Posts Tagged ‘brooks was here’

„najlepszy dzień raczej masz już za sobą”

31/12/2015

10fuckingstars.wordpress.com

(o)(o)
(o)(o)
(o)(o)

W linkach składanka: po jednym kawałku z moich ulubionych płyt minionego roku. Nie najlepszych, a ulubionych (im kawałek dalej na liście, tym płyta bardziej mi się podobała). Dziś wychodzi tak wiele albumów, że robienie nadętych zestawień typu „Płyta roku” mija się z celem. Sam Oren Ambarchi wydaje kilka rzeczy rocznie, podobnie Matthew Shipp. Jakim cudem miałbym to wszystko ogarnąć?

Rok zacząłem od płyty Martim Monitz. Służyła mi jako soundtrack do jazdy na terapię poznawczo-behawioralną. Polecam. Płytę, nie terapię, bo ta przypomniała mi, czemu jeden z moich profesorów na filozofii gardził psychologią.

***

To było 12 miesięcy, w czasie których wyszło kilka dobrych polskich płyt. Na przykład Ukryte Zalety Systemu. Choć trochę się rozczarowałem, bo sądziłem, że to jakieś dzieciaki, a na koncercie widziałem, że jeden z członków zespołu jest bardziej siwy niż ja. Zaskoczył też Brooks Was Here, podobała mi się Melisa. Fantastyczną płytę nagrała Alchimia – załoga z Polakiem na pokładzie: Robertem Iwanikiem.

Co do zagranicy, nie trafiłem na naprawdę wielką płytę. Nie ukazał się żaden album noiserockowy, który rzuciłby mnie na kolana. Najbardziej w tej materii spodobał mi się materiał Super Luxury. My Disco i Cherubs (oba zespoły wysoko w zestawieniu) nie brzmią jednak jak noise rock.

No i Liturgy dało po głowie. Dziwny zespół.

***

Najlepsza piosenka: „Birds of Flims” Sun Kil Moon. To numer na miarę „Like a Rolling Stone”. Coś pięknego.

***

Nie obyło się też bez rozczarowań. Ostatni Protomartyr jest nudniejszy niż esej Michnika.

***

Na koncertach wielu nie byłem, choć np. [peru] widziałem trzy razy. Polecam wszystkim, bo to mili ludzie, a i instrumenty nie bardzo im przeszkadzają w graniu.

Największe wrażenie zrobił na mnie Sunn O))) na Off Festivalu. Inna sprawa, że ja na tych Offach niespecjalnie jestem trzeźwy.

***

Tu napisałem co nieco o polityce i naszej alternatywie, ale wykasowałem. Zamiast tego, ładna dziewczyna z fajnego filmu:

daisy

***

Przeczytałem też parę książek. Największe wrażenie zrobiły na mnie: „Limonow” Emmanuela Carrère’a, „Od zwierząt do bogów” Yuvala Noaha Harariego i „Sześć tysięcy gotówką” Jamesa Ellroya. Ten ostatni to ma łeb, ja pierdolę.

***

Odkryłem również sens życia: jest nim oglądanie „Seinfelda”. Niestety, ma on tylko dziewięć sezonów, a do dwóch ostatnich nie było napisów. Ale za to do „Deadwood” były wszystkie.

al

No i to, co zrobił Jon Voight w „Rayu Donovanie”… Kłaniam się w pas.

***

Filmy tez oglądałem. Najlepszy był „Mad Max: Na drodze gniewu”. W kinie czułem się niemal jak z Tatą za komuny na „Gwiezdnych wojnach” (tez dobre te nowe) albo „Indianie Jonesie”.

***

Dziękuję wszystkim, którzy pisali komentarze tu – na blogu, i na fejsie. Także wszystkim, którzy podsyłali swoje płyty: zwłaszcza Marcelowi, który chyba cztery we mnie wmusił. :) No i Piotrowi z Martim Monitz, który zachował się zaskakująco, ale zdecydowanie na plus.

Jeśli jakiejś nie wrzuciłem / nie zrecenzowałem – sorry. W pojedynkę prowadzę blog, a muszę jeszcze pracować, a weekendy mam zajęte piłką nożną.

***

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

the spire – earth mantra [2015]

13/12/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

10fuckingstars.wordpress.com
fot. Tomasz Rolniak

Z cyklu: „Nie mam czasu na pisanie recenzji”.

Zespół Marcela ze świetnej Melisy. The Spire to, panie kochany, metal: surowy, z basem ważniejszym od gitary i z szatańskim wokalem. Czasem taki, rzekłbym, bezpośredni, czasem – połamany. Mamy też fragment, nazwijmy go, drone’owo-psychodeliczny, czyli utwór tytułowy; chyba najlepszy na płycie.

Bardzo dobry materiał, wyzbyty patosu, ściśniętej dupy (co w sumie nie musi być zarzutem – vide Neurosis), i mimo że niebędący pastiszem, to jednak z mrugnięciem oka.

A tak w ogóle: to, co najbardziej spodobało mi się w polskim undergroundzie w 2015 roku, to środowisko („środowisko”, bo to zawsze, jeśli dobrze kminię, w jakiś tam sposób ludzie związani ze sobą) odpowiedzialne za Brooks Was Here, The Spouds, Melisę czy właśnie The Spire.

Będę kibicował też w 2016 – jako kibic w kapciach, ale też chętnie zabiorę swoje stare dupsko na koncerty, jeśli odbędą się w miarę blisko mojego „miasta”.

brooks was here – III [2015]

06/12/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

Krótko, bowiem biorę się powoli za podsumowanie roku, a chciałbym jeszcze zdążyć napisać choć parę słów o przyjemniaczkach z Lutownicy, THCulture i The Spire.

10fuckingstars.wordpress.com

***

Nowy Brooks Was Here zaskakuje. Odrobinę rozkrzyczane emo dla wrażliwych mężczyzn (jak ja i mój kolega z Londynu) zamieniło się we wkurwione, niemal wyrzygane coś, co aż nie wypada emo nazwać. Do tego mamy drugą nowość: polskie teksty.

Dobre zresztą.

Kanały dzisiaj piękne, mogę być tu przez cały dzień
Przepaski, panny wyklęte, słucham płyt de press
Tacy sami, tacy sami
Strzelanie dzisiaj jest piękne, od rana ktoś bawi się
Maleo otwiera kopertę do jutra ma za co jeść

Być może ktoś, kto widział BWH na żywo, nie jest zaskoczony. Ja nie miałem tej przyjemności. Gdy ktoś mieszka na Śląsku, nie doznaje raczej wiele przyjemności.

Można powiedzieć, że „III” to materiał kontrowersyjny, bo brzmi tak, jakbyśmy mieli do czynienia z innym zespołem niż dotychczas.

Zabrzmi to jak nieszczególny komplement, ale przy „III” wcześniejsze materiały – „Brooks Was Here” i „High Violence” – wydają się być słabsze niż były przed poznaniem nowego. To trochę jakby powiedzieć dziewczynie: „masz oryginalną urodę”, zamiast: „jesteś piękna”, ale trudno.

Ciekawe: „trójka” brzmi jednocześnie bardziej gówniarsko, ale i dojrzalej niż poprzednie płyty BWH.

Zmiany widać chociażby po długości kawałków: tylko dwa przekraczają dwie minuty.

Jak pisał klasyk, gdy w Polsce było jeszcze dziennikarstwo muzyczne: „Tu nie ma miejsca na elaboraty. Tu się dopierdala”.

brooks was here – high violence [jagged kid records, 2013]

22/11/2013

10fuckingstars.wordpress.com\

bandcamp

bwh fb

jkr fb

Brooks Was Here1

Nie mam ostatnio nawet najmniejszego ciśnienia na pisanie recenzji, ale zawsze chętnie poinformuję o tym, że wyszła polska płyta, której mam ochotę słuchać. Brooks Was Here gościł już na 10fs z okazji zeszłorocznej EP-ki, którą zresztą można ściągnąć za darmo z Bancampa (można też zapłacić).

Dobrze jest, a „High Violence” mogłaby mieć jeszcze ze 2-3 numery.

brooks was here – brooks was here [2012]

19/11/2012

Pora odświeżyć cykl „Dobre, choć polskie”. Kiedyś, jeszcze na starym blogu, pod takim hasłem wrzucałem kapele znad Wisły, które grały tak, że można ich było słuchać również na trzeźwo. Potem zobaczyłem, że ktoś używa tego hasła, i zrezygnowałem z niego.

W każdym razie Brooks Was Here to rzecz godna polecenia. Klikajcie –

bandcamp

fb


%d blogerów lubi to: