la monte young – the second dream of the high tension line stepdown transformer from the four dreams of china [1991]

07/02/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

discogs

10fuckingstars.wordpress.com

La Monte Young – jedna z ciekawszych postaci w historii muzyki, inspiracja dla moich ulubionych zespołów, takich jak The Velvet Underground (przez wiele lat myślałem, że grał na „The Velvet Underground & Nico”) czy Spacemen 3. Pewnie ze 100 ton nagranej muzyki, a niewielka dyskografia.

O La Monte Youngu ciekawie pisał Rafał Księżyk (a przynajmniej bodaj jedna trzecia tekstu, którą zmęczyłem, jest ciekawa – od dłuższego czasu kompletnie nie potrafię czytać o muzyce).

La Monte Thornton Young ma 80 lat. Ciekawe, czy praktykowane wydłużanie doby wydłuży mu życie. Może już miało wpływ na to.

***

Przypadkowe zdjęcia, zrobione z dronów i wozów Google Maps.

1

12

13

14

15

16

thculture – old sub culture [canal666, 2015]

05/02/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

thculture.com

(materiał można pobrać gratis w formacie mp3 bądź – co osobiście polecam – zamówić CD)

thc

THCulture powstał na zgliszczach Smaru SW, który zakończył swą działalność fenomenalną płytą „Samobójstwo” – to jeden z najlepszych i najbardziej dołujących albumów w historii naszego undergroundu.

Lubię obecny zespół Yogiego nie tylko za muzykę, ale i za to, że funkcjonuje na obrzeżach tak zwanej sceny, a może i poza nią. THCulture gra coś, co można by nazwać etno-core’em, z uwagi na oryginalne instrumenty używane przez zespół (na „Old Sub Culture” zastąpione, jeśli dobrze łapię, przez virtual instruments).

Twardy rdzeń THCulture odpowiedzialnego za nową płytę stanowią Yogi oraz Żurek (kiedyś Jesus Chrysler Suicide i Agressiva 69). Na albumie pojawia się też m.in. znany ze Smaru SW Sezon, i dobrze to robi wokalom. Dodajmy, że ładnie wydana płyta daje po uszach świetną produkcją.

To już czwarty materiał THCulture. Yogi konsekwentnie realizuje swoją wizję ciężkiego grania: punka pozbawionego schematów. Każda z czterech płyt rzeszowskiej kapeli różni się jednak od siebie, więc choć jest to wizja spójna, to nie monotonna. Swoją drogą, jak ten czas zapierdala: od debiutu, „Trance Human Culture”, minęło 17 lat.

W tej bardzo dobrej płycie męczy mnie odrobinę jej przegadanie: chwilami trochę brakuje powietrza. Nie ma też „hitów””: moich prywatnych undergroundowych przebojów na miarę „Czeczenii” bądź „Ghetto Palestine”.

Ktoś może również zarzucić THCulture, że zespół cytuje sam siebie, czy wręcz, że siebie coveruje („Liturgia”). Mnie to jednak nie przeszkadza. Zwłaszcza gdy Sezon śpiewa (albo raczej mamrocze) teksty z pierwszej płyty THCulture. Wtedy między ostatnim albumem Smaru SW a THCulture przejście wydaje się jakieś takie bardziej płynne, choć przecież „Samobójstwo” ma już niemal 20 lat.

Antysystemowe teksty Yogiego zawsze wyróżniały się na tle punkowych liryków (chodzi oczywiście o późny Smar SW i THCulture). Lubię je, bo pojawiają się w nich sformułowania świadczące o tym, że autor czytał w życiu coś więcej niż ziny. Jedyne, co mnie lekko wkurwia, to pojawiający się czasem protekcjonalny, mentorski ton: my tu rozszerzamy świadomość, nie mamy czasu, żeby się spieszyć, a ty, kurwa, się gapisz w telewizor. Ale mnie też interesuje zniesienie kary za wolność, więc ogólnie rąsia i pełne poparcie.

Małe uwagi do „Old Sub Culture” odchodzą w niebyt, gdy wybrzmiewa ostatni – świetny, dołujący – numer, „Człowiek”.

tam gdzie beton pękł
zalepili go plastikiem
w krater nicości wsadzili sztandar
z napisem bądź nikim

żyjemy w samotności
w ohydnej zagładzie
tak jak powstał człowiek
tak się kładzie

Marcin Wandzel

ogłoszenie parafialne: kiss me kojak szuka miejsc na koncerty

02/02/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com
fot. Paweł Starzec

bandcamp

czechcore.cz

Zespół Kiss Me Kojak, który kiedyś gościł na 10fs, nagrywa nową EP-kę i szuka miejsc na „promocyjne” koncerty we wrześniu i październiku.

Osobiście mam takie zdolności organizacyjne, że nie organizuję nawet własnych urodzin, ale jeśli ktoś sam ma zamiar zrobić koncert albo zna kogoś, kto mógłby Kiss Me Kojak zaprosić – niech da znać.

Najlepiej pisząc do Hukota z zespołu: pavel.lukacovic@gmail.com

bambong – księga bambonga [2014], najpiękniejsze polskie piosenki w interpretacji zespołu bambong [2014], anleżers pleżers [2015]

29/01/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

(o)(o)

Na Bandcampie za darmo do ściągnięcia „Księga” i „Najpiękniejsze Polskie Piosenki”, więc wrzuciłem na serwer „Anleżers Pleżers”. Trzeba kliknąć w cycki.

639925ef2fa04829c8c6af5b808a9212

Marcel Gawinecki gościł na moim blogu chyba aż trzy razy w 2015 roku: z Melisą (można pobrać ich koncert), Ugorami i The Spire (w tej kapeli już nie gra). Płodny artysta. Jeśli jego twórczość stanie się nieco bardziej artystowska, pewnie nominują go do Paszportu Polityki.

Raczej nie za Bambong. Wystarczy zerknąć na tytuły kawałków, żeby zorientować się, że mamy do czynienia z niską twórczością. To, używając określenia wymyślonego chyba przez Darka Dudzińskiego, „retarded rock”.

Jest tu parę dobrych momentów (najlepszy jest pierwszy numer na „Księdze Bambonga”) i wysłuchałem tego w sumie z przyjemnością. Co, oczywiście, świadczy o mnie nie najlepiej.

skeleton wrecks – skeleton wrecks [2015] / emanuele ferrari

24/01/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

Jedna z płyt, które przegapiłem w 2015. Skeleton Wrecks tworzą Dora Jahr, Gouédé Oussou i Tricia Pistay. Jahr i Pistay grały m.in. w nieodżałowanym Distorted Pony, Oussou, zarządzający Gibbon Envy Recordings, w Distorminal Deadwax, zespole personalnie powiązanym z autorami „Instant Winner”.

Mamy tu coś, co przypomina muzykę tych kapel, zwłaszcza skojarzenie z Distorted Pony może być odczuwalne: noise rock z industrialnymi naleciałościami. Zresztą ostatni, ponaddziesięciominutowy numer to już po prostu kawałek industrialny.

Zajebiście słucha się całości. Ciekawe, czy Skeleton Wrecks to efemeryda, czy dostaniemy więcej.

***
Emanuele (jest coś gorszego niż włoskie imiona męskie?) Ferrari to od jakiegoś czasu mój ulubiony fotograf. Piękne dziewczyny na prostych zdjęciach. Ma chłop dobrą rękę. Warto śledzić jego profil facebookowy, bo co chwilę wrzuca coś nowego. No ale na FB, wiadomo, wszystkiego nie może wrzucić, więc i na jego blog trzeba zaglądać.

1

2

3

4

5

7

cherubs – heroin man [1994] / luis quiles

16/01/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

facebook

bandcamp

discogs

brutal panda records

10fuckingstars.wordpress.com

Zastanawiałem się ostatnio, jakiego klasyka nie wrzuciłem na blog. No, jeden się trafił na pewno, więc dziś nadrabiam zaległości.

Cherubs pojawili się co prawda na 10fs w ramach podsumowania 2015 roku (fantastyczna płyta „2 Ynfynyty”), ale żadnego albumu w całości nie wrzucałem.

Jeden z tych powrotów, które – w przeciwieństwie do np. Hammerhead – dały mi pełną satysfakcję.

Na Soundcloudzie jest nowy numer.

***

Rewelacyjny Luis Quiles:

1

2

3

4

5

6

subhumans – the day the country died [1983] / ruth bernhard

09/01/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

subhumans.co.uk

subhumans

Fajne gacie. Chyba te same, w których chodziłem do ogólniaka.

Pankroka zdradziłem na rzecz nojsroka jeszcze w latach 90., ale lubię do niego wracać. „The Day The Country Died” (u nas na kasecie wydało ten materiał Nikt Nic Nie Wie) Subhumans to jedna z moich ulubionych punkowych płyt. Jest trochę nierówna, ale parę numerów nigdy mnie nie zawodzi: najbardziej lubię „I Don’t Wanna Die” i „No”. Poza tym Dick Lucas to jeden z lepszych punkowych wokali. Dawno temu czytałem wywiad z nim w „Pasażerze”. Zrobił na mnie wrażenie kumatego gościa, a kumatość przecież nie jest częsta wśród punków. ;)

Grają do dziś, ale wolę nie sprawdzać jak.

***

Ruth Bernhard

1

3

4

5

6

7

va – gentleman who fell

04/01/2016 by

10fuckingstars.wordpress.com

(o)(o)
(o)(o)
(o)(o)

A oto składanka zrobiona na życzenie: na niej moje ulubione wokalistki. Ciekawe, jak to bywa przy okazji składanek, o kim zapomniałem. Do nabycia w dobrych sklepach muzycznych.

„najlepszy dzień raczej masz już za sobą”

31/12/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

(o)(o)
(o)(o)
(o)(o)

W linkach składanka: po jednym kawałku z moich ulubionych płyt minionego roku. Nie najlepszych, a ulubionych (im kawałek dalej na liście, tym płyta bardziej mi się podobała). Dziś wychodzi tak wiele albumów, że robienie nadętych zestawień typu „Płyta roku” mija się z celem. Sam Oren Ambarchi wydaje kilka rzeczy rocznie, podobnie Matthew Shipp. Jakim cudem miałbym to wszystko ogarnąć?

Rok zacząłem od płyty Martim Monitz. Służyła mi jako soundtrack do jazdy na terapię poznawczo-behawioralną. Polecam. Płytę, nie terapię, bo ta przypomniała mi, czemu jeden z moich profesorów na filozofii gardził psychologią.

***

To było 12 miesięcy, w czasie których wyszło kilka dobrych polskich płyt. Na przykład Ukryte Zalety Systemu. Choć trochę się rozczarowałem, bo sądziłem, że to jakieś dzieciaki, a na koncercie widziałem, że jeden z członków zespołu jest bardziej siwy niż ja. Zaskoczył też Brooks Was Here, podobała mi się Melisa. Fantastyczną płytę nagrała Alchimia – załoga z Polakiem na pokładzie: Robertem Iwanikiem.

Co do zagranicy, nie trafiłem na naprawdę wielką płytę. Nie ukazał się żaden album noiserockowy, który rzuciłby mnie na kolana. Najbardziej w tej materii spodobał mi się materiał Super Luxury. My Disco i Cherubs (oba zespoły wysoko w zestawieniu) nie brzmią jednak jak noise rock.

No i Liturgy dało po głowie. Dziwny zespół.

***

Najlepsza piosenka: „Birds of Flims” Sun Kil Moon. To numer na miarę „Like a Rolling Stone”. Coś pięknego.

***

Nie obyło się też bez rozczarowań. Ostatni Protomartyr jest nudniejszy niż esej Michnika.

***

Na koncertach wielu nie byłem, choć np. [peru] widziałem trzy razy. Polecam wszystkim, bo to mili ludzie, a i instrumenty nie bardzo im przeszkadzają w graniu.

Największe wrażenie zrobił na mnie Sunn O))) na Off Festivalu. Inna sprawa, że ja na tych Offach niespecjalnie jestem trzeźwy.

***

Tu napisałem co nieco o polityce i naszej alternatywie, ale wykasowałem. Zamiast tego, ładna dziewczyna z fajnego filmu:

daisy

***

Przeczytałem też parę książek. Największe wrażenie zrobiły na mnie: „Limonow” Emmanuela Carrère’a, „Od zwierząt do bogów” Yuvala Noaha Harariego i „Sześć tysięcy gotówką” Jamesa Ellroya. Ten ostatni to ma łeb, ja pierdolę.

***

Odkryłem również sens życia: jest nim oglądanie „Seinfelda”. Niestety, ma on tylko dziewięć sezonów, a do dwóch ostatnich nie było napisów. Ale za to do „Deadwood” były wszystkie.

al

No i to, co zrobił Jon Voight w „Rayu Donovanie”… Kłaniam się w pas.

***

Filmy tez oglądałem. Najlepszy był „Mad Max: Na drodze gniewu”. W kinie czułem się niemal jak z Tatą za komuny na „Gwiezdnych wojnach” (tez dobre te nowe) albo „Indianie Jonesie”.

***

Dziękuję wszystkim, którzy pisali komentarze tu – na blogu, i na fejsie. Także wszystkim, którzy podsyłali swoje płyty: zwłaszcza Marcelowi, który chyba cztery we mnie wmusił. :) No i Piotrowi z Martim Monitz, który zachował się zaskakująco, ale zdecydowanie na plus.

Jeśli jakiejś nie wrzuciłem / nie zrecenzowałem – sorry. W pojedynkę prowadzę blog, a muszę jeszcze pracować, a weekendy mam zajęte piłką nożną.

***

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

ugory – k.u.r.s.k. [2015]

25/12/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

Z cyklu: „Nie mam czasu na pisanie recenzji”.

Kolejne nagrania, za którymi stoi Marcel Gawinecki (Melisa, The Spire). Experimental, drone’y, te sprawy. Bardzo dobrze się tego słucha, a ja nawet gdybym umiał taką muzę recenzować, to i tak nie mam obecnie czasu. :)

Ale polecam.


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: