Posts Tagged ‘magdalena rosman’

martim monitz – alba [atman i extinction records; 2019]

25/04/2019

martim monitz

bandcamp

atman

extinction records

1. Pamiętam, jak duże wrażenie zrobiła na mnie „jedynka” Martim Monitz (2015 r.). Idealna płyta na złe czasy.

2. Słuchając tamtego materiału, zapętlałem sobie utwór „Najlepszy dzień”, przy „Albie” miałem podobnie z „Nikt nie jest”.

3. Ten kawałek jest chyba najlepszy na płycie, pewnie brylowałby na jakiejś alternatywnej liście przebojów. Jest też dość dziwnie skonstruowany. Po zwrotce pojawia się tekst, który powinien być refrenem, lecz zamiast tego jest maniakalnie wręcz powtarzany, a druga zwrotka się nie pojawia. Dramaturgia „Nikt nie jest” – między innymi dzięki saksofonowi Bartłomieja Franka – wzrasta.

4. Cała płyta jest dziwnie skonstruowana. Trzeci, najdłuższy, bo dziesięciominutowy, kawałek „Albo” – świetny i różniący się od reszty, jednocześnie retro i futurystyczny w klimacie – powinien teoretycznie zamykać całość. Większość zespołów tak by zrobiła, Martim Monitz dał go na trzeci numer na płycie, a po nim pojawia się trzyminutowy czad „Bawimy się jak psy”. No i dobrze. Jebać schematy.

5. „Martim Monitz” brzmiał niedzisiejszo, „Alba” brzmi jeszcze bardziej niedzisiejszo. Przy pierwszych odsłuchach wręcz odnosiłem wrażenie, że mam do czynienia z zagubionym demo nieznanego, starego zespołu nowofalowego. Wpływ na to ma też „nowofalowy” (ale przyjemny dla ucha) wokal Piotra Szczepańskiego.

6. „Fajne to, tylko te teksty jakieś dziwne”. Tym razem zwolennicy rockowej publicystyki będą przynajmniej dwukrotnie ukontentowani – dzięki piosenkom „Nowy hymn Polski” (kiedyś jakiś pokurw z ZChN pozwałby zespół za ten tytuł; ach, łza się kręci w oku) i „Spasiba”, choć daleko tym tekstom do infantylnych manifestów, nie są to też liryki doraźne. Taka sytuacja w kraju, że aż się prosi by wypowiedzieć się o tym i owym. Na pocieszenie dodam, że nic się w tej materii nie zmieni.

8. Teksty wciąż należą do najlepszych w Polsce, ale nieco straciły na sile rażenia w porównaniu do tych z pierwszej płyty.


Album promuje przebojowy utwór „Nikt nie jest” oraz wideo wyreżyserowane przez Pawła Pawlikowskiego, dofinansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

***

9. Mimo programowego ateizmu – jeśli dobrze rozumiem chociażby przekaz kawałka „Kto chodzi po wodzie” – słuchając „Alby” pomyślałem, że pasowałoby Martim Monitz zaśpiewać np. „Brewiarz I” Herberta. :) Albo coś mojego ulubionego anglojęzycznego poety, ateisty Larkina, któremu zawdzięczamy tytuł tej płyty.

10. „Alba” brzmi lepiej niż „Martim Monitz”, lecz chwilami nie podoba mi się „suche” brzmienie perkusji.

9. „Jedynka” była bardziej zwarta, poukładana, „dwójka” wydaje się bardziej chaotyczna. Może dzięki temu ciekawsza?

10. Nie przekonuje mnie numer „Wilki z miasta”, przypominający chwilami wykwit rodzimej sceny geriatric HC/punk. Trzeba jednak przyznać, że „Wilki” zostały uratowane przez saksofon Tomasza Gadeckiego.

12. …który, obecny w trzech utworach, daje wiele dobrego, fantastycznie wzbogaca utwory Martim Monitz. Tak jak w Lonker See wydaje mi się gra Gadeckiego zbyt uładzona, tak tu jest w sam raz.

13. A poza tym to podoba mi się niemal wszystko, choć mam wrażenie, że ośmioutworowa wersja „Alby”, ta na LP, jest jednak lepsza, bardziej zwarta i skupiająca uwagę, od 10-utworowego CD. Niby dobrego nigdy za wiele, ale jednak.

14. Nie wiem, czy to wynika z recenzji, ale uważam „Albę” za bardzo dobrą, a dużymi fragmentami fantastyczną płytę. Nie nazwałbym Martim Monitz najlepszym polskim zespołem, ale swoim ulubionym polskim zespołem – chyba tak. Wynika to oczywiście z tego, że jestem stary.

15. Panowie mają szczęście do okładek płyt. Na pierwszej znalazł się obraz mojej ulubionej malarki, Joanny Karpowicz, na drugiej – zdjęcie Magdy Rosman, świetnie wyglądające w dużym formacie.

16. Będziemy obserwować postępy ciemności.

the sound – from the lions mouth [1981] / magdalena rosman

20/09/2018

brittle heaven

discogs

facebook

Dziś również zdarzają się dobre zespoły postpunkowe, jednak większość z nich to smutny anachronizm. W pierwszym numerze leci mój chyba ulubiony postpunkowy klawisz. Klawisz może być dobry? xD Może. To był żart dla wtajemniczonych.

Chętnie napisałbym coś więcej o genialnych The Sound, ale właśnie wyruszam na zasłużone wakacje. All inclusive w Egipcie, jako lektura „Pokraj” Andrzeja Saramonowicza. Zabawa słowem, słuszne poglądy. Ponoć super!

„From the Lions Mouth” – wesołe to jak powrót do pracy po urlopie.

***

Wspieramy polską fotografię. Na dodatek taką, która nie skutkuje banem na fejsie. Osobiste zdjęcia Magdaleny Rosman.


%d blogerów lubi to: