good night chicken – eudajmonia / diatom – diatom / żurawie – powidok / nameless creations – upon god’s call


I jeszcze krótko o czterech płytach. Dziwnie dużo dostaję ostatnio rzeczy do recenzowania i nie ma bata, żeby nad każdą płytą posiedzieć dłużej. Ale wszystkie, jak zawsze, uczciwie po kilka razy przesłuchane.

Przypominam: żeby (pseudo)recenzja ukazała się na blogu, muszę dostać nagrania przynajmniej w .mp3.

good night chicken – eudajmonia [wydawnictwo prądy; 2019]

bandcamp

facebook

wydawnictwo prądy

Ten nieskromny tytuł dobrze oddaje zawartość płyty, o której nie bardzo umiem napisać coś sensownego. No bo jeśli w głowie pojawia się hasło „bigbitowa Ścianka”, to chyba lepiej w to nie brnąć.

Warto zauważyć, że Good Night Chicken zmieniło się w trio i zaczęło śpiewać po polsku. Trochę się też zmieniło muzycznie – na plus – więc poniekąd mamy do czynienia z innym zespołem (szkoda, że nazwa wciąż ta sama) niż ten, którego słuchaliśmy na poprzedniej płycie , o również nieskromnym tytule „You Like The Taste, Don’t You”.

Jeżeli chodzi o teksty, odnoszę wrażenie, że nadawałyby się do jakiejś polskiej kapeli dreampopowej. „Pokaż mi, pokaż mi jak śnisz”, „liście niech przykryją mnie”, „nie chcę słyszeć słów, chcę odlecieć stąd”… Raczej lepiej się je słucha niż czyta.

Krótka (może i za krótka) i udana płyta, najciekawsza z całej, opisywanej tu czwórki. Tradycyjnie pojawia się pytanie: jak to się sprawdza na żywo?

(o)(o)

diatom – diatom [pies z kulawą nogą; 2019]

bandcamp

facebook

pzkn

Jedna z inspiracji – Muse, muzyka Diatomu określana przez sam zespół jako progresywny rock lub metal… No, nie byłem pozytywnie nastawiony do tego materiału. Nic nie poradzę, że zespół Matthew Bellamy’ego jest dla mnie przykładem rockowego nadęcia i pretensjonalności, a tysiące innych kapel zrobiło wiele, by obrzydzić słowo „progresywny”. Diatom określa swa muzykę również jako „black rock” i „blask metal” – cokolwiek to znaczy. Dla mnie ten materiał zawieszony jest głównie między post-rockiem a post-metalem (choć to drugie określenie brzmi dość śmiesznie, jak dla mnie).

Obawy co do zawartości muzycznej nie potwierdziły się; gdańszczanie na swoim 20-minutowym materiale nie odstraszają, wręcz przeciwnie. A osobiście dorzuciłbym jeszcze ze dwa numery. Dużo dobrego dali goście: Michał Spryszak, który gada w najlepszym na płycie „Najdalej” i w „Każdym” oraz grający na saksofonie Maciej Pohl.

Bardzo dobrze zagrany i nagrany materiał, do którego – głównie z powodu wspomnianego „Najdalej” – być może jeszcze wrócę.

bandcamp

facebook

(o)(o)

żurawie – powidok [2019]

bandcamp

facebook

Gdy włączyłem debiutancki materiał Żurawi, na mej twarzy pojawił się uśmiech niczym u Adriana Monka, gdy w jednym z odcinków serialu znalazł się w idealnie sterylnym pomieszczeniu. Gdyby utwór „002” wyznaczył kierunek, w którym idzie zespół z Trójmiasta, byłbym przeszczęśliwy. Żurawie poszły w innym, nad czym trochę ubolewam.

Jakiś punkt odniesienia, jeśli chodzi o „Powidok”? Ja słyszę tu dalekie echo Pustek, ale starych, sprzed czasów, gdy zespół zaczął się ocierać niemal o poezję śpiewaną. Może dlatego, że główny wokalista trochę przypomina mi głosem Janka Piętkę.

Jeżeli chodzi o teksty, najbardziej podoba mi się „Koniec świata” – Greenpeace raczej nie wybierze Żurawi na swoich ambasadorów. Zresztą to najlepszy po wspomnianym „002” kawałek na płycie. Pewnie dlatego, że nie licząc pierwszego, najbardziej czadowy.

Dzięki otwarciu i zamknięciu EP-ki czekam na to, co jeszcze nagrają Żurawie.

(o)(o)

nameless creations – upon god’s call [kill your parents; 2019]

bandcamp

facebook

soundcloud

kill your parents

Laura Palmer na jednym ze zdjęć zespołu – Nameless Creations mogliby grać jak Farben Lehre, a i tak bym ich lubił.

Wokaliście Davidowi Wisebloodowi (to pseudonim; zespoł jest z Warszawy, nie z Melboourne) chyba najpiękniejsza dziewczyna w mieście powiedziała, że ma seksowny głos, bo chłop nie odpuszcza ani na chwilę, cały czas nawija. Myślę, że czasem przydałoby się zluzować, zostawić choć na momencik samych dwóch kolegów i chyba koleżankę.

„Upon God’s Call”, na co ma wpływ wspomniany wokal, można uznać za płytę monotonną i wkurwiającą, ale… niekoniecznie. Wiseblood potrafi również się wydrzeć, zmieniać swój głos, czym przypomina – państwo wybaczą banał – dawnego Nicka Cave’a.

Poza tym zostaje jeszcze przecież muzyka. Nameless Creations dobrze się czuje w estetyce post-punka czy death rocka. „Upon God’s Call” brzmi chwilami trochę jak nieznany materiał jakiejś polskiej, zapomnianej kapeli z lat 90. (mnie do głowy przyszedł Serpent Beat), i ma to swój urok.

To jest dobra, mająca nawet więcej niż dobre momenty, choć nieco przegadana płyta (tak, Nick Cave też lubi sobie pogadać).

Nowy materiał Nameless Creations wyszedł na CD, winylu i kasecie. Brawo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: