>rec: Strachy Na Lachy – Dodekafonia [S. P. Records; 2010]


>
To tylko recenzja, nie szukaj uploadu.

Strachy Na Lachy? Pogięło go?” – może zadać zasadne pytanie czytelnik tego bloga. Już się tłumaczę.

Niedawno przypomniałem sobie płytę Hokka Hey Świata Czarownic, zespołu, w którym grał Kozak z SNL. Świetna rzecz: punkowe czady na przemian z kapitalnym, upalonym reggae, bez ględzenia o Jah. Pomyślałem sobie też, że Pidżama Porno, której przewodził lider Strachów Grabaż, miała swoje dni chwały. 100 lat temu starych kaset – Ulic jak stygmaty (broń Boże Ulice jak stygmaty – absolutne rarytasy) i Futuristy – słuchało się do zdarcia i nikt nie traktował Pidżamy jako zespołu dla 15-latków. Było to jednak, jak wspomniałem, 100 lat temu. Ale i przynajmniej pół jej ostatniej płyty, Bułgarskiego centrum, to udane numery.

Dodekafonia zaczyna się nieźle. Niestety Chory na wszystko, z dobrym, gorzkim tekstem (ciekawe tylko, czy ktoś, po tylu latach, faktycznie ma pretensje do Grabaża, iż ten „nie mieszka w Punk Rock City”, czy to megalomania autora tekstu?), to jedyny w pełni udany kawałek na płycie. Fajne jest przebojowe Żyję w kraju, od biedy można coś dobrego powiedzieć o również mającym szanse na bycie hitem numerze Twoje oczy lubią mnie. Przyjemnie się słucha Spaceru do strefy zero.

Poza tym, co mamy na nowym LP SNL? Kilka nudnych kompozycji, dość często plastikowe niemal brzmienie, wysunięty 5 kilometrów przed resztę kapeli wokal i słabsze niż w Pidżamie teksty (ale i tak Grabowski zostawia daleko w tyle większość innych tekściarzy z naszego kraju). Dodekafonia to po prostu przeciętna, a chwilami słaba płyta. Posłuchajcie sobie bębnów w większości piosenek, koszmarnej elektroniki albo tego czegoś, co jest chyba gitarą, w Ostatkach. To niemal poziom Kultu czy Muńka. Fakt, że słuchając Strachów widzimy na last.fm w „similar artists” takie koszmarki jak Akurat czy Happysad, niekoniecznie musi dziwić. Często Grabaż i s-ka wygrywają z tego typu kapelami jedynie dzięki tekstom.

Dodekafonia uzyskała status złotej płyty już w dniu premiery.

Marcin Wandzel

PS Dałem Dodekafonii jeszcze parę szans. W końcu doszedłem do wniosku, że płyta jakoś jednak broni się dzięki opowieściom snutym przez Grabaża. Nie zmienia to jednak ważnego faktu: bębny, gitary i elektronika na tej płycie naprawdę są do dupy. (27.03.2010)

[2+/6] [3/6]

KUP

K. Varga o Dodekafonii

2 myśli na temat “>rec: Strachy Na Lachy – Dodekafonia [S. P. Records; 2010]”

  1. >Dla kogoś kto nie kuma wielu odniesień do popkultury, do współczesności – ta płyta będzie słaba, będzie źle nagrana perkusja, wokal. Bo to płyta dla ludzi kumatych, którzy wiedzą kto to Lynch… Pedalskie wstawki na płycie Heya? Jak ktoś sam pedałuje wszędzie widzi kolesi…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: