mapy czasu (scenariusz i reżyseria: marcin karnowski)


booklips


fot. Agnieszka Karnowska

„«Wiem, że idę na śmierć. Choć pani mnie prowadzi, nie mam do niej żalu»”.

Ten niezwykły materiał otrzymałem w styczniu od jego scenarzysty i reżysera Marcina Karnowskiego, na co dzień perkusisty Variété, ale piszę o nim dopiero teraz, gdyż „Mapy czasu” wymagają większego skupienia niż „normalne” płyty, a z tym bywa u mnie różnie.

Czym są „Mapy czasu”? Słuchowiskiem wydanym na płycie winylowej, opowiadającym historię Anny Jachniny (1914-1996). Kim była Jachnina? Tę panią, którą los obdarzył niezwykłym życiorysem, nie każdy zna, natomiast pewnie każdy choć raz słyszał piosenkę „Siekiera motyka”, bo to właśnie bohaterka słuchowiska jest jej twórczynią.

W opisie „Map czasu” czytamy: „Anna Jachnina, bliska współpracowniczka Aleksandra Kamińskiego, aktywna uczestniczka ruchu oporu, po dekonspiracji i wpadce, trafiła na Pawiak, a później do Auschwitz. Jej wstrząsające notatki z pobytu w obozie zagłady stanowią główną bazę struktury słuchowiska podzielonego – co narzuca (i umożliwia) forma płyty analogowej – na dwie części: str. A i B. Pierwsza to szczątkowa forma dziennikarskiego śledztwa, zakłócanego przez niepokojące wtręty z innej rzeczywistości. Obecność Anny ma tu charakter widmowy, ujawnia się, gdy przez szpary czasu przeszłość przecieka do teraźniejszości. W drugiej części Jachnina staje się główną bohaterką i narratorką. Całkowicie samotna oprowadza słuchacza po czasach i miejscach pełnych smutku”.

„Mapy czasu” to nie tylko historia Anny Jachniny, ale też muzyka, mogąca równie dobrze funkcjonować poza przedstawioną historią. Na płycie pojawiają się m.in. wspomniany Marcin Karnowski oraz Marek Maciejewski z Variété czy Wojciech Jachna z Innercity Ensemble, więc nikt nie będzie zaskoczony, że mamy do czynienia z czymś więcej niż tłem, które ma wyłącznie nie przeszkadzać opowiadanej historii.

Strona A to niepokojąca, przykuwająca uwagę muzyka przetykana rozmowami Redaktora naczelnego (Michał Zdeba) z Dziennikarzem (Tomasz Kaźmierski). Można mieć nieco zastrzeżeń do ich aktorstwa, ale jest to ciekawe wprowadzenie do tego, kim jest Jachnina oraz do jej opowieści, którą wypełniona jest strona B.

Na marginesie, biorąc pod uwagę tematykę słuchowiska, która może trafić do ludzi z różnych pokoleń, używanie słów „przejebane” czy „chujowo”, uważam za niepotrzebne. Są jeszcze na tym świecie osoby, które używanie wulgaryzmów drażni, wręcz wydaje się nie do pomyślenia.

Druga strona płyty (czy w moim wypadku – drugi plik MP3) poraża. Bogumiła Wresina w roli Jachniny wypadła idealnie. Dziennikarka Radia PiK wciela się w tę niesamowitą postać, spokojnie czytając obozowe wspomnienia. Spokojnie czy też wręcz beznamiętnie – i było to najlepsze rozwiązanie. Ten „smutny spokój” i brak egzaltacji dały doskonały efekt. Uprzedzam tylko, że cytat, od którego zacząłem ten tekst, nie należy do najbardziej drastycznych we wspomnieniach Jachniny.

„Ambicją twórców słuchowiska było wydawnictwo, w którym słowa, dźwięki, muzyka i materialna postać stanowić będą spójną całość” – czytamy dalej w notatce o płycie. Zamiary się spełniły. Mam jednak wrażenie, że o „Mapach czasu” nie jest tak głośno, jak być powinno. A może taki był zamiar twórców? Karnowski (karnowski.marcin@gmail.com) przedstawił oryginalny sposób na pozyskanie płyty winylowej ze słuchowiskiem. Zresztą dla mnie to zaskakujące, że ukazało się na tym szlachetnym nośniku.

***

Słucham „Map czasu” i przypomina mi się wiersz Jacka Podsiadły pt. „Nietzsche: hańbą jest być szczęśliwym!”:

Doglądam umocnień. Tracę kontakt z nierzeczywistością,
mówię: nie wiem, nie znam, nie oglądam, nie słucham.
Jeszcze gazety. Nigdy nic nie zrobiłem dla torturowanych.
Jakże zazdroszczę tym, co nie wierzą w Oświęcim.
W piętnaście lat po Hitlerze świat podbił rock’n’roll!
Simone Weil miała moje lata, kiedy się zagłodziła.

Historię, biologię, nauki „ścisłe” — wszystko ułożyliśmy sobie tak,
żeby usprawiedliwiało. Orgazm, „mała śmierć”. A przyjemność duża.
Uśmiech pohańbienia na twarzy kobiety, uśmiech oprawcy na twarzy chłopca lub odwrotnie.
— Czy warto rozdrapywać rany? — A co, zagoiły się?
Odkąd pamiętam, chciałem wydać tom wierszy pod tytułem „Nie”.
Więc się umacniam. Tu poprawię zapałkę, tam dołożę cierń.

A także postać malarza Frederika, wspaniale zagranego przez Maxa von Sydowa, z filmu Woody’ego Allena „Hannah i jej siostry”. Stary intelektualista peroruje dużo młodszej partnerce o programie telewizyjnym, w którym zszokowani intelektualiści zastanawiają się nad tym, dlaczego wydarzyło się coś takiego, jak Holokaust. Frederik stwierdza, że biorąc pod uwagę, jacy są ludzie, pytanie nie powinno brzmieć „dlaczego?”, lecz: „czemu tak rzadko?”.

„Jakże zazdroszczę tym, co nie wierzą w Oświęcim”. Po wysłuchaniu „Map czasu” (ależ daje po głowie zakończenie…) pomyślałem, że jakoś nie potrafię wyciągać krzepiących wniosków z tak bolesnych opowieści, jak ta Anny Jachniny, choć pewnie tak odważne postacie powinny dawać

Kłaniam się nisko Karnowskiemu i wszystkim, którzy mieli udział w powstaniu tego słuchowiska. Spróbuj zdobyć płytę albo poczekaj na wersję cyfrową „Map czasu”, która niedługo pojawi się w sieci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.