Posts Tagged ‘noise’

wracam do domu i włanczam muzykę [1/2019] (ni., swervedriver, mono, leśniewski / nowacki, hank wood and the hammerheads, marriage + cancer, próchno, sun ra)

29/01/2019


Charlie słucha Mono

Postanowiłem pisać co miesiąc po parę słów na temat płyt, których udało mi się uważnie wysłuchać. Pewnie chęci nie starczy mi już na luty, ale zobaczymy. Może to mi pomoże lepiej się odnaleźć w bajzlu, jaki powoduje milion wydawanych albumów miesięcznie.

Oczywiście wciąż zapraszam do podsyłania swoich wydawnictw – wtedy jest szansa na zrobienie o nich osobnego postu. Warunek: nośnik (może być nawet kaseta) i/lub pliki, które można pobrać na dysk.

Pozdrowienia dla tych, którzy wiedzą, skąd wzięła się nazwa cyklu.

ni. – noble impulse. + normal insanity. [tenzenmen; 2019]

Materiał wyszedł gdzie indziej w ubiegłym roku, ale jeden z moich ulubionych labeli – Tenzenmen – wydał go również teraz, więc czemu by o nim nie napisać.

Dziwaczna nazwa zespołu, pojebany tytuł płyty – to musi być Japonia. Na „nOBLE iMPULSE. + nORMAL iNSANITY.” ni. najdłuższy numer trwa 35 sekund. To hardcore, ale bez Simple Jacków z bandanami i groźnymi minami.

Leci konkret wpierdol ze szczekającymi wokalami i nagle mamy niemal funkowy fragment, że aż ma się ochotę włączyć Big Boys.

Garstka Polaków.

Czule pomyślę o .ni podczas kolejnego nudnego koncertu HC/punk.

(o)(o)(o)

swervedriverfuture ruins [dangerbird records; 2019]

Klasycy shoegaze’u – chociażby Ride – czasem udowadniają, że swoje kariery powinni zakończyć w latach 90., czasem – jak Slowdive – że nie muszą być przykrym archaizmem.

Jeżeli chodzi o najnowsze wydawnictwo Swervedriver (na pitchforkowej liście 50 najlepszych shoegaze’owych płyt znalazły się dwa dzieła kapeli z Oksfordu: „Raise” na 15. miejscu, „Mezcal Head” na 10.), słuchałem go bez bólu, chwilami z przyjemnością, ale nie sądzę, bym do niego wracał.

Z drugiej strony, gdy słyszę chociażby „Everybody’s Going Somewhere & No-One’s Going Anywhere” (bardziej w klimacie Morphine niż shoegaze’u) albo brzdąkanie przesterowanej gitary w tytułowym kawałku, nie żałuję tych kilku odsłuchów.

Pewnie na żadnej liście „Future Ruins” się nie znajdzie, ale jest to niezła płyta. I może dzięki niej w dwójnasób słychać świeżość debiutu, „Raise”.

(o)(o)(o)

mononowhere now here [temporary residence limited; 2019]

„God Bless”, „Nowhere, Now Here”, „Meet Us Where the Night Ends” … Jak widać po tytułach, Mono nie zmieniło poetyki. Wciąż raczej nie jest to zespół, który można by postawić obok Cosmic Psychos albo Starych Singers.

Nowa płyta Japończyków przynosi patetyczny post-rock, od którego – gdy go odpowiednio podkręcić – mogą popękać ściany. Nie brakuje na „Nowhere Now Here” również spokojniejszych, chwilami niemal ambientowych fragmentów. Wygląda na to, że autorzy „One Step More and You Die” wykonali swoje zadanie w 120 procentach. Mnie najbardziej podszedł chyba wspomniany „Meet Us…” z tym fajnym „gruchaniem”, dzięki czemu ten kawałek się wyróżnia. No i jest noise w finale.

Złośliwy powie, że „Nowhere Now Here” to imponująca ścieżka dźwiękowa pod spienione fale, zachmurzone niebo i burzę oraz kapiący deszczyk, gdy wchodzi pianinko. Ale ma to swój klimat. Chętnie poszedłbym na dobrze nagłośniony, siedzący koncert.

A to, że słuchając tego trwającego około dwóch tygodni materiału, mam wrażenie, że obcuję z czymś anachronicznym (podobny casus to Mogwai, choć Szkoci – z lepszym lub gorszym skutkiem – kombinują) oraz fragmentami nudnym niczym rock progresywny (zresztą Mono czasem jest tagowane jako progressive rock) – to już materiał na zupełnie inną historię.

Możesz włączyć tę płytę Mono, ale równie dobrze jakąś inną. W ogóle to mam wrażenie, że Mono ratuje to, że nagrywają się u Albiniego. „Lepszy” producent mógłby z ich materiału zrobić coś, co mogłoby zabrzmieć potężniej, ale jednocześnie ma się wrażenie, że rozwaliłoby to jedynie ściany z kartongipsu.

(Tak, wiem, że rock progresywny nie zawsze jest nudny).

(o)(o)(o)

leśniewski / nowacki – ślęża [2019]

Prawie jak Morawski / Waglewski / Nowicki / Hołdys he, he.

link

(o)(o)(o)

hank wood and the hammerheadsheads [2019]

Singiel nieocenionego Hanka Wooda i jego The Hammerheads. Po więcej niż udanej zeszłorocznej płycie panowie nie zwalniają tempa. Dwa szlagi w pysk jak się patrzy. Punk nie umarł, przynajmniej w Nowym Jorku. Zapętliłem jak zły.

(o)(o)(o)

marriage + cancerbro [self sabotage records; 2019]

Zupełnie nie ruszyła mnie zeszłoroczna płyta tych noiserockowców. Na dodatek najpierw ucieszyłem się, że to split zespołu Marriage z zespołem Cancer, a potem dowiedziałem się, że Marriage zakończył działalność.

Tegoroczny singiel to miła niespodzianka. Dwa bardzo dobre numery, którymi portlandczycy nie odkrywają Ameryki, ale daleko im też do epigoństwa. Nie jest to kolejny zespół, który nieudolnie próbuje grać jak Shellac, The Jesus Lizard czy nie daj Boże Unsane. Czekam na LP.

(o)(o)(o)

próchno – z kosą przez las [2019]

„Singiel zapowiada płytę długogrającą «Próchno», która ukaże się 22 marca 2019 roku. Płytę CD wydaje Gusstaff Records, a winyl Don’t Sit On My Vinyl”.

Pierwszy numer to lo-fi kraut (kurde, myślałem, że wymyśliłem coś oryginalnego, ale widzę, że sami się tak otagowali) z szatańskim wokalem, drugi to „brudny” ambient, który pewnie mógłby służyć jako otwieracz albo zamykacz albumu.

Przed państwem supergrupa (ktoś chyba na poważnie użył tego określenia, jakby to był Velvet Revolver) Próchno. Czekamy na więcej.

(o)(o)(o)

sun racrystal spears [modern harmonic; 2018]

Materiał nagrany w 1973 r. i ponoć zbyt kakofoniczny, żeby chciała go wypuścić Impulse!, która wydawała już Sun Ra. Coś tam się zmieniło w labelu należącym do ABC i płyta, która miała gotowy numer katalogowy, nie ukazała się na rynku. Trzeba było czekać na to oficjalne wydanie ponad 40 lat.

Szczerze mówiąc, nie widzę na tej płycie niczego – jak na tę chyba najbardziej kolorową postać w historii jazzu – wielce nieprzystępnego.

Free jazz w granicach rozsądku, z bardzo ciekawym wykorzystaniem minimooga. Jedyne, czego bym nie zalecał, to słuchanie „Crystal Spears” na słuchawkach. Minimoog leci jedynie w prawym kanale i troszkę to może męczyć.

Kolejne ze wznowień arcybogatego dorobku Hermana Poole’a Blounta. W ubiegłym roku Modern Harmonic wydało to na CD i LP, w styczniu „Crystal Spears” pojawił się na Bandcampie. Wcześniej był chyba tylko bootleg włoskiego Sinner Lady Gloria (2014 r.).

leśniewski / nowacki – ślęża [2019]

12/01/2019

bandcamp

facebook

Duet Leśniewski/Nowacki miałem przyjemność zobaczyć w ubiegłym roku we Wrocławiu. Poruszająca recenzja występu, zamieszczona przeze mnie na Facebooku, miała ogromny wpływ na karierę duetu. Pisałem w niej, że panowie dokonali trudnej sztuki: utrzymali uwagę słuchacza, taplając się w estetyce gitarowego noise’u.

Na „Ślęży” mamy patent, który stosuje chociażby noiserockowo-protopunkowy (wiem, że w 2019 r. to „protopunkowy” może brzmieć bezsensownie) zespół No Balls: jedna z gitar gra „normalnie”, druga generuje rzężenie, za które równie dobrze mogłaby odpowiadać jakaś elektroniczna aparatura.

Jeśli miałbym szukać porównania, które ma ukazać nie tylko zastosowane środki, ale też muzyczny klimat, to chwilami ten 13-minutowy kawałek przypomina Sutcliffe Jügend z płyty „Shame”.

Uwaga słuchacza, który czeka na więcej, utrzymana.

Obaj panowie grają także w zespole Obiekty, który również miałem okazję zobaczyć na żywo. Rewelacyjnie wypadli przez Alamedą 4 w krakowskim Warsztacie.

ugory – padlina [2017]

25/02/2017

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

Kolejny udany materiał Ugorów, choć – jak dla mnie – zespół trochę za bardzo tym razem skacze po krzakach i sąsiadach (patrz: tagi). Przykładowo po „szatańskim” „Dnie odzywającym się do mnie” nagle mamy postrockową miniaturkę „Łąki nadnoteckie”, a po chwili „podwodny” ambient itd.

Niezmiennie kibicuję, słucham z przyjemnością, ale czekam na bardziej spójny materiał zespołu Marcela Gawineckiego.

ugory – przesilenie [2016]

25/11/2016

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

10fuckingstars-wordpress-com

Ten materiał dostałem od Marcela Gawineckiego wiosną. Jak widać, warto wysyłać mi płyty do recenzji. Być może podświadomie unikałem pisania o „Przesileniu”, gdyż trwa ono chyba ze dwa tygodnie.

Z tego, co widzę, o Ugorach raczej cicho. Moje promowanie zespołu niczego nie zmieni, musiałby pochwalić ich jakiś Chaciński. Może kiedyś.

Z mojej strony napiszę, że „Przesilenie”, choć – jak wspomniałem – trwa dwa dni, zdecydowanie jest warte poznania. Początkowo wydawało mi się, że panowie trochę przegięli, ale gdy nie znudziły mnie nawet ponaddwudziestominutowe „Czarnoziemy” (a może i wydały najlepszym fragmentem płyty), stwierdziłem, że to dobrze, że nie okroili materiału. Nawet to cerkiewne disco mi wchodzi. :)

Polecał Marcin Kydryński. Pisanie o tzw. experimentalach to tortura.

Po „Przesileniu” zdążyła się pojawić EP-ka „Coś ty zrobił ze swoim życiem”. Nowy materiał w drodze.

Fajne rzeczy robi również Tomasz Rolniak, który odpowiada za projekt graficzny „Przesilenia”.

warten – e230 [2016; pointless geometry]

23/06/2016

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

Chyba ze dwa miesiące temu miałem wymyśloną recenzję tej płyty, ale jej nie spisałem. Albo spisałem i gdzieś się zapodziała. Nie pamiętam, jak leciała, i teraz trzeba się męczyć na nowo. Aha, było chyba coś o tym, że w tym roku nie wychodzą w Polsce dobre gitarowe płyty, ale szeroko rozumiany „experimental” ma się jak nigdy.

Szkoda, że tamte wypociny przepadły, bo chyba nieźle mi się pisało, a jeśli coś nie jest rockiem, to trudno się na temat tego czegoś produkować.

***

„E230” zaczyna się od szumiącego „Loading Only”, przyozdobionego ładnie buczącym basem (tak go przynajmniej słychać z empetrójki). Sąsiedzi byli nim na pewno zachwyceni; nie chciało mi się wstać, żeby przyciszyć.

Niepokojący „Regaining Balance. First Trip” przypomina trochę klimatem „Mercurial Rites” Hair Police. Aż czeka się na to, gdy wejdzie wokal.

„The Grove” brzmiał mi jak cover Pan Sonic, teraz tak nie brzmi (a może jednak). Pamiętam, gdy usłyszałem po raz pierwszy Finów: dostałem gęsiej skórki. A usłyszałem ich w Viva II.

Najbardziej rockowe (he he) „Transposition” świetnie zamyka „E230”. Przy wcześniejszych, bardzo minimalistycznych kawałkach brzmi niemal jak „experimental progresywny”.

***

Za całością stoi Wojtek Kurek. Materiał nagrano latem i zimą 2014 roku. Wyszedł dopiero w kwietniu 2016.

Cztery świetne numery, jedno z lepszych wydawnictw tego roku. A najfajniejsze jest to, że za każdym razem słucha się Warten jakby na nowo.

bachorze – okoły gnębione wiatrem [pawlacz perski; 2016]

01/05/2016

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

soundcloud

bachorze na facebooku

pawlacz perski na facebooku

pawlaczperski.org

Jezu, jakie to dobre. Aż żałuję, ze nie jestem kimś bardziej kumatym – nie wiem, jakimś Rafałem Księżykiem – żeby sensownie opisać muzykę zespołu Bachorze.

Michał Biel (saksofon barytonowy), Paweł Doskocz (gitara elektryczna i przedmioty) oraz Maciej Maciągowski (syntezator modularny) grają coś, co można by określić jako połączenie free jazzu (?) z noise’em.

Nazwa zespołu i tytuł płyty mogą wzbudzić obawy, że będziemy mieć do czynienia z pretensjonalnym „experimentalem”, ale jest inaczej. „Okoły gnębione wiatrem” to muzyka raczej trudna do przyswojenia, ale też daleka od artystowskiej bufonady.

Sześć niełatwych utworów, które jednak nie pozwalają pomyśleć, że muzykę może nagrać każdy, kto potrafi drapać styropianem po szybie bądź włączyć odkurzacz. Ten materiał jest jak udana wizyta u dentysty; na mnie działa wręcz kojąco. Chodzę do tak dobrej pani doktor, że wiercenie w zębach zacząłem traktować jako relaks po pracy. Bachorze też sprawiają przyjemność, nie ból. Jeśli zespół chciał inaczej – przykro mi; nie wyszło.

va – wohlstand [1994] / jérémie mazenq

06/03/2016

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

discogs

– Puściłbyś coś fajnego.
– No dobra.

Świetna składanka z niemieckimi i japońskimi zespołami noise’owymi oraz noiserockowymi, a także takimi raczej trudnymi do sklasyfikowania (mój ulubiony numer to Omoide Hatoba coverujący Pistolsów), jakiś brudny blues też się przypałętał. Są tu rzeczy znane i bardzo znane (między innymi Merzbow, Melt-Banana, Surrogat, Zeni Geva), jak i takie, których nie słyszałem wcześniej (na przykład Kissfreak Steven. Violent Onsen Geisha czy Sielwolf). Chyba sześć zespołów z „Wohlstand” gościło już na moim blogu.

Niemieccy artyści są raczej poukładani, a japońscy – raczej pojebani. Ktoś powie, że to stereotypowy osąd. No ale jak się posłucha „Wohlstand”, trzeba przyznać, że coś – poza wyjątkami – w tym jest.

Lata 90., wiadomo. Dziś takich składanek już nie ma.

***

Jérémie Mazenq

1

2

3

4

5

6

nac/hut report – schism no symmetry [double hallucinative; 2015]

23/09/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

double hallucinative

New release by Polish/italian duo Nac/Hut Report. “Schism No Symmetry” LP, composed between 2013 and 2015 in Krakow, goes deeper into the band’s musical obsessions: spastic dynamics, weird electronic treatments, skeletal vocals, “Concrete Musique” attitude and references to middle European avant-garde. Everything here is painfully forced to coexist into minimal harmonic structures.

10fuckingstars.wordpress.com

Ciekawy materiał. Gdy zacząłem słuchać „Schism No Symmetry”, pomyślałem, że to taki poszarpany shoegaze (złośliwy powiedziałby, że wypierdziany). Rzeczywiście, jest w tej muzyce coś z shoegaze’u i dream popu, poszatkowanego noise’em, surową elektroniką.

Konsekwentnie realizowany pomysł na płytę może wywołać znużenie, choć nie musi. Wszystko zależy od nastroju słuchającego, przynajmniej mojego. Polecam.

wsie – wsie [bdta, 2015]

29/07/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

Płyta „Wsie” to jedno z najbardziej oryginalnych wydawnictw w historii polskiego undergroundu. Duet tworzą: Konrad Materek (głos, dźwięk) oraz Bartosz Zaskórski (tekst, dźwięk), którego płytę swego czasu recenzowałem.

Jeżeli chodzi o muzykę, nie jest łatwo o niej pisać. To coś, o czym można bredzić przez dziesięć stron, jak i mieć problem z napisaniem dwóch zdań. Jest na tyle ciekawa, że dobrze by było, gdyby Wsie wydały osobny album – bez wokalu. To, co panowie stworzyli, można by nazwać łagodnym noise’em albo brudnym ambientem.

Jeżeli chodzi o teksty, są to właściwie krótkie opowiadania. To, co napisał Bartek, kojarzy mi się z lirykami Jarka Janiszewskiego z Bielizny (gdy ten jeszcze potrafił pisać). Rymów tu nie ma, ale lekko absurdalna treść – jak najbardziej. Wystarczy spojrzeć na tytuły utworów. Trzeba jednak przyznać, że każdy z tekstów ma sens, nie jest to „surrealistyczne”, za przeproszeniem, pierdolenie.

Kontrowersje może wzbudzać sposób podawania tekstu. Materek po prostu monotonnie deklamuje to, co napisał Zaskórski. Ma to swój klimat, ale w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że Jaruzelski ogłaszający stan wojenny, wypada przy Materku jak gość ze zbyt wysokim poziomem serotoniny. Być może dlatego dziesięciominutowa „Wieś, o której nie powiemy wam niczego” wydaje się być najlepszym utworem na płycie.

Nie zmienia to faktu, że talent obu panów do tworzenia niebanalnych dźwięków oraz talent jednego z nich do opowiadania ciekawych historii, zaowocowały oryginalną płytą, którą warto – albo i trzeba – poznać.

Marcin Wandzel

zaskórski/zawadzki [13.06.2014]

16/06/2014

No a tu kolega gra – Bartosz Zaskórski (jakaś maszyna na podłodze, wokal). Na bębnach Grzegorz Zawadzki (THAW). Ponoć granie ma być kontynuowane, dodatkowo z saksofonem.


%d blogerów lubi to: