Archive for the ‘streaming’ Category

betanjehu – 666 [2017]

27/07/2017

bandcamp

Kibicuję zespołom, które robią za underground undergroundu. Tak jak kibicowałem Betanjehu, który niestety zakończył działalność.

Zespół z Lublina poruszał się w różnych muzycznych rejonach: noise rock, free jazz, post-rock, psychodelia… Zawsze awangardowo, ale nigdy (przynajmniej nie kojarzę takich nagrań) nie było to eksperymentalne pierdzenie dla samego pierdzenia.

„666” to soundtrack do komiksu trębacza. Udane męczenie buły. I pamiętajcie: unikajcie grania z Afrojaxem.

krzycz – trauma / live in leeds [instant classic; 2017]

24/06/2017

bandcamp

facebook

historia zespolu krzycz

Długo zbierałem się do tego, żeby napisać o reedycji (poszerzonej o krążek „Live in Leeds”) tej klasycznej płyty. Przypomniało mi się jednak zakończenie artykułu jednego z moich ulubionych dziennikarzy, więc mam problem z głowy.

„Tu nie ma miejsca na elaboraty. Tu się dopierdala”.

nac/hut report – grey zone collapse nostalgia [2017]

18/06/2017

bandcamp

facebook

Popsuta elektronika, zamulające wokale, także obecność gitar, które wywołały we mnie skojarzenie, jakby jakiś przećpany DJ remiksował numery z indiepopowej składanki „C86”. Tak brzmi mniej więcej krakowski duet Nac/Hut Report. Oryginalnie niczym jego nazwa.

W wywiadzie dla „Dziennika Polskiego” dowiadujemy się od Brigitte Roussel bądź Li/ese/Li, że Nac/Hut Report lubi zniekształcać to, co ładne. Faktycznie tak jest: para miesza rzeczy popowe z noise’owymi. Wśród ulubionych zespołów wymienia: Royal Trux, Einstürzende Neubauten, Black Dice i Birthday Party. Sam, słuchając „Grey Zone Collapse Nostalgia”, pomyślałem o zespole Bjorna i Erica Copelandów oraz Aarona Warrena.

Dobrze by było, gdyby nowy materiał krakowskiego duetu okroić do ośmiu, góra dziesięciu numerów (raczej usunąć kilka ze środka, nie końca płyty). No ale nie sądzę, by Nac/Hut Report powstał po to, by spełniać zachcianki i się podobać.

leśniewski / nowacki – obiekty [music is the weapon; 2017]

16/06/2017

bandcamp

facebook

Bartosz Leśniewski gra w noiserockowo-psychodelizujących Artykułach Rolnych, które bodaj trzy razy gościły na 10fs. W duecie z Maciejem Nowackim (Kaseciarz) nagrał materiał, który można by określić jako delikatny gitarowy noise albo szorstki gitarowy ambient (nie brzmi to może przesadnie mądrze, ale chyba dość dobrze oddaje zawartość płyty).

Znam takich, którzy włączą i powiedzą, że nuda, bo to przecież „jakiś tam” Leśniewski i „jakiś tam” Nowacki. Ale gdyby coś podobnego nagrał O’Rourke albo ten ze Swans… jak mu tam… Gira, toby cmokali. Jak pisał Bukowski: „Gdy snoby się do czegoś przyssą…”. Dramat.

Sam często nie mam zaufania do tego typu muzyki. Jeżeli zespół gra noise/ambient, dobrze jest, jeśli dodaje do tego jakiś kontekst – jak np. świry z Sutcliffe Jügend. Wtedy – w nawale miliarda płyt z noise’em, ambientem, różnymi „experimentalami” – najzwyczajniej w świecie łatwiej odróżnić jednego artystę od drugiego.

„Obiekty” zdecydowanie dają radę. Z przypominającego Sonic Youth „Obiektu#1” duet przechodzi w trzy 10-minutowe utwory. Nad „Obiektem#2” początkowo unosi się duch eksperymentalnych nagrań J. Spacemana, by potem przejść w… No właśnie. Pisanie o tego typu muzyce to faktycznie jest tańczenie o architekturze. Siedzieć cicho i słuchać – to najlepsze wyjście.

„Obiekty” bardzo ładnie się wwiercają w czachę. Mam nadzieję sprawdzić, jak Bartosz i Maciej sprzedają je na żywo.

ex uaj zed – 4 [cali zieloni recording studio; 2015]

03/06/2017

ex uaj zedbandcamp / facebook

cali zielonibandcamp / facebook

Myślałem, że to całkiem nowa kapela, a pierwsza płyta EX UAJ ZED ma dziewięć lat. Ta zresztą dwa, choć przyzwyczajony, że dostaję prawie wyłącznie nowe rzeczy, sądziłem, że jest z tego roku.

„4” (świetna okładka; zza drzew widać budynek dawnego zakładu „Bacutil” w Grodzisku Wielkopolskim, rodzinnym mieście zespołu) zaprasza nieco ściankowym wstępem. Drugi numer, „Pulsacyjny”, to bluesowa gitara, ale i noiserockowe akcenty. Słyszę też na tej płycie Breakoutów, ale może to złudzenie, bo ostatnio dość dużo słuchałem zespołu Tadeusza Nalepy. Chociaż… Czy zwłaszcza „Wszystko kiedyś” nie brzmi jak Breakout?

No dobra, nie ma sensu opisywać każdego numeru z osobna, zwłaszcza że płytę można odsłuchać w całości. Aha, Sonic Youth na koniec. Wiadomo, każdy zespół brzmi jak Sonic Youth. Albo The Beatles, Shellac, The Cure, Black Sabbath, Talk Talk. Albo jak The Velvet Undergroud czy Can. Cicho, zamotałem się.

***

Dawno temu bardzo mi się spodobał album „More Parts per Million” The Thermals. Brudne brzmienie płyty wzięło się stąd, że została nagrana bodaj w kuchni. Inne płyty portlandczyków, nagrane lepiej, nie zrobiły na mnie wrażenia.

Gdyby pozbawić EX UAJ ZED brzmienia lo-fi, pewnie byłoby tak samo. To są dobre numery – podoba mi się też to, że zespół nie kokietuje: gra swojego rocka i ma wyjebane (ta piękna zamułka w „Dopóki”…) – ale gdyby zabrzmiały czysto („4” to granie na żywo rejestrowane na kasetowy czteroślad Tascama), straciłyby pewnie cały urok.

Panowie umieją też opowiadać. Jak w „Rytuałach”, które tekstowo – ale bez społecznego i politycznego zacięcia – skojarzyły się mi z „Dziewczyną z innego świata” Drugs & Politics lub z Lesławem z Komet opisującym niełatwe życie zdołowanych kobiet. „Tekstów jest mniej, bo jak nie ma o czym śpiewać, a głos taki sobie, to nie ma co się silić na więcej niż trzeba” – ujęło mnie to wyznanie.

Polecam „4”. Ma niezaprzeczalny urok czegoś niedzisiejszego i parę bardzo dobrych fragmentów.

yc-cy – yc-cy [x-mist records; 2016]

28/05/2017

bandcamp

facebook

x-mist records

Agresywny wokal, gitara, bas, bębny i klawisz. Noise punk, hardcore, noise rock, post-punk. Konkretny wpierdol zaserwowany przez zespół ze szwajcarskiej Szafuzy.

Jeśli miałbym szukać jednego punktu odniesienia, byłby to wybitny nowojorski skład White Suns, choć YC-CY tworzy kawałki bardziej przystępne.

Mnie najbardziej podoba się chyba numer „Hyäne”. Szkoda, że trwa zaledwie 3:11. Świetna jest jednak całość. Ostatnio rzadko nowe noiserockowe rzeczy wzbudzają we mnie emocje. To demo kopie od początku do końca.

Materiał wydał zasłużony X-Mist Records.

Oprócz demówki z bandcampa można pobrać także nowy utwór, „Kepler-186f”. Forma jest. To numer z albumu „Todestanz”, który ukaże się w czerwcu (rownież X-Mist).

***

2 lipca YC-CY, wraz z Ugorami, zagrają we wrocławskim Carpe Diem.

popsysze – kopalino [nasiono records; 2017]

21/05/2017

bandcamp

facebook

nasiono

Kiedyś, gdy dostęp do płyt był najpierw niemal żaden, a później taki sobie, lubiłem czytać recenzje. Dziś trudno mi jakąkolwiek zmęczyć. Ludzie piszą coraz gorzej (żadnego Łobodzińskiego czy nawet Księżyka nie widać), a niemal każdy album można albo kupić, albo odsłuchać, więc nie ma już fascynacji połączonej z zazdrością („ja pierdolę, ale bym tego posłuchał”).

Na dodatek człowiek się napoci, stara się wspierać rzępolenie kapel znanych pięciu osobom na krzyż, a potem wydawca czy zespół nawet nie podlinkuje recenzji. Do tego dochodzą fochy gości, którym wydaje się, że nagrali nową „In on the Kill Taker”, gdy ty stwierdzasz, że ich arcydzieło jest co najwyżej niezłe. Boże…

Popsysze z miejsca chciałem skreślić, gdy usłyszałem wokal. Później przestał mi przeszkadzać, choć trzeba przyznać, że jest dość – powiedzmy – kontrowersyjny; Jarosław Marciszewski ma głos miły dla ucha, ale dziwnie kładzie akcent (Adam Miauczyński, leżąc na plaży, miałby swoje do powiedzenia na ten temat). No i głos jest za bardzo wysunięty, ale to grzech trzech czwartych polskich płyt. Inna sprawa, że w najlepszym (i najdłuższym) numerze, „Latarni”, Marciszewski sprawdza się świetnie. Gdy śpiewa: „od północy wieje wiatr”, robi się naprawdę przyjemnie. To zresztą najlepszy fragment na płycie: psychodeliczne gitarowe spiętrzenie przechodzi w rozmarzone zakończenie.

To właśnie lubię: płyty, które przy pierwszym kontakcie odrzucają mnie na kilometr, a potem trzymają przy sobie niemal od początku do końca przy każdym odsłuchu („niemal”, bo zdarzają się słabsze momenty).

Popsysze bezpretensjonalnie żeni delikatną psychodelię z, niech stracę, indie rockiem. Zdarzają się tu też inne patenty, jak chociażby postpunkowe rytmy w „Lini numer osiem” i „Pobrzeżach”. Płyta chwialmi kojarzy się mi też ze starymi filmami. Nad całością rozprzestrzenia się, niech stracę ponownie, polskość zespołu. Tak, można być stąd, niewątpliwie inspirować zespołami z Zachodu i nie udawać, że jest się z Londynu czy Nowego Jorku.

„Nadmorska psychodelia” – tak można by nazwać to, co gra Popsysze na „Kopalino”. Gdy leci ostatni – najdłuższy i najlepszy jednocześnie – numer, „Latarnia”, ma się ochotę pierdolnąć wszystkim i pojechać nad morze.

so slow – 3t [unquiet records; 2017]

12/05/2017

unquiet records.pl

bandcamp unquiet rec.

facebook unquiet rec.

bandcamp so slow

facebook so slow

soundlcoud


fot. Janek Fronczak

Z zespołem So Slow byłem dotąd słabo zaznajomiony. Ich dwóch płyt nigdy nie wysłuchałem dokładnie, a na koncert offfestiwalowy po prostu się spóźniłem. Na dodatek musiałem szukać w tłumie znajomego lewusa i nie widziałem praktycznie ani kawałka.

Do „3T” podszedłem nieufnie. Gdy widzę, jak gitarowe ansamble używają słów typu „tryboluminescencja”, to obawiam się, że będę miał do czynienia z czymś nadętym. Taki grzech nadmiernej poważki przydarzył się chociażby Starej Rzece czy którejś z kolei Alamedzie.

So Slow zresztą – poniekąd muzycznie, poniekąd „duchowo” – sytuuje się w rejonach zamieszkiwanych przez zespoły Kuby Ziołka.

Zawartość „3T” to czad ożeniony z ambientem, dalekimi echami etno, beatem techno, jazzem i co tam jeszcze usłyszysz. Jeśli miałbym porównać warszawski zespół z innym, to na myśl przychodzi mi świetny, a u nas raczej mało znany włoski Dead Elephant.

So Slow – czy to trzymając się gitarowej roboty, czy idąc w tereny odległe od rocka – przekonuje od początku do końca na swojej trzeciej płycie.

buzz rodeo – combine [antena krzyku; 2017]

30/04/2017

bandcamp

facebook

antena krzyku

Kiedyś perspektywa włączenia nowej płyty noiserockowego zespołu wzbudzała we mnie dreszczyk emocji. Dziś a priori mogę założyć, że będę miał do czynienia z czymś nudnym, przeciętnym, najwyżej dobrym.

Zdarzają się wyjątki, ale ogólne rzecz biorąc – bieda. Klony Unsane; kapele, które chcą być fajne niczym Pissed Jeans (zespół, który nb. nie jest fajny od paru lat); kawałki będące nieświadomą wariacją na temat „Wingwalker” Shellaca…

Buzz Rodeo też nie jest wolne od trzeciego grzechu, wystarczy posłuchać „Tripwire!”. Nie zmienia to faktu, że „Combine” to dobra, równa, shellacowata płyta.

Nowy materiał Niemców nie wywoła pożaru, ale udanie nawiązuje – bez revivalowskiego pozerstwa – do noise rocka lat 90., czyli mojego ulubionego grania. Tamta energia jest nie do odtworzenia, ale „Combine” pokazuje, że warto słuchać nie tyko starych płyt.

***

Once, putting on a new noise rock record was a thrill. Today I can safely assume that I’ll be listening to something boring, mediocre, maybe okay, tops.

There are, of course, exceptions, but yeah, no – it’s a miserable picture. Unsane clones; bands that wanna be just as cool as Pissed Jeans (a band which itself hasn’t been cool since at least a few years back); tracks that sound like unintended (?) covers of Shellac’s „Wingwalker”…

Buzz Rodeo also commits the third sin, just listen to „Tripwire!”. It doesn’t change the fact that „Combine” is a good, consistent Shellac-like album.

The Germans’ new material won’t start a fire, but it’s a smart throwback to my kind of playing, namely ’90s noise rock – but without the whole revival posturing. That energy can’t be copied, but „Combine” is a good argument for listening to more than just old records.

(tłum. Podkręcony Ziutek)

limited liability sounds – an homage to luciano berio [cromlech records; 2017]

19/04/2017

cromlech records

lls

facebook


fot. Cyprian Wieczorkowski

Prosty ze mnie chłop, więc nie będę się rozpisywał na temat nowego materiału Limited Liability Sounds, poświęconego Lucianowi Berio, awangardowemu włoskiemu kompozytorowi, o którym możecie poczytać chociażby na Bandcampie LLS.

„An Homage To Luciano Berio” zrobił na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie. Zazwyczaj rzeczy otagowane jako „ambient”, „noise”, „experimental” po pięciu minutach wyrzucam z dysku, gdyż są śmiertelnie nudne; w tym wypadku jest inaczej. Płyta nagrana przez Adama Mańkowskiego jest intrygująca, wciąga niepokojącym klimatem, nie nudzi ani przez chwilę – nawet ponadsiedemnastominutowy „Chants Parallèles (sons fixés)” nie jest wyjątkiem; więcej – to chyba najbardzoiej frapująca część płyty.

W ubiegłym roku pisałem o „LKLTS”, wspólnym – zdecydowanie udanym – dziele LLS i Kordiana Trudnego. Płyta przeszła bez echa. Mam nadzieję, że z „An Homage To Luciano Berio” będzie inaczej.


%d blogerów lubi to: