Archiwum autora

pitchfork – eucalyptus [1990] / larsen sotelo

03/11/2018

linki w komentarzach / links in comments

swami records

discogs

Można by żałować, że Pitchfork nagrał tak mało rzeczy, gdyby nie to, że potem Rick Froberg i John Reis założyli Drive Like Jehu, jeden z najlepszych zespołów lat 90. Ale na „Eucalyptus” (wrzucone wydanie zawiera też siódemkę z 1989 roku, „Saturn Outhouse”) też wszystko się zgadza.

***

Larsen Sotelo

the spouds – now or whenever [trzy szóstki; 2018]

28/10/2018

the spouds – bandcamp

the spouds – facebook

trzy szóstki – bandcamp

trzy szóstki – facebook


fot. Filip Holka

The Spouds kojarzą mi się głównie z otwierającą ich przedostatnią płytę „Fear is the New Self-Awareness” piosenką „Ignite of the Vapors”, bo to jeden z moich ulubionych kawałków ostatnich paru lat.

„Now or Whenever” nie jest pozbawiona drapieżności i niepokoju, ale na swój użytek nazywam ją „relaksującym emo” (za co The Spouds przepraszam). Słucham takiego „Lone Animal” i właśnie to mi przychodzi do głowy – że ten materiał mnie po pierwsze relaksuje. Po pierwsze emo, ale słyszę też w tym materiale echa Nirvany (i Rein Sanction, który ostatnio słyszę w każdym zespole, który ma choć trochę „rozjechane” gitary), ale za to akurat chyba nie trzeba przepraszać.

Choć brak tu przeboju na miarę „Ignite of the Vapors”, do „Now or Whenever” będę częściej wracał niż do „Fear is the New Self-Awareness”. Może nowy album wydaje mi się bardziej równy niż poprzednik, lepszy po prostu. Inna sprawa, że The Spouds nie udało się utrzymać napięcia przez całą płytę. Okroiłbym ją o jeden, może dwa numery, ale na pewno nie o „zamykacz” „Sick of Being Sorry”.

Materiał świetnie brzmi, więc trzeba się ukłonić Wieloślad Studio. Nie popełniono nawet głównego grzechu polskich płyt rockowych – chujowo nagranych, wysuniętych kilometr przed instrumenty wokali (choć ja bym je i tak nieco ściszył), na które zespół ma zresztą ciekawe (vide chociażby „Paper Food”) pomysły.

Teraz tylko usłyszeć, jak The Spouds radzą sobie na żywo. W tym celu mógłbym się udać nawet dalej niż do lokalnego domu kultury.

botch – american nervoso [1998] / damien maloney

27/10/2018

linki w komentarzach / links in comments

hydra head records

bandcamp

alchetron

Na sobotę trochę dobrego hard rocka. O zespole w linku powyżej.

***

Damien Maloney

mnoda – 2018

25/10/2018

bandcamp

facebook

Mnoda żyje i ma się dobrze. Panowie udostępnili dwa nowe, noiserockowe, bardzo dobre numery. Mam nadzieję, że będą kontynuować tę drogę artystyczną i dojebią zdrowo pełnowymiarową płytą.

 

gnomes of zurich – 33rd degree burns [1996] / cristina altieri

13/10/2018

amrep

discogs

Zespół założony przez Matta Entsmingera i Joachima Breuera po rozpadzie Janitor Joe. Na basie w GoZ grał Scott Hull (Black Spot, Superball ‘63). Swoją drogą ciekawe, jak co byłoby dalej z JJ, gdyby nie śmierć Kristen Pfaff, która wróciła do Minneapolis do starych kumpli.

„33rd Degree Burns” ma dobre momenty, ale zdecydowanie nie jest to poziom genialnej „Big Metal Birds” czy „Lucky”, na której Pfaff zastąpił Wayne Davis.

Matt Entsminger grał jeszcze m.in. w Thunderbolt Pagoda. Nie mam pojęcia, co po GoZ robił Joachim Breuer.

***

Cristina Altieri. Bardzo fajne foty, klimat trochę jak u Hajmana.

fischerle – ptylotics [spring break tapes; 2018]

03/10/2018

Processed with VSCOcam with c3 preset

springbreaktapes.com

bandcamp

facebook

soundcloud


fot. Michał Wolski

Nazwa „Fischerle” pojawiła się wcześniej na blogu przy okazji bardzo udanej składanki. „Ptylotics” to jedno z trzech tegorocznych wydawnictw amerykańskiego, kasetowego (jak zresztą nazwa wskazuje) labelu Spring Break Tapes.

Pierwszy odsłuch posłużył mi jako ścieżka dźwiękowa do jazdy tramwajem. Po lewej dziewczyna ze słuchawkami (ciekawe, czego słuchała), przypominająca styczniową modelkę z kalendarza Hajmana; po prawej młody gość z aparatem słuchowym (więc nikt krzywo nie spojrzy na to, że nie ustąpił miejsca starszej pani); na lewo po skosie widok grubej kobiety, próbującej zdążyć na rzeczony tramwaj. Eklektyzm postaci, które łączy ten sam środek komunikacji (puszysta niewiasta zdążyła). Również kawałki na słuchanym materiale Fischerle są eklektyczne, choć pasują do siebie. Zostały zapakowane w bardzo ładnie wyglądającą kasetę o nazwie „Ptylotics”.

Jak możemy przeczytać na Bandcampie i stronie wydawcy, opisywany materiał żeni estetykę dub-techno z hip-hopem (w „Morning Gate” słyszymy klasyczne skrecze, za które odpowiada DJ Stosunkowodobry; miażdżąca ksywa).

Określanie tej muzyki jako mariażu dub-techno z hip-hopem (czyli czegoś, co może kojarzyć się raczej przystępnie) ma sens, choć to uproszczenie. I gdy fragmentami robi się nawet podejrzanie przyjemnie, Fischerle potrafi poczęstować słuchacza dźwiękami niemal niepokojącymi czy też niemal irytującymi. Zawsze intrygującymi.

„Ptylotics” dudni w uszach jak trzeba.

the sound – from the lions mouth [1981] / magdalena rosman

20/09/2018

brittle heaven

discogs

facebook

Dziś również zdarzają się dobre zespoły postpunkowe, jednak większość z nich to smutny anachronizm. W pierwszym numerze leci mój chyba ulubiony postpunkowy klawisz. Klawisz może być dobry? xD Może. To był żart dla wtajemniczonych.

Chętnie napisałbym coś więcej o genialnych The Sound, ale właśnie wyruszam na zasłużone wakacje. All inclusive w Egipcie, jako lektura „Pokraj” Andrzeja Saramonowicza. Zabawa słowem, słuszne poglądy. Ponoć super!

„From the Lions Mouth” – wesołe to jak powrót do pracy po urlopie.

***

Wspieramy polską fotografię. Na dodatek taką, która nie skutkuje banem na fejsie. Osobiste zdjęcia Magdaleny Rosman.

thculture – individual [canal666; 2018]

19/09/2018

thculture

canal666

Nowy materiał THCulture – mniej „etno”, niż ostatnio, więcej punka. Dobrze to czy źle? Tego nie wiem. Wiem, że na scenie HC/punk kapela Yogiego (wcześniej Smar SW) pozostaje zjawiskiem osobnym.

Na „Individual” wciąż pojawia się wiele brzmień i instrumentów zazwyczaj nieobecnych w tego typu graniu, więc – jak sądzę – nazywanie tego, co robi THCulture „etno-core’em” wciąż ma jakiś tam sens (o ile ma sens szufladkowanie muzyki). Panowie wpuszczają do HC-punkowej estetyki dużo powietrza, co słychać chociażby w otwarciu płyty (początek i inne fragmenty „Kultury”), oryginalnie zaczyna się też „Wolność”, w innych numerach jest podobnie… Można by w sumie wymienić po kolei każdy utwór w tym kontekście. Może tych „niepunkowych” momentów na nowej płycie jest mniej niż dotychczas, ale wcale nie mało. Całość brzmi bardzo dobrze: gitary chodzą jak trzeba, bas i bębny też, wokal został chyba najlepiej nagrany, jeśli chodzi o wszystkie płyty THCulture.

No właśnie, „Wolność”. Pisząc o poprzedniej płycie, zarzuciłem pół żartem THCulture brak hitu. Tu tę rolę spełnia na pewno wspomniana „Wolność”, którą kilka razy sobie zapętliłem.

Jeżeli chodzi o teksty, konsekwentnie THCulture śpiewa o wolności jednostki zderzającej się z państwową kontrolą i przemocą. Nic się w tej materii nie zmienia i pewnie nie zmieni, zwłaszcza że rozwój nauki prowadzić zdaje się również do totalnej kontroli („jest pomysł, że populacje / mogą być uwarunkowane / że ludzie to psy Pawłowa / biomaszyny zaprogramowane / sprzedają to jako / postęp społeczny / to absurdalne / i niebezpieczne”), o czym bardzo ciekawie w swych książkach pisze chociażby Yuval Noah Harari. Czy warto więc o tym śpiewać? Jeżeli nie wprowadza się w tematykę tekstów doraźnej, polskiej polityki, a porusza problemy, o których mowa, w sposób uniwersalny – według mnie tak.

I może teksty THCulture straciły trochę na oryginalności. Mają przecież swą specyfikę, z którą na „Individual” mamy do czynienia rzadziej niż do tej pory. Są – jakby to nie zabrzmiało – prostsze.

„Individual” to płyta, do której będę wracał, choć od HC/punka z wiekiem oddalam się chyba coraz bardziej. Dobrze to świadczy o THCulture. Zresztą, jak mógłbym nie lubić zespołu, który sampluje fragment „Jedynego i jego własności” Maksa Stirnera. A że Johann Kaspar Schmidt wolność uważał za puste pojęcie („Po cóż uganiać się za wolnością, mrzonką waszą?”), to już temat na inną opowieść.

I polecam kapelę Yogiego jako live video act. Muzyka w połączeniu z wizualizacjami kopie doskonale.

uzeda – 4 [1995] / mazurskie zioła

08/09/2018

linki w komentarzach / links in comments

touch and go

myspace

discogs

Z włoskimi zespołami mam jak z włoskimi filmami i włoską piłką nożną – rzadko kiedy coś mi się podoba. Ale Uzeda zajebista; starzy umieją grać, młodzi nie; Albini sam pojechał i za darmo nagrał; itd.

Kolega był niedawno na koncercie. Ponoć dają radę.

***

Mazurskie Zioła. Zajebisty, czarno-biały klimat.

marriage ‎– for brötzmann [2013] / ralph gibson

07/07/2018

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

facebook

monofonus press

Zespół, w którym grają m.in. Mike Kanin z Black Eyes i Nate Cross z USA/Mexico. Marriage to jedna z moich ulubionych kapel z ostatnich lat – zupełnie nieefektowne połączenie psychodelii i post-punka czy jak to nazwać. „For Brötzmann” (chodzi oczywiście o Petera) to płyta, którą tak naprawdę doceniłem dopiero teraz.

Trzeba by w końcu sprawdzić materiał nagrany z Robem Mazurkiem.

***

Ralph Gibson


%d blogerów lubi to: