the magic carpathians & tundra – reindeer luck [world flag records, 2013]

1

magic carpathians

tundra

world flag records

konsorcjum siedem słońc

Karpaty Magiczne znają wszyscy, Tundrę niekoniecznie. To elektroakustyczny duet tworzony przez Dawida Adrjanczyka i Krzysztofa Joczyna. Z Bandcampu można ściągnąć (za free)/odsłuchać ich demo (2011) oraz odsłuchać „Anekumenę” (2012). Polecam.

Z „Reindeer Luck”, zapisem koncertu z krakowskiego Magazynu Kultury, wiąże się (mój) problem: jak pisać o muzyce będącej daleko od rocka, pozbawionej tekstów. Zazwyczaj taki dylemat przykrywa się erudycją (łatwo ją dziś, dzięki dostępowi do Internetu, nabyć) oraz czterema gwiazdkami (czasem z połówką); niekiedy ktoś się odważy i daje pięć. Często wydaje się, że w przypadku tych wszystkich „ambientów” i „experimentali” niemal każda ocena jest uprawniona.

***

Czasem mam tak, że skupiam się na słuchaniu jednego rodzaju muzyki. Kiedyś tak było
z jazzem (dziś prawie go nie włączam, chyba że trafię na coś tak porywającego, jak Matana Roberts lub Fire!), ostatnio z reggae, na co miał wpływ „Kryzys w Babilonie” (nic się nie zmieniło: rege, poza wyjątkami, to nudna muzyka). Swego czasu słuchałem dużo czegoś, co często tagowane jest jako „ambient” i „experimental” (jest tego od groma).

Katując się setkami takich czy innych „projektów”, w końcu spasowałem. Jedno trzeba powiedzieć: po takim muzycznym umartwianiu się schemat „zwrotka-refren” wydaje się być jeszcze bardziej genialny niż zwykle. Po nadętym „experimentalu” nie ma niczego lepszego niż „Sheena is a Punkrocker”.

***

Karpatów i Tundry ten problem nie dotyczy. Na „Reindeer” dostajemy szorstki „ambient i experimental” (he, he) ożeniony ze specyficznym klimatem budowanym przez charakterystyczne wokale Anny Nacher i zestaw niecodziennych instrumentów (kalimba, santur i inne).

„Reindeer” brzmi chwilami tak, jakby jakieś prymitywne plemię dorwało się do urządzeń, które pozwala im robić loopy czy tape manipulations i chwilami nie umiało się zdecydować, którą z form ekspresji wybrać.

To nie zarzut. „Reindeer” to świetna płyta, która zapewne zginie w zalewie „ambientowo-experimentalnej” miernoty.

[5-/6]

%d blogerów lubi to: