the crownhate ruin – until the eagle grins [1996]

by

linki w komentarzach / links in comments

dischord

1

Po szalonym odzewie, z jakim spotkało się wrzucenie przeze mnie dyskografii The Heroine Sheiks, czyli jednego z najlepszych zespołów pierwszej dekady XXI wieku, pora na kolejny wpis.

Jeden z  najlepszych zespołów post-hardcore’owych w historii, The Crownhate Ruin, czyli część składu Hoovera, jednego z najlepszych post-hardcore’owych zespołów w historii. Są tacy, których wkurza termin „post-hardcore”, ja jednak uważam, że dość dobrze oddaje istotę rzeczy. Choć może ilustrowanie tego hasła zdjęciem Steve’a Albiniego (pozdrowienia dla wikipedii), nie jest strzałem w dziesiątkę.

„Until the Eagle Grins” to wspaniała płyta. Nie ma tu może kawałka na miarę „Electrolux” Hoovera, ale nie wiem, czy cały LP nie podoba mi się nawet bardziej niż „The Lurid Traversal of Route 7”. Czy dziś tak się jeszcze gra?, zapytuje autor bloga.

***
1

2

3

4

5

6

Tagi: ,

komentarzy 25 to “the crownhate ruin – until the eagle grins [1996]”

  1. marcin10fs Says:

    piss / alley

  2. Hady (DCHF) Says:

    W mym prywatnym rankingu na pierwszym Hoover, toz za nimi Abilane i The Boom a dalej The Crownhate Ruin i Regulator Watts. Widzialem Hoover na koncercie z Bluetip. Nieprawdopodobne! Iscie regaeeowa pulsacja i to oddanie! Z taka pasja to chyba nikt dzis w takim stylu nie gra. Chyba taka byla specyfika tej ekipy…przeciez oni wspoltwozyli okolo 20 innych zespolow…
    Dobry post!
    Btw moja nagrywka z koncertu Hoover

  3. Hady (DCHF) Says:

    Ooo i zle dziewczyny z IDF.

  4. marcin10fs Says:

    Zazdroszczę tego Hoovera.
    Z innej beczki – gorąco polecam: http://mudtrap.bandcamp.com/album/miastomasamarketing

  5. Hady (DCHF) Says:

    Z waszych oklic najnardziej Castet lubie!

  6. mjs Says:

    Hoover miał pół dobrego LP. “Electrolux” to ich szczyt. Ta EPka dołączana do CD z Dischord jest niestety słabiutka. Fajny zespół, ale strasznie repetytywny w porównaniu do szkoły z Kentucky (Jo44 i Rodan). Crownhate R. to znowuż samo, tylko jeszcze bardziej monotonne. Bardzo fajni ludzie, utalentowani muzycy ale w tej stylistyce wypadali średnio.

    “The Heroine Sheiks, czyli jednego z najlepszych zespołów pierwszej dekady XXI wieku”

    Płyty Heroine Sheiks są potwornie nierówne. Cows też były, zresztą, ale przynajmniej nadrabiali genialnym brzmieniem. W Heroine Sheiks cholernie słychać brak Rumanisa i Eisentragera. Selberg nie potrafił się zamknąć, a teksty miał ultraczerstwe (“You Don’t Want Me?” = dramat). Plus odstawiał gry słowne pokroju “Aferica” lub “Jew Jitsu”. Przedszkole.

    Kiedy wychodziło “Out of Aferica”, na tym samym labelu pojawił się przeznakomity “Nevermind” Clockcleaner. Rozumiem, że sentyment do Selberga i tak dalej, ale Heroine Sheiks nie byli we wspomnianej dekadzie najlepsi nawet we własnej lidze.

  7. Hady (DCHF) Says:

    Mjs niestety piszesz o swych subiektywnych odczuciach. Rozumiem, że Hoover nie musi wywoływać u Ciebie dreszczy ale twierdzenie, iż epka jest niestety słabiutka to mocne nadużycie i smutne uproszczenie. Chyba nie słyszałeś takiego kawałka jak Private. Z drugiej strony podajesz przykład wybitnego June Of 44, który należał w mym odczuciu do zupełnie innego Universum. A repetytywność która tak ci dokucza stanowi własnie ten hardcorowy fundament będący bezcennym łącznikiem z bardziej punkową przeszłością w bardziej finezyjnym wydaniu. Nigdy nie mogłem spojrzeć na Hoover obiektywnie gdyż płyta ta poraża mój układ nerwowy za każdym razem kiedy mamy przyjemność się spotkać. Przemawiam z pozycji siły, widziałem tych gości w akcji. Dużo dobrego!

  8. marcin10fs Says:

    Takie dyskusje to są dobre przy piwku i niekoniecznie z pozycji ex cathedra. Równie dobrze można gadać o tym, czy się woli brunetki, blondynki czy rude. Ja np. uważam Clockcleanera, poza pożegnalną EP-ką, za zupełne nieciekawy zespół.

  9. mjs Says:

    Zawsze mówimy subiektywnie, to nędzny argument. Piszę nie z pozycji siły, ani ex cathedra ale jako zbieracz płyt. Nie widziałem ich na żywo, nigdy nie zobaczę i nie lubię koncertów. Mam „Lurid Traversal” na winylu i słucham praktycznie tylko strony A. Uwielbiałem ich kiedy byłem młodszy, ale teraz mogę spojrzeć na temat trzeźwo i ocenić ich dorobek w kontekście historycznym. Podobnie jak nie klękam przed marnymi płytami dinozaurów, tylko szukam dobrych młodszych zespołów.

    Jeśli wolisz Heroine Sheiks od Clockcleaner to nie było tematu. Znikam i się więcej nie odzywam.

  10. ktrbSS Says:

    A ja lubię i Heroine Sheiks, i Hoovera, i Clockcleaner. Dla mnie to ten sam, dobry poziom.
    PS. Styl komentowania mjs może sugerować, że ma on jakiś związek z blogiem Tableau ! – rekomendacje muzyczne :)

  11. jew_jitsu Says:

    Bardziej interesuje mnie to, czy to coś, co wydaje Skingraft, to nowa płyta U.S. Maple. Nie mogę jakoś znaleźć info.

  12. mjs Says:

    Mam bezpośredni związek z Tableau, jestem jego autorem. Właśnie przygotowuję podsumowanie najlepszej muzyki gitarowej z poprzedniej dekady i zafrapowało mnie stwierdzenie, że Heroine Sheiks to właśnie elita poprzedniego dziesięciolecia.

    Swoją drogą, nie wiedziałem, że Skin Graft jeszcze istnieje. AmRep już chyba tylko wydaje siedmiocalówki Melvins w różnych kolorach.

    • ktrbSS Says:

      Jestem ciekaw, co się znajdzie w tym, jak to nazwałeś, podsumowaniu najlepszej muzyki gitarowej z poprzedniej dekady: czy będą to płyty The White Stripes, The Libertines tudzież Interpol, czy może powroty zespołów modnych w poprzednich dekadach, np. Red Hot Chili Peppers albo U2. Jedno jest pewno: będzie to subiektywny wybór zbieracza płyt. Tylko, czy to nie jest nędzny argument? Ja jestem bardzo ciekaw. Poczekamy, zobaczymy ;)

      • mjs Says:

        Podsumuję kolejnymi latami. Z 2001 i 2002 m.in.: Gravitar, Clone Defects, The Hunches, Fugazi, A-Frames, Dirtbombs, The Blowtops, Olneyville Sound System, Lost Sounds, Country Teasers, Men of Porn, TFUL282, Comets on Fire, Breach.

        Gdybym chciał bronić Jacka „Fiut” White’a i Libertines to faktycznie byłby nędzny argument. Subiektywności nie da się uniknąć, ale kwestia w umiejętnym podparciu swojego zdania i osłuchaniu.

  13. jew_jitsu Says:

    W U2 są gitary?

    Kurde, szkoda, że na tym wordpressie nie idzie cboxa zainstalować. Można by wtedy więcej rocka wrzucać. Nowa Ventura – http://www70.zippyshare.com/v/74627444/file.html

  14. ktrbSS Says:

    Oczywiście, że w U2 jest gitarowy zgiełk; poczytaj czasem wąsaczy z Teraz Rocka, a uwierzysz :)

  15. jew_jitsu Says:

    No tak. Zginie wszystko, tylko nie Teraz Rock i Dariusz Szpakowski.

  16. jew_jitsu Says:

    Osłuchanie to żaden argument. Słyszałem milion zespołów, a i tak mogę lubić Libertines (akurat nie lubię). A „poprzeć” można wszystko, jak się umie sklecić parę zdań.

  17. jew_jitsu Says:

    A tego to nie wiem. Mam jednakowoż wrażenie, że subiektywizm jest ok, o ile to akurat twój subiektywizm. No bo w czym A-Frames lepsi od Libertines?

  18. mjs Says:

    W braku koniunkturalności, brzmieniu, oryginalności, podejściu do tematu, czerpaniu z lepszych źródeł, jakości piosenek. I w fakcie, że A-Frames nie był tylko biletem lidera-ćpuna na okładki różnorakich pism.

    Lubię wiele subiektywizmów. Czytam i szanuję ziny punkowe, Forced Exposure, Z-Gun i tym podobne publikacje, ponieważ piszący je ludzie znają się na rzeczy i nie próbowali mi wmówić, że Libertines byli nowym wcieleniem [tu wstaw uznany zespół rockowy sprzed dwóch dekad]. Mają swoją wizję rozwoju muzyki, układają ją w logiczną narrację, najczęściej związaną z muzyką niezależną. Zresztą, nie wierzę, że po opisywaniu dorobku The Dead C autorzy wymienionych potrafiliby przesłuchać jakikolwiek kawałek Libertines bez znudzenia lub zgrzytania zębami. I to nie jest snobizm, ale zwyczajne wyrobienie gustu.

    Według twojego zdania powinienem tak samo poważnie traktować słowa Byrona Coleya i Marka Sierockiego. Równie dobrze można zacząć czytać blogi dwunastolatków o disco-polo, bo przecież to też ich subiektywizm, prawda? Na pewno bardzo lubią to, o czym piszą. I może też są osłuchani.

  19. jew_jitsu Says:

    Znam Dead C, a lubię jeden kawałek Libertines. Brakuje mi osłuchania, żeby ten jeden, jedyny numer przestał mi się podobać?

    Naprawdę nie chciałbym, żeby moje postrzeganie muzyki zależało od „logicznej narracji”. Mam do niej, muzyki, raczej emocjonalne podejście.

    Ty wchodzisz na mojego bloga i dziwisz się mojej opinii o Heroine Sheiks. Ja wchodzę na twojego i zaskakuje mnie pozytywna opinia na temat Thee Oh Shees. Wartościowanie „subiektywizmów” to, jak dla mnie, średni pomysł.

  20. mjs Says:

    No tak, ale podążając za tą analogią – nie nazwałem OCS „jednym z najlepszych zespołów pierwszej dekady XXI wieku”. Wartościowanie subiektywizmów, jakkolwiek złym pomysłem by było, to coś, co każdy z nas robi codziennie tak wybierając szampon w sklepie jak i przypatrując się na ulicy ładnej dziewczynie.

    Zresztą, to nieistotne. Oczekujemy od czytania i pisania o muzyce (i od samej muzyki) zupełnie innych rzeczy.

  21. jew_jitsu Says:

    OK. Używam Fructis, a najbardziej podobają mi się rude. Tyle w temacie. :)

  22. mjs Says:

    Heh. Też są piękne, ale wolę brunetki. Tutaj nie będę się kłócił, w merytoryka wysiada.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: