rozwód – gold [fonoradar records; 2022]

rozwód

fonoradar

Wydawca stwierdził, że „Gold” Rozwodu to „płyta roku”. Jednak odkąd niemal 30 lat temu Zic Zac próbował sprzedać zespół Wniebowzięci jako polską Nirvanę, nie ufam wydawcom.

Artyści raczej nie lubią, gdy się ich z kimś porównuje. Jakiś czas temu muzyk z zespołu czerpiącego wiadrami z klasyki nurtu post-punk poważnie się obruszył, gdy ktoś (nie ja) nazwał jego zespół „postpunkowym”. Dobrze chociaż, że recenzent nie wspomniał, iż wokalista sepleni niczym śp. Grzegorz Ciechowski.

Co ja poradzę, gdy zazwyczaj wszystko mi się z czymś kojarzy. Rozwód też, ale o tym za chwilę.

Wchodzimy na bandcamp zespolu i widzimy, że muzyka z „Gold” została otagowana w następujący sposób:

Nie wiem, skąd ten postpunk; ja bym tu dorzucił raczej doomjazz (chwilami, bo chwilami, ale pojawia się taki klimat na „Gold”). Oczywiście takie tagi mogą mówić wszystko i nic, ale myślę, że – poza postpunkiem – dobrze opisują drugą płytę Rozwodu. Płytę, o której… nie bardzo wiem, co pisać.

Chyba jeszcze tak nie miałem, żeby nie umieć sklecić pięciu zdań na temat albumu tak bogatego brzmieniowo, odwołującego się do kilku stylistyk, pełnego fantastycznych pomysłów, przywołującego na myśl cenionych wykonawców i – last but not least – najzwyczajniej świetnego, dużymi fragmentami porywającego. Dawno też nie miałem do czynienia z płytą, która przy jednym odsłuchu wydawała mi się niesamowicie fascynująca, a przy kolejnym przelatywała przeze mnie, nie zostawiając śladu. W końcu jednak za każdym razem te 38 minut i 27 sekund z „Gold” zaczęły sprawiać mi przyjemność.

Nową płytę Rozwodu idealnie się przyswaja na słuchawkach. Wtedy łatwiej (przynajmniej mnie) usłyszeć owe fantastyczne pomysły Damiana Kowalskiego, Czarka Rosińskiego i Szymona Szwarca. Jak choćby pojawiające się nagle to lekko nerwowe brzdąkanie na gitarze w kojarzącym się z Lotto (z tymi skojarzeniami chodziło właśnie o to genialne trio, o którym Rozwód przypomina mi w swych najlepszych momentach) – i może trochę Pan Sonic (mnie się ostatnio wszystko, co ma cokolwiek wspólnego z cięższą elektroniką, kojarzy z tymi Finami) – kapitalnym „Hantel V2”. Niby trochę od czapy, a jest idealnie. Albo kontrolowany chaos utworu „Diesel”, w którym trio zdaje się wcielać w rolę młodszych kolegów Mouse on Mars, jednocześnie trochę oddając im hołd, trochę ich przedrzeźniając. Gdy leci tytułowy „Gold”, myślę o kasetach wydawanych przez Pawlacz Perski. Albo arcydzielne „E” – wpierw postrockowo-doomjazzowe, w pewnej chwilami zamieniające się w ponury dub techno/industrial.

Koniec pisania. Tego trzeba posłuchać, i tyle. W życiu bym nie pomyślał, że słowo „rozwód” może się dobrze kojarzyć.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)1/2

dynasonic – #2 [instant classic – lp, cd; dym recordings – mc; 2020]

dynasonic

instant-classic.com

instant classic – bandcamp

instant classic – facebook

dym recordings

To ostatnia płyta wydana przez Instant Classic przed zawieszeniem działalności. Miejmy nadzieję, że panowie szybko wrócą. Popatrzmy, kogo wydawali: BNNT, ARRM, Wacław Zimpel, Alamedy, Kristen, Alchimia, Lotto, Dynasonic… Miazga.

(o)(o)

Żeby trio złożone z Mateusza Rychlickiego, Adam Sołtysika i Mateusza Rosińskiego (nie zapominajmy o gościnnym, ale ważnym udziale Marcina Ciupidry) dołączyło do moich ulubionych polskich wykonawców, wystarczył jego pierwszy materiał, zeszłoroczny „#1”. Potem zobaczyłem występ Dynasonic na OFF Festivalu. Okazało się, że na żywo też daje radę, choć wolałbym przekonać się o tym, co panowie potrafią, w jakimś klubie.

(o)(o)

Pisałem o „#1”, że kojarzy mi się trochę z wybitną płytą Lotto, „Elite Feline”. W związku z tym, że rozczarowała mnie (może dlatego, że dałem jej za mało czasu) zeszłoroczna epka Lotto, „Pix”, materiał Rychlickiego, Sołtysika i Rosińskiego był dla mnie jak znalazł.

(o)(o)

Dynasonic to projekt dobrze przemyślany, wręcz wykoncypowany. Po pierwsze, panowie sami wymyślili nazwę tego, co grają (i to chwytliwą – „dubwave”), po drugie – popatrzmy też na tytuły płyt, utworów, okładki (bardzo ładna ta zieleń)… Ktoś tu miał na siebie pomysł i się go trzyma.

(o)(o)

Słuchając „#2” (jako gość dołączył do składu Łukasz Rychlicki z Lotto, ale akurat podczas słuchania „dwójki” ani razu o autorach „Elite Feline” nie pomyślałem) któregoś wieczoru, pomyślałem, że ta muzyka (czy raczej jej niektóre fragmenty) brzmi trochę tak, jakby instrumentalne kawałki z bonusowych płyt deluxe editions Stereolab zostały dopieszczone przez twórców „Dots and Loops”. Może ktoś uzna to skojarzenie za zupełnie od czapy, ale chyba każdy, kto uważnie słuchał najlepszych płyt zespołu Tima Gane’a i Lætitii Sadier, zauważył bogactwo rozwiązań brzmieniowych i generalnie ich pomysłów na granie. Tak, porównanie do – czy raczej przywołanie – Stereolab to komplement.

(o)(o)

Na „#1” mieliśmy dwa utwory, na „#2” – cztery, jednak nowy, 25-minutowy materiał jest jedynie odrobinę dłuższy od debiutanckiego. Rychlicki mówi, że woli krótkie albumy i nie rozumie, że ktoś może nagrywać coś, co trwa 60 minut. Ja akurat po „#1” miałem poczucie, że płyta jest zbyt krótka, że fajnie byłoby „dorobić” jeszcze około kwadransa. W przypadku nowego materiału już tak nie uważam, jest w sam raz. Może po prostu przez to, że jest podzielony na cztery kawałki, wydaje mi się dłuższy po prostu niż „jedynka”.

(o)(o)

Mix dubu, post- i krautrocka, trans jak na „#1”, lecz bardziej różnorodny – taki jest nowy materiał Dynasonic. Świetnie się „#2” odbiera na słuchawkach, ten bas jest obłędny, perkusyjna robota też robi wrażenie.

(o)(o)

Instant Classic przed zawieszeniem działalności pożegnał się z nami w najlepszy z możliwych sposobów.

(o)(o)

Na zakończenie pół żartem, pół serio trzeba powiedzieć, że prekursorem dubwave’u w Polsce był zespół… Aya RL. Posłuchajcie utworu „Ulice miasta”, żeby się przekonać. Wpadła na to moja żona, ja nie mam takich błyskotliwych skojarzeń.

(o)(o)

Instant Classic wydał „#2” na winylu i CD, Dym Recordings – na kasecie.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

burnt friedman & jaki liebezeit ‎– secret rhythms 4 [2011] / mert alas & marcus piggott

linki w komentarzach / links in comments

nonplace.de

burnt friedman.com

Jakiś czas temu ktoś, bodajże na Noise Rock Now, zadał pytanie o najlepszego perkusistę? Jedna z odpowiedzi brzmiała: „Brian Chippendale z Lightning Bolt”, ale zaraz poszła kontra: „Nie ma szans. Jaki Liebezeit”.

Często jest tak, że jak się rozpada jakiś wybitny zespół, to potem jego członkowie zamulają. Robią inne rzeczy, zupełnie nie dorastające do tego, co wydawali wcześniej, aż dochodzą do momentu reaktywacji, często niezbyt udanej. Z geniuszami z Can było inaczej, również z Liebezeitem. Uwielbiam to, co nagrywał z Berndem Friedmannem. Seria „Secret Rhythms” jest fantastyczna.

Liebezeita widziałem raz na żywo – w 2004 r. grał z Friedmannem i Nu Dub Players. Nie był to wybitny koncert (coś tam nie stykało, jakby niektóre numery nie zostały dopracowane), ale ogólnie – gitara, było świetnie. Patrzyłem jak zahipnotyzowany na Liebezeita, przepuszczając jakichś zjebów, którzy zamawiali żarcie i zwisało im, co się dzieje na scenie. Słuchasz Jakiego Liebezeita, a tu jakiś pacan robi slalom z bograczem. Wspaniała publika.

Hans Liebezeit zmarł 22 stycznia 2017 r. Miał 78 lat.

***

Mert Alas & Marcus Piggott. Pewnie nic by się nie stało, gdyby fotografia (około)modowa skończyła się na Guy Bourdinie, ale niektóre ze zdjęć tego duetu ogląda się z przyjemnością.

him – egg [1995] / nina sever

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

southern records

discogs

A-13240-1119454425.jpg

Jest HIM – fiński koszmarek, niezwykle popularny swego czasu, z mimozowatym wokalistą, jest też HiM, przez który przewinęli się chociażby Fred Erskine (m.in. Abilene, Hoover, June of 44) i Doug Scharin (m.in. Codeine, June of 44, Rex). Jak łatwo się domyślić, wrzuciłem zespół bez fińskiego przychlasta.

„Egg” to pierwsza płyta HiM, nagrana w składzie: Phil Spirito, Curtis Harvey, Doug Scharin. Jeśli kogoś interesuje bogate instrumentarium, którym panowie się posłużyli, odsyłam na Discogs.

Zamiast post­hardcore’a czy math rocka, dubowe – upraszczając – odloty. Nikt nie powinien być rozczarowany.

***

Nina Sever

1

2

3

4

5

6

%d blogerów lubi to: