, a elektroniczna zajęła jej miejsce i tylko ona – upraszczając – ma sens. Życie zweryfikowało proroka, bowiem – jak zazwyczaj bywa – najbardziej sensowne okazało się podejście wyśrodkowane: artyści są dobrzy lub chujowi, instrumenty, których używają, to sprawa drugorzędna. Wielu muzyków, którzy odrzucili tradycyjne rockowe instrumentarium i mieli stać w awangardzie muzycznej rewolucji, zostało zapomnianych. Są tacy, którzy zostali w pamięci, a nawet do dziś wydają sensowne rzeczy. Np. Andy Mellwig i Thomas Köner tworzący duet Porter Ricks.

Te dwa Niemiaszki w 1996 roku wypuścili arcydzieło zdubowanego techno (czy jak to nazwać), „Biokineticks”. Dobra okazja, żeby przypomnieć ten materiał, gdyż Porter Ricks wydał nowy album, „Anguilla Electrica”.

***

Hannes Windrath

krzycz – trauma / live in leeds [instant classic; 2017]

24/06/2017 by

bandcamp

facebook

historia zespolu krzycz

Długo zbierałem się do tego, żeby napisać o reedycji (poszerzonej o krążek „Live in Leeds”) tej klasycznej płyty. Przypomniało mi się jednak zakończenie artykułu jednego z moich ulubionych dziennikarzy, więc mam problem z głowy.

„Tu nie ma miejsca na elaboraty. Tu się dopierdala”.

nac/hut report – grey zone collapse nostalgia [2017]

18/06/2017 by

bandcamp

facebook

Popsuta elektronika, zamulające wokale, także obecność gitar, które wywołały we mnie skojarzenie, jakby jakiś przećpany DJ remiksował numery z indiepopowej składanki „C86”. Tak brzmi mniej więcej krakowski duet Nac/Hut Report. Oryginalnie niczym jego nazwa.

W wywiadzie dla „Dziennika Polskiego” dowiadujemy się od Brigitte Roussel bądź Li/ese/Li, że Nac/Hut Report lubi zniekształcać to, co ładne. Faktycznie tak jest: para miesza rzeczy popowe z noise’owymi. Wśród ulubionych zespołów wymienia: Royal Trux, Einstürzende Neubauten, Black Dice i Birthday Party. Sam, słuchając „Grey Zone Collapse Nostalgia”, pomyślałem o zespole Bjorna i Erica Copelandów oraz Aarona Warrena.

Dobrze by było, gdyby nowy materiał krakowskiego duetu okroić do ośmiu, góra dziesięciu numerów (raczej usunąć kilka ze środka, nie końca płyty). No ale nie sądzę, by Nac/Hut Report powstał po to, by spełniać zachcianki i się podobać.

quitters club – quitters club [1995] / boris bugaev

17/06/2017 by

linki w komentarzach / links in comments

discogs

Noiserockowa efemeryda, mająca na koncie – oprócz tego materiału – split z zespołem Johnboy (1994; inna efemeryda: Imminent Rock), który nagrywał dla Trance Syndicate.

W necie znajdziecie info, że „Quitters Club” – jak split – również wypuścił Imminent Rock, ale płyta została wydana przez zespół. Niestety, trudno cokolwiek znaleźć w sieci na temat kapeli z Kansas, nie licząc info o tym, kto gdzie jeszcze grał (Season to Risk, Germbox, Vitreous Humor).

Bardzo dobra rzecz (czasem, jak w „Eclipses”, zajeżdża lekko Rapemanem); lata 90. pełną gębą. Wybaczam nawet cover Łabądzi. ;)

***

Boris Bugaev

leśniewski / nowacki – obiekty [music is the weapon; 2017]

16/06/2017 by

bandcamp

facebook

Bartosz Leśniewski gra w noiserockowo-psychodelizujących Artykułach Rolnych, które bodaj trzy razy gościły na 10fs. W duecie z Maciejem Nowackim (Kaseciarz) nagrał materiał, który można by określić jako delikatny gitarowy noise albo szorstki gitarowy ambient (nie brzmi to może przesadnie mądrze, ale chyba dość dobrze oddaje zawartość płyty).

Znam takich, którzy włączą i powiedzą, że nuda, bo to przecież „jakiś tam” Leśniewski i „jakiś tam” Nowacki. Ale gdyby coś podobnego nagrał O’Rourke albo ten ze Swans… jak mu tam… Gira, toby cmokali. Jak pisał Bukowski: „Gdy snoby się do czegoś przyssą…”. Dramat.

Sam często nie mam zaufania do tego typu muzyki. Jeżeli zespół gra noise/ambient, dobrze jest, jeśli dodaje do tego jakiś kontekst – jak np. świry z Sutcliffe Jügend. Wtedy – w nawale miliarda płyt z noise’em, ambientem, różnymi „experimentalami” – najzwyczajniej w świecie łatwiej odróżnić jednego artystę od drugiego.

„Obiekty” zdecydowanie dają radę. Z przypominającego Sonic Youth „Obiektu#1” duet przechodzi w trzy 10-minutowe utwory. Nad „Obiektem#2” początkowo unosi się duch eksperymentalnych nagrań J. Spacemana, by potem przejść w… No właśnie. Pisanie o tego typu muzyce to faktycznie jest tańczenie o architekturze. Siedzieć cicho i słuchać – to najlepsze wyjście.

„Obiekty” bardzo ładnie się wwiercają w czachę. Mam nadzieję sprawdzić, jak Bartosz i Maciej sprzedają je na żywo.

mark hollis – mark hollis [1998] / duane michals

11/06/2017 by

discogs

facebook

Garstka Polaków.

O Marku Hollisie posałem przy okazji postu o Talk Talk, jednego z najważniejszych zespołów w historii.

***

Duane Michals – wspaniały fotograf, któremu zdarzało się zdjąć chociażby takich tuzów, jak René Magritte czy Clinte Eastwood, ale też panie, które czasem uwalniały się z odzieży.

ex uaj zed – 4 [cali zieloni recording studio; 2015]

03/06/2017 by

ex uaj zedbandcamp / facebook

cali zielonibandcamp / facebook

Myślałem, że to całkiem nowa kapela, a pierwsza płyta EX UAJ ZED ma dziewięć lat. Ta zresztą dwa, choć przyzwyczajony, że dostaję prawie wyłącznie nowe rzeczy, sądziłem, że jest z tego roku.

„4” (świetna okładka; zza drzew widać budynek dawnego zakładu „Bacutil” w Grodzisku Wielkopolskim, rodzinnym mieście zespołu) zaprasza nieco ściankowym wstępem. Drugi numer, „Pulsacyjny”, to bluesowa gitara, ale i noiserockowe akcenty. Słyszę też na tej płycie Breakoutów, ale może to złudzenie, bo ostatnio dość dużo słuchałem zespołu Tadeusza Nalepy. Chociaż… Czy zwłaszcza „Wszystko kiedyś” nie brzmi jak Breakout?

No dobra, nie ma sensu opisywać każdego numeru z osobna, zwłaszcza że płytę można odsłuchać w całości. Aha, Sonic Youth na koniec. Wiadomo, każdy zespół brzmi jak Sonic Youth. Albo The Beatles, Shellac, The Cure, Black Sabbath, Talk Talk. Albo jak The Velvet Undergroud czy Can. Cicho, zamotałem się.

***

Dawno temu bardzo mi się spodobał album „More Parts per Million” The Thermals. Brudne brzmienie płyty wzięło się stąd, że została nagrana bodaj w kuchni. Inne płyty portlandczyków, nagrane lepiej, nie zrobiły na mnie wrażenia.

Gdyby pozbawić EX UAJ ZED brzmienia lo-fi, pewnie byłoby tak samo. To są dobre numery – podoba mi się też to, że zespół nie kokietuje: gra swojego rocka i ma wyjebane (ta piękna zamułka w „Dopóki”…) – ale gdyby zabrzmiały czysto („4” to granie na żywo rejestrowane na kasetowy czteroślad Tascama), straciłyby pewnie cały urok.

Panowie umieją też opowiadać. Jak w „Rytuałach”, które tekstowo – ale bez społecznego i politycznego zacięcia – skojarzyły się mi z „Dziewczyną z innego świata” Drugs & Politics lub z Lesławem z Komet opisującym niełatwe życie zdołowanych kobiet. „Tekstów jest mniej, bo jak nie ma o czym śpiewać, a głos taki sobie, to nie ma co się silić na więcej niż trzeba” – ujęło mnie to wyznanie.

Polecam „4”. Ma niezaprzeczalny urok czegoś niedzisiejszego i parę bardzo dobrych fragmentów.

his hero is gone – monuments to thieves [1997] / svenja trierscheid

01/06/2017 by

linki w komentarzach / links in comments

facebook

discogs

Piękna nazwa zespołu. Aż dziw, że część HHIG założyło potem kapelę o tak banalnej nazwie, jak Tragedy.

HHIG niby grał crust, ale osobiście nie przepadam za tym określeniem. Dla mnie to hardcore, i tyle. 15 numerów, które wwiercają się w głowę. Głównie czad, ale przetykany sludge’owymi zwolnieniami. Miazga, pierdolony klasyk.

Relatywnie mało słucham panka i hc, bowiem wiele płyt, którymi jarałem się dawno temu, dziś wydaje się mi mało atrakcyjnymi muzycznie (tekstowo też, no ale to mniejszy problem), a z nowych rzeczy bardzo rzadko coś do mnie trafia, jeśli chodzi o HC/punk. „Monuments to Thieves”, jak sądzę, nie zestarzeje się nigdy.

Na stronie Prank Records płyta jest niedostępna. Nie wiem, czy została wznowiona w jakimkolwiek formacie przez kogolkowliek. W Polsce wydało ten materiał na kasecie Nikt Nic Nie Wie.

***

Svenja Trierscheid. Niektóre zdjęcia tej pani są zajebiste.

yc-cy – yc-cy [x-mist records; 2016]

28/05/2017 by

bandcamp

facebook

x-mist records

Agresywny wokal, gitara, bas, bębny i klawisz. Noise punk, hardcore, noise rock, post-punk. Konkretny wpierdol zaserwowany przez zespół ze szwajcarskiej Szafuzy.

Jeśli miałbym szukać jednego punktu odniesienia, byłby to wybitny nowojorski skład White Suns, choć YC-CY tworzy kawałki bardziej przystępne.

Mnie najbardziej podoba się chyba numer „Hyäne”. Szkoda, że trwa zaledwie 3:11. Świetna jest jednak całość. Ostatnio rzadko nowe noiserockowe rzeczy wzbudzają we mnie emocje. To demo kopie od początku do końca.

Materiał wydał zasłużony X-Mist Records.

Oprócz demówki z bandcampa można pobrać także nowy utwór, „Kepler-186f”. Forma jest. To numer z albumu „Todestanz”, który ukaże się w czerwcu (rownież X-Mist).

***

2 lipca YC-CY, wraz z Ugorami, zagrają we wrocławskim Carpe Diem.

popsysze – kopalino [nasiono records; 2017]

21/05/2017 by

bandcamp

facebook

nasiono

Kiedyś, gdy dostęp do płyt był najpierw niemal żaden, a później taki sobie, lubiłem czytać recenzje. Dziś trudno mi jakąkolwiek zmęczyć. Ludzie piszą coraz gorzej (żadnego Łobodzińskiego czy nawet Księżyka nie widać), a niemal każdy album można albo kupić, albo odsłuchać, więc nie ma już fascynacji połączonej z zazdrością („ja pierdolę, ale bym tego posłuchał”).

Na dodatek człowiek się napoci, stara się wspierać rzępolenie kapel znanych pięciu osobom na krzyż, a potem wydawca czy zespół nawet nie podlinkuje recenzji. Do tego dochodzą fochy gości, którym wydaje się, że nagrali nową „In on the Kill Taker”, gdy ty stwierdzasz, że ich arcydzieło jest co najwyżej niezłe. Boże…

Popsysze z miejsca chciałem skreślić, gdy usłyszałem wokal. Później przestał mi przeszkadzać, choć trzeba przyznać, że jest dość – powiedzmy – kontrowersyjny; Jarosław Marciszewski ma głos miły dla ucha, ale dziwnie kładzie akcent (Adam Miauczyński, leżąc na plaży, miałby swoje do powiedzenia na ten temat). No i głos jest za bardzo wysunięty, ale to grzech trzech czwartych polskich płyt. Inna sprawa, że w najlepszym (i najdłuższym) numerze, „Latarni”, Marciszewski sprawdza się świetnie. Gdy śpiewa: „od północy wieje wiatr”, robi się naprawdę przyjemnie. To zresztą najlepszy fragment na płycie: psychodeliczne gitarowe spiętrzenie przechodzi w rozmarzone zakończenie.

To właśnie lubię: płyty, które przy pierwszym kontakcie odrzucają mnie na kilometr, a potem trzymają przy sobie niemal od początku do końca przy każdym odsłuchu („niemal”, bo zdarzają się słabsze momenty).

Popsysze bezpretensjonalnie żeni delikatną psychodelię z, niech stracę, indie rockiem. Zdarzają się tu też inne patenty, jak chociażby postpunkowe rytmy w „Lini numer osiem” i „Pobrzeżach”. Płyta chwialmi kojarzy się mi też ze starymi filmami. Nad całością rozprzestrzenia się, niech stracę ponownie, polskość zespołu. Tak, można być stąd, niewątpliwie inspirować zespołami z Zachodu i nie udawać, że jest się z Londynu czy Nowego Jorku.

„Nadmorska psychodelia” – tak można by nazwać to, co gra Popsysze na „Kopalino”. Gdy leci ostatni – najdłuższy i najlepszy jednocześnie – numer, „Latarnia”, ma się ochotę pierdolnąć wszystkim i pojechać nad morze.


%d blogerów lubi to: