robert brylewski / rafał księżyk – kryzys w babilonie. autobiografia [2012]

by

1

wl

Wzięło mnie ostatnio na czytanie, więc szybko, jak na osobę, której nie chce się czytać przez, dajmy na to, trzy godziny bez przerwy, połknąłem „Kryzys w Babilonie” – wywiad rzekę Rafała Księżyka z Robertem Brylewskim. Wcześniej bez bólu przeszedłem przez „Powieść rosyjską” Emmanuela Carrère’a. Dużymi partiami niezwykle ciekawą, świetną książkę, ale niepozbawioną egzaltacji i płaczliwości, która może wzbudzić lekką konsternację u faceta. W sumie, jak się ma na imię Emmanuel… To, co mnie najbardziej uderzyło w powieści Francuza, to banalizacja zdrady. Ot, żabojad jedzie do Moskwy, a tamtejsza koszykarka wskakuje mu do łóżka, potem zdziwiona, że ten tłumaczy jej, że to jednorazowe, bo ma narzeczoną. Przecież ona, jak sama mówi, też kogoś ma. Ciekawa rzecz, bohater „Sedna sprawy” Greene’a nie potrafił żyć ze zdradą, dzisiejsi bohaterowie traktują ją jak machnięcie zimnego piwka. O ile zdradzają, a nie są zdradzani.

Wywiad z Brylewskim jest też chronologicznie ułożoną autobiografią muzyka. Od dzieciństwa począwszy (może to fakt ogólnie znany, ale dopiero dzięki książce dowiedziałem się, że jego rodzice tańczyli w „Śląsku”), na planach muzycznych, które snuł Robi Goldrocker w 2012 roku skończywszy. Kim jest Brylewski, nie ma sensu pisać. Myślę, że każdy, kto wchodzi na tego bloga, wie o tym. Niemal każdy projekt, w jaki angażował się „ojciec chrzestny polskiego punka”, był udany (Kryzys, Izrael, Brygada Kryzys, Armia, Falarek Band i in.), przynajmniej do momentu życiowego zjazdu muzyka. „Kryzys w Babilonie” czyta się rewelacyjnie, niezależnie od tego, czy Brylewski mówi o synkopowaniu, czy o łykaniu kwasu; czy opisuje zabawne historie, czy najgorsze aspekty komuny i swoją depresję. Potrafi też dojebać się do swoich kumpli i przyjaciół, i to też są arcyciekawe fragmenty.

Minusem tej cegły jest to, że Księżyk czasem rozmawia z Brylewskim jak uczeń, który musi o wszystko pytać nauczyciela, a czasem z pozycji na kolanach. Dziennikarz pyta przykładowo o to, czym jest „hurryuping” (pojawia się to określenie w piosence Szumu „Niemamczasu”), a jest to przecież oczywiste, równie dobrze mógłby spytać co oznacza tytuł. Albo, mówiąc o „No Regime” z tej samej płyty, stwierdza, że w tym kawałku Brylewski „uderza w nutę jamajskiego pieśniarza”. Może i uderza, ale to, co rzuca się w uszy, to przede wszystkim łamiący się głos wokalisty (co zresztą chyba dodaje wartości tej pięknej i wzruszającej piosence). Aż się prosi, żeby Księżyk zapytał o to, jak Brylewski radził sobie z utratą głosu po swoich problemach z uzależnieniem. Niestety, dziennikarz gada z nim jak Szczuka z Janion.

Inna sprawa, na którą zwróciłem wcześniej uwagę, to strach i niechęć (nienawiść) starych punków do Kaczafiego. Swoją drogą, to zabawne. Kaczyński był tym politykiem, który w jakimś tam stopniu uderzył w polski establishment, a nasi kontestatorzy i tak poszli za wąsatym myśliwym. W życiu nie głosowałem na PiS, ale uznawanie PO za mniejsze zło od partii Kaczora pozostaje dla mnie niezgłębioną tajemnicą. Zabawnie czyta się o tym, jak Lipiński wpadł w amok po tym, jak pisowcy wygrali wybory; koniec świata, proszę państwa. Znamienne jest też oburzenie Brylewskiego, który opowiada, jak jeden z jego kumpli powiedział coś w stylu, że Michnik i Rydzyk są w sumie tacy sami. No że jak to: Adam i ten oszołom? Z podobnym myśleniem ujawnił się również Krzysztof Grabowski z Dezertera w swej książce. Choć, rzecz jasna, nie jest to regułą. Przykładowo, Budzyński, zapytany o to, na kogo zagłosuje, odparł: „Ja na wybory nie chodzę, bo nie widzę ani jednego kandydata, na którego mógłbym szczerze oddać głos. Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski to kompletnie nie moja bajka”. No dobra, jebać politykę.

2

Choć pod koniec „Kryzysu w Babilonie” robi się trochę banalnie (można odnieść wrażenie, jakby zamykające całość rozmowy prowadzone były w pośpiechu), to wspólne dzieło Rafała Księżyka i Roberta Brylewskiego jest niesamowicie ciekawe (czy dla ludzi „z zewnątrz” też?) . Pierwszy widać, że jest maniakiem muzyki, drugi ma dar ciekawej nawijki i, co niemal niespotykane w dzisiejszych czasach, nie pierdoli od rzeczy. A jak ktoś nie lubi czytać, może pooglądać fajne zdjęcia.

I niech nikogo nie zraża laurka wystawiona Brylewskiemu i tej książce przez Jakuba „Kubę” Wojewódzkiego. Zdecydowanie warto poświęcić czas „Kryzysowi w Babilonie”.

Tagi: , ,

komentarzy 5 to “robert brylewski / rafał księżyk – kryzys w babilonie. autobiografia [2012]”

  1. adamb Says:

    Mi się też bardzo dobrze czytało, dużo lepiej niż autobiografię Budzyńskiego, którego jednak uważam za ciekawszego artystę. Co do tej liberalnej lewicowości Brylewskiego – to w sumie żaden szok, natomiast faktycznie nie kumam czemu uznali, że lepiej głosować na X aby od władzy odeszła partia Y. Infantylne to nieco.
    A słyszałeś o tej książce: http://jazzarium.pl/aktualnosci/ch%C5%82epc%C4%85c-ciek%C5%82y-hel-%E2%80%93-hist%C3%B8ria-yassu-yass-doczeka%C5%82-si%C4%99%C2%A0godnego-opracowania

    jest do wzięcia za free (płacisz tylko za wysyłke). Fajna rzecz.

  2. marcin10fs Says:

    Mnie trudno uznać Budzyńskiego za ciekawszego artystę, bo poza „Legendą” i fragmentami Siekiery nie zrobił niczego, co zwróciłoby moją uwagę. Poza tym nie cierpię takiej ekspansywnej religijności. Szczytem wszystkiego był Malejonek, który w TV na kolanach modlił się o wygrana AWS-u. :)

    Dzięki za info o książce, zaraz zamówię.

  3. adamb Says:

    Z tym AWSem to faktycznie było żałosne. Budzyński jednak się w to nie angażował. Co do jego twórczości, to ja najbardziej lubię jednak Triodante, ale generalnie jeszcze z 3-4 płyty Armii są wg mnie bardzo dobre. Do tego pierwszy album solo oraz Trupia Czaszka, w sumie trochę tego jest.

  4. marcin10fs Says:

    Jakoś nigdy nic Armii, poza „Legendą” i pierwsza płytą, która była źle nagrana, nie trafiło do mnie. Muszę jeszcze raz spróbować. :) – http://www.youtube.com/watch?v=bIlTM9VN0lM

  5. the magic carpathians & tundra – reindeer luck [world flag records, 2013] | 10fuckingstars Says:

    […] na coś tak porywającego, jak Matana Roberts lub Fire!), ostatnio z reggae, na co miał wpływ „Kryzys w Babilonie” (nic się nie zmieniło: rege, poza wyjątkami, to nudna muzyka). Swego czasu słuchałem dużo […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: