hopper – hopper [gusstaff records; 2019]

hopper – bandcamp

hopper – facebook

gusstaff records – facebook

gusstaff records – sklep


fot. Krzysztof Ożóg

Zapomniałem o zespole Hopper. Miałem jakiś czas temu zająć się jego płytą i wyleciało mi to z głowy. Nie zasługuję nawet na prowadzenie tego biedablogu.

(o)(o)

Podobno artyści nie lubią, gdy porównuje się ich do innych artystów (wszyscy tacy oryginalni). Może panowie z Hoppera (Edward? Dennis?) nie obrażą się jednak, jeśli napiszę, że podczas pierwszego odsłuchu ich debiutu pomyślałem o drugiej płycie Abilene (właśnie się zorientowałem, że plik z tą recenzją zamiast „Hopper” nazwałem „Abilene”). Myślę, że tradycja takiego grania może być Hopperowi bliska. Na potrzeby tej pisaniny odświeżyłem sobie „Two Guns, Twin Narrows”. Coś łączy obie płyty, nie tylko obecność trąbki. Choć o wielkim podobieństwie muzycznym w sumie nie ma mowy.

(o)(o)

Hopper pochodzi z Wołowa. W ubiegłym roku pisałem o innym zespole będącym po części również z tego miasta, Vermona Kids. Autorzy płyty „Very Sorry” również przywoływali pamięć o latach 90. XX w., o amerykańskim emo tamtej dekady. Self-titled Hoppera w oczywisty sposób też nawiązuje do tamtych lat i nieco późniejszych, moich ulubionych w muzyce.

(o)(o)

Zaczyna się świetnie (i, zaspoileruję, tak jest do końca). W utworze „Rydygiera” bas pędzi w towarzystwie perkusji, ma się wrażenie, że zaraz nastąpi jakieś posthardcore’owe jebnięcie, lecz jest trzymany w ryzach przez trąbkę, która brzmi, jakby grający na niej Mateusz Skrzypicki znajdował się w innym pomieszczeniu niż reszta zespołu. Gitara gra swoje, czasem soniczne, czasem niemal jazzowe dźwięki. 11 transowych minut mija nie wiadomo kiedy.

Następnie „Ebbing”. Przeczytałem gdzieś, że w polskim undergroundzie pojawia się coraz więcej zespołów uciekających od piosenkowej formuły, grających dłuższe kawałki, improwizujących. Najlepszym przykładem jest tutaj Lonker See, zespół, którego płyty co prawda nie rzucają mnie na kolana, ale na koncerty twórców „One Eye Sees Red” mógłbym chodzić może nie codziennie, ale raz w miesiącu na pewno. Pomyślałem o zespole Tomasza Gadeckiego, słuchając właśnie „Ebbing”, drugiego kawałka na płycie. Również o Obiektach i ich wspaniałym „Czarnym mieście”. Może nawet bardziej.

W „Kazu” (zakładam, że to hołd złożony pani Makino z Blonde Redhead) najważniejsze wydają się być bębny…

No dobra, dość tego opisywania kawałka po kawałku. Zawsze bawiły mnie recenzje, w których analizowana jest piosenka po piosence; proponuję zająć się w taki sposób np. „Plague Soundscapes The Locust”. Niby „Hopper” to tylko cztery numery, ale opisywanie jednego po drugim jest jednak trochę nudne.

(o)(o)

Nudy nie znajdziesz za to w muzyce zespołu z Wołowa. Fantastyczny, niezwykle klimatyczny materiał. Do słuchania o każdej porze, ale pewnie w pełni jego magię poczujesz nocą.

Pisałem kiedyś, że jak słucham zamykającego „Kopalino” Popsysze kawałka „Latarnia”, to mam ochotę pojechać nad morze. Od tamtego czasu nad morze się nie wybrałem. No to może do Wołowa? Mam bliżej. Jest po co? Mają tam cmentarz i zamek, więc może jest. No i pewnie więcej dobrych kapel niż w mających 302 tys. ludzi Katowicach.

Podoba mi się też zupełna bezpretensjonalność Hoppera, co przy tego typu muzyce, głównie instrumentalnej i „poważnej”, nie jest regułą. Żadnych kawałków typu „Przebudzenie Boga Wschodu” czy „W otwarte dłonie powietrze sypie gruz przedświtu”, żadnej otoczki „wyjątkowości”.

(o)(o)

Gdybym wcześniej dokładnie zapoznał się z tą płytą, pewnie znalazłby się w zestawieniu najlepszych albumów 2019 roku.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

surrounded by fucking idiots – podsumowanie 2019 roku

Z czym kojarzy mi się 2019? Z koncertami dobrych kapel, na których nie pojawili się ani przysłowiowy pies z kulawą nogą, ani przysłowiowy chuj na kaczych łapach. Niepokojące zjawisko.

Poza tym, jak zwykle, ogrom świetnych płyt, i u nas, i za granicą. Trudno to wszystko ogarnąć. Poniższa lista może byłaby inna, ale nie było szans na to, by poświęcić wszystkim albumom należytą uwagę.

Do zestawienia ulubionych albumów kończącego się roku nie dawałem staroci, które dopiero teraz wyszły. Sesje Shellaca u Johna Peela, koncerty Sonic Youth – kto miałby szanse z takimi cymesami?

Dziękuję wszystkim zespołom za wysłane płyty, kasety, empetrójki. Jeśli kogoś nie zrecenzowałem, to dlatego, że jest słaby nie znalazłem czasu.

Poniżej najfajniejsze dla mnie płyty – od mojego ulubionego Oozing Wound po Hey Colossus.

Jeśli są jeszcze tacy, co ściągają mp3 na dysk, dałem do nich linki (w tytułach). Ale polskie kapele, które nie udostępniają swoich materiałów za darmo, oszczędziłem.

I jeszcze składanka. Ale bez Dynasonic, bo ich płyta to dwa numery mające po ponad 10 minut.

surronded by / fucking idiots

(o)

oozing woundhigh anxiety [thrill jockey]

Kapitalna okładka i – co ważniejsze – muzyka. Najlepszy metal jest we Thrill Jockey.

(o)(o)

shannon wrightprovidence [vicious circle]

Piękny, poruszający materiał, zwłaszcza piosenka „These Present Arms”. Shannon Wright na amen porzuciła gitarę (przynajmniej na „Providence”), ale w niczym to nie przeszkadza.

(o)(o)(o)

pezetmuzyka współczesna [koka beats]

Chłop zapełnia stadion, wiesza billboardy z cytatami ze swych kawałków, a wy co: koncert dla dziesięciu osób w klubie, w którym nie odróżnisz kibla od baru? xD

„Muzyka współczesna” to najlepszy materiał Pezeta od czasu „Muzyki poważnej”; wreszcie ktoś, konkretnie Auer, godnie zastąpił Noona.

Warszawski raper najlepszy jest w kawałkach, które opisują niełatwe relacje z kobietami: „Dom”, „Nauczysz się czekać”, „Nie zobaczysz łez” to kapitalne numery.

Na marginesie, zastanawiam się, czy jeśli podoba mi się taki numer jak „Magenta”, to nie czas, by zbijać trumnę.

Wywal ze dwa kawałki i miałbyś wybitną płytę. Tak czy siak, „Muzyka współczesna” to rewelacyjny album.

(o)(o)(o)(o)

low lifedowner edn [alter, cool death records, goner records]

Jeden z fajniejszych zespołów postpunkowych. Świetna, oldskulowa płyta. Wyróżniam abnegata na wokalu.

No i poczucie humoru. Lubię zabawne kapele! Co za kolesie!

(o)(o)(o)(o)(o)

próchnopróchno [don’t sit on my vinyl; gusstaff records]

Jedna z nielicznych moich recenzji, z których jestem zadowolony – KLIK

(o)(o)(o)(o)(o)(o)

lightning boltsonic citadel [thrill jockey]

Lightning Bolt w Pogłosie – chyba najlepsza rzecz, jaką w tym roku widziałem na żywo. Najebka w granicach rozsądku, pełno ludzi, znajomi dawno niewidziani i przede wszystkim wpierdol (muzyczny). Aha, płyta zajebista.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

tim heckeranoyo [sunblind music; kranky]

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

mount eerie with julie doironlost wisdom pt. 2 [p.w. elverum & sun; 7 e.p.]

Największą muzyczną ekstremą ostatnich lat nie jest dla mnie żaden noise czy blackened harsh industrial, lecz piosenki Mount Eerie (chyba się tego nie odmienia), które Phil Elvrum nagrał po śmierci swej żony Geneviève Elverum (rak trzustki – trzeba przyznać, że język polski, jak idzie o nazywanie chorób, jest czasem jednocześnie trywialny i straszny).

Phil się chyba pozbierał.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

matana robertscoin coin chapter four: memphis [constellation]

To moja ulubiona postać, jeżeli chodzi o współczesny jazz. Jazz jak jazz – to, co się dzieje na tej płycie-opowieści, wykracza daleko poza ten gatunek. Dawać ją na Offa!

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

dynasonic#1 [don’t sit on my vinyl; dym recordings]

Trochę mi ten materiał przypominał „Elite Feline” Lotto, moją ulubioną polską płytę ostatnich. Nowe Lotto mnie rozczarowało, a Dynasonic nawet sobie kupiłem (handmade z Don’t Sit On My Vinyl, trochę trzeszczy na stronie A). KLIK

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

jarsподлог [they live! records]

Też doskonale wypadli na żywo we Wrocławiu, w tym lub ubiegłym roku. Od tamtego czasu zbieram się, by zrobić post o nich. Aha, Jars to doskonały noise rock z Moskwy.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

obiektyczarne miasto [instant classic]

Jeden z kliku zespołów Bartosza Leśniewskiego. Miało nie być tej płyty w zestawie, ale wracając tramwajem z pracy, poczułem jej moc. Czasem warto być debilem bez prawka. Piękna jest ta psychodelia Obiektów.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

hiob dylanmuzyka krajowa

Geniusz.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

usa/mexicomatamoros [riot season; 12xu]

Starzy wyjadacze, jak to się mówi (jedna trzecia zespołu to King Coffey z Butthole Surfers). Genialny, stary klimat Trance Syndicate. Na liście – głównie za ostatni numer. Tak w ogóle, to co za brzmienie USA/Mexico osiągnęło na tej płycie? Miazga.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

parampampam triopppt ep 23

Bodaj dziewięć płyt w ciągu roku. Więcej, panowie. Będzie jeszcze łatwiej to ogarnąć. xD A tak w ogóle, to najbardziej niedoceniany, a może – obok Columbus Duo – najlepszy zespół w Polsce. Już widzę te trzy osoby na koncercie w Katowicach.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

krausethe ecstasy of infinite sterility [riot season; fuzz ink·records]

Noise rock nie całkiem umarł, choć wiele gównianych klonów Unsane próbuje go uśmiercić. Ale są tacy, co walczą o dobre imię najlepszej muzyki na świecie. Bardzo dobry, brudny materiał Greków.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

earthfull upon her burning lips [sargent house; daymare recordings]

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

uzedaquocumque jeceris stabit [overdrive records; temporary residence limited]

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

cherubsimmaculada high [relapse records]

Raczej rozczarowanko, ale to jednak Cherubs. I tak są lepsi od większości kapel.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

hey colossusfour bibles [alter]

Słuchałem ładnych parę razy tej płyty i zastanawiałem się, dlaczego tak bardzo mi podchodzi. W końcu, 25 grudnia, wpadłem na to: Hey Colossus przypomina mi Young Widows, tyle że w łagodniejszej wersji.

***

Pozostając przy życiu kulturalnym, stwierdzam, że ogromne wrażenie zrobiła na mnie Serotonina (2019) Michela Houellebecqa, zwłaszcza zakończenie. Michel Thomas mnie zaskoczył.

Pozostając przy żabojadach, stwierdzam, że duże wrażenie zrobiło na mnie Królestwo (2014, u nas 2016) Emmanuela Carrère’a. Może tylko fragment o pornosie z masturbującą się pięknością i o tym, że sam autor lubi cofać Bułgara, był trochę od czapy.

Banalnie stwierdzając – chciałbym czytać więcej (przeczytałem więcej niż te Francuzy, żeby nie było; po prostu dwie książki wyróżniłem), ale jest jak jest: łatwiej ogarnąć serial. Właśnie kończę Moje autobiografie Thomasa Bernharda. Trzeba przyznać, że gardzonko jest konkretne u tego pana.

No dobra, przejdźmy do seriali; kocham seriale.

Deuce (2017-2019)

Drugi sezon trochę rozczarował, ale trzeci, zamykający całość, dał po łbie. Typowy David Simon, nie zostawia wiele złudzeń, choć nie dołuje na siłę. Geniusz.

Absolutnie wspanianiali Maggie Gyllenhaal i James Franco w podwójnej roli. Plus dużo ryjów znanych chociażby z „The Wire”.

Ozark (2017-2018)

Rozczarował nowy „Mindhunter” (podobnie jak trzecia odsłona „Detektywa”), za to kapitany okazał się drugi sezon „Ozark”. Coś jak bardziej hardkorowe „Justified”.

aa

After Life (2019)

Morda Ricky’ego Gervais uratowałaby nawet film „Black Panther”. Szkoda, że ostatni odcinek rozbił „After Life” jako całość.

Better Call Saul (2015-2018)

Nie mam pojęcia, czemu tak długo zwlekałem z tym serialem. Miazga. Kolejny sezon w lutym.

Ok, już mi się znudziło pisanie. Jeszcze może wrzucę Wielkiego Jana Frycza ze średniego serialu „Ślepnąc od świateł” (również Robert Więckiewicz zagrał wybitnie), i to by było na tyle.


No i „Maniac”.

Niezły psychodel i wspaniała Emma Stone, wybitna również w „Faworycie”.

Aha, jeśli chodzi o filmy, to Irlandczyk (choć nie przekonuje mnie cyfrowe odmładzanie aktorów) i Historie małżeńskie, w których Scarlett Johansson i Adam Driver po prostu pozamiatali. 7 uczuć Marka Koterskiego – można umrzeć ze śmiechu i jednocześnie poczuć jak na terapii (która i tak nic nie da).

Sobie życzę, żeby ten blog jak najszybciej zdechł. Może oznaczałoby to, że zacząłem robić coś sensownego w życiu.

wracam do domu i włanczam muzykę [3/2019] (gruzja, health, zyanose, american football)

Znalazłem jeszcze jakieś pisane w marcu notki nt. czterech płyt. No to wrzucę.

Uploady, nie licząc polskich wykonawców, do łatwego znalezienia.

(o)(o)(o)

gruzja – i iść dalej [godz ov war productions; 2019]

Okazało się, że przyszłość tajemniczej Gruzji, która do pewnego momentu zasłynęła głównie suchym jak randka księgowego kontem na Facebooku, zależała od tego, jak na seksistowskie wideo do utworu „Opuść mnie” zareaguje Przemek Gulda, poważny dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Czy poda ważne osobistości naszej sceny muzycznej, stojące za Gruzją, do sądu, czy weźmie tę emanację artystyczną w ironiczny nawias. Wziął, a próbował dojechać PRO8L3M.

Zostawmy na boku politykę, zajmijmy się muzyką. Przecież to ona jest najważniejsza, choć nie ona zabiera nam dwie trzecie wypłaty.

„I iść dalej” to surowy black metal. Przyjemna płyta. Brudna, ale nie brzmi jak wysryw nagrany w garażu wujka Andrzeja. Choć może dać do myślenia fakt, że najlepszym fragmentem tego materiału jest cytat z Maanamu. No chyba, że armijny „Jego głos”. Trzeba byłego Budzego wziąć na wokal.

Swoją drogą, ciekawe, jak ten materiał odbierają metale. Ostatnio miałem kontakt z nimi w 1995 roku. Zaczepili mnie na przystanku autobusowym, jeden wziął do ręki zakupioną na czad-giełdzie „Mać Pariadka” i śmiał się, że czytam ruski magazyn. Żryjcie Gruzję.

Oprócz fajnej – nie licząc „Ilu nas było?” – płyty Gruzji Godz ov War wypuścili również na rynek piękną koszulkę zespołu. Nie obrażę się, jeśli mi ją ktoś sprezentuje.

(o)(o)(o)

healthvol.4 :: slaves of fear [loma vista; 2019]

Gdy na scenę wskoczył lekko egzaltowany gość o takich gabarytach, że zmieściłby się w T-shircie niedożywionego dziesięciolatka, nawet nie zdążyłem się ironicznie uśmiechnąć. Tak szybko zaczął napierdalać zespół HEALTH na tym lepszym, bo mysłowickim Off Festivalu. Miało to miejsce aż 10 lat temu.

Podobała mi się jedna albo dwie z wczesnych płyt HEALTH, potem zupełnie zapomniałem o tym zespole. Chłopaki z Echo Park wpadli chyba do szufladki z napisem: „na płytach to nie to samo, co na koncercie”, i tyle.

„Vol.4 :: Slaves of Fear” to pierwszy materiał HEALTH od czasu ścieżki dźwiękowej do „Maxa Payne’a 3”, jaki miałem przyjemność przyswoić.

Z noise rockiem, choć tak jest często tagowane, HEALTH nie ma wiele wspólnego. Muzyka zawarta na „Vol.4…” to w cięższych momentach właściwie industrial, w lżejszych – rock industrialny czy electro. Irytować może maniera wokalisty, choć ma zasadniczy wpływ na pewną oryginalność zespołu.

Dlaczego ta płyta mi się podoba, zwłaszcza numer „Strange Days” (aż szkoda, że nie trwa jeszcze z minutkę)? Nie mam pojęcia. Słodka czekolada umiejętnie doprawiona solą.

(o)(o)(o)

zyanosechaos bender 1.1 [zyanose; 2018, 2019 / distort reality; 2019 / d-takt & råpunk records; 2019]

12 maja jadę na drugi dzień Into The Abyss, głównie po to, by zobaczyć Godflesh. Ale w sumie nie wiem, czy nie cieszę się bardziej z możliwości pójścia na koncert ZyanosE, który odbędzie się dzień później, też we Wrocławiu.

Japońscy punkowcy mają na pewno ciekawą biografię. Niestety ich strona jest jedynie zakrzaczkowana, więc trudno coś o nich więcej powiedzieć. Po skorzystaniu z tłumacza google pojawiło się coś takiego:

„Sklep Levis Morioka jest bardzo piękny.
Cały salon ma bardzo spokojną atmosferę.
Czuję się spokojny wyrafinowany, nie będąc zbyt fantazyjny
To był salon”.

W każdym razie wrócili do grania po jakiejś tam przerwie i zaatakowali w ubiegłym roku bardzo udanym materiałem „Chaos Bender”. Teraz, tzn. w 2019, ukazał się on – bez kawałków live – na winylu. Czy jakoś tak.

Japońskie zespoły często nie są normalne, nie jest też normalny ZyanosE. Niby jest to HC, jakich wiele, ale brzmienie „Chaos Bender” jest wręcz obrzydliwe. W sumie to noise’owy rzyg.

Co ciekawe, przez chwilę może się wydawać, że w ostatnim, i chyba najlepszym, numerze sympatyczni Azjaci cytują nasz Kobong.

(o)(o)(o)

american footballamerican football [polyvinyl records; 2019]

Przed reaktywacją American Football byłem fanem tego zespołu, teraz jestem fanem tylko pierwszej płyty. Do dziś lubię włączyć „jedynkę”, kojarzącą mi się ze starymi czasami, końcem wakacji, lekkimi, ale niegłupimi filmami itp.

Obecnie American Football z zespołu, który smutnawo plumkał coś pomiędzy emo a indie rockiem, i co nawet chwilami miało też swój urok na pierwszym po reaktywacji LP z 2016 roku, zamienił się w emerycki band grający coś, co brzmi jak jakiś rock oazowy.

Naprawdę trudna jest do strawienia ta płyta. Jakby spotkać wakacyjną miłość sprzed lat, wyglądającą obecnie jak Ksenomorf.

Trzy gwiazdki na pięć możliwych, przyznane przez punknews.org, są nieuzasadnioną uprzejmością.

(o)(o)(o)

martim monitz – alba

bastard disco – china shipping

grzegorz bojanek – pure

columbus duo – schein

próchno – próchno

club alpino – cxvi

przepych – regresarabas

(o)(o)(o)

Czekam na kolejne płyty do recenzji. Bardzo lubię to wyczuwalne rozczarowanie artysty faktem, że nie uznałem jego nagrań za nowe „From The Lion’s Mouth” albo „The Velvet Underground & Nico”.

wzmianki o czterech płytach: adam mańkowski II kirszenbaum II ascending order II nac/hut report

Chętnie zrecenzowałbym każdą płytę, jaką dostaję, ale to może dopiero wtedy, jak przestaną kręcić seriale, wydawać książki, zlikwidują Ligę Mistrzów itd. Albo jak do „redakcji” 10fs dojdzie kilka osób.

Poniżej kilka materiałów, których uważnie wysłuchałem i które mi się spodobały, ale na to, żeby o nich napisać, nie miałem czasu albo zabrakło po prostu odpowiedniego impulsu, typu: „chuj tam, siadam i piszę”.

***

adam mańkowski – dźwięki z offu [attenuation circuit; 2018]

Kolejny, intrygujący materiał Adama Mańkowskiego, który kilka razy, w różnych wcieleniach gościł na 10fs (tu, tu, tu i może gdzieś jeszcze).

„Dźwięki z offu” to jedna z nienapisanych recenzji w ubiegłym roku. Płyta poświęcona pamięci Grzegorza Królikiewicza, zmarłego w 2017 r., związanego z Łodzią reżysera, scenarzysty, profesora sztuk filmowych i pedagoga. Sama płyta jest, jak pisze Adam, „autorskim projektem muzycznym, który stanowi próbę subiektywnej interpretacji ogromnego bogactwa doświadczeń, jakie niesie ze sobą filmowy debiut Grzegorza Królikiewicza – film «Na Wylot»”.

***

kirszenbaum – stypa komedianta [karrot kommando; 2019]

Biorąc pod uwagę tytuły piosenek („Franz puKafka”, „Siedem minut w Tybecie”) pomyślałem, że to jakiś post-yass będzie. A to folk, ale niezwykły. Postfolk?

Polecam dziwne historie opowiadane przez tę, jak widzę, coraz częściej pojawiającą się tu i ówdzie kapelę, która zdobyła III nagrodę na 21. Konkursie Muzyki Folkowej „Nowa Tradycja”.

„Klezmerski post-rock”, „Wyspiański na mefedronie” – trzeba przyznać, że Karrot Kommando ładnie nam tu to wszystko opisało.

***

ascending order – peace be with u [enjoy life; 2018]

Nie będę kłamał, że wszystko, co wydaje Enjoy Life, wywołuje mój entuzjazm, ale ten ambient jest więcej niż przyjemny. Druga wizyta Ascending Order na 10fs.

***

nac/hut report – wszystko jeszcze jest [crunchy human children records; 2019]

Muzyczne dziwadło, które już gościło na 10fs, znów atakuje. Co tu mamy? Wciągające połączenie połamanego noise’u z dream popem? Mnie tak to brzmi. Ja to lubię, są tacy, co lubią jeszcze bardziej.

wracam do domu i włanczam muzykę [2/2019] (tk echo, the telescopes, buzzcocks, homeless cadaver, dynasonic)

Zapał do recenzowania nowych rzeczy zgasł. Na dodatek niechcący usunąłem post i teraz muszę go odtwarzać.

Nie było w tym roku na razie płyty, która by mnie wywaliła z kapci, ale to cisza przed burzą. W sumie nie taka znowu cisza, bo wyszły już naprawdę dobre rzeczy, a sprawdzając w tej chwili kolejne nowości, stwierdzam, że to pewnie znów będzie miażdżący rok.

Tradycyjnie płyty – oprócz polskich – do ściągnięcia. Pliki, tradycyjnie, nie są przechowywane na blogu.

[1/2019]

***

tk echotk echo [dischord records; 2019]

Zespół, w którym gra m.in. Chris Richards z bardzo lubianego przeze mnie Q and Not U. Co tworzy TK Echo? Upopiony post-hardcore albo upopiony math-rock? Złośliwy powie, że trzeci numer, „You Lost Your Watermark”, brzmi jak Foreigner. Wpływ na to ma klawisz, dość zaskakujący, że tak to ujmę.

Podczas pierwszego odsłuchu miałem bardzo negatywne odczucia. Teraz nabrałem chyba ochoty na więcej (ta self-titled to tylko trzy kawałki), choć nie do końca wierzę w to, że TK Echo dałoby radę utrzymać moją uwagę na dużej płycie. Oby zespół poszedł drogą wyznaczoną przez drugi numer, „Era”.

(o)(o)(o)

the telescopesexploding head syndrome [tapete records; 2019]

Pisałem ostatnio o innej legendzie shoogaze’u i jej nowej płycie – o Swervedriver i „Future Ruins”. Fajne, ale raczej do zapomnienia.

The Telescopes poruszają się w innej estetyce – to raczej narkoodlot Spacemen 3 niż alternatywny rock. Stąd łatwiej trafić w rejony nudnego impro, ale też trudniej ugrząźć w rockowej mieliźnie.

Przez tę angielską kapelę przewinęło się niemal tyle osób, ile przez łóżko Lou Reeda, ale na straży wciąż stoi Stephen Lawrie. No i wciąż pokazuje, że muzyka jest tą dziedziną życia, w której wiek nie stanowi żadnej wymówki. Bardzo przyjemny lot.

(o)(o)(o)

buzzcocksanother music in a different kitchen [domino records; 1978, 2019]

„Dalej kocham Clash, ciągle lubię Ramones” śpiewał słynny GWpunk, ale najbardziej i w ogóle to jednak Buzzcocks – dośpiewuję ja. Domino wypuściło zremasterowaną reedycję pierwszego LP zespołu z Manchesteru i jest to, kurde, arcydzieło.

„Fast Cars”, „Sixteen”, „Fiction Romance”… Mógłbym cały dzień pisać o tej płycie. Co ja gadam – o całej płycie. O samym „Sixteen” mógłbym się produkować cały dzień. Ale ględzić na temat tych kawałków nie ma sensu. Równie dobrze można by pisać o tym, że „Obywatel Kane” został dobrze nakręcony, a Rembrandt równo kładł farbę.

An’ I hate modern music
Disco boogie pop
They go on an’ on an’ on an’ on an’ on
How I wish they would stop

(o)(o)(o)

homeless cadaver – fat skeleton [iron lung records; 2019]

Staram się jak mogę, ale do tej pory nie udało mi się trafić na słaby materiał wydany przez Iron Lung. Dwa numery z – tym razem idealnie wykorzystanym – klawiszem. Buja jak inny punkowy singiel, który niedawno opisywałem – „HEADS” Hanka Wooda and The Hammerheads. Czekam na dużą płytę.

Niestety nie znalazłem żadnego info na temat Homeless Cadaver.

(o)(o)(o)

dynasonic – #1 [dym records / don’t sit on my vinyl; 2019]

Post-rock, dub i co tam jeszcze, wszystko spójne i transowe. „#1” kojarzy mi się trochę z „Elite Feline” Lotto, co jest najlepszym możliwym skojarzeniem, jeżeli chodzi o polską muzykę ostatnich lat.

Materiał wyszedł na winylu (Don’t Sit On My Vinyl; wyprzedany), kasecie i mp3 (Dym Records). Mam nadzieję, że będzie tego więcej. Zajebista rzecz, zwłaszcza strona B.

O Dynasonic dowiedziałem się z Trójki, której prawie nie słucham, no i dzięki temu kupiłem limitowany winyl. Warto było.

wracam do domu i włanczam muzykę [1/2019] (ni., swervedriver, mono, leśniewski / nowacki, hank wood and the hammerheads, marriage + cancer, próchno, sun ra)


Charlie słucha Mono

Postanowiłem pisać co miesiąc po parę słów na temat płyt, których udało mi się uważnie wysłuchać. Pewnie chęci nie starczy mi już na luty, ale zobaczymy. Może to mi pomoże lepiej się odnaleźć w bajzlu, jaki powoduje milion wydawanych albumów miesięcznie.

Oczywiście wciąż zapraszam do podsyłania swoich wydawnictw – wtedy jest szansa na zrobienie o nich osobnego postu. Warunek: nośnik (może być nawet kaseta) i/lub pliki, które można pobrać na dysk.

Pozdrowienia dla tych, którzy wiedzą, skąd wzięła się nazwa cyklu.

ni. – noble impulse. + normal insanity. [tenzenmen; 2019]

Materiał wyszedł gdzie indziej w ubiegłym roku, ale jeden z moich ulubionych labeli – Tenzenmen – wydał go również teraz, więc czemu by o nim nie napisać.

Dziwaczna nazwa zespołu, pojebany tytuł płyty – to musi być Japonia. Na „nOBLE iMPULSE. + nORMAL iNSANITY.” ni. najdłuższy numer trwa 35 sekund. To hardcore, ale bez Simple Jacków z bandanami i groźnymi minami.

Leci konkret wpierdol ze szczekającymi wokalami i nagle mamy niemal funkowy fragment, że aż ma się ochotę włączyć Big Boys.

Garstka Polaków.

Czule pomyślę o .ni podczas kolejnego nudnego koncertu HC/punk.

(o)(o)(o)

swervedriverfuture ruins [dangerbird records; 2019]

Klasycy shoegaze’u – chociażby Ride – czasem udowadniają, że swoje kariery powinni zakończyć w latach 90., czasem – jak Slowdive – że nie muszą być przykrym archaizmem.

Jeżeli chodzi o najnowsze wydawnictwo Swervedriver (na pitchforkowej liście 50 najlepszych shoegaze’owych płyt znalazły się dwa dzieła kapeli z Oksfordu: „Raise” na 15. miejscu, „Mezcal Head” na 10.), słuchałem go bez bólu, chwilami z przyjemnością, ale nie sądzę, bym do niego wracał.

Z drugiej strony, gdy słyszę chociażby „Everybody’s Going Somewhere & No-One’s Going Anywhere” (bardziej w klimacie Morphine niż shoegaze’u) albo brzdąkanie przesterowanej gitary w tytułowym kawałku, nie żałuję tych kilku odsłuchów.

Pewnie na żadnej liście „Future Ruins” się nie znajdzie, ale jest to niezła płyta. I może dzięki niej w dwójnasób słychać świeżość debiutu, „Raise”.

(o)(o)(o)

mononowhere now here [temporary residence limited; 2019]

„God Bless”, „Nowhere, Now Here”, „Meet Us Where the Night Ends” … Jak widać po tytułach, Mono nie zmieniło poetyki. Wciąż raczej nie jest to zespół, który można by postawić obok Cosmic Psychos albo Starych Singers.

Nowa płyta Japończyków przynosi patetyczny post-rock, od którego – gdy go odpowiednio podkręcić – mogą popękać ściany. Nie brakuje na „Nowhere Now Here” również spokojniejszych, chwilami niemal ambientowych fragmentów. Wygląda na to, że autorzy „One Step More and You Die” wykonali swoje zadanie w 120 procentach. Mnie najbardziej podszedł chyba wspomniany „Meet Us…” z tym fajnym „gruchaniem”, dzięki czemu ten kawałek się wyróżnia. No i jest noise w finale.

Złośliwy powie, że „Nowhere Now Here” to imponująca ścieżka dźwiękowa pod spienione fale, zachmurzone niebo i burzę oraz kapiący deszczyk, gdy wchodzi pianinko. Ale ma to swój klimat. Chętnie poszedłbym na dobrze nagłośniony, siedzący koncert.

A to, że słuchając tego trwającego około dwóch tygodni materiału, mam wrażenie, że obcuję z czymś anachronicznym (podobny casus to Mogwai, choć Szkoci – z lepszym lub gorszym skutkiem – kombinują) oraz fragmentami nudnym niczym rock progresywny (zresztą Mono czasem jest tagowane jako progressive rock) – to już materiał na zupełnie inną historię.

Możesz włączyć tę płytę Mono, ale równie dobrze jakąś inną. W ogóle to mam wrażenie, że Mono ratuje to, że nagrywają się u Albiniego. „Lepszy” producent mógłby z ich materiału zrobić coś, co mogłoby zabrzmieć potężniej, ale jednocześnie ma się wrażenie, że rozwaliłoby to jedynie ściany z kartongipsu.

(Tak, wiem, że rock progresywny nie zawsze jest nudny).

(o)(o)(o)

leśniewski / nowacki – ślęża [2019]

Prawie jak Morawski / Waglewski / Nowicki / Hołdys he, he.

link

(o)(o)(o)

hank wood and the hammerheadsheads [2019]

Singiel nieocenionego Hanka Wooda i jego The Hammerheads. Po więcej niż udanej zeszłorocznej płycie panowie nie zwalniają tempa. Dwa szlagi w pysk jak się patrzy. Punk nie umarł, przynajmniej w Nowym Jorku. Zapętliłem jak zły.

(o)(o)(o)

marriage + cancerbro [self sabotage records; 2019]

Zupełnie nie ruszyła mnie zeszłoroczna płyta tych noiserockowców. Na dodatek najpierw ucieszyłem się, że to split zespołu Marriage z zespołem Cancer, a potem dowiedziałem się, że Marriage zakończył działalność.

Tegoroczny singiel to miła niespodzianka. Dwa bardzo dobre numery, którymi portlandczycy nie odkrywają Ameryki, ale daleko im też do epigoństwa. Nie jest to kolejny zespół, który nieudolnie próbuje grać jak Shellac, The Jesus Lizard czy nie daj Boże Unsane. Czekam na LP.

(o)(o)(o)

próchno – z kosą przez las [2019]

„Singiel zapowiada płytę długogrającą «Próchno», która ukaże się 22 marca 2019 roku. Płytę CD wydaje Gusstaff Records, a winyl Don’t Sit On My Vinyl”.

Pierwszy numer to lo-fi kraut (kurde, myślałem, że wymyśliłem coś oryginalnego, ale widzę, że sami się tak otagowali) z szatańskim wokalem, drugi to „brudny” ambient, który pewnie mógłby służyć jako otwieracz albo zamykacz albumu.

Przed państwem supergrupa (ktoś chyba na poważnie użył tego określenia, jakby to był Velvet Revolver) Próchno. Czekamy na więcej.

(o)(o)(o)

sun racrystal spears [modern harmonic; 2018]

Materiał nagrany w 1973 r. i ponoć zbyt kakofoniczny, żeby chciała go wypuścić Impulse!, która wydawała już Sun Ra. Coś tam się zmieniło w labelu należącym do ABC i płyta, która miała gotowy numer katalogowy, nie ukazała się na rynku. Trzeba było czekać na to oficjalne wydanie ponad 40 lat.

Szczerze mówiąc, nie widzę na tej płycie niczego – jak na tę chyba najbardziej kolorową postać w historii jazzu – wielce nieprzystępnego.

Free jazz w granicach rozsądku, z bardzo ciekawym wykorzystaniem minimooga. Jedyne, czego bym nie zalecał, to słuchanie „Crystal Spears” na słuchawkach. Minimoog leci jedynie w prawym kanale i troszkę to może męczyć.

Kolejne ze wznowień arcybogatego dorobku Hermana Poole’a Blounta. W ubiegłym roku Modern Harmonic wydało to na CD i LP, w styczniu „Crystal Spears” pojawił się na Bandcampie. Wcześniej był chyba tylko bootleg włoskiego Sinner Lady Gloria (2014 r.).