fuck the king!

103520-sheen-gallery-0006-img-0040-2-full-480w

(o)(o)
(o)(o)
(o)(o)

Znów na koniec roku przygotowałem składankę: po jednym (w przypadku Watery Love – dwa) kawałku z 15 ulubionych płyt (najlepsze na końcu). Znów było czego słuchać. Możecie sobie sprawdzić. Noise rock, punk, indie pop, funk, retarded rock – dla każdego coś miłego.

Kilka płyt rozczarowało, najbardziej „Two” Owls. Nie kupuję (dosłownie i w przenośni) też wzbogaconych reedycji moich ulubionych albumów: self-titled American Football i „Spiderland” Slint. Wiem, że gdy oba zespoły grały w latach 90., to zostały olane, a teraz sprzedają komplety biletów na swoje koncerty i że im się to należy, ale nie zmieni to mojego zdania: te „deluxe editions” są przekombinowane, by nie rzec: chujowe. Modę na to rozpoczął chyba Sonic Youth.

Najbardziej szkoda mi jednak kapitalnego bloga „The Elementary Revolt”. Jego raczej nikt nie zastąpi. Oprócz różnych crustów i screamów, można tam było znaleźć od groma noise rocka, a także taką perełkę, jak chociażby francuska Dalida. Ogólnie rzecz biorąc, blogi zdychają, coraz mniej do czytania i ściągania, ale warto niektóre odwiedzać. Na przykład ten.

Piosenka roku: The Growlers, „Good Advice” (najfajniejszy moment: jak koleś gra na wężu).

Życzę wszystkim udanego 2015 roku; zwłaszcza tym, którym chce się tu coś od czasu

Trzymajcie się.

przyzwoitość – być bezużytecznym [kulturwa records; 2014]

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp (free download i kaseta za 16 zł)

przyzwoitość

Brzmi to, jakby było nagrywane prodiżem, a wokalista prawie nie umie śpiewać. Pozostając przy nim: moja była żona stwierdziła ongiś, że wokal Dariusza Dudzińskiego przypomina głos Piotra Klatta, ale nie dlatego się rozwiedliśmy. Coś jednak czyni „Być bezużytecznym” jedną z najciekawszych płyt mijającego roku.

Darek założył Przyzwoitość jeszcze w czasach, gdy istniała Ewa Braun, w której grał na bębnach. Jednym z powodów powstania tego jednoosobowego zespołu była nieprzesadna ilość poczucia humoru obecna w twórczości autorów „Sea Sea”; jedynym zabawnym kawałkiem była chyba „Love Story” z dema „W tysiącu miejsc naraz”, śpiewana, jeśli dobrze pamiętam, przez DD. Przyzwoitość to w sumie jedno wielkie poczucie humoru.

Słychać to już w otwierającym płytę tekście „Gramy od kilku lat, a nasza muzyka jest wypadkową zainteresowań członków zespołu”. Inna sprawa, że poczucie humoru Darka czasem może wywołać ciarki na plecach. Tryptyk „Dawno niewidziany kuzyn” sprawia, że wątpię, czy artysta Dudziński jest osobą całkiem normalną. Dodajmy, że są to żarty na wyższym poziomie niż Big Cyc albo późny Tymański.

Jednoosobowy zespół Przyzwoitość do stworzenia tej płyty użył paszczy, elektronicznej perkusji, gitary, a także czegoś, o czym słyszę po raz pierwszy, czyli kalimby.

kalimba

Mamy tu więc lo-fi brzdąkanie, które, jeśli dać mu szansę, może uwieść nawet zakonnicę (aluzja do utworu numer 3).

Aha, ważna informacja: „Legutko” z niewydanego arcydzieła „Eryk, mówiący banan” to ulubiona piosenka mojego psa.

Ok, kończę i idę słuchać nowej płyty Pere Ubu. Po „Dawno niewidzianym kuzynie” warto włączyć kogoś tak normalnego, jak David Thomas.

Marcin Wandzel

%d blogerów lubi to: