>Krótko o polskich płytach 2010, cz. 1

by

>

Spróbuj tylko raz jeszcze włączyć „Notorycznych debiutantów”…

Chciałem rozpisać się na temat każdej płyty z osobna, używając m.in. słów „Gombrowicz” i „transliteracja”, lecz czasu brak. Chyba nawet nie puszczę oka do młodszych czytelników, umieszczając w tych krótkich notkach jakże potrzebne w polszczyźnie słowa „songwriting” i „hype’ować”. Tak więc: krótko o tegorocznych polskich płytach, które udało mi się wysłuchać więcej niż dwa razy.

***

Alians – Egzystencjalna rzeźnia [5/6]

Pamiętam czasy, gdy moim jedynym problemem było to, jak zdać do następnej klasy, a Alians byli najlepszym koncertowym zespołem w kraju. Minęło sto lat i Alians wciąż należą do moich ulubionych kapel.

Choć tytuł nowego LP może sugerować, że zespół przerzucił się na crust, nic z tego – więcej tu reggae niż punk rocka. Świetnie nagrane i zagrane kapitalne piosenki (może tylko bez „Zosi na wrotkach świat” nie byłby uboższy), bardzo dobre teksty doskonale zapodane przez Kaziego – to najlepsza płyta Alians od czasu albumu „Cała anarchia mieści się w uliczniku”.

***

Baaba – Disco Externo [3-/6]

– Z baabami zawsze za dużo kłopotów. – jak słusznie zauważył Jay w Chasing Amy. Z tą jest taki, że na koncertach jest genialna, a na płytach przynudza. Muzyka co prawda „świadczy o wielkiej wyobraźni artystów”, ale co z tego, skoro podczas słuchania Disco Externo czuję się, jakbym słuchał czyjegoś zbyt długiego, źle opowiedzianego, nieśmiesznego dowcipu. A tak fajnie płyta się zaczyna… [3-/6]

***

El Banda – Skutki uboczne [5/6]

Płyta nazwana przez Kazika Malinowskiego „metapunkową”. Rzecz, która bije na głowę resztę rodzimego rzępolenia promowanego przez nasze dziennikarskie indie-jelonki. „Jasiowy”, „Belladonna”, „Anuluj” i parę innych to doskonałe numery. Żeby nie było zbyt różowo: „Skutki uboczne” mogłyby być o 2-3 numery krótsze, teksty pozbawione perełek typu „otwory porodu”, wokal mniej schowany (to przypadłość większości polskich płyt), a „chórki”, na przykład w świetnej „Wszy szachrajce”, bardziej wysunięte. Poza tym – rewelacja. Ciekawych pomysłów na „Skutkach” jest tyle, że można by nimi obdzielić co najmniej 10 płyt.

***

Kryzys – Kryzys komunizmu [2/6]

Raczej kryzys Roberta Brylewskiego. To najbardziej przygnębiająca rzecz z jego udziałem od czasu koncertu Izraela na Off Festivalu.

Ucieszyłem się, że ktoś odkopał nieznane wersje kawałków Kryzysu. Okazało się jednak, że zespół reaktywował się i nagrał na nowo numery, których lwią część znamy chociażby z wydawnictwa „Kryzys 81-84”. Jeśli ktoś lubi tę kasetę, wydaną przez Gold Rock, odradzam mu „Kryzys komunizmu”.

Żenująco słaba wersja „Doliny lalek”, saksofon taki, że gorzej nie zagrałby Robert Chojnacki (posłuchajcie „Ambicji”), jakże potrzebna końcówka „Telewizji”… Na chuj i komu to wszystko?

Gratulacje dla tych, którym udało się wysłuchać w całości „Złodzieja ognia”. Ojczyźnie potrzebni są ludzie tak wytrwali.

***

Same Road – Bar Camp: Czas na zmiany [4-/6]

Przyjemna płyta z pogranicza post- i noise rocka (więcej tego pierwszego). Mniej więcej coś takiego grała przez jakiś czas Ewa Braun, tyle że dużo lepiej. „Bar Camp” można ściągnąć za darmo.

***

cdn.

Jedna odpowiedź to “>Krótko o polskich płytach 2010, cz. 1”

  1. Piotrek Says:

    >Alians – żartujesz chyba, przecież to relikt lat 90. El Banda – jak na polski crust/punk zaciekawiło mnie nawet, za rok wybiorę się na noc Walpurgii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: