Posts Tagged ‘post-rock’

columbus duo – à temps [dead sailor muzic; 2017]

01/11/2017

bandcamp

dead sailor muzic

Lata lecą, coraz rzadziej premiera nowej każe mi stawać na baczność. Jednakże nowy materiał mojego może i ulubionego polskiego składu, Columbus Duo, to coś, na co czekam z lekko gówniarską podjarką.

Przy okazji poprzedniego studyjnego materiału braci Irka i Tomka Swobodów pisałem o tym, że choć to świetna rzecz, to być może Columbus Duo powoli dochodzi do ściany; że następną płyta może zacząć nużyć.

Gdy miałem okazję chwilę z Irkiem pogadać, ten stwierdził – mniej więcej – że duet poniekąd wróci do korzeni. A korzenie to przecież minimalistyczne, noiserockowe trio Thing (braterski duet plus Tomasz Piotrowski).

Jeśli są echa noise rocka na „À temps” (ukazała się na CD i kasecie, winylu chyba nie będzie), to ledwo słyszalne – wtedy, gdy elektronika najbardziej rzęzi albo w bębnach na „MGD”. Dość wyraźnie za to słychać nawiązanie do krautrocka czy kosmische Musik (terminy te bywają używane zamiennie, choć myślę, że nie tylko ja wyczuwam różnicę między jednym a drugim).

Duet jednak nie leci w kosmos, a trzyma się ziemi. Muzyka Columbus Duo pozostała minimalistyczna, surowa, ale pociągająca, nie brzydka. Kojarzy się z trudną podróżą statkiem kosmicznym lub wędrówką po pustyni.

To najlepsza polska płyta tego roku. Może tylko, mówiąc półżartem, brakuje jakiegoś „przeboju”, ładnego numeru – jak „Motherfucker” z płyty „Storm” czy „B36” z „Expositions”.

W twórczości Columbus Duo czuć inspirację innymi artystami (ja słyszę chwilami Orena Ambarchiego, co Irka Swobodę pewnie przesadnie nie zmartwi) i szacunek do nich. To jednak autorska propozycja, mająca swe niepowtarzalne oblicze. Choć „À temps” to nie jest łatwa muzyka, to jednak biegunowo odległa od pretensjonalnej pseudoawangardy.

p*i*g (jakub monika lampart) – the impulse church [2017]

31/08/2017

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

fb1

fb2

P*I*G nie miałem do tej pory okazji usłyszeć, anonsowałem jedynie wspólny koncert z YC-CY i Ugorami.

„The Impulse Church” to niełatwy w odbiorze, ale więcej niż udany mariaż neofolku, industrialu trochę à la Throbbing Gristle, dźwięków, które tagujemy jako „experimental”, bo nie bardzo wiemy, co o nich pisać, „zimnej” lo-fi elektroniki, wykręconego post-rocka i Bóg wie czego jeszcze. Taki „Photoautotrophic Micropropagation Of Sperm Molecules In Sensual Impulse Of Creating” brzmi fragmentami jak improwizacja umierającego noiserockowca, któremu zachciało się grać jazz do industrialnego podkładu, ale nie umie albo nie ma sił.

Pod koniec lekka zamułka, ale tak czy siak „The Impulse Church” to bardzo dobra płyta.

Na Bandcampie są też inne nagrania, firmowane jako P*I*G.

enregistré par steve albini – the ephemera’s worship [2004] / zoom out

13/08/2017

linki w komentarzach / links in comments

stevealbini.free.fr

Zespół o zajebistej nazwie, pochodzący ze Strasburga. Trzy składanki i jedna EP-ka, wydana własnym sumptem. Prawie tak samo jak płyta, podoba mi się wciąż działająca strona zespołu (nic, że niezbyt bogata w treść). To były czasy. Facebook i Bandcamp, niestety, nie mają takiego klimatu, jak stare dobre strony.

Muzyka to post-rock ożeniony z jazzem, noise rockiem, post-hardcore’em, math rockiem i emo. W „Le Progrès” słychać Abilene.

Nie jest to codziennością w przypadku tego typu zespołów – tekst zaangażowany. Chłopakom nie podoba się kapitalizm.

Niezły materiał. Francuzi, gdy idą w takie klimaty, zazwyczaj nie zawodzą.

***

Zoom Out

betanjehu – 666 [2017]

27/07/2017

bandcamp

Kibicuję zespołom, które robią za underground undergroundu. Tak jak kibicowałem Betanjehu, który niestety zakończył działalność.

Zespół z Lublina poruszał się w różnych muzycznych rejonach: noise rock, free jazz, post-rock, psychodelia… Zawsze awangardowo, ale nigdy (przynajmniej nie kojarzę takich nagrań) nie było to eksperymentalne pierdzenie dla samego pierdzenia.

„666” to soundtrack do komiksu trębacza. Udane męczenie buły. I pamiętajcie: unikajcie grania z Afrojaxem.

gastr del sol – crookt, crackt, or fly [1994] / kai mueller

08/07/2017

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

drag city

David Grubbs (Bastro, Bitch Magnet i in.) oraz Jim O’Rourke (Jim O’Rourke i in.), gościnnie m.in. John McEntire z Tortoise. Lata 90. były absolutnie genialne dla muzyki. To także złote czasy post-rocka, o czym możemy się przekonać, słuchając „Crookt, Crackt, or Fly”. Piękne.

***

Kai Mueller. Lekkie ziewanko, ale trzeba przyznać, że niektóre zdjęcia tego niemiaszka są miłe dla oka.

mark hollis – mark hollis [1998] / duane michals

11/06/2017

discogs

facebook

Garstka Polaków.

O Marku Hollisie posałem przy okazji postu o Talk Talk, jednego z najważniejszych zespołów w historii.

***

Duane Michals – wspaniały fotograf, któremu zdarzało się zdjąć chociażby takich tuzów, jak René Magritte czy Clinte Eastwood, ale też panie, które czasem uwalniały się z odzieży.

jocelyn packard – jocelyn packard [2017]

15/04/2017

bandcamp

facebook


fot. Mirek Górski

Jak się okazuje, Jocelyn Packard to nie tylko piękna i tajemnicza kochanka szeryfa Trumana z „Twin Peaks”, ale i polski zespół post-rockowy, który w marcu tego roku wydał swój pierwszy materiał.

Słowo „post-rock” nie wywołuje dziś emocji. Stare tuzy kojarzone z tym gatunkiem – Mogwai czy Tortoise, by wymienić najsłynniejszych – zaczęły raczej przynudzać, a i wśród nowych zespołów, kojarzonych z tą szufladką, próżno szukać kapel, które nie pozwalałaby zasnąć. Wiadomo, zdarzają się wyjątki, ale termin „post-rock” mnie osobiście kojarzy się ze skamieliną.

„Jocelyn Packard” potrafiła utrzymać moją uwagę, choć zdarzają się na niej momenty i lepsze, i gorsze.

Podoba mi się gitarowe „cięcie” w „By Morning I Had Lost All Doubt”, podobają mi się zgrzyty i szukanie przestrzeni w niespełna piętnastominutowym „Hunting / Sacagawea / Les érables”, w którym Josie wychodzi poza ramy post-rocka, udając się w kierunku surowej psychodelii i drone rocka (cokolwiek to znaczy). Podobają się mi też niemal emowe fragmenty na płycie. Kilka mniej ciekawych zagrywek ginie na tle udanej całości.

Płyta brzmi faktycznie surowo; raczej jak demo niż „prawdziwy” album. Jeden uzna to za plus, inny za minus. Mnie to w ogólnym rozrachunku nie przeszkadza. Nie raz słyszałem materiał polskiego zespołu, który dorwał się do dobrego studia, i nagle okazało się, że jego płyta brzmi zbyt ładnie, niewystarczająco szorstko.

27 kwietnia Jocelyn Packard, wraz z Lonker See i Makemake, zagra w Katowicach. Podczas jej występu na pewno nie będę siedział przy barze.

ugory – padlina [2017]

25/02/2017

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

Kolejny udany materiał Ugorów, choć – jak dla mnie – zespół trochę za bardzo tym razem skacze po krzakach i sąsiadach (patrz: tagi). Przykładowo po „szatańskim” „Dnie odzywającym się do mnie” nagle mamy postrockową miniaturkę „Łąki nadnoteckie”, a po chwili „podwodny” ambient itd.

Niezmiennie kibicuję, słucham z przyjemnością, ale czekam na bardziej spójny materiał zespołu Marcela Gawineckiego.

talk talk – laughing stock [1991] / albert pocej

06/11/2016

10fuckingstars-wordpress-com

linki w komentarzach / links in comments

discogs

talktalk.hu

withinwithout.dk

10fuckingstars-wordpress-com

Mark Hollis, czyli jedna z najważniejszych i najciekawszych postaci w historii rocka. Jego Talk Talk był zespołem, można powiedzieć, prepostrockowym. Po zakończeniu działalności zespołu Hollis wydał solowy album – świetny zresztą, doceniony przez krytykę – i… dał sobie siana z przemysłem muzycznym (czasem coś tam podłubie dla innych).

Szkoda, bo pewnie mógł nagrać jeszcze wiele genialnych rzeczy. Z drugiej strony, dobrze, że gość się nie zaćpał, a po prostu wybrał życie rodzinne.

***

Albert Pocej

„Wszystkie orgazmy udawałem”.

6

5

4

3

2

1

bark psychosis – hex [1994] / keffer

21/09/2016

10fuckingstars-wordpres-com

linki w komentarzach / links in comments

discogs

wywiad

1

Niesamowita płyta, mnie się trochę kojarzy z najlepszymi kawałkami późnego Talk Talk. A za Bark Psychosis stał zaledwie 22-letni lider Graham Sutton, który zresztą później do współpracy zaprosił bębniarza Talk Talk, Lee Harrisa.

Można by powiedzieć, że Bark Psychosis był jednym z zespołów, które zdefiniowały post-rock, gdyby tylko ten gatunek dało się zdefiniować. Dziś to zazwyczaj mniej lub bardziej słuchalna skamielina, ale w latach 90. zespoły postrockowe grały rzeczy innowatorskie, często wybitne. Jak „Hex”.

***

Luna w obiektywie Keffera. Bardzo ładne.

1

2

3

4

5

6


%d blogerów lubi to: