Posts Tagged ‘etno’

so slow – 3t [unquiet records; 2017]

12/05/2017

unquiet records.pl

bandcamp unquiet rec.

facebook unquiet rec.

bandcamp so slow

facebook so slow

soundlcoud


fot. Janek Fronczak

Z zespołem So Slow byłem dotąd słabo zaznajomiony. Ich dwóch płyt nigdy nie wysłuchałem dokładnie, a na koncert offfestiwalowy po prostu się spóźniłem. Na dodatek musiałem szukać w tłumie znajomego lewusa i nie widziałem praktycznie ani kawałka.

Do „3T” podszedłem nieufnie. Gdy widzę, jak gitarowe ansamble używają słów typu „tryboluminescencja”, to obawiam się, że będę miał do czynienia z czymś nadętym. Taki grzech nadmiernej poważki przydarzył się chociażby Starej Rzece czy którejś z kolei Alamedzie.

So Slow zresztą – poniekąd muzycznie, poniekąd „duchowo” – sytuuje się w rejonach zamieszkiwanych przez zespoły Kuby Ziołka.

Zawartość „3T” to czad ożeniony z ambientem, dalekimi echami etno, beatem techno, jazzem i co tam jeszcze usłyszysz. Jeśli miałbym porównać warszawski zespół z innym, to na myśl przychodzi mi świetny, a u nas raczej mało znany włoski Dead Elephant.

So Slow – czy to trzymając się gitarowej roboty, czy idąc w tereny odległe od rocka – przekonuje od początku do końca na swojej trzeciej płycie.

manta birostris – tasamouh [2014]

29/01/2015

10fuckingstars.wordpress.com

bandcamp

facebook

Manta Birostris gra coś, co można by nazwać, upraszczając, etno-punkiem. Kolega powiedział, że brzmi mu to, jak skrzyżowanie Smar SW (jak sądzę, idzie mu o ten okres działalności rzeszowian, gdy dało się już ich słuchać) z Inkwizycją. Mnie przypomina chwilami to, co robi THCulture (bardziej w sferze wychodzenia poza pankowy szablon niż w podobieństwie kompozycji). „Tasamouh” to zapewne jedna z bardziej oryginalnych płyt na naszej scenie HC/punk ostatnich lat. Piszę „zapewne”, bo nie bardzo teraz w niej siedzę.

Na pewno problemem tych nagrań jest to, że często nie brzmią, jak powinny. Wystarczy posłuchać niemal sludge’owych „Dwóch królestw” – aż prosi się o to, by gitary były cięższe. Przy takiej muzyce albo coś powinno brzmieć bardzo surowo, albo monumentalnie. Ideałem dla mnie jest prymitywizm „Samobójstwa” wspomnianego Smar SW bądź, że świadomie użyję oksymoronu, surowy przepych „Honour Found in Decay” Neurosis.

No i pojawia się jeszcze jeden problem polskich płyt (również tych nagrywanych w mainstreamie): wokal często wysunięty gdzieś tak 15 kilometrów przed instrumenty. Przecież jak Ex Pert z Inkwizycji zaczyna się drzeć w „Krew za krew 2” (pojawia się tu bardzo ładne zdanie: „Nienawidzę cię i nie pamiętam za co”), nie słychać niczego innego.

Ten materiał dużo by zyskał, gdyby nagrał go Steve Albini w Electrical Audio. :)

Wskazane minusy nie dotyczą na pewno trzech utworów. Spokojnego, choć trochę niepokojącego „Serca”, będącego melodeklamacją na tle pojedynczych dźwięków gitary, oraz wstępu i zakończenia, zupełnie nieprzystających do „scenowej” rzeczywistości. (Zakończenia jak zakończenia – finał to dwa kawałki demo).

Tytułowy utwór to poemat wyrecytowany przez syryjskiego uchodźcę, Adiba Shamouna. Płytę zamyka (siedmiominutowy!) psalm, śpiewany w języku aramejskim przez chór starego kościoła libańskiego.

Informacje na temat tych intrygujących numerów przekazał mi Adam Sokół, wokalista i gitarzysta Manta Birostris (informacje na bandcampie na temat zespołu i płyty są niemal zerowe, a przydałoby się chociażby napisać o tym, jakie instrumenty pojawiają się w nagraniach). Widać, że chłop lubi udać się nieco dalej niż do pobliskiego hipermarketu. Podziwiam takich ludzi, bo sam przed wyjazdem do Krakowa (półtorej godziny autobusem) czuję się, jakbym miał pojechać maluchem do Syrii.

„Tasamouh”, choć łykam w całości, wypada lepiej w tych trzech numerach, które nie mają wiele wspólnego z estetyką HC/punk.

Poprzednia płyta, „Bóg urojony” (można ją znaleźć również na bandcampie), wyszła na CD. „Tasamouh” czeka na swego wydawcę. Winyl z wkładką ze zdjęciami z Bliskiego Wschodu to byłoby coś.


%d blogerów lubi to: