dmnsz – nocturnal animals [antenna non grata; 2020]


dmnsz

antenna non grata

Jak recenzować elektronikę, kiedy wszystko kojarzy ci się z Pan Sonic? I niekoniecznie musi chodzić o ogromny wpływ panów Vainio i Väisänena na ten rodzaj muzyki, lecz o to, że tak naprawdę mało jesteś obyty w tej materii.

Czy w przypadku tzw. experimentalu nie występuje taki sam problem, jak w przypadku, dajmy na to, współczesnej rzeźby czy malarstwa? To znaczy: nieważne – co, ważne – kto. Przykładowo, jeśli coś dobrego nagra 19-letni Marek z Katowic, ludzie to oleją, a jeśli coś na podobnym poziomie wypuści wspomniany Väisänen, będą cmokać z zachwytu.

Czy te podejrzenia nie wynikają wyłącznie z mojego nieosłuchania i czy nie dotyczą też każdej innej, bardziej przystępnej muzyki?

Wreszcie – czy ten wstęp nie bierze się z chęci ucieczki od pisania o tej płycie, bo przecież dużo łatwiej wklepać parę zdań na temat czegoś, co ma bas, gitary, wokal, zwrotkę i refren? Bo wiem, że muzyka elektroniczna (nawet wspomniany Pan Sonic) nigdy nie porwie mnie tak, jak chociażby „Atomizer” Big Black, który właśnie leci?

***

„Sygnały dźwiękowe emitowane przez energię elektryczną, sprzężenia zwrotne, szumy z kaset czy buczenie spalonego głośnika. Przepływają przez kable i zapętlają się we wzory.
DMNSZ to poszukiwanie w tych wzorach zapomnianego języka”
– czytamy na Bandcampie Antenny Non Grata, wydawcy nowego materiału DMNSZ (czytaj: demonszy).

Zaczyna się od przykrótkiego i przez to robiącego wrażenie nie do końca potrzebnego noisowe’ego wstępu. Drugi numer to na początku znów noise, ale zaraz pojawiają się brudne i „przyduszone”, „trybalne” bębny (czy też elektronika, która całkiem udanie je podrabia), wyrzucone znów na dalszy plan przez noise’owe zakończenie.

Trzeci utwór, „Krucze”, to niemal dub techno, zagrane na zepsutych maszynach, przyprawione pansonicowym (nie mogłem się powstrzymać) brudem. Czwarty, „Murmur”, niesie na myśl ponurą scenę przemarszu jakiegoś wirtualnego, zmęczonego wojska przez martwe miasto.

Można by opisywać każdy z tych numerów po kolei. Zakładasz słuchawki na uszy (tylko uważaj, żeby „Ości” nie rozsadziły ci bębenków), zamykasz oczy i wyobraźnia sama zaczyna działać. Nocne zwierzęta z dobrze zrobionego horroru wychodzą ze swoich kryjówek, szukając pożywienia na spalonej ziemi i w zniszczonych fabrykach.

***

Warto nadmienić, że CD został bardzo ładnie wydany. A na dowód, że dokładnie wysłuchuję (i to kilka razy, czego już nie udowodnię) recenzowanych płyt od początku do końca, informuję, iż tych, którzy dotrwają do dziesiątego „Tlisi”, czeka jeszcze długa niespodzianka.

Dla mojego ucha „Nocturnal Animals” jest najprzyjemniejsza, gdy pojawia się rytm. DMNSZ trafił na listę artystów, których nowe nagrania zawsze będę miał na uwadze.

(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)(o)

Jeden komentarz na temat “dmnsz – nocturnal animals [antenna non grata; 2020]”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.