Posts Tagged ‘rock’

where is jerry – bang! bang! [2017]

11/08/2017

whereisjerry.pl

(pod tym adresem znajdziesz rownież odnośniki do Facebooka czy Bandcampa)

Najnowsza płyta gdańskiego zespołu zdaje się chcieć przypominać czasy, gdy piwo i dziewczyny lepiej smakowały, a po przyjściu do domu można było włączyć telewizję i się nie porzygać. Czyli, jak dla mnie, zamierzenie idealne.

Problem w tym, że są na „Bang! Bang!” fragmenty zarówno dobre – kiedy np. gitara brzmi świetnie (za tę, co się pojawia w 30 sekundzie ostatniego – najlepszego – numeru, dałbym się pokroić) – jak i nijakie. Słucham właśnie piosenki „Stereoscope”, która jest dobrym tego przykładem (choć w niej akurat więcej dobrego).

Podobnie jest z wokalem, który – chyba lepszy niż na wcześniejszych wydawnictwach – czasem brzmi do rzeczy, a czasem irytuje.

No więc ta mieszanka grunge’u (?) i tzw. alternatywnego rocka wzbudza we mnie ambiwalentne odczucia, ale chętnie posłucham kolejnego materiału Where is Jerry. O ile Vreen po takiej (pseudo)recenzji mi go przyśle.

PS Okładka, jak zawsze, zajebista.

umpagalore – w dół me konie [radio rodoz, 2016]

25/03/2017

bandcamp

facebook

blogspot

Niezmordowany Johann Vreen atakuje kolejnym zespołem, Umpagalore. „W dół me konie” to rock, który – jak stwierdził sam artysta – „śmierdzi latami 90. z daleka”. (Myślałem, że to coś nowego, ale na Bandcampie jest też stara płyta, z 2006 roku, i odnośnik do nieaktualnej strony zespołu).

„Nie to, żeby cofnęli się do lat 90. Oni stamtąd nigdy nie wyszli. Są absolutnie serio i bez żadnego mrugania okiem. Grają heavy-rockowe ballady. «W dół me konie» (cóż za tytuł!) to lo-fi home recording masterpiece” – czytamy na Bandcampie zespołu.

O bardzo ładnie wydany przez Radio Rodoz CD można zagadać chociażby na Facebooku.

Następnym razem o „płycie, z którą się najmniej jebaliśmy”. Ale to, jak odzyskam magnetofon.

daddy longhead – cheatos [1991] / mélanie laurent

30/09/2016

10fuckingstars-wordpress-com

linki w komentarzach / links in comments

touch and go

discogs

1

Z wszystkich wytwórni najbardziej lubię Touch and Go. Nie dość, że wydawała najlepsze zespoły (Shellac, The Jesus Lizard), to na dodatek jej katalog jest niewiarygodnie różnorodny. Dziś T&G to właściwie tylko nowe Shellaki (raz na sto lat) i reedycje. Szkoda.

Debiut Daddy Longhead może skojarzyć się z Butthole Surfers, co w sumie nie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że założycielem zespołu był Jeffrey Pinkus. Na bębnach mamy Reya Washama z Big Boys, Rapemana i Scratch Acid. Trzecim członkiem zespołu był Jimbo Young. Nie znam go, szczerze mówiąc, z innych zespołów, ale obawiam się, że chodzi o muzyka, który zmarł w 2015 roku na czerniaka tęczówki. Miał 45 lat. Ja pierdolę, co za pojebany świat.

„Cheatos” to najlepsza płyta Daddy Longhead z tych, które znam, a nie słyszałem jedynie EP-ki. Nie zabija, ale jest bardzo dobra. Debiut Daddy Longhead (Daddy’ego Longheada?) jest pojebany, dwa kolejne albumy są – jak dla mnie – nazbyt rockowe czy jak to nazwać.

***

Mélanie Laurent

1

2

3

4

5

6

alice cooper – pretties for you [1969] / santillo

22/03/2016

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

discogs

alice-cooper

Oglądam pierwszy sezon serialu „Vinyl”. Bardzo mi się podoba, inteligiencja kręci nosem. W jednym z odcinków pojawia się postać Alice Coopera – fajny motyw. Pomyślałem więc, że można by wrzucić płytę „Pretties for You” – to był album zespołu Alice Cooper, nie solowa płyta Vincenta Damona Furiera, który jako Alicja w zespole zresztą grał.

Świetny, chwilami beatlesowski, delikatny psych. Płyta wyszła w wytwórni Franka Zappy i jego menedżera. Alice Coopera poznałem dzięki kawałkowi „Poison” (płyta „Trash” z 1990 roku; lubię ten numer do dziś).

***

Santillo

1

2

3

4

5

6

va – touch and go w antenie krzyku #6/2000-1/2001 / kate moss by mario sorrenti

02/05/2015

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

tracklista

antena krzyku

touch and go / quarterstick records

Padł mi komp, więc muzyki słuchałem tylko z winyli i CD. No i przeglądając półkę z płytami, trafiłem na tę składankę, dawno temu dołączoną do „Anteny Krzyku”. Od Don Caballero do Skull Kontrol.

Ponoć Steve Albini miał powiedzieć, że każdemu, kto wskaże lepszą wytwórnię niż T&G, zrobi laskę. Uwielbiałem wchodzić na touchandgorecords.com za starych czasów, gdy zaczynałem korzystać z netu. Różnorodność tych kapel działała na wyobraźnię. Zresztą do dziś tak jest.

***

Nie jestem pewien, czy piękna, ale do bólu fotogeniczna Kate Moss. Wszystkie – chyba – zdjęcia autorstwa Maria Sorrentiego.

1

2

3

4

5

6

artykuły rolne – artykuły rolne [2015]

03/04/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

1

Z cyklu: „Nie mam czasu na pisanie recenzji”.

Do zespołu Artykuły Rolne byłem trochę uprzedzony, bo nie przepadam za „kabaretowymi” nazwami, no i połączenie noise rocka z psychodelią również nie wzbudzało zaufania. Ale jest OK – im dalej, tym lepiej.

Zaczyna się od średniego, zbyt rockowego numeru. Potem jest coraz lepiej, a całość wieńczy najlepszy kawałek – już czysty psychodel – „Śniadanie jest najważniejsze”.

Nie mam czasu na pisanie recenzji, ale zacytuję opinię fajnej dziewczyny: „Artykuły Rolne są zajebiste! Dziękuję”.

where is jerry – 10 day langfuhr forecast [2013; radio rodoz]; arvo [2014; radio rodoz]

18/12/2014

ep10

avro1

where is jerry

radio rodoz

bandcamp

blog vreena

10fuckingstars.wordpress.com

To jeden z zespołów Johanna Vreena (ja lubię najbardziej chyba In the Name of Name). Na obu płytach mamy coś między „normalnym” a alternatywnym rockiem.

Dzięki, Mateusz, za płyty i sorry, że tak po łebkach, ale nie mam obecnie czasu na pisanie wnikliwych recenzji, kończących bądź rozkręcających kariery zespołów. Pokrótce: podczas słuchania tych dwóch EP-ek nie miałem ochoty na to, by wyskoczyć przez okno albo zadzwonić do swojej terapeutki. No i ten genialny pies na okładce.

Wrzucam linki i niech każdy wyrobi sobie sam zdanie. Albo zapyta kumpli, jeśli im ulega, nie jest sobą.

„when you got nothing, you got nothing to lose”

28/06/2013

Oznaką starzenia się jest to, że docenia się rzeczy, na które kiedyś machało się ręką, albo nawet robiło z nich jaja. The Beatles, Led Zeppelin, Bob Dylan… Ta piosenka, jej tekst, sposób, w jaki Dylan go zapodaje – no, ja pierdolę. Lepiej się nie dało. Kiedy Robert Allen Zimmerman śpiewa „How does it feel?”, to wcale nie wali mnie to mniej po łbie niż „There are two people here, and I want you to kill them”, „In the summer it’s all bad, but in the winter it’s ok” czy „Where have they been?”.

Co dalej? Rolling Stonesi?

mp3

„to jest piosenka dedykowana najładniejszej pani obecnej w amfiteatrze”

29/01/2013

Szukałem tego na yt, a znalazłem na świetnym blogu Dziękuję moim MC. Krotki koncert najlepszej kapeli w historii rocka – Opole, 18 lat temu.

Nie mogę sobie przypomnieć, jak nazywali się, przepraszam za wyrażenie, konferansjerzy.

wojt i vreen – kandibura [2012]

31/12/2012

1

Moja niechęć do pisania recenzji zbiegła się z tym, jak dostałem od Mateusza Kunickiego, czyli Johanna Vreena płytę „Good luck ro-Man, good luck Witch”. Nawet o niej tu nie wspomniałem. Vreen podesłał mi mimo tego płytkę, którą nagrał wraz z Wojtem. „Kandibura” jest, jak sam napisał, „nieźle nagrana, miła do słuchania”.

Muzyka zawarta na płycie opisywana jest m.in. jako folk i lo-fi. No cóż, prawie każda muzyka, w której słyszymy gitarę akustyczną, nazywana jest folkiem. Co do lo-fi, to może jestem słaby w uszach, ale słychać tego na „Kandiburze” tyle, co na płytach Pink Floyd (o, właśnie zauważyłem, że sami panowie też tak otagowali swoje dzieło na bandcampie. Może ja po prostu słabo kumam ten termin). Z drugiej strony, trzeba przyznać, że muzykę Wojta i Vreena, choć jest bardzo tradycyjna i nie ma w niej miejsca na eksperymenty, trudno jednoznacznie zakwalifikować. Mnie to, co robią obaj panowie, najbardziej przypomina… The Beatles.

Kiedyś bym pewnie nie zadał sobie trudu, żeby kilka razy przesłuchać taką płytę. Dziś robię to z przyjemnością (tylko czasem angielski wokalisty brzmi kiepsko, zwłaszcza w „Tell Me”). I nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Stałem się „bardziej dojrzałym odbiorcą” czy zdziadziałem? No ale kiedyś śmiałem się z Beatlesów, teraz ich słucham z przyjemnością (może poza niemiecką wersją „I Wanna Hold Your Hand”).

Zastanawiałem się, czy „czwórka” to nie za dużo. Ale chyba dwa najlepsze numery na płycie – „All This Changes” i „Sin” (zwłaszcza ten drugi) – podpowiadają, że jednak nie. Nie zmienia to faktu, że z nagrań Vreena, które poznałem do tej pory, najbardziej podeszła mi płyta In The Name Of Name.

A tak w ogóle to był to udany rok dla polskiej muzyki. O czym jeszcze napiszę.

[4/6]

Radio Rodoz (znajdziecie tam też inne przydatne linki)


%d blogerów lubi to: