fischerle – zamieć [patalax; 2022]

bandcamp

facebook

Od razu myślę: „zawieje i zamiecie śnieżne”. Ta groźnie brzmiąca zapowiedź z prognoz pogodowych, działająca w dzieciństwie na wyobraźnię, utkwiła mi w pamięci. No i dobrze brzmi. Aż dziw, że nikt (?) nie zrobił z niej tytuły płyty albo chociaż pojedynczego utworu.

Siedzę, słucham Zamieci (bodaj czwartej płyty Fischerlego, która się tu, na blogu, pojawia) i myślę sobie, że mi się podoba, ale, kurde faja, czemu jakby mniej niż inne płyty, które pod tym szyldem nagrał Mateusz Wysocki, a które dobrze poznałem, czyli Ptylotics, α​-​ribbon i Kaznodzieja.

Nawet się cieszę bardziej niż zwykle, bo chyba pierwszy raz w twórczości tego projektu usłyszałem wpływy post-rocka, ale mimo to coś mi nie gra tu do końca. Może tym razem nie trafiła do mnie krótka bajka opowiedziana przez Fischerlego na Bandcampie?

***

Psychodeliczne dub techno. Podejrzewam, że generalnie olewane przez fanów gitarowej alternatywy. A przecież taka Fałda (czy ja tam słyszę gitarę?) mogłaby znaleźć się na płycie niektórych dawnych wizjonerów post-rocka, choćby Tortoise. Różnica jest taka, że Wysocki – w przeciwieństwie do chicagowskich mistrzów – nie zaczął przynudzać. Jest też Zamieć (znów słuchamy Fałdy, ale też Punktów odniesienia) bodaj najbardziej przystępnym materiałem Fischerlego. Rzekłbym, że chwilami nawet może zbyt przystępnym.

Leci po raz kolejny ten album i zastanawiam się znów nad tym, czego mi brakuje. Dochodzę do wniosku, że choć każdy kawałek podoba mi się z osobna, to gdy ogarniam je jako całość, mam wrażenie, że brakuje na nowej kasecie Wysockiego spójności. Jak gdyby były to utwory z różnych sesji.

Z drugiej strony, przypomniałem sobie starsze wydawnictwa Fischerlego i na nich też niekoniecznie wszystkie numery był z jednej parafii, więc może to tylko moje odczucia, może kto inny stwierdzi, że Zamieć to rzecz spójna niczym Real Madryt w finale Ligi Mistrzów.

Tak czy siak, Fischerle na słuchawkach to znów przyjemna ucieczka od wulgarnego banału rzeczywistości.

PS Patalax to sublabel Pawlacza Perskiego.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

fischerle – kaznodzieja [patalax; 2020]

patalax – bandcamp

patalax – facebook

pawlacz perski – bandcamp

pawlacz perski – facebook

mateuszwysocki.com

pawlaczperski.org

Mateusz Wysocki raczej nie należy do gości, którzy wydają płyty od święta. Wystarczy spojrzeć na jego dyskografię wrzuconą na cieszącą oko stronę internetową, by się o tym przekonać. Sam poznałem kilka rzeczy, które nagrał, i stwierdzam, że „Kaznodzieja” to chyba najlepszy materiał, jaki miałem okazję usłyszeć.

Materiał niezwykły. Oddajmy głos Wysockiemu (uwielbiam te opisy na Bandcampie Pawlacza Perskiego i jego sublabelu Patalax – robią pół roboty za mnie, jeżeli chodzi o recenzje).

„Jakiś czas temu poznałem niemieckiego archeomuzykologa, Adje Botha, który w swoich badaniach zajmuje się azteckimi instrumentami z miasta Teotihuacan. Ponieważ – jak się od niego dowiedziałem – aktualnie nauka jest w posiadaniu szczątkowych materiałów faktograficznych dotyczących ich obsługi, czasem zamykających się w jednym graficznym przedstawieniu, większość z tych instrumentów wisi w performatywnej próżni. Taki stan rzeczy, być może nieco naiwnie, wydał mi się czymś niezwykłym – w mojej codziennej przestrzeni prawie wszystko ma jakąś instrukcję, skalę i przypisane hiperłącze, a wirtuozeria przypomina skakanie przez płonącą obręcz muzyki. Piękne brzmienie glinianych rekonstrukcji i brak czytelnych punktów odniesienia zainspirowały mnie do nagrania tego albumu, który stara się łączyć patalaxową plemienność z kompozycyjnymi zabiegami wypracowanymi w miejscach istniejących faktycznie na mapie”.

Tyle autor. Recenzent robi „CTRL + V” i zadanie uznaje za wykonane.

Może co najwyżej dodać, że Wysocki ożenił swoje dub techno (tak można by w uproszczeniu nazwać to, co gra jako Fischerle) z prekolumbijskimi instrumentami, tworząc jedną z najciekawszych płyt tego roku. Niezależnie od tego, czy z „Kaznodziei” wybrzmiewa wyłącznie dub techno („Tłum”), czy etno („Uległość”), czy też oba gatunki akurat są w idealnej symbiozie („Księżycowa maska”, „Nić kłamstwa”).

Kaseta wyprzedana, o czym, lekko wkurwiony, bo się spóźniłem, informuję.

„Kaznodzieja” to trzecie wydawnictwo Patalaxu. Poprzednie – „Tambur” Ifs oraz „Mulet” Monte Omok (Montego Omoka?) – również mają status „sold out”. Czekamy na czwarte.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

various artists – 𝓈𝒶𝓁𝒶𝓉𝒶²²⁰⁵ (charity compilation for maciek)

zrzutka.pl

bandcamp

facebook

Julek Płoski z 𝓰𝓵𝓪𝓶𝓸𝓾𝓻.𝓁𝒶𝒷𝑒𝓁 polecił mi składankę „𝓈𝒶𝓁𝒶𝓉𝒶²²⁰⁵ (charity compilation for Maciek)”, na której można posłuchać… 109 wykonawców.

Sprawdzam, czy któryś z nich był u mnie na blogu. No i był, byli w sumie. di.Aria, Jakub Lemiszewski, Michał Olczak, OONDOOD, Wojtek Kurek, Fischerle… Innych wrzucałem również tu, na fejsie.

„𝓈𝒶𝓁𝒶𝓉𝒶²²⁰⁵” powstała dla kumpla Julka, Maćka, który uległ koszmarnemu wypadkowi. Cała kasa idzie dla niego. Warto wesprzeć kogoś, kto w dwa tygodnie obejrzał kilkadziesiąt filmów o Godzilli.

Oprócz polskich artystów na składance znajdziemy dumnych reprezentantów takich krajów jak Malawi, Gruzja, Czechy, Indonezja, Gruzja, USA, Ukraina, Rosja i pewnie innych też.

Z tego, co widzę, każdy z kawałków z ma status previously unreleased.

foql & fischerle – personal wastelands [paralaxe editions; 2020] / lfs – tambur [patalax; 2020] / monte omok – mulet [patalax; 2020]

To nie recenzje (obecna kondycja intelektualna nie pozwala mi na ich napisanie), lecz krótkie wzmianki o trzech tegorocznych, niezwykle udanych materiałach: pierwszy wyszedł w barcelońskim Paralaxe Editions, dwie kolejne – w Patalaxie, sublabelu Pawlacza Perskiego, stałego gościa 10fs; wszystkie na kasetach. No i pięknie.

paralaxe-editions.com

paralaxe editions – bandcamp

paralaxe editions – facebook

pawlaczperski.org

pawlacz perski – bandcamp

pawlacz perski – facebook

patalax – bandcamp

patalax – facebook

gosia słomska

mateusz wysocki

foql

(o)(o)

foql & fischerle – personal wastelands [paralaxe editions; 2020]

Współpraca Justyny Banaszczyk (FOQL) i Mateusza Wysockiego (Fischerle). Album powstał w warszawskim studiu FOQL. Artyści, improwizując na dwóch identycznych automatach perkusyjnych, nagle „odkryli niezwykle silną wspólną płaszczyznę”, czego efektem jest „Personal Wastelands”. Polecany materiał zabiera nas na „mgliste «pustkowie» ponurej atmosfery, przywoływanej przez hipnotyzujący dub i skorodowane rytmy”.

Czy ten Wysocki nagra kiedyś coś słabego? Osobiście najchętniej słuchałem tych kawałków, gdy duet porusza się po pustkowiu czegoś, co można by nazwać dub techno.

(o)(o)

lfs – tambur [patalax; 2020]

„Dawno temu, kiedy do naszej krainy docierało słabe światło, byłem małym, wystraszonym stworzeniem. Poruszałem się po omacku z rękami wyciągniętymi przed siebie albo pełzałem tuż przy ziemi, wdychając jej mdły zapach. Pewnego razu znalazłem drzewo. Na jego pniu wymacałem narośl, w którą wpiłem się bez zastanowienia. Zmęczenie wędrówką ustąpiło kiedy poczułem lepki płyn w ustach. Następnego dnia obudziłem się w ciele pokrytym gęstą, zwierzęcą sierścią. Od tamtego czasu przemawiam głosem umiejscowiony w brzuchu”.

Bajka jako wprowadzenie do odhumanizowanej muzyki? Czemu nie. To nie pierwszy raz, gdy artyści siedzący w elektronice, za jej pomocą snują tego typu opowieści, nawet jeśli słuchacz ich dźwięki kojarzy raczej z odgłosem fabryk bądź postapokaliptyczną pustką.

Mnie cztery utwory z epki Ifs (Krzysztof Freeze Ostrowski, Mateusz Wysocki, Gosia Słomska) jednak oprowadzają po opuszczonej fabryce. A może jednak – leci „Zapach” – w końcu kierują do jakiegoś spalonego lasu?

„Tambur” to najciekawszy materiał z trzech, które się tu pojawiły. Chyba że…

(o)(o)

monte omok – mulet [patalax; 2020]

I znów bajka; idziemy przez las. Horror ambient i dub techno duetu Mateusz Wysocki – Gosia Słomska; muzyka, jakiej świat nie widzi. Włączyłem sobie „Mulet” w ramach relaksu po śniadaniu, ale myślę, że najlepiej sprawdzi się wieczorem. Uważajcie na basy, nie ma co wkurwiać sąsiadów w tym trudnym czasie.

(o)(o)

Dobrze, że powstał Patalax, bo choć muzycznie nie odbiega od tego, co wydaje Pawlacz Perski, to widać, że mamy tu do czynienia z konceptem, za którym stoi – jak w przypadku Pawlacza – doskonała muzyka, ale też nieco odrębna, zwarta opowieść.

lech nienartowicz – wrażenia i mechanizmy & fischerle – α​-​ribbon [pawlacz perski; 2019]

pawlaczperski.org

pawlacz perski bandcamp

pawlacz perski facebook

fischerle

Pawlacz Perski to kasetowy label, założony przez Lecha Nienartowicza i Mateusza Wysockiego. Label, któremu mocno kibicuję i który ma w swym katalogu tak ciekawych artystów, jak Wojtek Kurek, Hubert Zemler czy Bachorze.

Po dziewięciu latach działalności Pawlacz zaprezentował podwójne wydawnictwo, na które składają się kasety jego założycieli: „Wrażenia i mechanizmy” Lecha Nienartowicza oraz „α-ribbon” Mateusza Wysockiego, czyli Fischerle.

„α-ribbon” (od niego zacząłem słuchanie) to, w uproszczeniu, połamane dub techno, czasem żenione z hiphopowym beatem. Dzieje się tu tyle, że polecam założyć słuchawki i zagłębić się w ten materiał.

Tym, którzy widząc słowo „techno”, z miejsca uprzedzili się do Fischerle, napiszę, że niektóre utwory na tym materiale mają taką strukturę, że mogliby je wymyślić panowie z Tortoise – w czasie, gdy byli awangardzistami post-rocka, nie dziś, gdy są przynudzającymi klasykami. Przyszło mi to do głowy już podczas otwierającego płytę „Inflatone”.

„Wrażenia i mechanizmy” Lecha Nienartowicza są dla mnie zbyt abstrakcyjne i zbyt trudne w odbiorze. Nie jest to zarzut (chyba, że wobec mnie samego), lecz zwykłe stwierdzenie faktu. Jednak coś wyniosłem ze słuchania tego materiału: otwierające go „Mechanizmy” przypomniały mi, że miałem iść pograć w ping-ponga. ;)

Wesprę się press-kitem. „»Wrażenia i mechanizmy« to album będący kolejnym etapem poszukiwań Lecha, rzecz – z jednej strony – korzystająca z osiągnięć muzyki konkretnej i melancholijnego ambientu, z drugiej – poprzetykana szczątkami rytmu i mikrozdarzeń dźwiękowych. Całość brzmi jak Rousselowski mechanizm, odsłonięty spod mchu przez jakieś plemię, które zaczyna posługiwać się nim na swój własny, niekoniecznie zgodny z przeznaczeniem sposób”.

Tyle od mądrych ludzi. Zapraszam do słuchania.

fischerle – ptylotics [spring break tapes; 2018]

Processed with VSCOcam with c3 preset

springbreaktapes.com

bandcamp

facebook

soundcloud


fot. Michał Wolski

Nazwa „Fischerle” pojawiła się wcześniej na blogu przy okazji bardzo udanej składanki. „Ptylotics” to jedno z trzech tegorocznych wydawnictw amerykańskiego, kasetowego (jak zresztą nazwa wskazuje) labelu Spring Break Tapes.

Pierwszy odsłuch posłużył mi jako ścieżka dźwiękowa do jazdy tramwajem. Po lewej dziewczyna ze słuchawkami (ciekawe, czego słuchała), przypominająca styczniową modelkę z kalendarza Hajmana; po prawej młody gość z aparatem słuchowym (więc nikt krzywo nie spojrzy na to, że nie ustąpił miejsca starszej pani); na lewo po skosie widok grubej kobiety, próbującej zdążyć na rzeczony tramwaj. Eklektyzm postaci, które łączy ten sam środek komunikacji (puszysta niewiasta zdążyła). Również kawałki na słuchanym materiale Fischerle są eklektyczne, choć pasują do siebie. Zostały zapakowane w bardzo ładnie wyglądającą kasetę o nazwie „Ptylotics”.

Jak możemy przeczytać na Bandcampie i stronie wydawcy, opisywany materiał żeni estetykę dub-techno z hip-hopem (w „Morning Gate” słyszymy klasyczne skrecze, za które odpowiada DJ Stosunkowodobry; miażdżąca ksywa).

Określanie tej muzyki jako mariażu dub-techno z hip-hopem (czyli czegoś, co może kojarzyć się raczej przystępnie) ma sens, choć to uproszczenie. I gdy fragmentami robi się nawet podejrzanie przyjemnie, Fischerle potrafi poczęstować słuchacza dźwiękami niemal niepokojącymi czy też niemal irytującymi. Zawsze intrygującymi.

„Ptylotics” dudni w uszach jak trzeba.

%d blogerów lubi to: