Posts Tagged ‘post-rock’

gastr del sol – crookt, crackt, or fly [1994] / kai mueller

08/07/2017

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

drag city

David Grubbs (Bastro, Bitch Magnet i in.) oraz Jim O’Rourke (Jim O’Rourke i in.), gościnnie m.in. John McEntire z Tortoise. Lata 90. były absolutnie genialne dla muzyki. To także złote czasy post-rocka, o czym możemy się przekonać, słuchając „Crookt, Crackt, or Fly”. Piękne.

***

Kai Mueller. Lekkie ziewanko, ale trzeba przyznać, że niektóre zdjęcia tego niemiaszka są miłe dla oka.

mark hollis – mark hollis [1998] / duane michals

11/06/2017

discogs

facebook

Garstka Polaków.

O Marku Hollisie posałem przy okazji postu o Talk Talk, jednego z najważniejszych zespołów w historii.

***

Duane Michals – wspaniały fotograf, któremu zdarzało się zdjąć chociażby takich tuzów, jak René Magritte czy Clinte Eastwood, ale też panie, które czasem uwalniały się z odzieży.

jocelyn packard – jocelyn packard [2017]

15/04/2017

bandcamp

facebook


fot. Mirek Górski

Jak się okazuje, Jocelyn Packard to nie tylko piękna i tajemnicza kochanka szeryfa Trumana z „Twin Peaks”, ale i polski zespół post-rockowy, który w marcu tego roku wydał swój pierwszy materiał.

Słowo „post-rock” nie wywołuje dziś emocji. Stare tuzy kojarzone z tym gatunkiem – Mogwai czy Tortoise, by wymienić najsłynniejszych – zaczęły raczej przynudzać, a i wśród nowych zespołów, kojarzonych z tą szufladką, próżno szukać kapel, które nie pozwalałaby zasnąć. Wiadomo, zdarzają się wyjątki, ale termin „post-rock” mnie osobiście kojarzy się ze skamieliną.

„Jocelyn Packard” potrafiła utrzymać moją uwagę, choć zdarzają się na niej momenty i lepsze, i gorsze.

Podoba mi się gitarowe „cięcie” w „By Morning I Had Lost All Doubt”, podobają mi się zgrzyty i szukanie przestrzeni w niespełna piętnastominutowym „Hunting / Sacagawea / Les érables”, w którym Josie wychodzi poza ramy post-rocka, udając się w kierunku surowej psychodelii i drone rocka (cokolwiek to znaczy). Podobają się mi też niemal emowe fragmenty na płycie. Kilka mniej ciekawych zagrywek ginie na tle udanej całości.

Płyta brzmi faktycznie surowo; raczej jak demo niż „prawdziwy” album. Jeden uzna to za plus, inny za minus. Mnie to w ogólnym rozrachunku nie przeszkadza. Nie raz słyszałem materiał polskiego zespołu, który dorwał się do dobrego studia, i nagle okazało się, że jego płyta brzmi zbyt ładnie, niewystarczająco szorstko.

27 kwietnia Jocelyn Packard, wraz z Lonker See i Makemake, zagra w Katowicach. Podczas jej występu na pewno nie będę siedział przy barze.

ugory – padlina [2017]

25/02/2017

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

Kolejny udany materiał Ugorów, choć – jak dla mnie – zespół trochę za bardzo tym razem skacze po krzakach i sąsiadach (patrz: tagi). Przykładowo po „szatańskim” „Dnie odzywającym się do mnie” nagle mamy postrockową miniaturkę „Łąki nadnoteckie”, a po chwili „podwodny” ambient itd.

Niezmiennie kibicuję, słucham z przyjemnością, ale czekam na bardziej spójny materiał zespołu Marcela Gawineckiego.

talk talk – laughing stock [1991] / albert pocej

06/11/2016

10fuckingstars-wordpress-com

linki w komentarzach / links in comments

discogs

talktalk.hu

withinwithout.dk

10fuckingstars-wordpress-com

Mark Hollis, czyli jedna z najważniejszych i najciekawszych postaci w historii rocka. Jego Talk Talk był zespołem, można powiedzieć, prepostrockowym. Po zakończeniu działalności zespołu Hollis wydał solowy album – świetny zresztą, doceniony przez krytykę – i… dał sobie siana z przemysłem muzycznym (czasem coś tam podłubie dla innych).

Szkoda, bo pewnie mógł nagrać jeszcze wiele genialnych rzeczy. Z drugiej strony, dobrze, że gość się nie zaćpał, a po prostu wybrał życie rodzinne.

***

Albert Pocej

„Wszystkie orgazmy udawałem”.

6

5

4

3

2

1

bark psychosis – hex [1994] / keffer

21/09/2016

10fuckingstars-wordpres-com

linki w komentarzach / links in comments

discogs

wywiad

1

Niesamowita płyta, mnie się trochę kojarzy z najlepszymi kawałkami późnego Talk Talk. A za Bark Psychosis stał zaledwie 22-letni lider Graham Sutton, który zresztą później do współpracy zaprosił bębniarza Talk Talk, Lee Harrisa.

Można by powiedzieć, że Bark Psychosis był jednym z zespołów, które zdefiniowały post-rock, gdyby tylko ten gatunek dało się zdefiniować. Dziś to zazwyczaj mniej lub bardziej słuchalna skamielina, ale w latach 90. zespoły postrockowe grały rzeczy innowatorskie, często wybitne. Jak „Hex”.

***

Luna w obiektywie Keffera. Bardzo ładne.

1

2

3

4

5

6

him – egg [1995] / nina sever

26/07/2016

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

southern records

discogs

A-13240-1119454425.jpg

Jest HIM – fiński koszmarek, niezwykle popularny swego czasu, z mimozowatym wokalistą, jest też HiM, przez który przewinęli się chociażby Fred Erskine (m.in. Abilene, Hoover, June of 44) i Doug Scharin (m.in. Codeine, June of 44, Rex). Jak łatwo się domyślić, wrzuciłem zespół bez fińskiego przychlasta.

„Egg” to pierwsza płyta HiM, nagrana w składzie: Phil Spirito, Curtis Harvey, Doug Scharin. Jeśli kogoś interesuje bogate instrumentarium, którym panowie się posłużyli, odsyłam na Discogs.

Zamiast post­hardcore’a czy math rocka, dubowe – upraszczając – odloty. Nikt nie powinien być rozczarowany.

***

Nina Sever

1

2

3

4

5

6

odmieniec – imago [2016]

30/04/2016

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

Nowy singiel Odmieńca – z bardzo ładną okładką. Album ukaże się w grudniu.

Instrumentalny, melancholijny utwór, z odrobiną szorstkiego, wycofanego hałasu. Czekam na więcej – wtedy też więcej napiszę – tylko czemu trzeba aż do grudnia? Ano temu, że – jak wyjaśnia Jakub Czyż stojący za Odmieńcem – „materiał będzie dużym audiowizualnym produktem. Znajdą się w nim wideoklipy i ilustracje, które będą ściśle nawiązywać do utworów. Materiał muzyczny jest tylko częścią projektu”. Być może premiera będzie miała miejsce wcześniej.

jesień – jeleń [music is the weapon, 2016]

21/04/2016

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

music is the weapon

fot. Katarzyna Niejadlik
fot. Katarzyna Niejadlik

Tracę przyjemność z pisania recenzji, bo młodzież teraz wrażliwa. Poważnie: przejmuje się tym, co o jej twórczości napisze dziad pamiętający czasy, gdy nie było internetu, a Dezerter koncertował z Kelnerem.

***

Nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia wcześniejsze materiały Jesieni – dwie EP-ki: „Dla najbliższych” i „Letnie przygody”. Było jednak w tamtych nagraniach coś interesującego, inaczej nie zostawiłbym ich na dysku. Wydaje mi się, że nie słyszałem trzeciej – „O” – bo raczej zapamiętałbym, że Jesień zabrzmiała na niej ciężej.

„Ciężko jest określić nam stylistykę, w której się poruszamy. Domyślamy się, że jest gdzieś element wspólny z polskimi zespołami, które szanujemy, a z których większość już nie istnieje. Ewa Braun, Ścianka, Starzy Singers” – piszą o sobie. Nie wiem, czy Jesień szanuje niepolskie zespoły: Codeine i Sonic Youth, ale te też słychać na „Jeleniu”.

***

Królik w klatce na okładce, a tytuły płyty to „Jeleń”. Ech, ci artyści. ;)

***

Zespół brzmi bardzo dobrze, płyta jest świetnie nagrana – podoba mi się to przybrudzone brzmienie. Jesień przekonująco wypada, gdy gra ciężej (vide noiserockowy wstęp do „Mistrzostw Świata”), jak i wtedy gdy żeni psychodelię z post-rockiem („Do Bozi”).

Jeżeli chodzi o teksty: ani zachwycają, ani denerwują. Są oryginalne i raczej na plus, choć zdania typu: „Płody młodych dziewcząt wystukują rytm” można by sobie darować.

***

No właśnie: jak teksty, to i wokalista. Niestety, akurat wokal to największy minus płyty. Prosty przykład: utwór „Hawaje”. Proszę posłuchać tego kawałka: czy fragmenty instrumentalne nie są dużo lepsze od tych z wokalem? Albo to „łoooo…” w „Mistrzostwach Świata”. Po co? Odnoszę niemiłe wrażenie, że gdy pojawia się głos, muzyka zostaje mu podporządkowana, na czym cała płyta traci.

Nie czepiam się nawet w tej chwili Jesieni; to refleksja ogólna. Otóż wydaje mi się, że w polskim rocku fetyszyzuje się wokal, a to po prostu jeden z instrumentów.

***

Jesień: „Jeleń”. Jest dobrze, ale czekam, aż będzie jeszcze lepiej. Kilka porywających i kilka wyjątkowo przyjemnych fragmentów pozwala wierzyć, że będzie.

rhys chatham – die donnergötter [1987] / lily zompouli

11/04/2016

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

rhys chatham

table of the elements

1

63-letniego dziś Rhysa Chathama poznałem dzięki kawałkowi ze składanki „New York Noise” – niesamowicie spodobało mi się brzmienie gitar w numerze „Drastic Classicism”.

Chatham zaczynał od strojenia fortepianu La Monte Younga; pewnie kontakt z tym gościem miał wpływ na nowojorczyka. Dodajmy do tego współpracę z Tonym Conradem i mamy nastolatka, który miał zupełnie niesamowity muzyczny start. Jak ktoś ma czas, niech sobie poczyta na temat Chathama, bo jest o kim.

Co ciekawe, najwięcej płyt zaczął wydawać, gdy miał już pięćdziesiątkę. Ja jednak wrzucam rzecz z 1987 roku – „Die Donnergötter”, na której pojawił się wspomniany „Drastic Classicism”. Trochę tego nagrał, ale jak na awangardzistę – nie jest to liczba porażająca.

Ten album ukazywał się na przestrzeni lat z różną liczbą kawałków w różnej kolejności, z innymi okładkami. Ja wrzuciłem wersję z 2006 roku, wydaną przez Radium na CD. Table of The Elements (Radium to zresztą jego sublabel) wydało w tym samym roku podwójny LP, z jednym dodatkowym kawałkiem: „Guitar Trio, Take Two”.

Wspaniała rzecz. Wystarczy posłuchać, jak tytułowy numer antycypuje post-rock. Podobnie zresztą jest z „Guitar Trio” skomponowanym w 1977 roku. Bomba.

***

Lily Zoumpouli

1

2

3

4

5

6


%d blogerów lubi to: