trio_io – new animals [2021; antenna non grata]

trio_io

antenna non grata

Niby „New Animals”, a bohaterami płyty są zwierzęta dobrze znane z telewizji, może nawet z kontaktów osobistych: oposy, wieloryby, lamy, mrówki, dzięcioły, słonie oraz pszczoły. Nie można ufać awangardzistom.

***

Trio_io widziałem w marcu ub.r. w Katowicach. Koncert odbył się przy okazji katowickiego JazzArtu (by być dokładnym: w ramach Before Katowice JazzArt Festival 2020), więc frekwencja była konkretna. Chwilę później ogłoszono pandemię, więc przepadł mi chociażby występ Hioba Dylana i Vermona Kids w Drzwiach Zwanych Koniem. O Full of Hell i Eye Flys we Wrocławiu nie wspominając.

Nie żebym wierzył w negatywną moc sprawczą Zofii Ilnickiej (flet), Łukasza Marciniaka (gitara elektryczna) i Jakuba Wosika (skrzypce), ale gdy cała trójka ponownie, w listopadzie br., zawitała do Katowic, znów wiązało się to ze straszeniem obywatela obostrzeniami, lockdownem itp.

Tym razem (17 listopada) Trio_io zagrało w Bazarze „niezależnej mody, sztuki i muzyki” (niedawno wystąpił tam chociażby typ z Zs). Frekwencja mniejsza niż przed ponad rokiem (bo to przecież żaden JazzArt, tylko zwykły koncert), ale i tak według mnie niezła, jak na Katowice (czemu nie zrobiłem żadnego zdjęcia?).

***

Porównywanie czegoś, co miało miejsce kilkanaście miesięcy wstecz, z tym, co odbyło się przed chwilą, nie ma wielkiego sensu, bo pamięć nas oszukuje, ale mam wrażenie, że Ilnicka, Marciniak i Wosik na bazarowym koncercie lepiej współbrzmieli niż półtora roku temu.

Kapitalnie patrzyło się na to, jak cała trójka „znęca się” nad swoimi instrumentami – jak Marciniak robi swoje czary-mary na gitarze, a Ilnicka i Wosik używają fletu i skrzypiec nie tylko w klasyczny sposób, ale też szarpią struny albo używają ich jako instrumentów perkusyjnych (na płycie słychać to najlepiej chyba w „Woodpeckers”). To nieklasyczne podejście do fletu, skrzypiec i gitary nie ma nic wspólnego z popisywaniem się. Przeciwnie – Trio_io gra minimalistycznie. Podobnie jak recenzowani niedawno El Pricto & Degenerative Spontaneous Orchestra zdaje się wyznawać zasadę, że lepiej jeden dźwięk za mało niż jeden za dużo.

A ja z pierwszym odsłuchem „New Animals” czekałem właśnie do momentu, gdy obejrzę Trio_io na żywo, choć w takich przypadkach zawsze jest ryzyko, że powie się: „Eee… To nie to samo, co live”.

***

 „Nasza muzyka jest wypadkową trzech umysłów, trzech różnych języków muzycznych, trzech różnych źródeł pochodzenia. Nasze spotkanie przyniosło otwarte formy, czerpiące z tradycji muzyki kompozytorów współczesnych, eksperymentów z preparacją instrumentów oraz elementów free jazzu i muzyki ludowej. Nasza muzyka może być określana po prostu jako nowa muzyka” – pisze o sobie – zwięźle i z sensem – Trio_io.

Jak zwykle, słuchając czegoś, co z rockiem zdaje się nie mieć niczego wspólnego (nawet mimo obecności gitary elektrycznej), najbardziej lubię te momenty, gdy to awangardowe coś granie rockowe przypomina. W przypadku Trio_io można chociażby pomyśleć o radykalnych postrockowcach ze Storm & Stress (chaos w „Whales”). Pojawiają się na „New Animals” też echa niemal industrialu (gitara w „Llamas”) czy psychodelii.

Trio nie gra muzyki łatwej (podobnie jak na koncercie, na płycie dalekie jest od konwencjonalnego traktowania instrumentów), przy goleniu raczej tego nie zanucisz (w każdym razie raczej bym nie próbował), choć też nie jest to drapanie styropianem po szybie. Każdy, kto ma umysł otwarty na niecodzienne dźwięki, powinien poznać „New Animals”. No i poprzedni materiał, „Waves”.

Przeszkadza mi może tylko jedno: niemal przy każdym odsłuchu mam wrażenie, że tak jak każdy z utworów podoba mi się osobno („Llamas”, „Woodpeckers” czy „Bees” to rzeczy – jak mówią mądrzy ludzie – arcydzielne), tak nie do końca – mimo że za płytą stoi jasna koncepcja przedstawienia zwierząt za pomocą dźwięków – potrafię odebrać ją jako całość. Może w ten sposób: poprzez muzykę Ilnickiej, Marciniaka oraz Wosika, przejawia się różnorodność świata przyrody? W końcu co ma wspólnego mrówka ze słoniem. OK, koniec z tanim filozofowaniem.


Kot (cat) – zwierzę pominięte na „New Animals”

Jeden z najciekawszych polskich zespołów nagrał świetną płytę (gustownie wydaną na CD przez Antennę Non Grata). I tą mało efektowną konstatacją kończymy.

PS Choć półtora roku temu widziałem na koncercie Trio_io więcej osób niż teraz, mam wrażenie, że wreszcie Ilnicka, Marciniak i Wosik zostali jako tako zauważeni. A może to tylko moja, facebookowa bańka.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

trio_io – waves [bôłt records; 2019]

trio_io – bandcamp

trio_io – facebook

boltrecords.pl

bôłt records – facebook


zdjęcie: Paulina Ornatowska

Trio_io pewnie niezbyt często pojawiało się w podsumowaniach najlepszych płyt 2019 roku. Sam muszę przyznać, że zanim zabrałem się za porządne słuchanie „Waves” i pisanie o tej płycie, minęło parę miesięcy od momentu, gdy sprezentowano mi ten materiał. Cóż, nie jest to rzecz łatwa, którą można wrzucić sobie ot tak po pracy, między obiadem a nowym odcinkiem serialu. Wymaga skupienia, bo inaczej przeleci gdzieś koło uszu.

Na „Waves” pewnie bym nawet nie trafił, gdyby gitarzysta Trio_io Łukasz Marciniak nie podrzucił mi CD do mojego ulubionego Komisu Płytowego. Łukasz grał kiedyś w MakeMake, które zresztą udało mi się zobaczyć parę lat temu w katowickiej Katofonii.

Gitara elektryczna, ale też flet (Zofia Ilnicka) i Skrzypce (Jakub Wosik). Trochę nieufnie podchodziłem do takiego zestawu instrumentów. Jak się okazało, niesłusznie.

(o)(o)

Pisanie o muzyce granej przez Trio_io to faktycznie trochę „tańczenie o architekturze”, sięgam więc po ściągę ze strony wydawcy, Bôłt Records. „Waves”, czytamy, to „(…) otwarte formy, czerpiące z tradycji muzyki kompozytorów współczesnych, eksperymentów z preparacją instrumentów oraz elementów free jazzu i muzyki ludowej”.

Co ciekawe, zupełnie ten opis nie pasuje mi do zawartości debiutu Trio_io. Będąc osoba nieosłuchaną w twórczości kompozytorów współczesnych oraz w muzyce ludowej, jedyny punkt odniesienia, jaki w swojej ignorancji znajduję, to reichowski repetytywizm: w moich chyba ulubionych (może dlatego, że najbardziej przystępnych) – „El” oraz zamykającym całość „K.”, przekierowujących Trio_io z rejonów awangardy w rejony… awangardowego post-rocka.

Te numery oraz kojarzący mi się z genialnymi Storm & Stress „Wings”, są mi najbliższe.

O, a teraz przyszło mi do głowy skojarzenie z dziewięciopłytową serią „SYR”, na której Sonic Youth ambitnie interpretowali muzyczną awangardę XX wieku.

Czyli coś tam kumam. Możecie wciąż podsyłać płyty z utworami bez podziału na zwrotkę i refren.

„Waves” to raczej rzecz dla kogoś, komu postrzeganie muzyki zmienił John Cage, nie „Bottled Violence” Minor Threat, ale muszę przyznać, że z mojego prostackiego punktu widzenia jest to płyta w swoim minimalizmie fascynująca.

A najbardziej podoba mi się to – nie umniejszając gitarowej roboty Marciniaka – w jaki sposób zostały użyte flet oraz skrzypce. Ani przez chwilę, słuchając debiutu Tri_io, nie pomyślałem o tym, ze to instrumenty, za którymi nigdy nie przepadałem.

(o)(o)

Chętnie wrócę do minimalizmu „Waves”. Potrzebna jest muzyka, która wymaga skupienia i nie nadaje się na ścieżkę dźwiękową do codziennego banału i przewidywalności. Choć w sumie to ciekawe, czy słuchanie Trio_io ma np. wpływ na kształt obranego ziemniaka. Może warto sprawdzić.

A zupełnie serio – ta płyta to wyzwanie, które warto podjąć.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

%d blogerów lubi to: