Archive for the ‘nie mam czasu na pisanie recenzji’ Category

betanjehu – 666 [2017]

27/07/2017

bandcamp

Kibicuję zespołom, które robią za underground undergroundu. Tak jak kibicowałem Betanjehu, który niestety zakończył działalność.

Zespół z Lublina poruszał się w różnych muzycznych rejonach: noise rock, free jazz, post-rock, psychodelia… Zawsze awangardowo, ale nigdy (przynajmniej nie kojarzę takich nagrań) nie było to eksperymentalne pierdzenie dla samego pierdzenia.

„666” to soundtrack do komiksu trębacza. Udane męczenie buły. I pamiętajcie: unikajcie grania z Afrojaxem.

umpagalore – w dół me konie [radio rodoz, 2016]

25/03/2017

bandcamp

facebook

blogspot

Niezmordowany Johann Vreen atakuje kolejnym zespołem, Umpagalore. „W dół me konie” to rock, który – jak stwierdził sam artysta – „śmierdzi latami 90. z daleka”. (Myślałem, że to coś nowego, ale na Bandcampie jest też stara płyta, z 2006 roku, i odnośnik do nieaktualnej strony zespołu).

„Nie to, żeby cofnęli się do lat 90. Oni stamtąd nigdy nie wyszli. Są absolutnie serio i bez żadnego mrugania okiem. Grają heavy-rockowe ballady. «W dół me konie» (cóż za tytuł!) to lo-fi home recording masterpiece” – czytamy na Bandcampie zespołu.

O bardzo ładnie wydany przez Radio Rodoz CD można zagadać chociażby na Facebooku.

Następnym razem o „płycie, z którą się najmniej jebaliśmy”. Ale to, jak odzyskam magnetofon.

ugory – padlina [2017]

25/02/2017

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

Kolejny udany materiał Ugorów, choć – jak dla mnie – zespół trochę za bardzo tym razem skacze po krzakach i sąsiadach (patrz: tagi). Przykładowo po „szatańskim” „Dnie odzywającym się do mnie” nagle mamy postrockową miniaturkę „Łąki nadnoteckie”, a po chwili „podwodny” ambient itd.

Niezmiennie kibicuję, słucham z przyjemnością, ale czekam na bardziej spójny materiał zespołu Marcela Gawineckiego.

burninghole – cøaxial [music is the weapon; 2016]

23/12/2016

10fuckingstars-wordpress-com

bandcamp

facebook

music is the weapon

10fuckingstars-wordpress-com

Jeszcze jeden udany materiał z Music is the Weapon. „Solowy projekt Pawła Plotty (…) to połączenie ambientowych przestrzeni i eksperymentalnej warstwy rytmicznej z eterycznymi, shoegazowymi piosenkami”, czytamy na stronie wydawcy. Pasuje, choć opis dotyczy wcześniejszych nagrań.

Wcześniejszy materiał Burninghole, „Songs for the Stoned Lovers”, rownież dostepny na Bandcampie.

lls & kordian trudny – lklts [2016]

20/03/2016

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

limited liability sounds

kordian trudny

Bez wielkich nadziei podchodziłem do płyty LLS i Kordiana Trudnego. Nie, żebym nie ufał talentom Adama Mańkowskiego i Maćka Domagalskiego; po prostu średnio wierzę w te wszystkie ambienty i „experimentale”. Zapewne jestem głuchy, ale czasem trudno po prostu stwierdzić, czy dany materiał nagrał jakiś wybitny muzyk, czy nastolatek, który nie miał co robić po szkole.

Nie będę się rozpisywał, bo uważam, że pisanie o muzyce zawartej na „LKLTS”, to faktycznie jest „tańczenie o architekturze”. Muszę jednak przyznać, że materiału LLS i Kordiana Trudnego wysłuchałem uważnie i uczciwie. Wniosek jest jeden: to jedna z nielicznych płyt wydanych w tym roku – a jest już przecież marzec – które zwróciły moją uwagę.

„LKLTS” to „muzyka rozpięta pomiędzy tętniącymi ośrodkami miejskimi Katowic i Łodzi”. W moim odczuciu brzmi to jak remiksy field recordings nagranych w kosmosie. Jestem niemal pewny, że wrócę do tych nagrań.

no values – we don’t talk about the weather [2016]

12/03/2016

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

1

Z cyklu: „Nie mam czasu na pisanie recenzji”.

Michał Chotkiewicz, gitarzystę No Values, zaprosił mnie do „obczajenia” nowej płyty zespołu. Nie miałem dobrych przeczuć. No bo trudno znaleźć nowe zespoły posthardcore’owe, których chce się słuchać. No Values wypada dobrze, choć nazbyt monotonnie, gdyż zbyt często bazuje na tej samej zagrywce gitarowej, przez co chwilami odnoszę wrażenie, jakbym przez pół godziny słuchał tego samego numeru.

Nie zmienia to faktu, że przesłuchałem „We Don’t Talk About The Weather” parę razy. Wątpliwości są, ale na szczęście na koniec mamy chyba najlepszy kawałek, „Generic Screamo”. No a wiadomo: nie ma jak dobre zakończenie.

W zestawie najlepszych płyt 2016 roku „We Don’t Talk” pewnie nie będzie, ale zostawię ją na dysku. Biorąc pod uwagę, że trafia do mnie jakiś milion płyt rocznie, z czego nie jestem w stanie wysłuchać trzech czwartych nawet raz – należy ten fakt potraktować jako komplement.

ugory – k.u.r.s.k. [2015]

25/12/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

Z cyklu: „Nie mam czasu na pisanie recenzji”.

Kolejne nagrania, za którymi stoi Marcel Gawinecki (Melisa, The Spire). Experimental, drone’y, te sprawy. Bardzo dobrze się tego słucha, a ja nawet gdybym umiał taką muzę recenzować, to i tak nie mam obecnie czasu. :)

Ale polecam.

atomico patibulo – dreszcze [2015]

15/12/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

discogs

Niespodziewanie w tym roku pojawił się materiał Atomico Patibulo – jednego z ciekawszych zespołów naszej sceny HC/punk lat 90. Kapela, w której grał m.in. Robal z Dezertera, wydała wcześniej dwie płyty w QQRYQ: „Marzenie C-1” oraz „Hiperglobalny żal”.

Niestety, nikt nie wpadł na pomysł, by napisać cokolwiek o „Dreszczach” na Bandcampie. Całość zamyka „Nie ma nas” Dezertera – numer, który ukazał się na składance „Nie ma zagrożenia – jest Dezerter”, więc pewnie „Dreszcze” powstały jakieś 10 lat temu.

Dobry materiał, choć chwilami brzmi zbyt… hardrockowo. Szkoda, że na Bandcampie nie ma tekstów, dalekich od sztampy („Chcę śpiewać pieśń, która goi wszystkie rany”). Bliżej temu do Armii, ale stąpającej po ziemi, niż do pankowego ględzenia.

the spire – earth mantra [2015]

13/12/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

10fuckingstars.wordpress.com
fot. Tomasz Rolniak

Z cyklu: „Nie mam czasu na pisanie recenzji”.

Zespół Marcela ze świetnej Melisy. The Spire to, panie kochany, metal: surowy, z basem ważniejszym od gitary i z szatańskim wokalem. Czasem taki, rzekłbym, bezpośredni, czasem – połamany. Mamy też fragment, nazwijmy go, drone’owo-psychodeliczny, czyli utwór tytułowy; chyba najlepszy na płycie.

Bardzo dobry materiał, wyzbyty patosu, ściśniętej dupy (co w sumie nie musi być zarzutem – vide Neurosis), i mimo że niebędący pastiszem, to jednak z mrugnięciem oka.

A tak w ogóle: to, co najbardziej spodobało mi się w polskim undergroundzie w 2015 roku, to środowisko („środowisko”, bo to zawsze, jeśli dobrze kminię, w jakiś tam sposób ludzie związani ze sobą) odpowiedzialne za Brooks Was Here, The Spouds, Melisę czy właśnie The Spire.

Będę kibicował też w 2016 – jako kibic w kapciach, ale też chętnie zabiorę swoje stare dupsko na koncerty, jeśli odbędą się w miarę blisko mojego „miasta”.

joules/emotron – live @ reanimator records [2015]

04/10/2015

a0882293409_10

bandcamp

Bardzo podoba mi się ten materiał – ponad pół godziny hałasu, który nie brzmi jednak, jakby ktoś dusił egzotyczne zwierzę lub próbował przepiłować instrument dęty.

Z drugiej strony, nie do końca mam zaufanie do takiej muzyki: gdyby ktoś mi powiedział, że to nagrania Betanjehu albo Thurstona Moore’a z Matsem Gustafssonem, to pewnie bym uwierzył.

W każdym razie wciągnęło mnie i sprawdzę resztę.

***

I’m really liking this material – more than half an hour of noise, but one which doesn’t sound like’s someone choking an exotic animal or trying to saw through a wind instrument.

On the other hand, I don’t entirely trust this sort of music: if someone told me it’s a Betanjehu record or something by Thurston Moore feat. Mats Gustafsson, I’d probably believe them.

Anyway, it pulled me in and I’ll listen to other albums.


%d blogerów lubi to: