mnoda – dżarmusz i pig in japan

10fuckingstars.wordpress.com

Młodzieżowemu zespołowi Mnoda tak się powodzi, że zaczął nagrywać klipy. Zapraszam do obejrzenia i wysłuchania. A także do odwiedzania bandcampa, fejsbuka i soundcloud. Jeżeli ktoś chce kupić płytę Mnody albo zaprosić ją na koncert, niech się przesadnie nie krępuje.

bandcamp

facebook

soundcloud

zaskórski/zawadzki [13.06.2014]

No a tu kolega gra – Bartosz Zaskórski (jakaś maszyna na podłodze, wokal). Na bębnach Grzegorz Zawadzki (THAW). Ponoć granie ma być kontynuowane, dodatkowo z saksofonem.

Lou Reed [1942-2013]

Trudno coś napisać w takim momencie, więc po prostu wrzucam chyba moją ulubioną Jego piosenkę.

When I think of you Baton Rouge
I think of a Mariachi band
I think of sixteen and a crisp green football field
I think of a girl I never had

When I think of you Baton Rouge
I think of a back seat in a car
Windows are foggy and so are we
as the police asked for our I.D.

So helpless
so helpless

Ooohhh, ooohhh, so helpless
ooohhh, so helpless
Ooohhh, so helpless
so helpless

Well I once had a car lost it in a divorce
the judge was a woman of course
She said give her the car and the house and your taste
or else I set the trial date

So now when I think of you Baton Rouge
and the deep southern belles with their touch
I wonder where love ends and hate starts to blush
in the fields in the swamps in the rush

In the terra-cotta cobwebs of your mind
when did you start seeing me as a spider spinning web
Of malicious intent and you as poor, poor me
at the fire at the joint, this disinterred and broken mount
in the bedroom in the house where we were unmarried

So helpless, so helpless
so helpless
So helpless, so helpless
so helpless

When was I the villain in your heart
putting the brake on your start
you slapped my face and cried and screamed
that’s what marriage came to mean
The bitterest ending of a dream

You wanted children and I did not
was that what it was all about
You might get a laugh when you hear me shout
you might get a laugh when you hear me shout
I wish I had

So helpless, so helpless
so helpless
So helpless, so helpless
so helpless

Sometimes when I think of Baton Rouge
I see us with two and a half strapping sons
One and a half flushed daughters preparing to marry
and two fat grandsons I can barely carry

Daddy, uncle, family gathered there for grace
a dog in a barbecue pit goes up in space
The dream recedes in the morning with a bad aftertaste
and I’m back in the big city worn from the race of the chase
what a waste

So thanks for the card the announcement of child
and I must say you and Sam look great
Your daughter’s gleaming in that –
– white wedding dress with pride
sad to say I could never bring that to you that wide smile

So I try not to think of Baton Rouge
or of a, of a, of a Mariachi band
Or of sixteen and a crisp green football field
and the girl, and the girl I never had

So helpless, so helpless
so helpless
So helpless, so helpless
so helpless

rain nameless

1

Niesamowita sprawa. Noise’owe granie w tamtych czasach, dzieciak na bębnach, tych trzech „tańczących” kolesi… W sali gimnastycznej mojej szkoły nikt tak nigdy nie rozjebał. Za to jeden z braci Damięckich swoim głosem jak z kreskówki czytał utwory chyba Adama Mickiewicza do poważki granej na pianinie. Dostaliśmy z kolegą takiego ataku śmiechu, że dyrektor zawołał nas do swojego gabinetu. Później jakimś cudem powstrzymałem się od kolejnego ataku, gdy darł mordę i okazało się, że miał komiczną szparę między zębami.

Więcej na temat kapeli TUTAJ.

i przyczyna, że jest wdech, i skutek, bo rodzi się na przykład pies

Tekst: J. Kleyff; muzyka J. Kleyff i O.N.Z.

Kochana, kochana już kończy się wódka,
nie tyle w butelce, co chory na serce ten świat;
nie tyle w butelce, co chory na serce,
złakniony powietrza i naszego serca, serca.

Ty wiesz jak,
ty wiesz jak, więc i ja:

chcę wierzyć dozgonnie,
że śmierć to nie koniec,
lecz to, co po niej, to pożywka
dla nieumyślnych kłamstw;

tak wielu mesjaszy
wie wszystko o wszystkim,
no to czemu ich wizje
skłócają wyznawców tak? (x2)

A ja chcę wierzyć dozgonnie,
że śmierć to nie koniec,
lecz to, co po niej, to pożywka
dla nieumyślnych kłamstw;

tak, tak…
tak, tak…
…im wyżej nieznana –
– tym głębszy sens dla mnie śmierć ma. (x2)

Chcę żyć w świecie jednym,
poza snem przyjemnym,
że jest ziemski pasterz,
co ze mnie rozliczy go Pan,

bo tu każdy, a jakże –
i ci inni także:
Konstantin Czernienko,
Bob Marley, Basieńka i ja.

Ja chcę żyć w świecie jednym,
poza snem przyjemnym,
że jest ziemski pasterz,

co ze mnie rozliczy go Pan,

bo tu każdy(a) ma Swego
najbardziej Swojego,
odchodząc najwyżej –
– pojmuje, że to Ten Sam;

że Pan, to Jezus,
że Pan to też i Jego śmierć,
że Pan, to dziecko,
że Pan, to Mojżesz;

i Mahomet też,
i że Pan to też to, co rani;
że Pan, to właściwie dlaczego nie Pani?
Dlaczego nie Pani?

I że Pan, to ta struna,
i myśl, że to komunał,
i poczucie szczęścia nawet, gdy wichura,
nawet, gdy wichura;

i przyczyna, że jest wdech,
i skutek, bo rodzi się na przykład pies
i każdy Buddha…

…bo tu każdy(a) ma Swego,
najbardziej Swojego,
odchodząc najwyżej –
– pojmuje, że to Ten Sam;

tak, tak…
tak, tak…
…im wyżej nieznana –
– tym głębszy sens dla mnie śmierć ma. (x2)

Maleńka, malutka,
kolejna pobudka
ze świata, na przykład,
tu do nas dociera już tuż…

…poranna piosenka,
choć w nocy ciśnięta,
spod powiek umysłu
w przesiadce wytryska i już…

%d blogerów lubi to: