freedom fighters – my scientist friends [1997] / iness rychlik

linki w komentarzach / links in comments

amrep

i heart noise

Zespół, o którym nie dowiesz się za wiele z netu (zdjęcia też nie znajdziesz). W katalogu Amphetamine Reptile napisano, że to „dwie gitary i przyjazny typ na bębnach”, dzięki Discogsowi zobaczysz, kto grał w FF i czy również w innych kapelach (bardzo skromne to info).

Wydali jeden LP – „My Scientist Friends” (wspomniany AmRep), siódemkę „Bell or Bat” (Meat Records, 1996), której niestety nie znam, kawałek „Slim Sissy” pojawił się na składance wydanej przez No Alternative w 1999 r., a „Deliver Us” na jednej z odsłon kultowej „Dope-Guns-‚N-Fucking In The Streets” (czy może być piękniejszy tytuł?). I to chyba wszystko.

I Heart Noise odsyła nas do nieistniejącej już recenzji na Ink19, w której ktoś, pisząc o FF, posłużył się ponoć zdaniami „Experimental punk rock, reminiscent of the groups such as Helmet, Cosmic Psychos, and Today is the Day” oraz „F² takes a nod from such former acts as Naked Raygun and Reagan Youth and resurrects the spirit of punk when it still had the capacity to break fresh, new, and often weird ground”.

Miło, że nie wszyscy słyszymy to samo, ale jeśli miałbym szukać odnośników – wskazałbym na Drive Like Jehu (a przy „Crows Nest” na Chokebore – można się tak pobawić, jeśli ktoś lubi). Chwilami nawet wokal Franka Bevama przypomina nieco to, co z gardła wydobywa Rick Froberg.

Świetna, pełna energii, posthardkorowa, chwilami noiserockowa, płyta. Za chwilę gitary przestały cokolwiek znaczyć.

CD do kupienia za 55 zł w Dodaxie.

***

Iness Rychlik

Średnio pasują te zdjęcia urodzonej w Polsce artystki do w sumie pogodnej muzyki Freedom Fighters, ale tak bardzo mi podeszły, że je wrzucam, nie czekając na lepszą okazję.

love 666 – american revolution [1995; amphetamine reptile records] / anthony presley

linki w komentarzach / links in comments

amrep

Gdy napisałem na fejsie, że najlepsza płyta wydana prze AmRep to „Into the Vortex” Hammerhead, ktoś skontrował, że nie, bo „American Revolution” Love 666. Wątpię, ale tak myślę, nie ma się co spierać. Jeżeli dyskutujesz o gustach, znaczy to, że prawdopodobnie ostatnio bardzo cię zainteresował artykuł o japońskich seksrobocicach.

Piękna płyta. Po rozpadzie Love 666 panowie tworzący ten zespół coś tam pykali, ale nie była to już amerykańska rewolucja.

Nieoceniony Outside wydał u nas „American Revolution” na kasecie. Swoją drogą, płyta ma kapitalną okładkę. Przeglądałem na jakimś z żenujących indie-portali zestawienie najlepszych okładek ubiegłego roku – naprawdę nisko to wszystko upadło. Graphic design, jakby zajmował się tym Ireneusz Jeż.

Nie ma chyba niczego ciekawego na temat Love 666 w necie.

O, a tu znajomy lewus wrzucił ten materiał. „Nie ukrywajmy – liczy się muzyka”.

***

Anthony Presley

cosmic psychos – blokes you can trust [1991] / bob carlos clarke

linki w komentarzach / links in comments

cosmic psychos

amphetamine reptile

Stare, australijskie szajbusy, mające na koncie wiele płyt pokazujących, że granie rokendrola ma sens. Co pocieszające, jedna z lepszych to całkiem świeża rzecz: pochodząca z 2015 roku „Cum The Raw Prawn”.

Nowy klip i stara płyta dla AmRepu.

***

Bob Carlos Clarke

boss hog – cold hands [1990]

10fuckingstars.wordpress.com

coldhands2

cold hands 3

linki w komentarzach / links in comments

amrep

boss_hog

Przypomniał mi się zin „Korek”, bowiem na jednej z okładek pojawiła się Cristina Martinez z Boss Hog. Było to to samo zdjęcie, które zdobiło okładkę płyty „Cold Hands”. Widywał człowiek brzydsze kobiety w swoim życiu.

„Korek” był ok: bez typowo scenowego, politycznie poprawnego kija w dupie.

korek5_93_1
independentzambrow.blogspot.com

Boss Hog to jeden z zespołów Jona Spencera. Nie wiem, może i mój ulubiony, choć pod koniec brzmiał chwilami niemal popowo (pojawiły się nawet taneczne remiksy).

Zespół reaktywował się w 2008 roku. Niestety, koncertówka „Live At WFMU On The Cherry Blossom Clinic 12/20/2008” nie zachwyca.

Tak czy siak, zajebista kapela. No i okładki najlepsze. Wrzucam „Cold Hands” – najlepszy materiał. No i kawałki z niego, to pierwsze numery zespołu Martinez, jakie usłyszałem.

1

2

4

5

6

guzzard – get a witness [1993] / tony futura

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach

amphetamine reptile

discogs

myspace

10fuckingstars.wordpress.com

Guzzard:
1. (czasownik) wypijać ostatnie krople piwa lub innych napojów alkoholowych pozostawionych w barze lub na przyjęciu. Czynność niebezpieczna, która może doprowadzić do wchłonięcia zgaszonych papierosów, nieznanych używek bądź pospolitych chorób.
2. (rzeczownik) ktoś, kto wypija ostatnie krople piwa z butelek lub drinków ze szklanek, kieliszków. Często osoba taka wprowadza się w bardzo mocny stan upojenia alkoholowego z powodu dziwnych substancji, które często można znaleźć w niedopitym napoju.

Myślałem, że to znany zespół, a nie mają nawet strony w Wikipedii. Byli z Minneapolis, grali w latach 1991-1996. Przynajmniej dwóch z trzech członków Guzzard grało jeszcze w takich kapelach jak Snails i Monster Zero. Ponoć Pete Beeman brzdąka w czymś, co nazywa się Burning Brides, ale biorąc pod uwagę zdjęcia tego zespołu, jakoś trudno mi uwierzyć.

Guzzard usłyszałem chyba po raz pierwszy w audycji „Ręka boksera” w Trójce, gdy gośćmi byli panowie z Outside’u. Wydawało mi się też, że wydali „Get a Witness” na kasecie, ale chyba jednak nie.

Świetna rzecz. Brzmi trochę jak skrzyżowanie Tar z Helmet.

***

Tony Futura

5

1

3

6

2

4

mama tick – gimme the five bucks ‎[1994]

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

skin graft

reglarwiglar.com

Jeden z wielu zespołów noiserockowych z połowy lat 90., o których dziś pies z kulawą nogą nie pamięta, a takie Pissed Jeans mogłoby mu (zespołowi) possać pałkę. Jeden LP, kilka singli, splity – i tyle. Zero zdjęć w necie, a nawet Johnboya fotkę znalazłem. Nie wiem, co robili panowie po Mama Tick, oprócz jednego, który grał w chyba jakiejś deathmetalowej drużynie, więc nie może to być nic ciekawego.

die nerven – fun [2014] / erik kessels

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

die nerven

this charming man records

fin du monde

1

To jedna z tych płyt, które przy pierwszym odsłuchu sprawiają, że chce się skakać pod sufit, a przy następnych – niekoniecznie. Trzeba jednak przyznać, że to bardzo dobry materiał. Inna sprawa, że Niemcy złagodzili brzmienie, pewnie następny LP będzie nieciekawy. Na plus to, że wciąż śpiewają po niemiecku.

Są na „Fun” momenty. Die Nerven wyróżnia się spośród miliona nudnych, garażowych zespołów.

Poza tym to ulubiona niemiecka kapela ekipy Amphetamine Reptile Records. Wydali u nich singla, teraz pojawią się na kolejnej części składanki „Dope-Guns-‚N-Fucking In The Streets”.

***

Erik Kessels wydał 12 książek ze zdjęciami, które „The Guardian” określił jako „dziwne, często surrealne”. Cztery razy pies jak z horroru, dwa razy mokre przygody Valerie. Banał codzienności przybierający nieoczekiwane formy. Dzięki, Hady, za podesłanie.

1

2

3

4

5

6