buhl/wysocki/szwarc (bws) – e03 [jvdasz iskariota; 2022]

UKRAINA

iskariota.com

bandcamp

facebook

Czy w tak paskudnym czasie powinno się w ogóle pisać o płytach? Siedzi mi w głowie gorzkie zdanie wypowiedziane przez Guernicę Y Luno: „Nie ukrywajmy, liczy się muzyka”. Z drugiej strony, trzeba przecież jakoś żyć, mimo tego, co się dzieje obok nas.

***

To ostatnia płyta z serii „S3RI4L NVMB3RS”, której kuratorem jest Szymon Szwarc (tym razem, przy okazji „E03”, „pojawia się nie tylko jako producent, lecz także jako pracownik muzyczny wyposażony w gitarę elektryczną”) – poeta, muzyk (Rozwód, Jesień), animator kultury, jak to się ładnie określa. Myślę, że to dobrze, iż ostatnia. I nie chodzi mi o niską jakość muzyki (bo ta w przypadku „E01” KKZ i „E03” jest co najmniej intrygująca; „E02” słyszałem zaledwie raz), ale o fakt, że po (zaledwie)  trzech materiałach będziemy myśleć o tym, co wydał Jvdasz Iskariota, jako o czymś wyjątkowym; przy kolejnych płytach możliwe, że mielibyśmy do czynienia z seryjniakiem („O, znowu coś wyszło w tej serii Jvdasza. Może włączę”).

***

Każde „rozchwiane” impro, które można wepchnąć w szufladkę z napisem „experimental rock”, już chyba zawsze będzie przynosić mi skojarzenie z amerykańskim Storm and Stress. Tak jak przyniosło w przypadku BWS i „otwieracza” E01.

***

Krytykowanie płyt z muzyką improwizowaną niesie ze sobą ryzyko bycia uznanym za nieosłuchanego kmiota, który – gdy brak podziału „zwrotka-refren” – czuje się niepewnie, jakby czytał Wittgensteina.

***

Muzyczne impro zdaje się najlepiej opisywać chaos dzisiejszego świata. Tak, nie punkowe manifesty, lecz muzyka improwizowana.

***

Bron Boże, nie wpisuję nagrań tria Jacek Buhl / Mateusz Wysocki / Szymon Szwarc w doraźną publicystykę. Po prostu żywioł improwizacji opisuje dziś to, co za oknem, lepiej niż – często deklaratywny – literalny sprzeciw.

***

„Wszystko na tym albumie pracuje. Nagranie to brzmi jak miasto, w którym wszyscy mieszkańcy zasuwają w fabryce. Płyta ma zatem jedno zadanie: zasuwać. Zastanawiam się jednak (niewystarczająco usatysfakcjonowany), co taka fabryka miałaby produkować i czy jej założenia są słuszne i bezpieczne. Słyszymy tu bowiem prąd, chaos i brud. Jest oczywiście nadzieja, że może doświadczamy eksperymentalnego ocieplania wizerunku przemysłowego terroru, choć trzeba przyznać, że działania są zupełnie bezkompromisowe (…) – czytamy w press packu.

***

Buhl (instrumenty perkusyjne; m.in. Alameda 5, Trytony, częsta współpraca z Wojciechem Jachną), Wysocki (elektronika; znany też chociażby jako Fischerle, współtwórca labelu Pawlacz Perski i jego sublabelu Patalax) i Szwarc (gitara, elektronika) serwują miksturę industrialu, noise’u, post-rocka, free jazzu, eksperymentalnego, sonicznego rocka, która w najbardziej intensywnych fragmentach sprawia, że zapomina się o tym, co wokół nas, albo – paradoksalnie – powoduje, że jeszcze mocniej się to coś odczuwa (vide „E02”).

Muzyka na „E03” niesie wiele skojarzeń, można ja tagować do rana, ale róznorodność daje efekt nie bełkotu, wrażenia łapania wielu srok za ogon, lecz spójności.

***

Słuchając (zbyt) wielu płyt z „impro”, „experimentalem” „free jazzem” etc., myślę, że w miarę nieźle potrafię odróżniać rzeczy wartościowe od tych, które brzmią, jakby ktoś robił sobie jaja ze słuchacza (zresztą pewnie niejednokrotnie ten i ów „ktoś” sobie te jaja robi). I choć nie widzę wielkiego sensu w opisywaniu muzyki, za którą stoi abstrakcja (widzę za to sens w dopisywaniu do niej opowieści, jak to zrobił niedawno chociażby kakofoNIKT), to przecież sześć powyższych akapitów nie wzięło się znikąd.

***

We wstępie stwierdziłem, że to dobrze, iż na „E03” kończy się „S3RI4L NVMB3RS”. I zdanie podtrzymuję, bowiem nawet jeśli kolejne płyty z serii trzymałyby poziom, to co zrobił Jvdasz i kurator serii Szymon Szwarc – powtórzę się – mogłoby stracić na wyjątkowości.

A biorąc pod uwagę potencjał wydawnictwa i każdego z muzyków, którzy stoją za „E01”, „E02”i „E03” – wszyscy zaangażowani pewno jeszcze nie raz wzbudzą w słuchaczach uczucie przyjemności z obcowania z niecodzienną muzyką, jak i uczucie niepokoju.

***

Obym dożył spokojniejszych czasów, gdy muzykę improwizowaną będę traktował jako mniej lub bardziej udany przejaw eskapizmu; nie opis tego, co się dzieje za oknem.

Wspaniała płyta.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

jachna/ziołek/buhl – animated music [pawlacz perski; 2020]

bandcamp

facebook

pawlaczperski.org

Pierwsze tegoroczne wydawnictwo Pawlacza Perskiego przynosi muzykę gwiazdorskiego tria: Wojciech Jachna (trąbka, kornet, fx; m.in. Contemporary Noise Sextet i Inncercity Ensemble), Jakuba Ziołka (gitara akustyczna, syntezator, fx; Innercity Ensemble, różne Alamedy, Stara Rzeka…) oraz Jacka Buhla (perkusja, perkusjonalia; m.in. Alameda 5 i Trytony). „Animated music” – naprowadzi na to bystrego czytelnika – może być interpretowana jako ścieżka dźwiękowa do kreskówek. I tak jest w istocie: w info wydawcy czytamy o polskich filmach animowanych z lat 60 i 70.

„Charakterystyczne dla wielu z takich soundtracków było m.in. zderzanie avant-jazzowego feelingu z nieco sterylną elektroniką w duchu SEPR (zakładam, że chodzi o Studio Eksperymentalne Polskiego Radia – dop. 10fs). Na Animated music akustyczne instrumenty wykorzystywane są w sposób tradycyjny, ale muzycy nie stronią też od sonorystycznych poszukiwań i elektronicznych preparacji. Pole słyszenia rozszerzają syntezatorowe dźwięki”.

Nic dodać, nic ująć. Jak zwykle Pawlacz Perski zapodaje takie press-info, że właściwie można zrobić kopiuj-wklej i pójść na piwo.

Jachna, Ziołek i Buhl to muzycy tej klasy, że pewnie trudno byłoby im nagrać coś kiepskiego. Znają się, pewnie lubią i niejednokrotnie pracowali razem. Mogą co najwyżej rozczarować, lekko znudzić, ale wiochy żadnej nie odstawią.

„Animated music”, nagrana w 2016 r. przez Janusza Czadę w bydgoskim Studiu Mózg, stwarza wrażenie czegoś w rodzaju brudnopisu, spotkania trójki świetnych muzyków, którzy postanowili przy okazji coś zarejestrować, ale nie jest jedynie ciekawostką, płytą, przy okazji której bardziej zwraca się uwagę na nazwiska muzyków niż samą muzykę. Co prawda daleko temu materiałowi do najlepszych wydawnictw Pawlacza, lecz warto go poznać.

(o)(o)

Surowa elektronika i akustyczne brzmienia, „kontrolowane” przez trąbkę Jachny – tak można by w uproszczeniu opisać zawartość tej kasety.

Mnie najbardziej przypadły do gustu psychodelizujący „To Boy and the World” oraz „Yoruba”, której patronem będą raczej nie polskie postacie z filmów animowanych, lecz Żwirek i Muchomorek. Doskonale wyszły im te jagodowe powidła.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

%d blogerów lubi to: