Archive for the ‘streaming’ Category

parampampam trio – ep23 [2019] / ostrowski – further fluctuations [pawlacz perski; 2019]

16/05/2019

bandcamp

facebook

***

pawlaczperski.org

bandcamp

facebook

***

Czasu brak, więc wrzucam dwóch artystów do jednego postu. Myślę, że ani Parampampam Trio, ani pan Ostrowski do spółki z Pawlacz Records się nie obrażą. W końcu, poniekąd, cała trójka gra w jednej drużynie: najlepszej emanacji rodzimego undergroundu.

***

Mam ostatnio fazę – jakby to głupio nie zabrzmiało – na niesłuchanie Ewy Braun (nadmierna poważka i wokal pana Dymitera zaczęły mi przeszkadzać). Podobnie miałem, przez kilka lat, z Sonic Youth; chyba po wydaniu „The Eternal”. Ale ostatnio, dzięki wspaniałym, pośmiertnym koncertówkom, odkryłem na nowo geniusz nowojorczyków.

Parampampam Trio zastępuje mi Ewę Braun. Nie daje co prawda tych samych emocji – bo i bez tekstów, i ja nie mam już 17 lat – ale to obecnie jedna z moich ulubionych gitarowych drużyn. Zanim zaczną się nią zachwycać portale i dziennikarze, których – delikatnie rzecz ujmując – nie cenię, traktuję PPPT jako swoje.

Mam nadzieję wkrótce zobaczyć ich u siebie – gwarantuję obecność co najmniej pięciu osób. Reszta na chujowym HC kilometr dalej.

***

Na muzyce elektronicznej znam się słabo (to, czy można się na niej znać – to temat na inną opowieść), ale od dłuższego czasu śledzę to, co wydaje Pawlacz Perski. I kiedy mam ochotę odpocząć od gitar, włączam geniuszy z Autechre czy Pan Sonic, ale też rzeczy wydawane na kasetach właśnie przez bohaterów tego postu.

Nie wiem, co w tym jest, ale nagrania udostępniane przez Pawlacz Perski świetnie sprawdzają się podczas jazdy tramwajem. Podobnie jest z „Further Fluctuations” Ostrowskiego. Może działa to jedynie na krótkiej trasie „Wełnowiec Kościół – Katowice Rynek”. Ale chyba nie, bo po przesiadce do autobusu też nie było najgorzej.

Osiem gęstych, poszarpanych kawałków Krzysztofa Freeze’a Ostrowskiego daje – chwilami niemal bolesną od tej gęstości – przyjemność. Do tagowania muzyki zawartej na tym materiale zapraszam ekspertów.

Jak zwykle w przypadku wydawnictwa Pawlacza Perskiego, warto wczytać się w opis muzyki udostępniony na Bandcampie.

neutrino – motion picture soundtrack [1999] / neal slavin

04/05/2019

linki w komentarzach / links in comments

discogs

reptilian records

Wrzuciłem niedawno zespół Pencil, który wydał m.in. split z Big’n. Dziś pora na Neutrino, które tworzyli: Carl Saff z Pencil oraz Brian Wnukowski z Big’n i Dave Bychowksi (Bychowski?) z… No właśnie, z czego? Zaraz też mi się przypomina Pryzbylewski z „The Wire”, wyglądający trochę jak John Frusciante, który pewnie miał być Przybylewskim.

Tak mi teraz „Motion Picture Soundtrack” siadła z rana, że mogłaby do wieczora lecieć. Druga i ostatnia zarazem płyta Neutrino wyszła tylko na CD. Pierwszy LP można kupić w Reptilian Records.

(o)(o)(o)

Neal Slavin – bardzo ciekawy fotograf. Wybrałem kilka zdjęć z cyklu „When two or more”. Slavin miał też poważniejsze projekty – choćby zdjęcia Portugalii z czasów dyktatury Salazara.

wracam do domu i włanczam muzykę [3/2019] (gruzja, health, zyanose, american football)

03/05/2019

Znalazłem jeszcze jakieś pisane w marcu notki nt. czterech płyt. No to wrzucę.

Uploady, nie licząc polskich wykonawców, do łatwego znalezienia.

(o)(o)(o)

gruzja – i iść dalej [godz ov war productions; 2019]

Okazało się, że przyszłość tajemniczej Gruzji, która do pewnego momentu zasłynęła głównie suchym jak randka księgowego kontem na Facebooku, zależała od tego, jak na seksistowskie wideo do utworu „Opuść mnie” zareaguje Przemek Gulda, poważny dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Czy poda ważne osobistości naszej sceny muzycznej, stojące za Gruzją, do sądu, czy weźmie tę emanację artystyczną w ironiczny nawias. Wziął, a próbował dojechać PRO8L3M.

Zostawmy na boku politykę, zajmijmy się muzyką. Przecież to ona jest najważniejsza, choć nie ona zabiera nam dwie trzecie wypłaty.

„I iść dalej” to surowy black metal. Przyjemna płyta. Brudna, ale nie brzmi jak wysryw nagrany w garażu wujka Andrzeja. Choć może dać do myślenia fakt, że najlepszym fragmentem tego materiału jest cytat z Maanamu. No chyba, że armijny „Jego głos”. Trzeba byłego Budzego wziąć na wokal.

Swoją drogą, ciekawe, jak ten materiał odbierają metale. Ostatnio miałem kontakt z nimi w 1995 roku. Zaczepili mnie na przystanku autobusowym, jeden wziął do ręki zakupioną na czad-giełdzie „Mać Pariadka” i śmiał się, że czytam ruski magazyn. Żryjcie Gruzję.

Oprócz fajnej – nie licząc „Ilu nas było?” – płyty Gruzji Godz ov War wypuścili również na rynek piękną koszulkę zespołu. Nie obrażę się, jeśli mi ją ktoś sprezentuje.

(o)(o)(o)

healthvol.4 :: slaves of fear [loma vista; 2019]

Gdy na scenę wskoczył lekko egzaltowany gość o takich gabarytach, że zmieściłby się w T-shircie niedożywionego dziesięciolatka, nawet nie zdążyłem się ironicznie uśmiechnąć. Tak szybko zaczął napierdalać zespół HEALTH na tym lepszym, bo mysłowickim Off Festivalu. Miało to miejsce aż 10 lat temu.

Podobała mi się jedna albo dwie z wczesnych płyt HEALTH, potem zupełnie zapomniałem o tym zespole. Chłopaki z Echo Park wpadli chyba do szufladki z napisem: „na płytach to nie to samo, co na koncercie”, i tyle.

„Vol.4 :: Slaves of Fear” to pierwszy materiał HEALTH od czasu ścieżki dźwiękowej do „Maxa Payne’a 3”, jaki miałem przyjemność przyswoić.

Z noise rockiem, choć tak jest często tagowane, HEALTH nie ma wiele wspólnego. Muzyka zawarta na „Vol.4…” to w cięższych momentach właściwie industrial, w lżejszych – rock industrialny czy electro. Irytować może maniera wokalisty, choć ma zasadniczy wpływ na pewną oryginalność zespołu.

Dlaczego ta płyta mi się podoba, zwłaszcza numer „Strange Days” (aż szkoda, że nie trwa jeszcze z minutkę)? Nie mam pojęcia. Słodka czekolada umiejętnie doprawiona solą.

(o)(o)(o)

zyanosechaos bender 1.1 [zyanose; 2018, 2019 / distort reality; 2019 / d-takt & råpunk records; 2019]

12 maja jadę na drugi dzień Into The Abyss, głównie po to, by zobaczyć Godflesh. Ale w sumie nie wiem, czy nie cieszę się bardziej z możliwości pójścia na koncert ZyanosE, który odbędzie się dzień później, też we Wrocławiu.

Japońscy punkowcy mają na pewno ciekawą biografię. Niestety ich strona jest jedynie zakrzaczkowana, więc trudno coś o nich więcej powiedzieć. Po skorzystaniu z tłumacza google pojawiło się coś takiego:

„Sklep Levis Morioka jest bardzo piękny.
Cały salon ma bardzo spokojną atmosferę.
Czuję się spokojny wyrafinowany, nie będąc zbyt fantazyjny
To był salon”.

W każdym razie wrócili do grania po jakiejś tam przerwie i zaatakowali w ubiegłym roku bardzo udanym materiałem „Chaos Bender”. Teraz, tzn. w 2019, ukazał się on – bez kawałków live – na winylu. Czy jakoś tak.

Japońskie zespoły często nie są normalne, nie jest też normalny ZyanosE. Niby jest to HC, jakich wiele, ale brzmienie „Chaos Bender” jest wręcz obrzydliwe. W sumie to noise’owy rzyg.

Co ciekawe, przez chwilę może się wydawać, że w ostatnim, i chyba najlepszym, numerze sympatyczni Azjaci cytują nasz Kobong.

(o)(o)(o)

american footballamerican football [polyvinyl records; 2019]

Przed reaktywacją American Football byłem fanem tego zespołu, teraz jestem fanem tylko pierwszej płyty. Do dziś lubię włączyć „jedynkę”, kojarzącą mi się ze starymi czasami, końcem wakacji, lekkimi, ale niegłupimi filmami itp.

Obecnie American Football z zespołu, który smutnawo plumkał coś pomiędzy emo a indie rockiem, i co nawet chwilami miało też swój urok na pierwszym po reaktywacji LP z 2016 roku, zamienił się w emerycki band grający coś, co brzmi jak jakiś rock oazowy.

Naprawdę trudna jest do strawienia ta płyta. Jakby spotkać wakacyjną miłość sprzed lat, wyglądającą obecnie jak Ksenomorf.

Trzy gwiazdki na pięć możliwych, przyznane przez punknews.org, są nieuzasadnioną uprzejmością.

(o)(o)(o)

martim monitz – alba

bastard disco – china shipping

grzegorz bojanek – pure

columbus duo – schein

próchno – próchno

club alpino – cxvi

przepych – regresarabas

(o)(o)(o)

Czekam na kolejne płyty do recenzji. Bardzo lubię to wyczuwalne rozczarowanie artysty faktem, że nie uznałem jego nagrań za nowe „From The Lion’s Mouth” albo „The Velvet Underground & Nico”.

martim monitz – alba [atman i extinction records; 2019]

25/04/2019

martim monitz

bandcamp

atman

extinction records

1. Pamiętam, jak duże wrażenie zrobiła na mnie „jedynka” Martim Monitz (2015 r.). Idealna płyta na złe czasy.

2. Słuchając tamtego materiału, zapętlałem sobie utwór „Najlepszy dzień”, przy „Albie” miałem podobnie z „Nikt nie jest”.

3. Ten kawałek jest chyba najlepszy na płycie, pewnie brylowałby na jakiejś alternatywnej liście przebojów. Jest też dość dziwnie skonstruowany. Po zwrotce pojawia się tekst, który powinien być refrenem, lecz zamiast tego jest maniakalnie wręcz powtarzany, a druga zwrotka się nie pojawia. Dramaturgia „Nikt nie jest” – między innymi dzięki saksofonowi Bartłomieja Franka – wzrasta.

4. Cała płyta jest dziwnie skonstruowana. Trzeci, najdłuższy, bo dziesięciominutowy, kawałek „Albo” – świetny i różniący się od reszty, jednocześnie retro i futurystyczny w klimacie – powinien teoretycznie zamykać całość. Większość zespołów tak by zrobiła, Martim Monitz dał go na trzeci numer na płycie, a po nim pojawia się trzyminutowy czad „Bawimy się jak psy”. No i dobrze. Jebać schematy.

5. „Martim Monitz” brzmiał niedzisiejszo, „Alba” brzmi jeszcze bardziej niedzisiejszo. Przy pierwszych odsłuchach wręcz odnosiłem wrażenie, że mam do czynienia z zagubionym demo nieznanego, starego zespołu nowofalowego. Wpływ na to ma też „nowofalowy” (ale przyjemny dla ucha) wokal Piotra Szczepańskiego.

6. „Fajne to, tylko te teksty jakieś dziwne”. Tym razem zwolennicy rockowej publicystyki będą przynajmniej dwukrotnie ukontentowani – dzięki piosenkom „Nowy hymn Polski” (kiedyś jakiś pokurw z ZChN pozwałby zespół za ten tytuł; ach, łza się kręci w oku) i „Spasiba”, choć daleko tym tekstom do infantylnych manifestów, nie są to też liryki doraźne. Taka sytuacja w kraju, że aż się prosi by wypowiedzieć się o tym i owym. Na pocieszenie dodam, że nic się w tej materii nie zmieni.

8. Teksty wciąż należą do najlepszych w Polsce, ale nieco straciły na sile rażenia w porównaniu do tych z pierwszej płyty.


Album promuje przebojowy utwór „Nikt nie jest” oraz wideo wyreżyserowane przez Pawła Pawlikowskiego, dofinansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

***

9. Mimo programowego ateizmu – jeśli dobrze rozumiem chociażby przekaz kawałka „Kto chodzi po wodzie” – słuchając „Alby” pomyślałem, że pasowałoby Martim Monitz zaśpiewać np. „Brewiarz I” Herberta. :) Albo coś mojego ulubionego anglojęzycznego poety, ateisty Larkina, któremu zawdzięczamy tytuł tej płyty.

10. „Alba” brzmi lepiej niż „Martim Monitz”, lecz chwilami nie podoba mi się „suche” brzmienie perkusji.

9. „Jedynka” była bardziej zwarta, poukładana, „dwójka” wydaje się bardziej chaotyczna. Może dzięki temu ciekawsza?

10. Nie przekonuje mnie numer „Wilki z miasta”, przypominający chwilami wykwit rodzimej sceny geriatric HC/punk. Trzeba jednak przyznać, że „Wilki” zostały uratowane przez saksofon Tomasza Gadeckiego.

12. …który, obecny w trzech utworach, daje wiele dobrego, fantastycznie wzbogaca utwory Martim Monitz. Tak jak w Lonker See wydaje mi się gra Gadeckiego zbyt uładzona, tak tu jest w sam raz.

13. A poza tym to podoba mi się niemal wszystko, choć mam wrażenie, że ośmioutworowa wersja „Alby”, ta na LP, jest jednak lepsza, bardziej zwarta i skupiająca uwagę, od 10-utworowego CD. Niby dobrego nigdy za wiele, ale jednak.

14. Nie wiem, czy to wynika z recenzji, ale uważam „Albę” za bardzo dobrą, a dużymi fragmentami fantastyczną płytę. Nie nazwałbym Martim Monitz najlepszym polskim zespołem, ale swoim ulubionym polskim zespołem – chyba tak. Wynika to oczywiście z tego, że jestem stary.

15. Panowie mają szczęście do okładek płyt. Na pierwszej znalazł się obraz mojej ulubionej malarki, Joanny Karpowicz, na drugiej – zdjęcie Magdy Rosman, świetnie wyglądające w dużym formacie.

16. Będziemy obserwować postępy ciemności.

grzegorz bojanek – pure [n_coded records; 2019]

16/04/2019

bandcamp

ncoded.pl

grzegorz bojanek

„«Pure» to, jak mówi sam twórca, «czysty ambient», którego głównym budulcem są głębokie, masywne, dronowe brzmienia, mieniące się na powierzchni niezliczonymi szczegółami.

– Od dawna nosiłem się z zamiarem nagrania «czysto ambientowego» albumu. Sam uwielbiam słuchać takiej muzyki, ale gdy tworzyłem swoje interpretacje tego gatunku, nie potrafiłem ograniczyć się w formie. «Pure» to moja próba zmierzenia się właśnie z «czystym ambientem», niewzbogacanym rytmem czy innymi ozdobnikami”.

Jeszcze więcej na temat Bojanka i płyty można poczytać na Bandcampie. Polecam.

***

„Pure” to cztery – jako się rzekło – ambientowe utwory. Trzy relaksacyjne i jeden szorstki (mój ulubiony). Wciągająca EP-ka, wprowadzająca spokój trzema pierwszymi częściami i wybudzająca z letargu częścią czwartą. Jak widać, „ograniczenie się w formie” potrafi przynieść pozytywny efekt. Paru artystów mogłoby się pochylić nad tą tezą.

Jeśli ktoś w zalewie miliarda (około)ambientowych płyt zastanawia się, którą wybrać, to EP-ką Grzegorza Bojanka nie powinien się rozczarować.

razy – modła. [głowa konia nagrania; 2017]

14/04/2019

bandcamp

facebook

Przeglądam folder z płytami do zrecenzowania i widzę takie coś, że nie wiem, co jest nazwą zespołu, a co tytułem płyty. Szybkie śledztwo wykazało, że zespół nosi nazwę „Razy” (Darek Dzwolak – bębny, Paweł Nałysnik – gitara i saksofon), a płyta ma tytuł „Modła.”. Underground undergroundu.

Pierwotnie miałem Razy wrzucić tu, ale tak bardzo mi się spodobały, że postanowiłem zrobić o nich osobny post.

***

Post-rock (ale „awangardowy”, nie mogwaiowy), freejazzowy saksofon, transowe, nachalne wręcz bębny – wszystko, co lubię, zawarte w nagraniach, których pewnie nigdy bym nie usłyszał, gdyby życzliwa osoba ich nie podesłała.

Nie chcę się tu bawić w banalne rozkminy o tysiącach nieodkrytych płyt, które są dużo ciekawsze niż duża część tego, na co się wpada na co dzień, ale „Modła.” (bardzo ładna okładka!) do tego typu rozmyślań mnie sprowokowała.

***

Trzecie na płycie, kapitalne „Tysiące.” – tak mogłaby brzmieć Ewa Braun, ale nie związana wokalem Dymitera, a mająca więcej swobody dzięki saksofonowi.

***

Wrzucone wyżej wideo zapowiada ponoć nowe nagrania. Czekam z niecierpliwością.

wzmianki o czterech płytach: adam mańkowski II kirszenbaum II ascending order II nac/hut report

08/04/2019

Chętnie zrecenzowałbym każdą płytę, jaką dostaję, ale to może dopiero wtedy, jak przestaną kręcić seriale, wydawać książki, zlikwidują Ligę Mistrzów itd. Albo jak do „redakcji” 10fs dojdzie kilka osób.

Poniżej kilka materiałów, których uważnie wysłuchałem i które mi się spodobały, ale na to, żeby o nich napisać, nie miałem czasu albo zabrakło po prostu odpowiedniego impulsu, typu: „chuj tam, siadam i piszę”.

***

adam mańkowski – dźwięki z offu [attenuation circuit; 2018]

Kolejny, intrygujący materiał Adama Mańkowskiego, który kilka razy, w różnych wcieleniach gościł na 10fs (tu, tu, tu i może gdzieś jeszcze).

„Dźwięki z offu” to jedna z nienapisanych recenzji w ubiegłym roku. Płyta poświęcona pamięci Grzegorza Królikiewicza, zmarłego w 2017 r., związanego z Łodzią reżysera, scenarzysty, profesora sztuk filmowych i pedagoga. Sama płyta jest, jak pisze Adam, „autorskim projektem muzycznym, który stanowi próbę subiektywnej interpretacji ogromnego bogactwa doświadczeń, jakie niesie ze sobą filmowy debiut Grzegorza Królikiewicza – film «Na Wylot»”.

***

kirszenbaum – stypa komedianta [karrot kommando; 2019]

Biorąc pod uwagę tytuły piosenek („Franz puKafka”, „Siedem minut w Tybecie”) pomyślałem, że to jakiś post-yass będzie. A to folk, ale niezwykły. Postfolk?

Polecam dziwne historie opowiadane przez tę, jak widzę, coraz częściej pojawiającą się tu i ówdzie kapelę, która zdobyła III nagrodę na 21. Konkursie Muzyki Folkowej „Nowa Tradycja”.

„Klezmerski post-rock”, „Wyspiański na mefedronie” – trzeba przyznać, że Karrot Kommando ładnie nam tu to wszystko opisało.

***

ascending order – peace be with u [enjoy life; 2018]

Nie będę kłamał, że wszystko, co wydaje Enjoy Life, wywołuje mój entuzjazm, ale ten ambient jest więcej niż przyjemny. Druga wizyta Ascending Order na 10fs.

***

nac/hut report – wszystko jeszcze jest [crunchy human children records; 2019]

Muzyczne dziwadło, które już gościło na 10fs, znów atakuje. Co tu mamy? Wciągające połączenie połamanego noise’u z dream popem? Mnie tak to brzmi. Ja to lubię, są tacy, co lubią jeszcze bardziej.

columbus duo – schein [dead sailor muzic; 2019]

05/04/2019

bandcamp

dead sailor

spacefest


Zdjęcie z Klubu Desdemona, autor nieznany

Columbus Duo poleciało w kosmos.

Miałem ułożoną w swym pustym łbie prawie całą recenzję tego materiału i nagle ktoś zapytał, czy może zrecenzować „Schein” dla 10 fucking stars. „Oczywiście!” – odpowiedziałem. Recenzji nie dostałem, a to, co miałem w głowie, wywietrzało. Średnio się pisze drugi raz o czymś, co z grubsza miało się ułożone.

***

Gdy rozmawiałem z Irkiem Swobodą z Columbus Duo przed wydaniem ostatniego, studyjnego LP „À Temps” (2017), powiedział, że będę nim zaskoczony. Kolega, który miał okazję widzieć duet na żywo, stwierdził, że panowie teraz to właściwie krauta grają. Na wspomnianej płycie zmiany były widoczne, ale nie radykalne, jednak „Schein” faktycznie ukazuje inne oblicze duetu: wpływ Kosmische Musik jest słyszalny, już bębny w pierwszym numerze, „BSS”, charakteryzuje krautowa motoryka. W piątym utworze, „BTT”, słychać echa Neu!

Na Bandcampie czytamy, że „Instrumentarium wcześniejszego albumu [„À Temps”] – perkusja, sampler, oscylator – zostaje tu zachowane i poddane próbie grania na żywo”. Próba okazała się więcej niż udana.

***

Ciekawe, dokąd popłynie Columbus Duo na nowej, studyjnej płycie. Jeśli krautowym kursem, na pewno się nie zmartwię. Jeśli go zmieni – też. Jestem pewny, że znów będzie co najmniej intrygująco.

***

„Schein” nie ukazał się niestety na żadnym fizycznym nośniku.

ghosts and vodka – addicts and drunks [2003] / simone rosenbauer

31/03/2019

linki w komentarzach / links in comments

sixgunlover

bandcamp

Ponoć mężczyzna powinien mieć hobby, żeby nie zwariować albo się nie zapić. Od lat moje hobby to wynajdywanie kapel noise-, math- i postrockowych bądź emowych czy posthardcore’owych, które grały krótko i nagrały singiel albo dwa, EP-kę lub – to szczyt szczęścia – LP. Sprawdza się, kto grał w takiej kapeli i znajduje kolejne, i tak dalej, i tak dalej.

Biorąc pod uwagę, że do takich rozkmin pasuje każda ilość piwa, a widząc, że nie da się rady kupić choćby jednej setnej ze znalezionych płyt, można zwariować – w tezie o hobby jako antidotum na alkoholizm lub pierdolca pojawia się pewna luka.

Ghosts and Vodka wydali tylko jeden LP oraz singiel i składankę, którą wrzuciłem (LP + 7″ + bonusowy numer). Nie jest to w sumie złym rozwiązaniem, jeżeli chodzi o zespół mathrockowy. Z tymi bywa tak, że męczą podobne motywy na zbyt wielu płytach.

W SixGunLover można kupić „Addicts and Drunks”, „Precious Blood” nie jest już dostępny (w sumie, jaki sens byłby to wznawiać, pewnie każdy i tak wziąłby kompilację). Emo, Oh wydało to na kasecie w 2017 r., ale zmieniło się chyba w Ten Toes Records i na Bandcampie nie widzę tego materiału.

***

Simone Rosenbauer

„Złamane kody, masz lody lody lody”. Wspaniały pomysł pani Simone.

próchno – próchno [gustaff records, don’t sit on my vinyl; 2019]

29/03/2019

bandcamp

facebook

gustaff

don’t sit on my vinyl

Do Próchna podchodziłem z dystansem, bo choć Marcel Gawinecki (m.in. Ugory i Melisa) oraz Bartosz Leśniewski (m.in. Artykuły Rolne i Obiekty) [trio zamyka Artur Sofiński z zespołu Drah, który akurat słabo znam] nie nagrywają niesłuchalnych rzeczy, to wszyscy owo Próchno podejrzanie mocno chwalili, a wiadomo, że muzyczny underground należy do środowisk, których członkowie lubią nawzajem się utwierdzać w przekonaniu, że jest świetnie, a może i jeszcze świetniej. Słyszałem też co prawda bardzo dobry singiel „Z kosą przez las”, ale dwa dobre numery to może i Hołdys by nagrał.

Gadałem też ostatnio z kumplem o tym, że męczą mnie od jakiegoś czasu nadęte kapele z wytatuowanymi i brodatymi chłopami w składzie i nawet średnio chce mi się jechać na Neurosis, a tu słyszę na Próchnie „rytualne” bębny, jak w bodaj „Enemy of the Sun”.

No więc słucham sobie tego tria z jakimiś uprzedzeniami z tyłu głowy, nie widząc niczego szczególnego w tym materiale, aż tu nagle – zażarło.

I to jest chyba najfajniejsze w słuchaniu muzyki. Są płyty, które podobają się od razu, ale potem nie ma się ochoty do nich wracać. Są takie, które rozczarowują, i nagle, w jednej sekundzie zaczynają wchodzić jak dobre piwo w wakacje.

Próchno ze swoim metalem dla niemetali, industrialnymi rytmami, ambientem, za który odpowiada raczej jakiś skacowany noise’owiec, niż Brian Eno, psychodelią, z intrygującym klimatem, za którym oprócz muzyki stoi okładka płyty i tytuły kawałków – jest propozycją, wybaczcie banał, niebojącą się czerpać od innych, ale też oryginalną. To jest po prostu zajebista, doskonale – choć brudno – brzmiąca płyta.

Brudny materiał, ale nie obrzydliwy. Gdybym szukał filmowych porównań, powiedziałbym, że jego brud kojarzy mi się raczej z „Taksówkarzem” Scorsese niż z rzygiem Smarzowskiego.

Numer „Z kosą przez las”, dłuższy o parę minut niż na singlu, to jest mistrzostwo świata.

PS W związku z tym, że kibole Neurosis są gorsi niż fani TVN24, informuję, że jestem fanem tego zespołu i kombinuję, żeby prosto z Warszawy jechać na niego do Gdańska.

PPS „Tym razem chciałbym zadać rozstrzygające pytanie: czy między kłamstwem a przekonaniem istnieje w ogóle przeciwieństwo?”.


%d blogerów lubi to: