Posts Tagged ‘experimental’

the magic carpathians & tundra – reindeer luck [world flag records, 2013]

14/05/2013

1

magic carpathians

tundra

world flag records

konsorcjum siedem słońc

Karpaty Magiczne znają wszyscy, Tundrę niekoniecznie. To elektroakustyczny duet tworzony przez Dawida Adrjanczyka i Krzysztofa Joczyna. Z Bandcampu można ściągnąć (za free)/odsłuchać ich demo (2011) oraz odsłuchać „Anekumenę” (2012). Polecam.

Z „Reindeer Luck”, zapisem koncertu z krakowskiego Magazynu Kultury, wiąże się (mój) problem: jak pisać o muzyce będącej daleko od rocka, pozbawionej tekstów. Zazwyczaj taki dylemat przykrywa się erudycją (łatwo ją dziś, dzięki dostępowi do Internetu, nabyć) oraz czterema gwiazdkami (czasem z połówką); niekiedy ktoś się odważy i daje pięć. Często wydaje się, że w przypadku tych wszystkich „ambientów” i „experimentali” niemal każda ocena jest uprawniona.

***

Czasem mam tak, że skupiam się na słuchaniu jednego rodzaju muzyki. Kiedyś tak było
z jazzem (dziś prawie go nie włączam, chyba że trafię na coś tak porywającego, jak Matana Roberts lub Fire!), ostatnio z reggae, na co miał wpływ „Kryzys w Babilonie” (nic się nie zmieniło: rege, poza wyjątkami, to nudna muzyka). Swego czasu słuchałem dużo czegoś, co często tagowane jest jako „ambient” i „experimental” (jest tego od groma).

Katując się setkami takich czy innych „projektów”, w końcu spasowałem. Jedno trzeba powiedzieć: po takim muzycznym umartwianiu się schemat „zwrotka-refren” wydaje się być jeszcze bardziej genialny niż zwykle. Po nadętym „experimentalu” nie ma niczego lepszego niż „Sheena is a Punkrocker”.

***

Karpatów i Tundry ten problem nie dotyczy. Na „Reindeer” dostajemy szorstki „ambient i experimental” (he, he) ożeniony ze specyficznym klimatem budowanym przez charakterystyczne wokale Anny Nacher i zestaw niecodziennych instrumentów (kalimba, santur i inne).

„Reindeer” brzmi chwilami tak, jakby jakieś prymitywne plemię dorwało się do urządzeń, które pozwala im robić loopy czy tape manipulations i chwilami nie umiało się zdecydować, którą z form ekspresji wybrać.

To nie zarzut. „Reindeer” to świetna płyta, która zapewne zginie w zalewie „ambientowo-experimentalnej” miernoty.

[5-/6]

Artur Rumiński – st (wounded knife, 2013)

05/05/2013

20830_10200266396476101_1781862047_n

Artur Rumiński to sosnowiecki gitarzysta związany ze święcącym pierwsze sukcesy THAW (niedawno wydany debiut płytowy z kapitalnym artworkiem autorstwa Marcina Łojka, twórcy labelu newnihilism), tytułowany, nie wiedzieć dlaczego, zespołem blackmetalowym. Artur gra również w ARRM oraz Sun for Miles. Od niedawna gitarzysta Furii, zespołu, który ma piosenki o tym, że są to koła. Przez jakiś czas przebywał w stanach zjednoczonych, gdzie uczestniczył w obrzędach masonów wspomaganych przez Neurosis. Neurosis, ludzie w dziwnych szatach oraz tajne zakony i obrzędy są tutaj wskazówką, w jakich rejonach muzycznych poruszają się kolejne projekty Artura. Będą nią również zespoły z Southern Lord: granie ciężkie i powolne, ocierające się o eksperyment i improwizację. Tak, jak grzyby wytwarzają plechę o budowie nitkowej, tak Artur działa konsekwentnie, a jego kolejne projekty, wydawnictwa i koncerty trzymają równy, wysoki poziom.
Na kasecie wydanej przez Wounded Knife znajduje się 40 minut muzyki: pierwszy utwór to rytualne, przeciągające się w nieskończoność, rozmyte sprzężenia oraz pojedyncze dźwięki perkusji. W drugim utworze ta taktyka budowania nastroju zostaje uzupełniona przez monotonne, powolne riffy. Tendencyjne skojarzenia z Barn Owl, Earth, Sunn oraz Nadją z jednej strony, a z drugiej, z niektórymi, dronowymi wydawnictwami z Not Not Fun.

72827_325220214271476_1096954752_n

Kaseta, co się ostatnio w Polsce zdarza, jest wydana ładnie.

Do posłuchania tutaj:

Artur Rumiński – st

Do kupienia na fizycznym nośniku:

Wounded Knife

Niebawem pojawi się recenzja drugiego materiału wydanego przed Wounded knife.

fuka lata / jakub lemiszewski / kaseciarz / solitude state

30/01/2012

Nie chciało mi się robić osobnych postów, więc wrzuciłem całą czwórkę do jednego.

fuka lata – other sides [2011]

bandcamp

fukalata.com 

Co napisać o takiej muzyce? Że to „psychodelizujący minimal i experimental”? Że mogłaby służyć jako ścieżka dźwiękowa do spektaklu, którego nie chciałbym obejrzeć? Dostałem namiary na tę kapelę od kogoś, kto czyta mojego bloga, i muszę przyznać, że Fuka Lata to dla mnie objawienie minionego roku. Tak, w Kraju Kwitnącej Czereśni są ważniejsze muzyczne sprawy niż rozterki chłopców z Kulek Śmierci.

***

jakub lemiszewski – noc sylwestrowa [2012]

lemisz.blogspot.com

Czy na ambiencie można się znać? Czy „znawca”, jak się mu puści losowo wybrany utwór z którejś z płyt „A Brief History of Ambient”, będzie wiedział, kto gra? Czy może ambient to ściema i tak naprawdę nie wiem, czy leci w tej chwili Jakub Lemiszewski, czy jakiś „ambientowy guru”? Nawet jeśli ten rodzaj muzyki to często faktycznie ściema, to wrzucam tu „Noc sylwestrową”, bo nie zasnąłem przy niej. To jest naprawdę dobre. Miejmy nadzieję, że Lemiszewski nie zrobił wszystkich w wała i nie podpisał się pod kawałkiem jakiegoś ambientowego mistrza :)

Twórca „Nocy sylwestrowej” grał/ł w różnych kapelach. Można poszukać info na jego blogu.

***

kaseciarz – surfin’ małopolska [2011]

bandcamp

mf

Nie wiedziałem, że w Polsce gra się surf rock. Z tego typu muzyką (sam autor pisze: „Styl muzyki, z racji metod rejestracji to dziadostwo rock, lub dziadostwo surf, lub też surfrock małopolski”) mam podobnie, jak z ambientem – nudzi mnie zazwyczaj. Kaseciarza słucham jednak z przyjemnością od początku do końca. Ciekawi mnie tylko jedno: czy gdyby Kaseciarz, czyli Maciej Nowacki, nie był stąd, to wysłuchałbym całej „Surfin’ Małopolska”? Może i tak – w końcu, oprócz surf rocka, jest tu trochę innych brzmień. Dobra, kończę pierdolić: „Mono” przechodzące w „Potomków RAdo”, to zajebista sprawa,  fani Ścianki powinni być zachwyceni.  Soniczny koniec również pozostawia świetne wrażenie.

***

solitude state – no fear [2010]

bandcamp

Raczej smutne, melancholijne granie. Słowa „smutne” i „melancholijne” nie powinny zniechęcać do zapoznania się z muzyką kapeli z Poznania. Na „No Fear” jest wiele dźwięków, do których chce się wracać.

sisygambis – four stages of cruelty [1998]

04/09/2011

No, w końcu trzeba było to wrzucić. Podziękowania dla Jarka.

sisygambis – interficias te ipsum [1996]

10/05/2011

naked

Kapitalna płyta. O Sisygambis pisał Paulus von Kinsky.

Jeśli ktoś ma pozostałe płyty Sisygambis – „Sisygambis” i „Four Stages of Cruelty” – proszę o kontakt.


%d blogerów lubi to: