dezerter, hard work, minority w megaclubie (katowice, 26.04.2013)

1

MegaClub jest tak chujowym miejscem, że nie poszedłbym tam nawet się wysrać, gdyby mnie przycisnęło. Jego klimat sprawia, że idealnie nadawałby się do torturowania jeńców. Dodatkowe atrakcje koncertowe: piwo za 10 zł i brak możliwości wyjścia na papierosa na zewnątrz. Miałem wrażenie, że z klimy w palarni zacznie się ulatniać gaz. Beznadziejne miejsce.

Sam koncert natomiast bardzo dobry. Wreszcie przed Dezerterem nie zagrały koszmarki pokroju Zabili Mi Żółwia czy The Billa, a dobre, hardcore’owe kapele. Krótkie występy Minority i Hard Work potwierdziły tezę, że hc to muzyka, którą raczej trudno zepsuć na żywo. Kapele z tego nurtu są często strasznie podobne do siebie, ale akurat w przypadku tych dwóch śląskich załóg jest inaczej.

Dezerter zaczął od „Tchórzy”, skończył chyba na „Ku przyszłości”. Niemal wszystko brzmiało rewelacyjnie (ktoś się postarał, bo w regowym fragmencie „Jeśli chcesz zmieniać świat” dał pogłos na bębny i wokal). Mnie zmiotło „Nie ma zagrożenia” i zaskoczyło, że w setliście pojawił się kawałek „Nic nowego”. Nie zabrakło mojej ukochanej „Uległości”, a Robal pokazał, że mistrzowsko napierdala na swojej gitarze. Dla mnie bomba.

dezerter

hard work

minority

%d blogerów lubi to: