ostrowski – endless fluctuations [pawlacz perski; 2021]

bandcamp

facebook

Pawlacz Perski przy okazji wydanego przez siebie – 52. już – materiału kontynuuje piękną tradycję pisania krótkich historii wprowadzających w odbiór jego wydawnictw.

„Endless Fluctuations” jawi się (…) jako posthumanistyczna utopia stworzona przez anarchistyczne maszyny. Pomimo rozpadu dawnego porządku panuje wśród nich dziwnie uspokajająca harmonia. Bity postanowiły porzucić kierat tanecznych struktur, a prosty syntezatorowy riff, zamiast zabawiać spoconych bywalców jakiejś dyskoteki z lat 90-tych, wybrał się na wycieczkę w kierunku bezkresnych kosmicznych sfer, by pooddychać czystą metafizyką”. Ładne, co nie?

Ten zabieg jest ciekawy, bowiem za każdym razem pozwala skonfrontować wizję, którą „sprzedaje” wydawca, z własną.

Ja, słuchając muzyki Krzysztofa Ostrowskiego, myślałem o fraglesach, bohaterach serialu lalkowego Jima Hensona. Próbując przypomnieć sobie na spacerze z psem – z „Endless Fluctuations na słuchawkach – jak nazywały się stworki budujące jadalne konstrukcje we „Fraggle Rock” (byli to duzersi), zauważyłem idącą przed nami postać – niewysoką dziewczynę bądź chłopaka w czapce, spod której sterczały rude włosy – przypominającą Boobera.

Dobrze, że nie byłem pod wpływem – jak to ładnie ujął zespół THCulture – „witamin (dla) kory mózgowej”, bo mógłbym mieć potem problem, żeby wrócić na Ziemię.

***

Tak, zdecydowanie jest to moje techno. Owo „porzucenie kieratu tanecznych struktur” bardzo mi pasuje. Podobnie jak syntezatorowe riffy, nadające muzyce Ostrowskiego nieco ciepła, wręcz przebojowości („Brownian ratchet”). Poza schemat Ostrowski wychodzi również w „Molecular motors”, w którym słyszymy wsamplowany fortepian (chyba).

 „Endless Fluctuations” zostało zrealizowane po mistrzowsku. Materiał daje ogromną przyjemność, gdy włączy się go na słuchawkach: gwarantuję, że twoja wyobraźnia uruchomi się w minutę osiem.  Otwierający całość „Diffusion” i drugi utwór- „Stochastic resonance”, tworzą – jeśli dobrze się wsłuchać – lekko knajpiany klimat, więc jeśli owe anarchistyczne maszyny mają swoje knajpy, to myślę, że płyta Ostrowskiego mogłaby w nich lecieć. Przynajmniej do momentu, nim stali bywalcy uznałyby bity za zbyt ciężkie. Szympansy mają bary, ludzie też, więc i maszyny pewnie będą mieć. Może już mają.

***

Od kosmicznych odlotów po bity, które są jak uderzenie młotkiem w głowę. Krzysztof Ostrowski nagrał kapitalną płytę.

mgr Zenon Skręt

***

Projekt graficzny okładki to dzieło Lidii Wnuk.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(0)

wojtek kurek – buoyancy [pawlacz perski; 2021]

wojtek kurek

pawlacz perski

Pawlacz Perski tak dobrze opisuje wydawaną przez siebie muzykę, że właściwie wystarczyłoby wkleić opis „Buoyancy” z Bandcampa i dodać tylko, że warto ten materiał kupić.

Od paru lat słucham większości rzeczy wypuszczanych przez ten kasetowy label (i jego sublabel Patalax) i nie podeszła mi bodaj jedna. Takich artystów jak bohater tego postu, Fischerle, Mech czy Melatony zdecydowanie warto poznać.

Wróćmy do „Buoyancy”.

U Wojtka Kurka sonorystyczne eksperymenty w duchu współczesnej muzyki poważnej sąsiadują z transowymi rytmami o bardzo pierwotnej proweniencji. Wszystkie te niezwykłości autor wyczarowuje przy pomocy zestawu perkusyjnego wspartego autorskimi efektami stworzonymi w środowisku MAX/MSP, które przetwarzają materiał akustyczny w czasie rzeczywistym – zobaczcie sami: nie da się lepiej tego opisać.

Lubię w kasetach wydawanych przez Pawlacz Perski i zwłaszcza Patalax, że zawarta na nich muzyka pozwala uruchomić wyobraźnię, wymyślać fabułę w nieco nierzeczywistym, zazwyczaj mało przyjaznym świecie.

Kurek łączy zimną, „wodną” psychodelię z industrialnym klimatem (tyle że to raczej industrial kijów i kamieni, nie maszyn). Słuchając „Buoyancy”, przenoszę się do niespecjalnie przyjemnej jaskini.

Przyjemnie – jak wspomniałem – tam nie jest i woda kapie na łeb, ale dzięki temu, co nagrał Wojtek Kurek, chętnie tam posiedzę.

Kwintesencją tej płyty jest kapitalny, tytułowy numer.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

„kto wierzy w szatana, musi być pojebany, nie?” – podsumowanie 2020, cz. II

Pierwsza dycha podsumowania 2020 roku bardzo ładnie się ułożyła, więc nie chciało mi się pisać drugiej części, ale zapomniałem wspomnieć o dwóch wydawnictwach, którym kibicuję, tak że wypada to nadrobić.

FONORADAR RECORDS

Dawno temu dwóch początkujących biznesmenów wydało dwie kasety świetnego niemieckiego zespołu Couch – „Etwas Benutzen” (słuchałem wczoraj – gra jak ta lala) i „Fantasy”. Wydajesz kasety, ale pod szyldem „Vinyl” – można i tak. Na ten nośnik zapotrzebowanie się skończyło i nic poza Couch już się nie ukazało w Vinylu.

W dziwnym, pandemicznym roku panowie wrócili jako Fonoradar Records i, mówiąc krótko, rozjebali – tym razem na winylach i CD. Titanic Sea Moon, wznowienie „Killwater” Thing, nowy June of 44, kapitalny Luggage, Columbus Duo i Guiding Lights… W 2021, który pewnie będzie jeszcze gorszy niż kończący się rok, też pojawią się ciekawe rzeczy.

Zapomniałem wspomnieć nie o dwóch wydawnictwach, lecz trzech, bowiem mamy jeszcze

PAWLACZ PERSKI i PATALAX

Eksperymentalna muzyka na… kasetach, dużo dub techno, którego jestem może nie fanem, ale na pewno sympatykiem.

Jest Pawlacz Perski, ale jest też Patalax, który powstał również chyba po to, by opowiadać krótkie, psychodeliczno-surrealistyczne bajki. A może sublabel Patalax zawładnął Pawlaczem? Ten wydał w tym roku tylko dwa materiały (Jachna/Ziołek/Buhl i Wojtek Traczyk), ten od bajek – cztery . W tym bodaj najciekawszy: „Mulet” Monte Omok. Ale może tylko dlatego najciekawszy, że dopiero czeka u mnie na odsłuch kaseta „Bezruch” Mechu.

Przejdźmy do drugiej dziesiątki mych ulubionych płyt:

(o)

facsvoid moments [trouble in mind records; 2020]

Post-punk i noise rock obok często rozbuchanego napierdalania mają też nurt minimalistyczny. Warto w tym miejscu wymienić australijskie My Disco (świetni byli na „Severe” [2015], na „Environment” [2019] od minimalizmu przeszli do pretensjonalności) oraz Luggage (kapitalna „Shift” [2019] i nie gorsza „Three” [2017], wydana u nas przez wspomniany Fonoradar). FACS grają w tej samej lidze i mniej więcej w tę samą grę, choć mam wrażenie, że na „Void Moments” nieco odeszli od swej surowości. Pytanie, czy słusznie. Tak czy siak, płyta świetna.

(o)(o)

the budos bandlong in the tooth [daptone records; 2020]

Pod tym fajnym tytułem kryje się najlepszy istniejący soundtrack do najlepszego nieistniejącego amerykańskiego sensacyjnego filmu z lat 70.

(o)(o)(o)

pay for painpain [dark medicine; 2020]

Można grać w 2020 tzw. indie rock i nie być miałkim. Ta płyta to – może to krzywdząca opinia – tak naprawdę dwa numery: otwierający całość „Fallen Angel” i zamykający – „Until I Walk Through the Flames”. Paradoksalnie, gdyby Pay for Pain wydali singiel, uznałbym, że to za mało, żeby ich wrzucić do tego zestawienia.

(o)(o)(o)(o)

incantationsect of vile divinities [relapse records; 2020]

Nigdy nie pokocham death metalu z powodu komicznego imidżu oraz debilnego przekazu, ale ta płyta to po prostu 12 doskonałych, ponurych numerów legendarnej kapeli, które fantastycznie wwiercają się w czaszkę.

(o)(o)(o)(o)(o)

oily boyscro memory grin [cool death records, static shock records; 2020]

Brudny jak dupsko szatana punk czy tam hardcore Australijczyków po części związanych z doskonałą postpunkową kapelą Low Life. Dlaczego można grać tak dobrze punka? Chyba nie dlatego, że się nie jest z Polski. A może?

(o)(o)(o)(o)(o)(o)

odrazarzeczom [godz ov war; 2020]

Chwilami płyta może irytować tym zaśpiewami à la górale, którzy wyszli z siłowni ze śpiewem na ustach, albo gitarami, jakby gościnnym występem raczył nas Grzegorz Skawiński. Ale tak czy siak, Odraza to obecnie bodaj najlepszy metal w tym kraju, z na dodatek niegłupimi tekstami (Furia przegrywa kretyńskimi lirykami Nihila). Inna sprawa, że jak popatrzysz na plecy koszulek Odrazy, widzisz, że jest to jednak, niestety, fucktycznie metal.

A jak bywa tak se na „Rzeczom”, to trzeba się wsłuchać wyłącznie w grę perkusisty – dobry typ. Nie wiem, czy lepsza ta płyta, czy surowa „Esperalem tkane”. Na pewno obejrzałbym krakowski zespół na żywo.

Bardzo ładna okładka. Plus ksywa Stawrogin (oczytani metale odczuwają dumę).

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

młody dzbanżycie na parkingu (edycja żałosna) [2020]

Najpierw miałem tu wrzucić Oranssi Pazuzu, ale jak ostatnio słuchałem tegorocznej płyty Finów – „Mestarin Kynsi”, to w sumie miałem lekkie kino. Ten śmieszny wokal plus to muzyczne zadęcie – co za pierdolety. Więc niech będzie zamiast nich Młody Dzban – za porównania i wsamplowanie bohaterów „Chłopaków z baraków”.

A w ogóle to przecież Smarki wrócił:

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

columbus duo and guiding lightscolumbus duo avec guding lights [fonoradar records; 2020]

Głównie z powodu dwóch znakomitych numerów Columbus Duo.

recenzja

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

jarsджрc III [pogo records; 2020]

Klasyczny, można powiedzieć, noise rock, ale to po prostu Jars, nie kolejna podróbka Unsane. Żeby tak u nas grano jak w Moskwie… I pomyśleć, że ludzie zachwycają się nową płytą METZ.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

neil young & crazy horsereturn to greendale [reprise records; 2020]

Koncert z 2003 r., prezentujący materiał z płyty „Greendale” wydanej w tym samym roku. Trochę od czapy wydawnictwo w tym zestawieniu, bo archiwalne, ale był to wspaniały występ, zwłaszcza „Be the Rain” chwyta za serce.

Young nagrywa w domu, wydaje archiwalne nagrania (w tym roku ukazało się 10-płytowe „Neil Young Archives Volume II: 1972–1976”, zawierające m.in. materiał z sesji z „Zumy”) – 75-letni Kanadyjczyk zawstydza młodych.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

tarlive i inne

2019 był rokiem koncertówek Sonic Youth. W końcu znudziły mi się te bootlegi, a czarę goryczy przelały kiepskie „Rarities 2”. W tym roku z miłą chęcią odsłuchiwałem za to nagrań live jednej z moich ulubionych kapel lat 90., Tar.

Ach – uwaga, piszę jak Krzysztof Varga – pójść na koncert, i stresować się, czy aby na pewno zagrają „Dark Mark” i „Viaduct Removal”.

Oprócz koncertów (sami twierdzą, że w najwyższej formie byli, gdy grali z The Jesus Lizard), ukazała się płyta z nagraniami z prób „Abogados!” oraz materiał zespołu Luckyj, w których grało bodaj dwóch typów z Tar.

Szanuję za to, że zamiast wydawać te rzeczy na winylach, po prostu wrzucają je za dolara lub za darmo na Bandcamp.

***

Nie rozumiem ludzi, którzy ględzą o tym, że kiedyś było lepiej, że teraz nie ma dobrych płyt itp. Kiedyś było lepiej, kondonie, bo ważyłeś o 20 kilo mniej, a twój kac trwał dwie godziny, nie dwa dni. I tyle. Przecież obecnie świetnych polskich płyt wychodzi tyle w ciągu roku, ile kiedyś przez dekadę. Za granicą też dają radę.

Śmieszą mnie podsumowania z 50 albo setką pozycji, ale sam mógłbym dołożyć do tych swoich dwudziestu płyt wiele innych. Oto parę dodatkowych:

Jest tego od groma.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

fischerle – kaznodzieja [patalax; 2020]

patalax – bandcamp

patalax – facebook

pawlacz perski – bandcamp

pawlacz perski – facebook

mateuszwysocki.com

pawlaczperski.org

Mateusz Wysocki raczej nie należy do gości, którzy wydają płyty od święta. Wystarczy spojrzeć na jego dyskografię wrzuconą na cieszącą oko stronę internetową, by się o tym przekonać. Sam poznałem kilka rzeczy, które nagrał, i stwierdzam, że „Kaznodzieja” to chyba najlepszy materiał, jaki miałem okazję usłyszeć.

Materiał niezwykły. Oddajmy głos Wysockiemu (uwielbiam te opisy na Bandcampie Pawlacza Perskiego i jego sublabelu Patalax – robią pół roboty za mnie, jeżeli chodzi o recenzje).

„Jakiś czas temu poznałem niemieckiego archeomuzykologa, Adje Botha, który w swoich badaniach zajmuje się azteckimi instrumentami z miasta Teotihuacan. Ponieważ – jak się od niego dowiedziałem – aktualnie nauka jest w posiadaniu szczątkowych materiałów faktograficznych dotyczących ich obsługi, czasem zamykających się w jednym graficznym przedstawieniu, większość z tych instrumentów wisi w performatywnej próżni. Taki stan rzeczy, być może nieco naiwnie, wydał mi się czymś niezwykłym – w mojej codziennej przestrzeni prawie wszystko ma jakąś instrukcję, skalę i przypisane hiperłącze, a wirtuozeria przypomina skakanie przez płonącą obręcz muzyki. Piękne brzmienie glinianych rekonstrukcji i brak czytelnych punktów odniesienia zainspirowały mnie do nagrania tego albumu, który stara się łączyć patalaxową plemienność z kompozycyjnymi zabiegami wypracowanymi w miejscach istniejących faktycznie na mapie”.

Tyle autor. Recenzent robi „CTRL + V” i zadanie uznaje za wykonane.

Może co najwyżej dodać, że Wysocki ożenił swoje dub techno (tak można by w uproszczeniu nazwać to, co gra jako Fischerle) z prekolumbijskimi instrumentami, tworząc jedną z najciekawszych płyt tego roku. Niezależnie od tego, czy z „Kaznodziei” wybrzmiewa wyłącznie dub techno („Tłum”), czy etno („Uległość”), czy też oba gatunki akurat są w idealnej symbiozie („Księżycowa maska”, „Nić kłamstwa”).

Kaseta wyprzedana, o czym, lekko wkurwiony, bo się spóźniłem, informuję.

„Kaznodzieja” to trzecie wydawnictwo Patalaxu. Poprzednie – „Tambur” Ifs oraz „Mulet” Monte Omok (Montego Omoka?) – również mają status „sold out”. Czekamy na czwarte.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

foql & fischerle – personal wastelands [paralaxe editions; 2020] / lfs – tambur [patalax; 2020] / monte omok – mulet [patalax; 2020]

To nie recenzje (obecna kondycja intelektualna nie pozwala mi na ich napisanie), lecz krótkie wzmianki o trzech tegorocznych, niezwykle udanych materiałach: pierwszy wyszedł w barcelońskim Paralaxe Editions, dwie kolejne – w Patalaxie, sublabelu Pawlacza Perskiego, stałego gościa 10fs; wszystkie na kasetach. No i pięknie.

paralaxe-editions.com

paralaxe editions – bandcamp

paralaxe editions – facebook

pawlaczperski.org

pawlacz perski – bandcamp

pawlacz perski – facebook

patalax – bandcamp

patalax – facebook

gosia słomska

mateusz wysocki

foql

(o)(o)

foql & fischerle – personal wastelands [paralaxe editions; 2020]

Współpraca Justyny Banaszczyk (FOQL) i Mateusza Wysockiego (Fischerle). Album powstał w warszawskim studiu FOQL. Artyści, improwizując na dwóch identycznych automatach perkusyjnych, nagle „odkryli niezwykle silną wspólną płaszczyznę”, czego efektem jest „Personal Wastelands”. Polecany materiał zabiera nas na „mgliste «pustkowie» ponurej atmosfery, przywoływanej przez hipnotyzujący dub i skorodowane rytmy”.

Czy ten Wysocki nagra kiedyś coś słabego? Osobiście najchętniej słuchałem tych kawałków, gdy duet porusza się po pustkowiu czegoś, co można by nazwać dub techno.

(o)(o)

lfs – tambur [patalax; 2020]

„Dawno temu, kiedy do naszej krainy docierało słabe światło, byłem małym, wystraszonym stworzeniem. Poruszałem się po omacku z rękami wyciągniętymi przed siebie albo pełzałem tuż przy ziemi, wdychając jej mdły zapach. Pewnego razu znalazłem drzewo. Na jego pniu wymacałem narośl, w którą wpiłem się bez zastanowienia. Zmęczenie wędrówką ustąpiło kiedy poczułem lepki płyn w ustach. Następnego dnia obudziłem się w ciele pokrytym gęstą, zwierzęcą sierścią. Od tamtego czasu przemawiam głosem umiejscowiony w brzuchu”.

Bajka jako wprowadzenie do odhumanizowanej muzyki? Czemu nie. To nie pierwszy raz, gdy artyści siedzący w elektronice, za jej pomocą snują tego typu opowieści, nawet jeśli słuchacz ich dźwięki kojarzy raczej z odgłosem fabryk bądź postapokaliptyczną pustką.

Mnie cztery utwory z epki Ifs (Krzysztof Freeze Ostrowski, Mateusz Wysocki, Gosia Słomska) jednak oprowadzają po opuszczonej fabryce. A może jednak – leci „Zapach” – w końcu kierują do jakiegoś spalonego lasu?

„Tambur” to najciekawszy materiał z trzech, które się tu pojawiły. Chyba że…

(o)(o)

monte omok – mulet [patalax; 2020]

I znów bajka; idziemy przez las. Horror ambient i dub techno duetu Mateusz Wysocki – Gosia Słomska; muzyka, jakiej świat nie widzi. Włączyłem sobie „Mulet” w ramach relaksu po śniadaniu, ale myślę, że najlepiej sprawdzi się wieczorem. Uważajcie na basy, nie ma co wkurwiać sąsiadów w tym trudnym czasie.

(o)(o)

Dobrze, że powstał Patalax, bo choć muzycznie nie odbiega od tego, co wydaje Pawlacz Perski, to widać, że mamy tu do czynienia z konceptem, za którym stoi – jak w przypadku Pawlacza – doskonała muzyka, ale też nieco odrębna, zwarta opowieść.

jachna/ziołek/buhl – animated music [pawlacz perski; 2020]

bandcamp

facebook

pawlaczperski.org

Pierwsze tegoroczne wydawnictwo Pawlacza Perskiego przynosi muzykę gwiazdorskiego tria: Wojciech Jachna (trąbka, kornet, fx; m.in. Contemporary Noise Sextet i Inncercity Ensemble), Jakuba Ziołka (gitara akustyczna, syntezator, fx; Innercity Ensemble, różne Alamedy, Stara Rzeka…) oraz Jacka Buhla (perkusja, perkusjonalia; m.in. Alameda 5 i Trytony). „Animated music” – naprowadzi na to bystrego czytelnika – może być interpretowana jako ścieżka dźwiękowa do kreskówek. I tak jest w istocie: w info wydawcy czytamy o polskich filmach animowanych z lat 60 i 70.

„Charakterystyczne dla wielu z takich soundtracków było m.in. zderzanie avant-jazzowego feelingu z nieco sterylną elektroniką w duchu SEPR (zakładam, że chodzi o Studio Eksperymentalne Polskiego Radia – dop. 10fs). Na Animated music akustyczne instrumenty wykorzystywane są w sposób tradycyjny, ale muzycy nie stronią też od sonorystycznych poszukiwań i elektronicznych preparacji. Pole słyszenia rozszerzają syntezatorowe dźwięki”.

Nic dodać, nic ująć. Jak zwykle Pawlacz Perski zapodaje takie press-info, że właściwie można zrobić kopiuj-wklej i pójść na piwo.

Jachna, Ziołek i Buhl to muzycy tej klasy, że pewnie trudno byłoby im nagrać coś kiepskiego. Znają się, pewnie lubią i niejednokrotnie pracowali razem. Mogą co najwyżej rozczarować, lekko znudzić, ale wiochy żadnej nie odstawią.

„Animated music”, nagrana w 2016 r. przez Janusza Czadę w bydgoskim Studiu Mózg, stwarza wrażenie czegoś w rodzaju brudnopisu, spotkania trójki świetnych muzyków, którzy postanowili przy okazji coś zarejestrować, ale nie jest jedynie ciekawostką, płytą, przy okazji której bardziej zwraca się uwagę na nazwiska muzyków niż samą muzykę. Co prawda daleko temu materiałowi do najlepszych wydawnictw Pawlacza, lecz warto go poznać.

(o)(o)

Surowa elektronika i akustyczne brzmienia, „kontrolowane” przez trąbkę Jachny – tak można by w uproszczeniu opisać zawartość tej kasety.

Mnie najbardziej przypadły do gustu psychodelizujący „To Boy and the World” oraz „Yoruba”, której patronem będą raczej nie polskie postacie z filmów animowanych, lecz Żwirek i Muchomorek. Doskonale wyszły im te jagodowe powidła.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

lech nienartowicz – wrażenia i mechanizmy & fischerle – α​-​ribbon [pawlacz perski; 2019]

pawlaczperski.org

pawlacz perski bandcamp

pawlacz perski facebook

fischerle

Pawlacz Perski to kasetowy label, założony przez Lecha Nienartowicza i Mateusza Wysockiego. Label, któremu mocno kibicuję i który ma w swym katalogu tak ciekawych artystów, jak Wojtek Kurek, Hubert Zemler czy Bachorze.

Po dziewięciu latach działalności Pawlacz zaprezentował podwójne wydawnictwo, na które składają się kasety jego założycieli: „Wrażenia i mechanizmy” Lecha Nienartowicza oraz „α-ribbon” Mateusza Wysockiego, czyli Fischerle.

„α-ribbon” (od niego zacząłem słuchanie) to, w uproszczeniu, połamane dub techno, czasem żenione z hiphopowym beatem. Dzieje się tu tyle, że polecam założyć słuchawki i zagłębić się w ten materiał.

Tym, którzy widząc słowo „techno”, z miejsca uprzedzili się do Fischerle, napiszę, że niektóre utwory na tym materiale mają taką strukturę, że mogliby je wymyślić panowie z Tortoise – w czasie, gdy byli awangardzistami post-rocka, nie dziś, gdy są przynudzającymi klasykami. Przyszło mi to do głowy już podczas otwierającego płytę „Inflatone”.

„Wrażenia i mechanizmy” Lecha Nienartowicza są dla mnie zbyt abstrakcyjne i zbyt trudne w odbiorze. Nie jest to zarzut (chyba, że wobec mnie samego), lecz zwykłe stwierdzenie faktu. Jednak coś wyniosłem ze słuchania tego materiału: otwierające go „Mechanizmy” przypomniały mi, że miałem iść pograć w ping-ponga. ;)

Wesprę się press-kitem. „»Wrażenia i mechanizmy« to album będący kolejnym etapem poszukiwań Lecha, rzecz – z jednej strony – korzystająca z osiągnięć muzyki konkretnej i melancholijnego ambientu, z drugiej – poprzetykana szczątkami rytmu i mikrozdarzeń dźwiękowych. Całość brzmi jak Rousselowski mechanizm, odsłonięty spod mchu przez jakieś plemię, które zaczyna posługiwać się nim na swój własny, niekoniecznie zgodny z przeznaczeniem sposób”.

Tyle od mądrych ludzi. Zapraszam do słuchania.

parampampam trio – ep23 [2019] / ostrowski – further fluctuations [pawlacz perski; 2019]

bandcamp

facebook

***

pawlaczperski.org

bandcamp

facebook

***

Czasu brak, więc wrzucam dwóch artystów do jednego postu. Myślę, że ani Parampampam Trio, ani pan Ostrowski do spółki z Pawlacz Records się nie obrażą. W końcu, poniekąd, cała trójka gra w jednej drużynie: najlepszej emanacji rodzimego undergroundu.

***

Mam ostatnio fazę – jakby to głupio nie zabrzmiało – na niesłuchanie Ewy Braun (nadmierna poważka i wokal pana Dymitera zaczęły mi przeszkadzać). Podobnie miałem, przez kilka lat, z Sonic Youth; chyba po wydaniu „The Eternal”. Ale ostatnio, dzięki wspaniałym, pośmiertnym koncertówkom, odkryłem na nowo geniusz nowojorczyków.

Parampampam Trio zastępuje mi Ewę Braun. Nie daje co prawda tych samych emocji – bo i bez tekstów, i ja nie mam już 17 lat – ale to obecnie jedna z moich ulubionych gitarowych drużyn. Zanim zaczną się nią zachwycać portale i dziennikarze, których – delikatnie rzecz ujmując – nie cenię, traktuję PPPT jako swoje.

Mam nadzieję wkrótce zobaczyć ich u siebie – gwarantuję obecność co najmniej pięciu osób. Reszta na chujowym HC kilometr dalej.

***

Na muzyce elektronicznej znam się słabo (to, czy można się na niej znać – to temat na inną opowieść), ale od dłuższego czasu śledzę to, co wydaje Pawlacz Perski. I kiedy mam ochotę odpocząć od gitar, włączam geniuszy z Autechre czy Pan Sonic, ale też rzeczy wydawane na kasetach właśnie przez bohaterów tego postu.

Nie wiem, co w tym jest, ale nagrania udostępniane przez Pawlacz Perski świetnie sprawdzają się podczas jazdy tramwajem. Podobnie jest z „Further Fluctuations” Ostrowskiego. Może działa to jedynie na krótkiej trasie „Wełnowiec Kościół – Katowice Rynek”. Ale chyba nie, bo po przesiadce do autobusu też nie było najgorzej.

Osiem gęstych, poszarpanych kawałków Krzysztofa Freeze’a Ostrowskiego daje – chwilami niemal bolesną od tej gęstości – przyjemność. Do tagowania muzyki zawartej na tym materiale zapraszam ekspertów.

Jak zwykle w przypadku wydawnictwa Pawlacza Perskiego, warto wczytać się w opis muzyki udostępniony na Bandcampie.

paide & fischerle presents doubts 2 [pawlacz perski; 2018]

bandcamp

facebook

„«Doubts» to kompilacja, której naczelną zasadą jest poszukiwanie nowych rozwiązań dla wybranego gatunku muzycznego. W tym celu zapraszani są artyści i producenci muzyczni niezwiązani ze sceną i «analizowanym» w kompilacji gatunkiem. W pierwszej części Doubts głównym wątkiem było dub techno. Druga odsłona «Doubts» to próba reinterpretacji Chicagowskiego Footworka oraz tempa 160 BPM”.

O „Chicagowskim Footworku” oraz „tempie 160 BPM” miałem mniej więcej takie pojęcie, jak Szpakowski o piłce nożnej: gdy ma dobry dzień, Kovačicia nazywa Kovačeviciem, gdy gorszy – Messiego Maradoną. Postanowiłem jednak i tym razem, w przerwie między kolejnymi odsłuchami „Jericho Sirens” Hot Snakes, zmierzyć się z nowym materiałem wydanym przez Pawlacz Perski. Od razu też nabrałem ochoty na wspomnianą „jedynkę” – z interpretacjami dub techno.

Ze składankami często jest taki problem, że są zbyt eklektyczne i/lub nierówne. Na „Doubts 2” eklektyzm jest akceptowalny, a „nierówność” polega na tym, że kawałki dobre sąsiadują ze świetnymi. Całość pozostawia też uczucie niedosytu, gdyż numery chociażby Freeze, Mechu i Zemlera są po prostu zbyt krótkie.

Nie jest to jednak przypadkowo sklecona płyta, gdyż – jak sądzę – celowo na koniec wybrano Micromelancolié, z kawałkiem zahaczającym o kosmische Musik. Gdyby wsadzić ten utwór w inne miejsce, mógłby jedynie zburzyć strukturę „Paide & Fischerle presents Doubts 2”.

Mnie najbardziej przypadło do gustu to, co zrobili Maciej Maciągowski, Freeze, Hubert Zemler i Mech. Jak się to ma do „Chicagowskiego Footworku” i „tempa 160 BPM”, niech napiszą znawcy.

mech – sub-clouds [pawlacz perski; 2018]

bandcamp

pawlaczperski.org

facebook

twitter

soundcloud

youtube

„«Sub-Clouds» Mateusza Wysockiego i Michała Wolskiego to zapis wizyty w dźwiękowym laboratorium. Spotkanie doświadczonych muzyków zawsze ma w sobie wymiar eksperymentalny, jednak w przypadku duetu Mech laboratoryjna metafora doskonale pasuje również do opisu struktury muzycznej. Mamy tu sterylny, maszynowy puls stanowiący precyzyjną matematyczną siatkę służącą pomiarowi nieśpiesznie przepływających pod nią fraktalnych, syntezatorowych chmur”.

Cóż począć, gdy press-kit właściwie idealnie opisuje zawartość materiału muzycznego? Ta zimna, wręcz lekko niepokojąca muzyka przypomina mi nieco (banalne skojarzenie) genialny Pan Sonic. Ale mnie w sumie każdego tego typu dźwięki kojarzą się z fińską grupą.

Czytając o „dźwiękowym laboratorium”, przypomniałem sobie nauczycielkę chemii ze szkoły podstawowej: krókie, czarne włosy na nogach przebijały się – niczym szorstkie, dźwiękowe plamy (o ile plama może być szorstka) w wielu momentach „Sub-Clouds” – przez jej pończochy, budząc konsternację we mnie i w reszcie chłopaków czekających na przerwę.

Nie wiem, czy „Sub-Clouds” to – jak gdzieś przeczytałem – materiał jeszcze lepszy niż zamykające ubiegły rok, wspaniałe „Melatony” Melatonów (mnie jednak troszkę bliżej do tego, co zrobił Hubert Zemler). W każdym razie przy spisie płyt 2018 obok nazwy Mech stawiam wykrzyknik i czekam na więcej od Pawlacza Perskiego.