>"ja to w ogóle nie słucham polskich zespołów", cz. 2


>

Krótko o nowych płytach. „Dolhpins” Mi Ami w kwietniu – jeśli uwierzymy, że to faktycznie Mi Ami.

***

British Sea Power – Valhalla Dancehall (Rough Trade)

Nuda to ciekawe pojęcie. Problem w tym, że aby zdobyć doświadczenie umożliwiające pisanie o niej, trzeba się wynudzić. „Valhalla Dancehall” na pewno to umożliwia. BSP brzmi na swej ostatniej płycie najlepiej w momentach, gdy przypomina nieco The Libertines. No właśnie, czy jest ktoś, kto nie nudził się słuchając zespołu Doherty’ego i Barâta? (W „Luna” pojawia się słowo „fucking”. A więc jednak rock, kontrowersje i groupies.)



Deerhoof – Deerhoof vs. Evil (Polyvinyl)

Eksperymentalny pop (a co!) wyzbyty pretensjonalności. Najbardziej podoba mi się perwersyjnie słodki wokal Satomi Matsuzaki w „Super Duper Rescue Heads!” i wrażenie, że Deerhoof bawi się w tym kawałku ze słuchaczem, udając, że waha się, czy zrobić przebój roku, czy może jednak nie. Posłuchajcie też „Must Fight Current” – wstęp nie jest przekombinowany, a dzieje się w nim więcej, niż na 3/4 płyt, które ukazały się w tym roku. Chyba z powodu Deerhoofa wreszcie wybiorę się na OFF Festival. Tylko okładka taka sobie.

Desolate – The Invisible Insurrection (Fauxpas Musik)

Niesamowicie przyjemna dubstepowa płyta, która może stanowić tło dla relaksowania się w fotelu bądź wykonywania domowych czynności. To nie ironia, a komplement. Można ją sobie włączyć również jako podkład pod ziewanie przy czytaniu rozkminek, czy mogłaby to być trzecia płyta Buriala.

Disappears – Guider (Kranky)

Garażowy rock, który może nie wznieci pożaru, ale powinien dać dużo satysfakcji – podobnie jak zeszłoroczna płyta Eddy Current Supression Ring. Muszę przyznać, że imponują mi zespoły, które nie wymyślają niczego nowego, a mimo tego brzmią świeżo. Można powiedzieć, że Disappears to przeciwieństwo BSP. „Guider” to tylko 6 numerów, ale ostatni trwa 15 minut.

Lower Heaven – Today Is All We Have (Lower Heaven)

Przyjemna płytka. Chłopaki brzmią chwilami jak połączenie Ride i Dead Meadow. Fajne, ale raczej nie wzięłabym tej płyty na bezludną wyspę. À propos Ride – link.

Monotonix – Not Yet (Drag City)

Monotonix to jedna z tych kapel, o których mówi się: „Na płycie to nie to samo, co na koncercie.” Jest to jedno z bardziej irytujących stwierdzeń dotyczących muzyki. Nie byłam na koncercie i nie wiem, czy żałować. W końcu spocony, owłosiony i brodaty facet to nie agent Cooper. „Not Yet” przynosi dawkę garażowego rocka, który chyba nie może nie spodobać się komuś, kto ceni autentyczność w muzyce. Całość nagrał, duchowy patron, jak się zdążyłam zorientować, tego bloga.

***

Najlepsze płyty 2011:
1. Earth – Angels of Darkness, Demons of Light: I
2. Deerhoof – Deerhoof vs. Evil
3. Disappears – Guider
4. Monotonix – Not Yet
5. Dirty Beaches – Badlands

5 myśli na temat “>"ja to w ogóle nie słucham polskich zespołów", cz. 2”

  1. >W dwuzdaniowych opisach nie może wiać nudą i nie może nie wiać nudą. Zbyt krótka objętość. Taka forma jest po to, by przedstawić celne pointy. A z tymi audrey poradziła sobie dość dobrze. To nie screenagers, gdzie chodzi o przedstawienie fajności recenzenta bardziej niż muzykę.

    Polubienie

  2. >Nudą nie powinno wiać, gdy mój "szef" weźmie się za nowe Mi Ami i Chain & The Gang :)Dziwi mnie, że kogoś może znudzić 2-zdaniowa notka. Widać kultura obrazkowa zbiera swe ponure żniwo ^^

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.