wzmianki o czterech płytach: adam mańkowski II kirszenbaum II ascending order II nac/hut report

08/04/2019 by

Chętnie zrecenzowałbym każdą płytę, jaką dostaję, ale to może dopiero wtedy, jak przestaną kręcić seriale, wydawać książki, zlikwidują Ligę Mistrzów itd. Albo jak do „redakcji” 10fs dojdzie kilka osób.

Poniżej kilka materiałów, których uważnie wysłuchałem i które mi się spodobały, ale na to, żeby o nich napisać, nie miałem czasu albo zabrakło po prostu odpowiedniego impulsu, typu: „chuj tam, siadam i piszę”.

***

adam mańkowski – dźwięki z offu [attenuation circuit; 2018]

Kolejny, intrygujący materiał Adama Mańkowskiego, który kilka razy, w różnych wcieleniach gościł na 10fs (tu, tu, tu i może gdzieś jeszcze).

„Dźwięki z offu” to jedna z nienapisanych recenzji w ubiegłym roku. Płyta poświęcona pamięci Grzegorza Królikiewicza, zmarłego w 2017 r., związanego z Łodzią reżysera, scenarzysty, profesora sztuk filmowych i pedagoga. Sama płyta jest, jak pisze Adam, „autorskim projektem muzycznym, który stanowi próbę subiektywnej interpretacji ogromnego bogactwa doświadczeń, jakie niesie ze sobą filmowy debiut Grzegorza Królikiewicza – film «Na Wylot»”.

***

kirszenbaum – stypa komedianta [karrot kommando; 2019]

Biorąc pod uwagę tytuły piosenek („Franz puKafka”, „Siedem minut w Tybecie”) pomyślałem, że to jakiś post-yass będzie. A to folk, ale niezwykły. Postfolk?

Polecam dziwne historie opowiadane przez tę, jak widzę, coraz częściej pojawiającą się tu i ówdzie kapelę, która zdobyła III nagrodę na 21. Konkursie Muzyki Folkowej „Nowa Tradycja”.

„Klezmerski post-rock”, „Wyspiański na mefedronie” – trzeba przyznać, że Karrot Kommando ładnie nam tu to wszystko opisało.

***

ascending order – peace be with u [enjoy life; 2018]

Nie będę kłamał, że wszystko, co wydaje Enjoy Life, wywołuje mój entuzjazm, ale ten ambient jest więcej niż przyjemny. Druga wizyta Ascending Order na 10fs.

***

nac/hut report – wszystko jeszcze jest [crunchy human children records; 2019]

Muzyczne dziwadło, które już gościło na 10fs, znów atakuje. Co tu mamy? Wciągające połączenie połamanego noise’u z dream popem? Mnie tak to brzmi. Ja to lubię, są tacy, co lubią jeszcze bardziej.

columbus duo – schein [dead sailor muzic; 2019]

05/04/2019 by

bandcamp

dead sailor

spacefest


Zdjęcie z Klubu Desdemona, autor nieznany

Columbus Duo poleciało w kosmos.

Miałem ułożoną w swym pustym łbie prawie całą recenzję tego materiału i nagle ktoś zapytał, czy może zrecenzować „Schein” dla 10 fucking stars. „Oczywiście!” – odpowiedziałem. Recenzji nie dostałem, a to, co miałem w głowie, wywietrzało. Średnio się pisze drugi raz o czymś, co z grubsza miało się ułożone.

***

Gdy rozmawiałem z Irkiem Swobodą z Columbus Duo przed wydaniem ostatniego, studyjnego LP „À Temps” (2017), powiedział, że będę nim zaskoczony. Kolega, który miał okazję widzieć duet na żywo, stwierdził, że panowie teraz to właściwie krauta grają. Na wspomnianej płycie zmiany były widoczne, ale nie radykalne, jednak „Schein” faktycznie ukazuje inne oblicze duetu: wpływ Kosmische Musik jest słyszalny, już bębny w pierwszym numerze, „BSS”, charakteryzuje krautowa motoryka. W piątym utworze, „BTT”, słychać echa Neu!

Na Bandcampie czytamy, że „Instrumentarium wcześniejszego albumu [„À Temps”] – perkusja, sampler, oscylator – zostaje tu zachowane i poddane próbie grania na żywo”. Próba okazała się więcej niż udana.

***

Ciekawe, dokąd popłynie Columbus Duo na nowej, studyjnej płycie. Jeśli krautowym kursem, na pewno się nie zmartwię. Jeśli go zmieni – też. Jestem pewny, że znów będzie co najmniej intrygująco.

***

„Schein” nie ukazał się niestety na żadnym fizycznym nośniku.

ghosts and vodka – addicts and drunks [2003] / simone rosenbauer

31/03/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

sixgunlover

bandcamp

Ponoć mężczyzna powinien mieć hobby, żeby nie zwariować albo się nie zapić. Od lat moje hobby to wynajdywanie kapel noise-, math- i postrockowych bądź emowych czy posthardcore’owych, które grały krótko i nagrały singiel albo dwa, EP-kę lub – to szczyt szczęścia – LP. Sprawdza się, kto grał w takiej kapeli i znajduje kolejne, i tak dalej, i tak dalej.

Biorąc pod uwagę, że do takich rozkmin pasuje każda ilość piwa, a widząc, że nie da się rady kupić choćby jednej setnej ze znalezionych płyt, można zwariować – w tezie o hobby jako antidotum na alkoholizm lub pierdolca pojawia się pewna luka.

Ghosts and Vodka wydali tylko jeden LP oraz singiel i składankę, którą wrzuciłem (LP + 7″ + bonusowy numer). Nie jest to w sumie złym rozwiązaniem, jeżeli chodzi o zespół mathrockowy. Z tymi bywa tak, że męczą podobne motywy na zbyt wielu płytach.

W SixGunLover można kupić „Addicts and Drunks”, „Precious Blood” nie jest już dostępny (w sumie, jaki sens byłby to wznawiać, pewnie każdy i tak wziąłby kompilację). Emo, Oh wydało to na kasecie w 2017 r., ale zmieniło się chyba w Ten Toes Records i na Bandcampie nie widzę tego materiału.

***

Simone Rosenbauer

„Złamane kody, masz lody lody lody”. Wspaniały pomysł pani Simone.

próchno – próchno [gustaff records, don’t sit on my vinyl; 2019]

29/03/2019 by

bandcamp

facebook

gustaff

don’t sit on my vinyl

Do Próchna podchodziłem z dystansem, bo choć Marcel Gawinecki (m.in. Ugory i Melisa) oraz Bartosz Leśniewski (m.in. Artykuły Rolne i Obiekty) [trio zamyka Artur Sofiński z zespołu Drah, który akurat słabo znam] nie nagrywają niesłuchalnych rzeczy, to wszyscy owo Próchno podejrzanie mocno chwalili, a wiadomo, że muzyczny underground należy do środowisk, których członkowie lubią nawzajem się utwierdzać w przekonaniu, że jest świetnie, a może i jeszcze świetniej. Słyszałem też co prawda bardzo dobry singiel „Z kosą przez las”, ale dwa dobre numery to może i Hołdys by nagrał.

Gadałem też ostatnio z kumplem o tym, że męczą mnie od jakiegoś czasu nadęte kapele z wytatuowanymi i brodatymi chłopami w składzie i nawet średnio chce mi się jechać na Neurosis, a tu słyszę na Próchnie „rytualne” bębny, jak w bodaj „Enemy of the Sun”.

No więc słucham sobie tego tria z jakimiś uprzedzeniami z tyłu głowy, nie widząc niczego szczególnego w tym materiale, aż tu nagle – zażarło.

I to jest chyba najfajniejsze w słuchaniu muzyki. Są płyty, które podobają się od razu, ale potem nie ma się ochoty do nich wracać. Są takie, które rozczarowują, i nagle, w jednej sekundzie zaczynają wchodzić jak dobre piwo w wakacje.

Próchno ze swoim metalem dla niemetali, industrialnymi rytmami, ambientem, za który odpowiada raczej jakiś skacowany noise’owiec, niż Brian Eno, psychodelią, z intrygującym klimatem, za którym oprócz muzyki stoi okładka płyty i tytuły kawałków – jest propozycją, wybaczcie banał, niebojącą się czerpać od innych, ale też oryginalną. To jest po prostu zajebista, doskonale – choć brudno – brzmiąca płyta.

Brudny materiał, ale nie obrzydliwy. Gdybym szukał filmowych porównań, powiedziałbym, że jego brud kojarzy mi się raczej z „Taksówkarzem” Scorsese niż z rzygiem Smarzowskiego.

Numer „Z kosą przez las”, dłuższy o parę minut niż na singlu, to jest mistrzostwo świata.

PS W związku z tym, że kibole Neurosis są gorsi niż fani TVN24, informuję, że jestem fanem tego zespołu i kombinuję, żeby prosto z Warszawy jechać na niego do Gdańska.

PPS „Tym razem chciałbym zadać rozstrzygające pytanie: czy między kłamstwem a przekonaniem istnieje w ogóle przeciwieństwo?”.

club alpino – cxvi [ōtomo; 2019]

25/03/2019 by

club alpino

ōtomo

soundcloud

Człowiek stojący za Club Alpino odgraża się, że jeśli ten materiał nie spotka się z odpowiednim odzewem, zacznie grać metal. Myślę, że jeśli nie nagrałby co najmniej „For Victory” albo „Enemy of the Sun”, to lepiej, żeby został przy elektronice.

Ten materiał nosi numer 116 w katalogu Ōtomo, sublabela OBSCUUR Records. Elektronika kojarzy się z anonimowością, z artystami, którzy swoje płyty wydają pod różnymi nickami. Może o to chodzi w takim numerowaniu wydawnictw – jest ich 121 – przez Holendrów. Faktycznie, jest tego trochę. Tylko w tym roku Ōtomo wrzuciło na Bandcamp dziewięć materiałów.

Jeżeli pisanie o muzyce, jest jak tańczenie o architekturze, to pisanie o muzyce elektronicznej jest jak… No właśnie, trzeba by ożywić Franka Zappę, może rzuciłby jakimś bon motem.

„CXVI” to oldskulowe, czasem „gryzące” brzmienia, czasem w sumie dość – jak na elektronikę – ciepłe (to pewnie kwestia lekko szumiącego nagrania), z konkretnym beatem.

Za trzeci numer, „It’s a Trap”, brzmiący trochę jak B-side Falarek Band z Johnem Balance’em na wokalu – piąteczka ode mnie.

przepych – regresarabas [degelite, la loutre par les cornes, red wig, przepych; 2019]

23/03/2019 by

bandcamp

przepych.com

facebook

la poutre par les cornes

degelite

red wig

„Naprawdę przyjemnie” – jak powiedział o grze Zinedine’a Zidane’a Jacek Gmoch.

Czy projekt poboczny ludzi z Kurws i Ukrytych Zalet Systemu mógłby być słaby? Oczywiście, że mógłby. Tyle że nie jest, jest zajebisty. „Kurws”, „Ukryte Zalety Systemu”, „zajebisty” – wystarczy dodać do siebie tych pięć słów i włączyć muzykę, nie ma sensu się dalej produkować.

Ale niech będzie. Przepych gra coś, co na własny użytek określiłem jako free post-punk. „Wrocławski duet, choć posługuje się rockowymi instrumentami i brzmieniem, unika produkowania typowych rockowych czy postrockowych struktur” – czytamy w presskicie. Można by dyskutować, czym niby jest postrockowa struktura – tak jak można by dyskutować, czym jest post-rock – ale wydaje mi się, że – nie bawiąc się w definicje – intuicyjnie można skumać, co gra Przepych. A można też po prostu napisać, że jeżeli chodzi o dwie wspomniane we wstępie kapele – Kurws i UZS – duetowi bliżej do twórców „Alarmu”.

Przepych, choć używa rockowego instrumentarium do wywracania rocka do góry nogami, cieszy ucho również dźwiękami wydobywanym przez gości grających na klarnecie, trąbce czy marimbie, na wokalu pojawia się gość specjalny: Ewa Głowacka. Jeżeli na płycie, na której podoba mi się chyba wszystko, coś konkretnego miałbym wyróżnić, to może najbardziej awangardowo-maniakalną „Polską Szkołę Filmową”.

Dzieje się na „Regresarabas”. Tu motyw jak ze Steve’a Reicha, tu basik jak z pierwszych płyt Nomeansno, „Raport nie na temat” to jakby ukłon w stronę Thinking Plague, a czasem miękkie (wiem, że średnio to brzmi) brzmienie kojarzyć się może ze świetnym – choć o wiele bardziej poukładanym czy raczej mniej połamanym niż Przepych – angielsko-szkockim triem Shopping. Jednak cały czas słychać, że mamy do czynienia z autorską propozycją, nie z umiejętnym żonglowaniem zapożyczonymi patentami.

Przepych, czyli Łukasz Plata i Jakub Majchrzak oraz goście. Pięknie dołożyliście do pieca tą płytą.

Wydawcami „Regresarabas” są francuskie labele Degelite oraz La Loutre Par Les Cornes, niemiecko-holenderski Red Wig, a także sam zespół.

Premiera LP 25 marca.

rex – c [1996] / helen levitt

22/03/2019 by

southern records

discogs

W Rex udzielał się m.in. Doug Scharin z Codeine czy June of 44, więc nie ma mowy o szalonych solówkach rockmana czy o skaczącym małpoludzie w bandanie. Slowcore, post-rock, folk – pięknie się wlecze ta płyta. Najbardziej podoba mi się chyba trzeci numer, 10-minutowy „New Son”. Albo „New Dirge”. Zresztą po co wybierać, skoro całość rozpierdala.

Rok po roku Rex wydał trzy płyty. Dyskografię kończy split z Songs: Ohia.

***

Helen Levitt. Chwilowo znudziłem się współczesną, wykoncypowaną fotografią. Pora na klasykę.

 

wracam do domu i włanczam muzykę [2/2019] (tk echo, the telescopes, buzzcocks, homeless cadaver, dynasonic)

16/03/2019 by

Zapał do recenzowania nowych rzeczy zgasł. Na dodatek niechcący usunąłem post i teraz muszę go odtwarzać.

Nie było w tym roku na razie płyty, która by mnie wywaliła z kapci, ale to cisza przed burzą. W sumie nie taka znowu cisza, bo wyszły już naprawdę dobre rzeczy, a sprawdzając w tej chwili kolejne nowości, stwierdzam, że to pewnie znów będzie miażdżący rok.

Tradycyjnie płyty – oprócz polskich – do ściągnięcia. Pliki, tradycyjnie, nie są przechowywane na blogu.

[1/2019]

***

tk echotk echo [dischord records; 2019]

Zespół, w którym gra m.in. Chris Richards z bardzo lubianego przeze mnie Q and Not U. Co tworzy TK Echo? Upopiony post-hardcore albo upopiony math-rock? Złośliwy powie, że trzeci numer, „You Lost Your Watermark”, brzmi jak Foreigner. Wpływ na to ma klawisz, dość zaskakujący, że tak to ujmę.

Podczas pierwszego odsłuchu miałem bardzo negatywne odczucia. Teraz nabrałem chyba ochoty na więcej (ta self-titled to tylko trzy kawałki), choć nie do końca wierzę w to, że TK Echo dałoby radę utrzymać moją uwagę na dużej płycie. Oby zespół poszedł drogą wyznaczoną przez drugi numer, „Era”.

(o)(o)(o)

the telescopesexploding head syndrome [tapete records; 2019]

Pisałem ostatnio o innej legendzie shoogaze’u i jej nowej płycie – o Swervedriver i „Future Ruins”. Fajne, ale raczej do zapomnienia.

The Telescopes poruszają się w innej estetyce – to raczej narkoodlot Spacemen 3 niż alternatywny rock. Stąd łatwiej trafić w rejony nudnego impro, ale też trudniej ugrząźć w rockowej mieliźnie.

Przez tę angielską kapelę przewinęło się niemal tyle osób, ile przez łóżko Lou Reeda, ale na straży wciąż stoi Stephen Lawrie. No i wciąż pokazuje, że muzyka jest tą dziedziną życia, w której wiek nie stanowi żadnej wymówki. Bardzo przyjemny lot.

(o)(o)(o)

buzzcocksanother music in a different kitchen [domino records; 1978, 2019]

„Dalej kocham Clash, ciągle lubię Ramones” śpiewał słynny GWpunk, ale najbardziej i w ogóle to jednak Buzzcocks – dośpiewuję ja. Domino wypuściło zremasterowaną reedycję pierwszego LP zespołu z Manchesteru i jest to, kurde, arcydzieło.

„Fast Cars”, „Sixteen”, „Fiction Romance”… Mógłbym cały dzień pisać o tej płycie. Co ja gadam – o całej płycie. O samym „Sixteen” mógłbym się produkować cały dzień. Ale ględzić na temat tych kawałków nie ma sensu. Równie dobrze można by pisać o tym, że „Obywatel Kane” został dobrze nakręcony, a Rembrandt równo kładł farbę.

An’ I hate modern music
Disco boogie pop
They go on an’ on an’ on an’ on an’ on
How I wish they would stop

(o)(o)(o)

homeless cadaver – fat skeleton [iron lung records; 2019]

Staram się jak mogę, ale do tej pory nie udało mi się trafić na słaby materiał wydany przez Iron Lung. Dwa numery z – tym razem idealnie wykorzystanym – klawiszem. Buja jak inny punkowy singiel, który niedawno opisywałem – „HEADS” Hanka Wooda and The Hammerheads. Czekam na dużą płytę.

Niestety nie znalazłem żadnego info na temat Homeless Cadaver.

(o)(o)(o)

dynasonic – #1 [dym records / don’t sit on my vinyl; 2019]

Post-rock, dub i co tam jeszcze, wszystko spójne i transowe. „#1” kojarzy mi się trochę z „Elite Feline” Lotto, co jest najlepszym możliwym skojarzeniem, jeżeli chodzi o polską muzykę ostatnich lat.

Materiał wyszedł na winylu (Don’t Sit On My Vinyl; wyprzedany), kasecie i mp3 (Dym Records). Mam nadzieję, że będzie tego więcej. Zajebista rzecz, zwłaszcza strona B.

O Dynasonic dowiedziałem się z Trójki, której prawie nie słucham, no i dzięki temu kupiłem limitowany winyl. Warto było.

caspar brötzmann massaker – the tribe [1989] / chas ray krider

09/03/2019 by

linki w komentarzach / links in comments

caspar brötzmann massaker

southern lord

discogs

6 marca Peter Brötzmann skończył 78 lat, ale akurat naszła mnie ochota, żeby wrzucić skład jego syna, Caspara. Zresztą całkiem niedawno na blogu pojawiła się płyta obu panów, „Last Home”.

Mięczaki, które nie dają rady z Brötzmannem seniorem, niech się „The Tribe” nie boją. Np. numer „Time” brzmi trochę jak Slint. Wspaniała płyta.

***

Chas Ray Krider

parampampam trio – pppt22 [2019]

05/03/2019 by

bandcamp

facebook

Zabierałem się do Parampampam Trio od paru miesięcy jak pies do jeża. Zespół z Olsztyna potrafi wydać w ciągu roku tyle płyt, ile inni przed dekadę, więc obawiałem się, że może to być jakieś trudne do strawienia impro. W końcu jednak postanowiłem wybrać jakiś materiał do recenzji – padło na tegoroczny.

Pierwszy kawałek z „PPT22”, „Derby”, przywodzi na myśl Ewę Braun, wychodzącą dalej niż miała to w zwyczaju poza strukturę rockowego utworu. Także ostatni numer, „Czekając na cud”, mógłby być noise’ową improwizacją zagraną przez jeden z najważniejszych zespołów w historii polskiego undergroundu. Również Kristen to zespół, którego nazwę można by wymienić w kontekście dźwięków generowanych przez Parampampam Trio.

Muzyka zawarta na najnowszym materiale Parampampam Trio (gdy piszę te słowa, olsztynianie mogli dorzucić ze trzy nowe) przywodzi na myśl wspomnianą Ewcię, czasem wręcz wyśmiewający rockowe kanony post-rock Storm & Stress, pasuje do niej też – wyświechtane tak bardzo, że aż wstyd go użyć – określenie „transowość psychodelii”. Najkrótszy w zestawie „Rylec” ma z rockiem najmniej wspólnego, ale stanowi udany przerywnik między postrockowo-psychodelicznym lotem olsztynian, kojarzący się z jakimś nagraniem Sonic Youth z eksperymentalnej serii „SYR”.

Nie ma tu jednak mowy o naśladownictwie czy braku oryginalności, to wskazanie punktu odniesień mających dać jakiś tam, obraz tej niełatwej, ale też w sumie… prostej muzyki. Im częściej włączam ten materiał, tym mniej myślę o innych niż Pamparampam Trio wykonawcach.

Moja muzyka. Lecimy z innymi płytami.


%d blogerów lubi to: