butterglove – the john morand session [1997] / danny lane

21/04/2018 by

linki w komentarzach / links in comments

discogs

noisey

Kapela, która już w latach 80. grała math rocka. Pozostawiła po sobie singiel i wrzuconą przeze mnie, wydaną pośmiertnie, zajebistą płytę. Panowie z Butterglove grali m.in. w Honor Role i Kepone.

Singiel można kupić, „The John Morand Session” czasem chyba ktoś wrzuci na Discogs.

Jeden z kawałków Butterglove scoverował chicagowski zespół Wet Wallet.

O zespole fajnie napisał gość w linku powyżej.

***

Danny Lane. Niektóre zdjęcia są bardzo dobre, niektóre mają taki z lekka hipsterski, okołoofffestivalowy klimat. Ale Danny Lane zdecydowanie na plus.

artykuły rolne – dla taty / pin i zielony [2018]

19/04/2018 by

bandcamp

facebook

studio centrum

Z przyjemnością informuję o pojawieniu się nowych numerów Artykułów Rolnych – zespołu, który kilka razy zdążył tu zagościć.

Tak więc:
– świetna okładka;
– brzmienie inne niż dotychczas;
– podoba mi się znów motyw z na maxa prostym tekstem w drugim numerze (tak samo było w „Stacji Benzynowej” na płycie „Artykuły Rolne ²”.

Więcej, jak AR nagrają coś dłuższego.

welur – cały ten senny stuff [crunchy human children records; 2018]

11/04/2018 by

bandcamp

welur fb

crunchy human children fb

(Welur – nie jest to dobra nazwa. Choć lepsza niż Kaszmir).

Z radością stwierdzam, że coraz więcej młodych kapel z Polski świetnie brzmi. Welur gra – upraszczając – noise pop plus Sonic Youth, nim zaczął nudzić, plus Women. Jeżeli chodzi o taką muzykę, to bez dobrej realizacji studyjnej, nie ma szans na dobrą płytę. „Cały ten senny stuff” brzmi jak powinien, czyli – cytując klasyka – „odkurw gitar ma tu znaczenie stosunkowo zasadnicze”. Jest wokal, są bębny, bas też – ale głównie gitary (choć w piątym numerze bas wychodzi na przód; nieważne). Bardzo zgrzytliwe, wręcz nieprzyjemne dla ucha.

Czy to noise pop, czy soniczne odloty, czy womenowe dekonstruowanie tzw. alternatywnego rocka, zespół z Pabianic wypada w najgorszym wypadku bardzo dobrze, w najlepszym (dwa ostatnie numery) – doskonale.

Wiem, że z nowymi kapelami jest tak, że za tydzień mogą się rozpaść, za pół roku może je obrzydzić Piotr Stelmach, a za rok mogą nagrać materiał położony przez lepsze studio. W każdym razie kibicuję Welurowi. Obym niedługo mógł o nim napisać znów coś dobrego.

A o tym, że nie jest to zespół, jakich wiele, świadczy głównie końcówka ostatniego numeru. Tam towarzystwo idzie w naprawdę dziwne i niezwykłe dla polskiej alternatywy rejony.

Stary dziad jest pod wrażeniem.

crain – heater [1994] / vojta hurych

07/04/2018 by

linki w komentarzach / links in comments

parlour.net

discogs

Ten zespół z Louisville grał w latach 1989-1996, przewinęło się przez niego bodaj dziesięciu członków, związanych m.in. z takimi kapelami jak Matmos, The For Carnation, Rodan czy Dead Child.

Rewelacyjny post-hardcore, zresztą „Heater” to dużo ciekawszy materiał niż debiut „Speed”, który za bardzo zalatuje Fugazi. Okładka niezbyt zachęcająca, ale sama muzyka kopie idealnie. Za inżyniera dźwięku robił tu niejaki Whodini. Biorąc pod uwagę, jak rozwinął się Crain na drugiej płycie, trzeba żałować, że nie wydał trzeciej.

Crain rozpadł się podczas nagrywania trzeciej płyty. Gitarzysta Jon Cook zmarł w 2013 roku.

***

Vojta Hurych

trobecove krušne peći – 85 [1992] / larry sultan

31/03/2018 by

linki w komentarzach / links in comments

discogs

Wracamy do Chorwacji. Tym razem postpunkowe, zahaczające o no wave, Trobecove krušne peći (z bębniarzem Sexy, Ratko Daniloviciem, który na „85” akurat nie grał) – zespół, który gra do dziś. Materiał został wydany przez Kekere Aquarium w 1992, lecz nagrany – siedem lat wcześniej. Boże, jak to brzmi i w ogóle. Piękna płyta.

Nazwa jest, delikatnie rzecz ujmując, kontrowersyjna, gdyż za inspirację dla niej posłużył Metod Trobec, słoweński seryjny morderca, który gwałcił kobiety, zabijał, a następnie palił w piecu. Stwierdzono, że ma na koncie pięć ofiar, ale zapewne było ich więcej. W 2006 Trobec powiesił się w celi.

Trudno znaleźć coś na temat zespołu w sieci, a przecież wciąż działa. Podobnie jak Kekere Aquarium, które wydało „85”, a też chyba nie odkryło internetu.

Nie słuchałem jeszcze ostatniej płyty TKP, „Ether” (2017). Trochę się obawiam, że będzie kiepska. Różnie bywa ze starymi kapelami nagrywającymi coś raz na sto lat.

Chłopy są starsze od polskich panków, ale oczywiście lepiej grają. xD

***

Larry Sultan

obiekty – midnight city [invisible snake city records; 2018]

30/03/2018 by

bandcamp

facebook

Obiekty to zespół, w którym udziela się m.in. Bartosz Leśniewski z Artykułów Rolnych, noiserockowo-psychodelicznego składu, który bodaj trzy raz pojawił się na 10 fucking stars.

Spodziewałem się gitarowego noise/ambientu. Pewnie z uwagi na to, że Leśniewski wraz z Maciejem Nowackim nagrał materiał właśnie w tym klimacie, noszący tytuł… „Obiekty”.

Pierwszy numer, „Midnight City”, w sumie oscyluje w tych rejonach, choć jest też trochę „porządkowany” najpierw oszczędnymi, później bardziej zdecydowanymi bębnami. Utwór płynnie przechodzi w – przepraszam za wyrażenie – emocjonalny post-rock – gdy najpierw jedna gitara wciąż ambientowo plumka, a druga staje się cięższa. Po chwili pierwsza dołącza do drugiej.

Drugi kawałek, „Uber”, przypomina trochę to, co grają Artykuły Rolne, czyli połączenie noise rocka z psychodelią. Mniej więcej tak grał Mugstar, nim zaczął przynudzać. Obecnie lepiej posłuchać Obiektów.

To na tyle dobry materiał, że znalazłem dla niego czas między między dwudziestym dziewiątym a trzydziestym odsłuchem nowego materiału Hot Snakes.

Inna sprawa, że za każdym razem, gdy pan Leśniewski z którymś ze swych zespołów gra w Krakowie, ja akurat do miasta Grzegorza Turnaua nie mogę skoczyć, bo byłem parę dni wcześniej albo pojadę kilka dni później. Tym razem też będę parę dni po koncercie Artykułów Rolnych i duetu Leśniewski/Nowacki z Lonker See. Szkoda.

Aha, „Midnight City” świetnie brzmi. Wciąż nie jest to norma, jeżeli chodzi o gitarowe płyty z naszego kraju, ale zjawisko coraz częstsze.

policy of 3 – dead dog summer [1993] / valentina avallone

24/03/2018 by

linki w komentarzach / links in comments

discogs

loudfastphilly

myspace

Nie należę do tych smutnych pośladów, którzy każdą nową płytę przyjmują ze zblazowaną miną „kiedyś było lepiej”. Są jednak pewne konwencje muzyczne, w których naprawdę trudno zagrać coś tak dobrego, jak w np. latach 90. Słuchałem ostatnio dużo Policy of 3 i myślałem o tym, że ci dzisiejsi posthardkorowcy z ładnymi fryzurami i tatuażami mogą ssać huja mają mniej więcej takie szanse na nagranie czegoś, co spowoduje, że zapomnimy stare czasy, jak Mariusz Rumak na zastąpienie Juppa Heynckesa w Bayernie Monachium.

Policy of 3 wydali jeden LP, dwie siódemki oraz kompilację bodaj wszystkich nagrań. Więcej o zespole – na podlinkowanej wyżej stronie loudfastphilly.com, na której można znaleźć empetrójkę z wywiadem z zespołem.

A muzyka? Emo i post-hardcore. Drive Like Jehu spotyka Hoover.

***

Valentina Avallone

katie caulfield – mutual dreaming [music is the weapon; 2018]

21/03/2018 by

bandcamp

facebook

instagram

mitw

Zaczyna się zaskakująco. „Mutual Dreaming I” to udane nawiązanie do amerykańskiego post-rocka z lat 90.: Storm & Stress oraz innych kapel, które dekonstruowały rockową formę za pomocą tradycyjnego zestawu instrumentów.

Katie Caulfield nie idzie jednak w tę stronę. Muzyka staje się bardziej poukładana, porządkowana również przez wokal. Z początkowego, kontrolowanego chaosu wyłania się tzw. alternatywny rock (dość koszmarne określenie, w sumie mówiące niewiele, pod które można wszystko podpiąć, ale wydaje się mi, że adekwatne i chyba każdy wie, o co mi chodzi), przywodzący na myśl chociażby – nie jest to szczególnie oryginalne skojarzenie – Sonic Youth czy Rein Sanction. Da się też usłyszeć naszą Kristen. Tak, płyta jest mocno osadzona w latach 90., co słychać chociażby w lekko nirvanowym zamykaczu „Mutual Dreaming III (Katie’s Death”).

Jest w tym materiale coś, co cechowało inne tegoroczne wydawnictwo Music is the Weapon, również opisywane niedawno przeze mnie Good Night Chicken: pewna niekonkretność, brak spójności, który sprawia, że jednym razem można się „Mutual Dreaming” niemal zachwycić, a drugim – zdziwić, że muzyka przestała grać i nie pamięta się żadnego dźwięku.

Być może jednak ten fakt pozwolił mi docenić nową płytę Katie Caulfield, dając jej kilka szans, nie potraktować jej jako jednej z wielu.

Gitarowe spiętrzenie w „Wedding”, „Baloon” brzmiący jak Bailterspace w najlepszych momentach, niby nudnawa „Wzajemność”, w której nagle, około szóstej minuty pojawia się świetna gitara, a sam utwór przy końcu zupełnie się zmienia… Jest czego słuchać.

„Mutual Dreaming” (zdecydowany krok do przodu w porównaniu z udaną przecież „Sow-thistles” z 2015) świetnie brzmi, co nie jest oczywiste w przypadku polskich kapel. Gitary są bardzo dobrze nagrane (basowi i bębnom też niczego nie brakuje), a wokal nie jest tu najważniejszym instrumentem.

W kwietniu będę mógł sprawdzić to, jak Katie Caulfield sprzedaje na żywo swój pomysł na granie. Co prawda jej katowicki koncert koliduje z JazzArt Festival, ale na szczęście nie w tym dniu, gdy grają Zu czy Fire! Orchestra.

snailboy – mungo [1990], spoo heaven [1991] // nastassja kinski

10/03/2018 by

linki w komentarzach / links in comments

sftri

discogs

Grupa, która grała bardzo krótko (w składzie Tim Mescher z Tar), by potem przekształcić się (bez Meschera) w bardziej znaną kapelę Shorty, która też przecież nie może pochwalić się długim stażem.

Człowiek od stu lat słucha tego noise rocka, a jednak co jakiś czas trafia na jakąś kapelę, która wcześniej mu umknęła.

Snailboy wydał jedynie te dwa single.

***

Nastassja Kinski. Co ciekawe, jest bardzo podobna do ojca, Klausa, ale raczej nie mogłaby zagrać, jak stary, Nosferatu bez charakteryzacji. Matka, Ruth Brigitte Tocki, też nie, więc zagadka się rozwiązała.

good night chicken – you like the taste, don’t you [music is the weapon; 2018]

06/03/2018 by

bandcamp

facebook

musicistheweapon.pl

Good Night Chicken może nie uwodzą nazwą, ale warto poświęcić im uwagę. Duet z Bydgoszczy określa swą muzykę jako „dark surf” (albo ktoś za nich to zrobił) – ciekawie i dość adekwatnie.

Z surf rockiem zawsze miałem ten problem, że mnie nudził. Parę numerów – ok, ale w większej dawce – niekoniecznie.

GNC na szczęście szwenda się też po innych obszarach muzyki. Surf jest punktem wyjścia, ale panowie skręcają płynnie w stronę psychodelii czy garażowego rocka. Co jeszcze można usłyszeć w muzyce bydgoszczan? Chociażby nieodżałowane Women, które przywodzi na myśl bardzo dobry „How to Maintain a Diet in Ostróda”.

Music is The Weapon – wydawnictwo, któremu kibicuję nie od wczoraj – udanie weszło w rok 2018. Good Night Chicken co prawda nie zabija, lecz chwilami niemal porywa. No i „You Like The Taste, Don’t You” jest świetnie nagrana. Zdarza mi się narzekać na polskie płyty: a to, że wokal jest wysunięty jakieś sto metrów przed instrumenty, a to, że gitary brzmią zbyt miękko… Tu jest wszystko jak Pan Bóg przykazał: brudno (płyta brzmi niemal jak demo), ale nie jest to ten przypadek, gdy brud ma ukryć indolencję artystyczną. Jest to garaż, ale nie śmierdzący, w którym zaległy się szczury wielkości wzmacniaczy.

Inna sprawa, że ta programowo – jak sądzę – nieefektowna produkcja sprawia, że na płycie trzeba się skupić, bo inaczej przeleci niezauważona.

Chętnie bym zobaczył, jak GNC sprzedają swoją twórczość na żywo.

Pora wziąć się za drugą płytę wydaną przez MITW w tym toku – Kate Caulfield.


%d blogerów lubi to: