another stakeout [reż. john badham, USA 1993]

by

6929353.3

Od jakiegoś czasu tzw. wielkie kino omijam szerokim łukiem. Przymierzałem się, przykładowo, do „Białej wstążki” i „Miłości” Hanekego, ale wygląda na to, że prędzej zacznę oglądać kolarstwo przełajowe, niż skuszę się na ponoć arcydzieła Austriaka. Nie mam ochoty oglądać filmów, po których człowiek czuje się, jakby mu ktoś wsadził to i owo w imadło.

No to lata 90. i tzw. komedia sensacyjna. Richard Dreyfuss i Dennis Farina, więc oglądamy. Nawet gdyby to miał być koszmar, to dla nich niemal zawsze warto.

Oglądając film Badhama, pomyślałem o dwóch rzeczach. „Another Steakout” zaczyna się od sceny, w której ginie kilka czy kilkanaście osób. Mniej więcej w tym samym czasie oglądałem odcinek serialu „Monk”, w którym ofiarami jest torturowane przed śmiercią małżeństwo. Obie komediowe produkcje (choć „Monk” to smutny serial, o czym może kiedyś napiszę) przypominają mi o czymś, co czasem mnie zastanawia. O fakcie, że choć z jednej strony śmieję się z Dreyfussa udającego zniedołężniałego dziadka, by wystraszyć gościa, który wpadł w oko pani prokurator albo z dialogów typu: „ – Uwielbiamy Chicago!”. „ – Możecie je sobie wziąć” bądź z Monka prasującego sznurówki, to jednak wydaje mi się dziwne, że wstępem w obu przypadkach jest śmierć. To przecież nie „The Wire” czy „The Shield”. Brutalne zabójstwa jako wstęp do komedii – powszechne, ale sam nie wiem, czy normalne.

Może i takie rozważania pachną „Gościem Niedzielnym”, ale ten problem mnie intryguje. Jakiś czas temu o czymś podobnym pisał Piotr Zaremba we „W Sieci”, ale rzecz dotyczyła raczej filmów Tarantino czy tarantinopodobnych.

Druga sprawa to ustawianie w filmach obok siebie aktorów wybitnych i słabych. Taka różnica nie kłuje w oczy rzadko, np. w „Machete” współpraca Stevena Seagala i Roberta De Niro wypadła rewelacyjnie. :) Z jednej strony Richard Dreyfuss i Dennis Farina, z drugiej Emilio Estevez i Rosie O’Donnell. Estevez tym razem jakoś wybrnął, ale mnie ten gość autentycznie odrzuca.

„Another Stakeout” („Nowa zasadzka”) ma swoje wady (krytyka go zresztą raczej zjebała) – główne to zbyt mała rola Fariny i fragmenty ocierające się o „kino familijne” – ale można się przy nim rozerwać. Niby lata 90. to nie są zamierzchle czasy, ale czasem mam wrażenie, że bliżej im do lat kina niemego, niż do tego, co jest teraz.

Ponoć lepszy jest prequel poprzednik, „Stakeout”.

Tagi: , , , ,

Jedna odpowiedź to “another stakeout [reż. john badham, USA 1993]”

  1. no right to live Says:

    poprzednik, nie prequel. prequel to kolejna część serii, której akcja dzieje się przed wydarzeniami poprzedniej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: