„gdy ktoś każe ci być sobą, pewnie chodzi mu o to, że często »jestem sobą« znaczy »jestem idiotą«”


10fuckingstars.wordpress.com

2 0 1 3

To był rewelacyjny rok, jeżeli chodzi o muzykę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio wyszło tyle dobrych rzeczy. Co ważne, polscy artyści pokazali, że ich płyty w niczym nie ustępują najlepszym wydawnictwom z zagranicy. Na osobne słowa uznania zasłużył stachanowiec Kuba Ziołek. Wychodzi tego tyle, że nie mam złudzeń, że można wszystkiego dokładnie wysłuchać i zrobić jakiś „obiektywny” ranking.

Pod powyższymi linkami znajduje się składanka z 15 kawałkami z albumów, które najbardziej podeszły mi w 2013. Nie zarwałem nocy, żeby ją ułożyć, ale zazwyczaj im coś niżej na liście, tym bardziej mi się podobało. Gdybym miał więcej czasu i mógł z większą uwagą wysłuchać paru innych płyt, być może ta lista byłaby inna (właśnie odsłuchuję Bottomless Pit – brzmi rewelacyjnie, podobnie jak Hammerhands, który znałem tylko z singla, a za Niski Szum dopiero się zabiorę).

Ta składanka ma głównie służyć temu, żebym za jakiś czas wiedział, co w tym roku wyszło. Jeżeli ktoś ma ochotę jej posłuchać i ewentualnie napisać, czego na niej brakuje albo co sam by umieścił – zapraszam.

Nie wszystkie kawałki są w takiej jakości, w jakiej powinny być, ale musiałbym 10 razy więcej zarabiać, by kupić sobie każdą płytę, która mi się podobała.

Cieszy też fakt, że w 2013 pojawiły się wydawnictwa legendarnych zespołów z lat 90. (kompilacje itp.), takich jak Rodan, Unwound czy Tar, ale i nowe płyty starych wyjadaczy (przykładami EP-ka Girls Against Boys i LP Bailter Space).

To był też bardzo dobry rok, jeżeli chodzi o koncerty. Off Festival był świetny (zwłaszcza Metz, GvsB i Zeni Geva), koncert Nomeansno w Katowicach – rewelacyjny (ale jednak w 2012), miło było poczuć, że mimo upływu lat, wciąż ruszają mnie numery Dezertera na żywo, a GENIALNY gig Slint w Londynie to już było coś, dzięki czemu można poczuć, że życie ma sens.

Oczywiście nie obyło się bez smutnych wydarzeń. Dała mi po łbie zwłaszcza śmierć Lou Reeda. Facet miał ogromny wpływ na moją muzyczną „edukację”.

Niemal parę chwil po jego odejściu jakiś pismak na blogu Chacińskiego kwestionował dorobek autora „Transformer”. Nikomu nie bronię, ale mógł, kurwa, troszkę dłużej odczekać.

No właśnie, nie za dobrze obserwuje się degrengoladę tzw. dziennikarstwa muzycznego (mam na myśli krajowe, zagranicznym nie interesuję się na tyle, żeby mieć zdecydowane zdanie, choć martwi mnie np. obniżenie poziomu Tiny Mix Tapes). Naprawdę – poza wyjątkami – właściwie nie ma już czego czytać. Chyba najbardziej męczące lub wkurwiające (w zależności od nastroju) jest przeintelektualizowanie i kaleczenie języka polskiego angielskimi wyrazami, od których co zdolniejsi tworzą nawet przymiotniki.

Czasem wręcz przypominają się dwa cytaty: „Od dziennikarzy głupsi są tylko aktorzy” (Robert Mazurek) oraz „Most rock journalism is people who can’t write, interviewing people who can’t talk, for people who can’t read” (Frank Zappa).

:)

No ale, jak napisałem w pierwszym zdaniu, to był rewelacyjny rok, jeżeli chodzi o muzykę. A w 2014 nowa płyta Shellaca.

3 myśli na temat “„gdy ktoś każe ci być sobą, pewnie chodzi mu o to, że często »jestem sobą« znaczy »jestem idiotą«””

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: