ceaseless desolation – nothingness [chaos w mojej głowie, 2013]


1

bandcamp

fb

chaos w mojej głowie

Wydawca dorwał mnie na hipsterskim festiwalu, wręczył swą niedźwiedzią łapą płytę i głosem nieznoszącym sprzeciwu rzekł: „Ma być recenzja”. Wrodzona uczciwość nie pozwoliłaby mi pochwalić czegoś, co mi się nie podoba, więc miałem nadzieję, że „Nothingness” okaże się dobrą płytą.

ceaseless desolation

Nigdy nie załapałem się na crust. Do dziś jedyną crustową płytą, jakiej słucham, jest Nausea i jej „Extinction”. Nie porwał mnie nawet Doom, mający status wręcz kultowy. Niektórzy za crust uznawali moje ukochane Niech Będzie? i kasetę „Ciekawość cierpienia” (może dlatego, że chłopaki coverowali Pissed), ale ten materiał to po prostu punk. No chyba że za crust uznać „Abyś wiedział, że nigdy nie przegrasz” Guerniki y Luno. Wtedy mamy już dwie płyty z taką muzyką, do których wracam.

Nie załapałem się też na black metal. Może wpływ na to miała lektura metalowych zine’ów. Ja pierdolę, wolałbym chyba słuchać Jarosława Kuźniara. Przypomniało mi się, jak gość, który nagrywał jako Wierzba, stwierdził, że metalowiec jest po prostu głupszy od przeciętnego człowieka. Coś w tym jest. Pamiętam, jak jacyś metale zaczepili mnie po czad-giełdzie, żebym im pokazał, co czytam. Akurat miałem „Mać Pariadka”, więc ci w rechot, że po rusku. No, ale czego się spodziewać po gościach w skórach i w za ciasnych gaciach.

1

Czemu o tym piszę? Dlatego, że twórczość Ceaseless Desolation określana jest jako „blackened crust”. Może i jest ta płyta trochę blackened, ale jak dla mnie to crust, i tyle.

Nie rozumiem, dlaczego zespół nazywa się Ceaseless Desolation (koszmarnie, swoją drogą), płytę tytułuje też z angielska, ale tytuły kawałków i teksty ma w języku polskim. A te wypadają nieźle. Coś jakby połączenie punkowej depresji z lirykami Kazimierza Ratonia. „Nieustająca dewastacja”, „Dwunożna autodestrukcja”, „Poroniony raj”, „Bez szczęśliwego zakończenia”… Mogliby jeszcze zrobić cover kawałka zespołu Czosnek „Depresja skrada się cicho siejąc spustoszenie w mojej głowie”.

A muzycznie? Takiego jebnięcia chciałem. Wwierca się to w czachę, chwilami dając wytchnienie dołującymi fragmentami filmów (nie mogłem skojarzyć, czyj to głos w „Egzystencjalnym szumie”, i co to za film, a to przecież Gustaw Holoubek w „Pętli” Hasa) albo sludge’owymi zwolnieniami. Pyszne jak fotki Chase Lisbon, które wrzuciłem pod postem z płytą Sicbay. Poza dość kuriozalnym wokalem w „Nieustającej dewastacji” płyta nie ma słabych punktów.

„Nothingness” to świetny materiał (czuję chwilami w tym Stuck on Ceiling) – i ładnie wydany – który można ściągnąć za friko z Bandcampa. Aż mnie łeb rozbolał. I o to chodzi.

[4+/6]

2 myśli na temat “ceaseless desolation – nothingness [chaos w mojej głowie, 2013]”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.