trio_io – waves [bôłt records; 2019]

trio_io – bandcamp

trio_io – facebook

boltrecords.pl

bôłt records – facebook


zdjęcie: Paulina Ornatowska

Trio_io pewnie niezbyt często pojawiało się w podsumowaniach najlepszych płyt 2019 roku. Sam muszę przyznać, że zanim zabrałem się za porządne słuchanie „Waves” i pisanie o tej płycie, minęło parę miesięcy od momentu, gdy sprezentowano mi ten materiał. Cóż, nie jest to rzecz łatwa, którą można wrzucić sobie ot tak po pracy, między obiadem a nowym odcinkiem serialu. Wymaga skupienia, bo inaczej przeleci gdzieś koło uszu.

Na „Waves” pewnie bym nawet nie trafił, gdyby gitarzysta Trio_io Łukasz Marciniak nie podrzucił mi CD do mojego ulubionego Komisu Płytowego. Łukasz grał kiedyś w MakeMake, które zresztą udało mi się zobaczyć parę lat temu w katowickiej Katofonii.

Gitara elektryczna, ale też flet (Zofia Ilnicka) i Skrzypce (Jakub Wosik). Trochę nieufnie podchodziłem do takiego zestawu instrumentów. Jak się okazało, niesłusznie.

(o)(o)

Pisanie o muzyce granej przez Trio_io to faktycznie trochę „tańczenie o architekturze”, sięgam więc po ściągę ze strony wydawcy, Bôłt Records. „Waves”, czytamy, to „(…) otwarte formy, czerpiące z tradycji muzyki kompozytorów współczesnych, eksperymentów z preparacją instrumentów oraz elementów free jazzu i muzyki ludowej”.

Co ciekawe, zupełnie ten opis nie pasuje mi do zawartości debiutu Trio_io. Będąc osoba nieosłuchaną w twórczości kompozytorów współczesnych oraz w muzyce ludowej, jedyny punkt odniesienia, jaki w swojej ignorancji znajduję, to reichowski repetytywizm: w moich chyba ulubionych (może dlatego, że najbardziej przystępnych) – „El” oraz zamykającym całość „K.”, przekierowujących Trio_io z rejonów awangardy w rejony… awangardowego post-rocka.

Te numery oraz kojarzący mi się z genialnymi Storm & Stress „Wings”, są mi najbliższe.

O, a teraz przyszło mi do głowy skojarzenie z dziewięciopłytową serią „SYR”, na której Sonic Youth ambitnie interpretowali muzyczną awangardę XX wieku.

Czyli coś tam kumam. Możecie wciąż podsyłać płyty z utworami bez podziału na zwrotkę i refren.

„Waves” to raczej rzecz dla kogoś, komu postrzeganie muzyki zmienił John Cage, nie „Bottled Violence” Minor Threat, ale muszę przyznać, że z mojego prostackiego punktu widzenia jest to płyta w swoim minimalizmie fascynująca.

A najbardziej podoba mi się to – nie umniejszając gitarowej roboty Marciniaka – w jaki sposób zostały użyte flet oraz skrzypce. Ani przez chwilę, słuchając debiutu Tri_io, nie pomyślałem o tym, ze to instrumenty, za którymi nigdy nie przepadałem.

(o)(o)

Chętnie wrócę do minimalizmu „Waves”. Potrzebna jest muzyka, która wymaga skupienia i nie nadaje się na ścieżkę dźwiękową do codziennego banału i przewidywalności. Choć w sumie to ciekawe, czy słuchanie Trio_io ma np. wpływ na kształt obranego ziemniaka. Może warto sprawdzić.

A zupełnie serio – ta płyta to wyzwanie, które warto podjąć.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

razy – modła. [głowa konia nagrania; 2017]

bandcamp

facebook

Przeglądam folder z płytami do zrecenzowania i widzę takie coś, że nie wiem, co jest nazwą zespołu, a co tytułem płyty. Szybkie śledztwo wykazało, że zespół nosi nazwę „Razy” (Darek Dzwolak – bębny, Paweł Nałysnik – gitara i saksofon), a płyta ma tytuł „Modła.”. Underground undergroundu.

Pierwotnie miałem Razy wrzucić tu, ale tak bardzo mi się spodobały, że postanowiłem zrobić o nich osobny post.

***

Post-rock (ale „awangardowy”, nie mogwaiowy), freejazzowy saksofon, transowe, nachalne wręcz bębny – wszystko, co lubię, zawarte w nagraniach, których pewnie nigdy bym nie usłyszał, gdyby życzliwa osoba ich nie podesłała.

Nie chcę się tu bawić w banalne rozkminy o tysiącach nieodkrytych płyt, które są dużo ciekawsze niż duża część tego, na co się wpada na co dzień, ale „Modła.” (bardzo ładna okładka!) do tego typu rozmyślań mnie sprowokowała.

***

Trzecie na płycie, kapitalne „Tysiące.” – tak mogłaby brzmieć Ewa Braun, ale nie związana wokalem Dymitera, a mająca więcej swobody dzięki saksofonowi.

***

Wrzucone wyżej wideo zapowiada ponoć nowe nagrania. Czekam z niecierpliwością.

parampampam trio – pppt22 [2019]

bandcamp

facebook

Zabierałem się do Parampampam Trio od paru miesięcy jak pies do jeża. Zespół z Olsztyna potrafi wydać w ciągu roku tyle płyt, ile inni przed dekadę, więc obawiałem się, że może to być jakieś trudne do strawienia impro. W końcu jednak postanowiłem wybrać jakiś materiał do recenzji – padło na tegoroczny.

Pierwszy kawałek z „PPT22”, „Derby”, przywodzi na myśl Ewę Braun, wychodzącą dalej niż miała to w zwyczaju poza strukturę rockowego utworu. Także ostatni numer, „Czekając na cud”, mógłby być noise’ową improwizacją zagraną przez jeden z najważniejszych zespołów w historii polskiego undergroundu. Również Kristen to zespół, którego nazwę można by wymienić w kontekście dźwięków generowanych przez Parampampam Trio.

Muzyka zawarta na najnowszym materiale Parampampam Trio (gdy piszę te słowa, olsztynianie mogli dorzucić ze trzy nowe) przywodzi na myśl wspomnianą Ewcię, czasem wręcz wyśmiewający rockowe kanony post-rock Storm & Stress, pasuje do niej też – wyświechtane tak bardzo, że aż wstyd go użyć – określenie „transowość psychodelii”. Najkrótszy w zestawie „Rylec” ma z rockiem najmniej wspólnego, ale stanowi udany przerywnik między postrockowo-psychodelicznym lotem olsztynian, kojarzący się z jakimś nagraniem Sonic Youth z eksperymentalnej serii „SYR”.

Nie ma tu jednak mowy o naśladownictwie czy braku oryginalności, to wskazanie punktu odniesień mających dać jakiś tam, obraz tej niełatwej, ale też w sumie… prostej muzyki. Im częściej włączam ten materiał, tym mniej myślę o innych niż Pamparampam Trio wykonawcach.

Moja muzyka. Lecimy z innymi płytami.

caspar brötzmann & peter brötzmann ‎– last home [1990] /

linki w komentarzach / links in comments

caspar brötzmann

peter brötzmann

discogs

Wrzuciłem niedawno wspaniałą płytę zespołu Marriage „For Brötzmann”, dedykowaną Peterowi Brötzmannowi. Pomyślałem, że dobrze byłoby też uhonorować samego niemieckiego saksofonistę, klarnecistę, tarogacistę i pewnie kogoś jeszcze. Oczywiście brodaty (choć, jak się dobrze przyjrzeć, to bardziej pasowałoby słowo „wąsaty”) muzyk naprodukował tyle płyt, że łatwiej byłoby znaleźć katowiczanina, którego nie wkurwia COP24, niż wybrać jeden materiał. Pomyślałem, że okej będzie wrzucenie płyty, którą Peter Brötzmann nagrał z synem Casparem.

Napierdalają jak dziki.

***

Igor Posner

marriage ‎– for brötzmann [2013] / ralph gibson

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

facebook

monofonus press

Zespół, w którym grają m.in. Mike Kanin z Black Eyes i Nate Cross z USA/Mexico. Marriage to jedna z moich ulubionych kapel z ostatnich lat – zupełnie nieefektowne połączenie psychodelii i post-punka czy jak to nazwać. „For Brötzmann” (chodzi oczywiście o Petera) to płyta, którą tak naprawdę doceniłem dopiero teraz.

Trzeba by w końcu sprawdzić materiał nagrany z Robem Mazurkiem.

***

Ralph Gibson

%d blogerów lubi to: