Posts Tagged ‘post-hardcore’

enregistré par steve albini – the ephemera’s worship [2004] / zoom out

13/08/2017

linki w komentarzach / links in comments

stevealbini.free.fr

Zespół o zajebistej nazwie, pochodzący ze Strasburga. Trzy składanki i jedna EP-ka, wydana własnym sumptem. Prawie tak samo jak płyta, podoba mi się wciąż działająca strona zespołu (nic, że niezbyt bogata w treść). To były czasy. Facebook i Bandcamp, niestety, nie mają takiego klimatu, jak stare dobre strony.

Muzyka to post-rock ożeniony z jazzem, noise rockiem, post-hardcore’em, math rockiem i emo. W „Le Progrès” słychać Abilene.

Nie jest to codziennością w przypadku tego typu zespołów – tekst zaangażowany. Chłopakom nie podoba się kapitalizm.

Niezły materiał. Francuzi, gdy idą w takie klimaty, zazwyczaj nie zawodzą.

***

Zoom Out

alloy – eliminate [1992] / kirsten dunst by marc baptiste

31/03/2017

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

discogs

Podczas konsumpcji Namysłowa wzięło mnie na wspomnienia. Zacząłem przeglądać katalog QQRYQ Productions i natrafiłem na Alloy – zespół, w którym udzielał się m.in. Vic Bondi ze wspaniałej kapeli Articles of Faith. Trzeba przyznać, że QQRYQ wydało mnóstwo doskonałych kaset.

AoF to, wiadomo, klasyka, ale Alloy to kapela chyba zapomniana. Naprawdę warto! – jak mawiał Piotr Najsztub. Ostatni numer na bank Pietia Wierzbicki puścił w Trójce – w „Ręce boksera” Macieja Chmiela. To były czasy.

***

Yes.

circus lupus – solid brass [1993] / bob sala

17/03/2017

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

dischord

O Circus Lupus dowiedziałem się chyba z zina „Corek”. Spodobała mi się nazwa i z miejsca chciałem posłuchać tego zespołu. Miałem wtedy – mieszkając na wygwizdowie, nie mając żądnych znajomości – na to takie szanse, jak teraz Kazimiera Szczuka na zostanie modelką Hajmana.

Gdy po latach włączyłem Circus Lupus, wpierw byłem lekko rozczarowany, żeby po chwili stwierdzić, że te nerwowy mix post-punka i post-hardcore’a wspaniale kopie.

Pierwsza płyta, „Super Genius”, może i lepsza (?), ale gdy parę lat temu postanowiłem wrzucić Circus Lupus, były to czasy, gdy tego typu blogi miały jeszcze sens, a „jedynka” tej kapeli była o wiele łatwiejsza do znalezienia niż „dwójka”. Niech więc będzie.

Zespół pochodził z Madison w Wisconsin, ale jest w nim coś w chuj brytolskiego. Mnie się kojarzy troszkę z The Fall.

***

Bob Sala. Ależ bym został takim Salą, Ferrarim czy Hajmanem.

chavez – gone glimmering [1995] / mateusz hajman

28/01/2017

10fuckingstars-wordpress-com

linki w komentarzach / links in comments

facebook

matador

10fuckingstars-wordpress-com

Na pierwszym LP Chavez znajduje się niemal wszystko, co najlepsze w gitarowych graniu lat 90. Ten miks tzw. alternatywnego rocka z posthardcore’em, przyprawiony math rockiem, pięknie kopie po ponad 20 latach. Gitary brzmią jak Pan Bóg przykazał. Można powiedzieć, że „Gone Glimmering” w dużym stopniu zbiera do kupy to, co w muzyce lat 90. lubię najbardziej.

Po dwudziestu jeden latach Chavez wydał nowy materiał, EP-kę „Cockfighters”. Oby to było słuchalne.

***

Mateusz Hajman. Głośne, brainbombsowe „YES!” dla tego pana.

1

2

3

4

5

6

no values – we don’t talk about the weather [2016]

12/03/2016

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

1

Z cyklu: „Nie mam czasu na pisanie recenzji”.

Michał Chotkiewicz, gitarzystę No Values, zaprosił mnie do „obczajenia” nowej płyty zespołu. Nie miałem dobrych przeczuć. No bo trudno znaleźć nowe zespoły posthardcore’owe, których chce się słuchać. No Values wypada dobrze, choć nazbyt monotonnie, gdyż zbyt często bazuje na tej samej zagrywce gitarowej, przez co chwilami odnoszę wrażenie, jakbym przez pół godziny słuchał tego samego numeru.

Nie zmienia to faktu, że przesłuchałem „We Don’t Talk About The Weather” parę razy. Wątpliwości są, ale na szczęście na koniec mamy chyba najlepszy kawałek, „Generic Screamo”. No a wiadomo: nie ma jak dobre zakończenie.

W zestawie najlepszych płyt 2016 roku „We Don’t Talk” pewnie nie będzie, ale zostawię ją na dysku. Biorąc pod uwagę, że trafia do mnie jakiś milion płyt rocznie, z czego nie jestem w stanie wysłuchać trzech czwartych nawet raz – należy ten fakt potraktować jako komplement.

bitch magnet – umber [1989] / luca bortolato

12/09/2015

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

glitterhouse records

temporary residence ltd

bitch magnet

Było Bastro, więc czemu nie miałby się pojawić Bitch Magnet? Kolejny wielki zespół mniej więcej z tego samego okresu. Nieprzyzwoicie dobra płyta, trudno mi uwierzyć, że powstała w 1989 roku. Dziś Bitch Magnet zakasowałby wszystkich takim albumem.

Reunion? A jak!

BM

***

Luca Bortolato

1

2

3

4

5

6

bastro – diablo guapo [1989] / valentin chenaille

30/08/2015

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

discogs

bastro

Wybitna płyta, niezwykle dojrzała zresztą, ale pełna energii. Trudno w to uwierzyć, ale John McEntire (później m.in. w Tortoise) miał w 1989 roku 19 lat. Słyszeliście ostatnio jakąś naprawdę dobrą kapelę złożoną z gówniarzy? Spodobała mi się płyta Ukrytych Zalet Systemu. Myślałem, że to jakies łebki – idę na koncert, a tam gość siwy jak ja.

Piękny album.

Homestead Records wydało, oprócz Bastro, takie legendy, jak Big Black, Sonic Youth, Swans czy Nick Cave and the Bad Seeds.

***

Valentin Chenaille

1

2

3

4

5

6

lunapar – lunapar [2014]

30/06/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

Na prośbę znajomego napisałem kilka słów o płycie zespołu Lunapar. Do przeczytania na wsa.org.pl

abilene – abilene [2000] / wygaszone zakłady pracy

24/01/2015

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

slowdime na stronie dischord

1

W ciągu tych wszystkich lat słyszałem pewnie z milion zespołów. Co ciekawe, Abilene poznałem dopiero ze dwa lata temu dzięki dobremu koledze, który prowadzi świetny blog. Z kolegą, choć mieszka w Anglii, a ja bywam chory, gdy muszę odbyć 25-minutową drogę do Katowic, zdążyliśmy się już porządnie najebać i zobaczyć m.in. koncert Slint. To tyle w kwestii złego wpływu internetu na kontakty międzyludzkie.

Drugi album, „Two Guns, Twin Arrows”, jest lepszy, na co wpływ ma trąbka, która nadała muzyce Amerykanów głębi (gra na niej Fred Erskine z June of 44 i Hoover). Na pierwszą też jednak trudno narzekać.

Nic, tylko się reaktywować (koniecznie z trąbką). Ci ładni posthardkorowcy wolno się starzeją i mniej łysieją niż zwykli śmiertelnicy.

***

wygaszone zakłady pracy (dobra nazwa dla zespołu)

Dziś bez „gołych bab”, bo ciekawą rzecz znalazłem na fejsbuku.

Cała ta nasza transformacja to niezły przekręt. Z jednej strony, nie wprowadzono wolnego rynku, z drugiej – te zgliszcza stąd, że „rynek zweryfikował sens istnienia takich zakładów”. Zapewne wiele przykładów to demagogia i należałoby się przyjrzeć każdemu z osobna, ale myślę, że to efekciarskie zestawienie zdjęć wiele mówi o naszym kraju. A alternatywa jednak bardziej zainteresowana tym, że jakiś bazyl zjadł w sejmie sałatkę.

6

5

4

3

2

1


%d blogerów lubi to: