ugory – padlina [2017]

25/02/2017 by

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

Kolejny udany materiał Ugorów, choć – jak dla mnie – zespół trochę za bardzo tym razem skacze po krzakach i sąsiadach (patrz: tagi). Przykładowo po „szatańskim” „Dnie odzywającym się do mnie” nagle mamy postrockową miniaturkę „Łąki nadnoteckie”, a po chwili „podwodny” ambient itd.

Niezmiennie kibicuję, słucham z przyjemnością, ale czekam na bardziej spójny materiał zespołu Marcela Gawineckiego.

blight – blight [1983] / william klein

17/02/2017 by

10fuckingstars-wordpress-com

linki w komentarzach / links in comments

touch and go

10fuckingstars-wordpress-com

Zespół założony przez dwóch gości z The Fix, Steve’a Millera i Marka Achtenberga, oraz wokalistę Meatmen, Tesco Vee. Zagrali jedynie kilka koncertów, wydali jedną EP-kę i demo na kasecie. W 2006 roku Touch and Go wydało kompilację z numerami Blight.

Punk, hardcore, proto-noise rock (?) oraz dziwaczne w tym kontekście brzmienie basu – trochę jak w starym The Cure.

***

William Klein

1

2

3

4

5

6

richard pinhas, oren ambarchi – tikkun [2014] / garry winogrand

04/02/2017 by

10fuckingstars-wordpress-com

linki w komentarzach / links in comments

richard pinhas

oren ambarchi

cuneinform records

10fuckingstars-wordpress-com

Od dawna chciałem wrzucić na blog Orena Ambarchiego. Nie wiedziałem jednak, którą płytę wybrać, bowiem Australijczyk wydał – solowo bądź grając z innymi artystami – ponad 60 albumów. Dodajmy do tego single oraz EP-ki i wyjdzie liczba porównywalna z natężeniem tweetów Lisa o Kaczafim.

Niech będzie „Tikkun”, wybitny materiał, który Ambarchi nagrał ze swoim starszym, też genialnym kolegą, Richardem Pinhasem. Wystarczy spojrzeć na dyskografię Francuza: również się nie opierdala.

A „Tikkun” to piękny kraut.

***

Garry Winogrand

1

2

3

4

5

6

chavez – gone glimmering [1995] / mateusz hajman

28/01/2017 by

10fuckingstars-wordpress-com

linki w komentarzach / links in comments

facebook

matador

10fuckingstars-wordpress-com

Na pierwszym LP Chavez znajduje się niemal wszystko, co najlepsze w gitarowych graniu lat 90. Ten miks tzw. alternatywnego rocka z posthardcore’em, przyprawiony math rockiem, pięknie kopie po ponad 20 latach. Gitary brzmią jak Pan Bóg przykazał. Można powiedzieć, że „Gone Glimmering” w dużym stopniu zbiera do kupy to, co w muzyce lat 90. lubię najbardziej.

Po dwudziestu jeden latach Chavez wydał nowy materiał, EP-kę „Cockfighters”. Oby to było słuchalne.

***

Mateusz Hajman. Głośne, brainbombsowe „YES!” dla tego pana.

1

2

3

4

5

6

avecaesar – growing [2017]

22/01/2017 by

10fuckingstars-wordpress-com

facebook

W długim wywiadzie, którego udzielił mi Radek Sławuta, perkusista AveCaesar (ukaże się w lutowym numerze pisma „Teraz Rocku”), usłyszałem, że jego zespół nie gra grunge’u.

No nie wiem. Wystarczy, że wchodzi wokal w pierwszym numerze, „Silence for volunteers”, i ja z miejsca słyszę grunge, Nirvanę, te klimaty. To żaden zarzut. Zespół Cobaina, Grohla i Novoselica był jednym z najwybitniejszych w historii, a AveCaesar to żaden post-grunge-chujwieco-revival, lecz szczerze brzmiąca, autonomiczna propozycja.

Zespół czerpie z najlepszych tradycji amerykańskiego, gitarowego grania. „Growing” przypomina mi nie tylko o wspomnianej Nirvanie, ale też chociażby o melancholijno-depresyjnym rocku Rein Sanction. Gitara brzmi czasem też wręcz emowo. Gdy jest skontrastowana z gęstymi bębnami, daje to fajny efekt.

Pisząc o wcześniejszym materiale wrocławian, „Training for utopia”, trochę narzekałem na to, że nie ma basu. Tym razem nie przeszkadza mi jego brak. Może nawet bez niego muzyka AveCaesar brzmi bardziej surowo i oryginalnie.

Można się przyczepić, że nie ma na „Growing” żadnego hitu (najbliżej tego miana mógłby być zamykający album „Youth Diving”), ale wiadomo: lepsza płyta z ośmioma udanymi, równymi numerami niż z jednym „Smells Like Teen Spirit” i siedmioma kasztanami.

Bardzo dobry materiał.

***

Premiera „Growing” nastąpi 17 lutego. Na Bandcampie można ściągnąć za darmo albo kupić za co łaska poprzednią płytę.

john frusciante & josh klinghoffer – a sphere in the heart of silence [2004] / parker posey

08/01/2017 by

10fuckingstars-wordpress-com

linki w komentarzach / links in comments

record collection

john frusciante

10fuckingstars-wordpress-com

Wiater i śnieg walili mnie w pysk, a ja zadumałem się nad tym, jaką drogę artystyczną przeszedł mój ulubiony – obok Kwaska i Kinga Barbecue – gitarzysta, John Frusciante. Ostatnią nagraną przez niego rzeczą, która bardzo mi się podobała, była EP-ka „Letur-Lefr”. Fru arcyciekawie opowiada o muzyce elektronicznej, ale ja tego jakoś nie kupuję.

To, co gra teraz, w jakimś tam stopniu zostało zapowiedziane ponad dekadę temu na „A Sphere in the Heart of Silence”, elektroniczno-rockowej płycie nagranej wspólnie z Joshem Klinghofferem, który zastąpił zresztą Frusciante w roli głównego gitarzysty Red Hot Chili Peppers. Klinghoffer jest także świetnym perkusistą, który wraz z Frusciante i Joe Lallym z Fugazi współtworzył wybitny skład Ataxia.

Mnie „A Sphere In The Heart Of Silence” wchodzi jak nowy Jarmusch, choć może pod koniec – gdy Josh przejmuje wokal – trochę za bardzo to jęczące. Niby nie tak dawno wyszła ta płyta, a jednak – mam wrażenie – w zupełnie innej epoce.

***

Jest coś takiego jak mit seksownej bibliotekarki. Nigdy na takową nie trafiłem. Ostatecznie porzuciłem wszelkie nadzieje, dzwoniąc do biblioteki i pytając o „Miłość w czasach zarazy”. Damski głos, pytający: a kto to napisał?, ostatecznie pozbawił mnie złudzeń.

W genialnym serialu „Louie” najbardziej utkwiły mi w pamięci niezwykłe odcinki z Parker Posey, która albo pracowała w bibliotece, albo tam przychodziła. A zapewne było tak, że pracowała w księgarni lub tam przychodziła.

1

2

3

4

5

6

space streakings – 7-toku [1994] / chi

03/01/2017 by

10fuckingstars-wordpress-com

linki w komentarzach / links in comments

facebook

skin graft

discogs

10fuckingstars-wordpress-com

Japoński zespół noiserockowy (ale, podkreślmy, japoński zespół noiserockowy), stworzony ponoć przez czterech gości robiących gry. „7-Toku” zostało nagrane przez Steve’a Albiniego, który poleciał w tym celu do Japonii.

Wystarczy spojrzeć na ksywy członków zespołu: Captain Insect, Kame Bazooka, Karate Condor, Screaming Stomach. Wiadomo, że to musi być dobre.

Po dwóch płytach nagrali jeszcze – wspólnie z Mount Shasta, jako Shakuhachi Surprise – trzeci album, który zresztą kiedyś wrzuciłem na blog. Na „Space Streakings Sighted Over Mount Shasta” nie było już Captaina Insecta. Tak jak i na zamykającej chyba dyskografię Space Streakings siódemce „Taco Beya / Lift Up 65000”.

Nie wiem, czy ktokolwiek ze Space Streakings grał gdzieś później.

***

Chi

1

2

3

4

5

6

burninghole – cøaxial [music is the weapon; 2016]

23/12/2016 by

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

music is the weapon

10fuckingstars-wordpress-com

Jeszcze jeden udany materiał z Music is the Weapon. „Solowy projekt Pawła Plotty (…) to połączenie ambientowych przestrzeni i eksperymentalnej warstwy rytmicznej z eterycznymi, shoegazowymi piosenkami”, czytamy na stronie wydawcy. Pasuje, choć opis dotyczy wcześniejszych nagrań.

Wcześniejszy materiał Burninghole, „Songs for the Stoned Lovers”, rownież dostepny na Bandcampie.

lonker see – split image [music is the weapon; 2016]

22/12/2016 by

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

music is the weapon

dsc00440

Nie wiem, czemu do tej pory nie zwróciłem uwagi na Lonker See. Może szło o nazwę? Wiadomo, nie każdy zespół może się nazywać Rapeman albo Sex Pistols. Ale nazwa Lonker See wygląda atrakcyjnie niczym nowy program Kamila Durczoka.

***

Ładnych parę lat temu wiązałem wielkie nadzieje z nowymi zespołami psychodelicznymi. Przeszło mi przy trzeciej płycie Wooden Shjips, może przy „H-p1” White Hills. Nie pamiętam. A może raczej podczas słuchaniu wielu gorszych zespołów grających psychodelię.

Dlatego też materiał Lonker See jest dla mnie w dwójnasób miłą niespodzianką. Bo jest świetny sam w sobie, ale też w gatunku, co do którego nie miałem już wielu złudzeń.

***

Zaczyna się od – „Claimed By The Forest” – który brzmi trochę jak Lowercase z saksofonem. Świetna sprawa.

Drugi numer – „Split Image pt. 1, 2 & 3” – przechodzi od spokojnej psychodelii, bardziej ujazzowionego plumkania kojarzącego się z Karpatami Magicznymi, do cięższego grania. Rzecz trwa ponad dwadzieścia minut, ale nie nudzi ani przez chwilę.

Niestety, dwa pozostałe utwory, choć bardzo dobre, nie dorównują poprzednim. Może to wrażenie byłoby mniejsze, gdyby płytę zamykał „Split Image pt. 1, 2 & 3”. Nie ma jednak na co narzekać. Daj Pani Boże zdrowie, żeby niektóre nasze niezależne „gwiazdy”, promowane przez krewnych i znajomych królika, nagrywały tak „słabe” numery.

(Gdy słucham tego materiału po raz kolejnym, dzień po napisaniu powyższych słów, stwierdzam, że jedyną wadą „Flight is open, on the way out” jest to, że zbyt szybko się kończy, a i nieco ściankowy „Solaris pt. 1 & 2” trafił do mnie o wiele bardziej niż za poprzednim razem).

***

Pisząc o Ugorach, stwierdziłem, że dobrze byłoby, gdyby o projekcie Marcela Gawineckiego napisał przykładowo Bartek Chaciński, bo dowiedziałoby o nim więcej niż pięć osób. Czytam bardzo pozytywną recenzję nagrań Lonker See autora „Polifonii” z czerwca tego roku. Czy miała ona realny wpływ na wzrost popularności gdynian? Pewnie nie.

***

Warto kupić albo chociaż posłuchać z Bandcampa „Split Image”, no i podawać dalej.

dyson sphere – discovery [2016]

15/12/2016 by

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

10fuckingstars-wordpress-com

Pierwsza EP-ka Dyson Sphere zaczyna się jak jakaś kosmische musik (okładka w podobnym klimacie), ale potem mamy tzw. alternatywny rock. Bez odkrywania Ameryki, próby wzniecenia pożaru, koszulki z Bolkiem, rozdygotanego wokalisty śpiewającego grabażowską angielszczyzną i innych atrakcyj.

Miła niespodzianka, która sprawiła nieco radości staremu grzybowi, podchodzącemu od pewnego czasu do nowego, gitarowego grania z dystansem. Będę śledził poczynania tych poznaniaków.


%d bloggers like this: