>OFF Festival – 7 sierpnia


>

W związku z tym, że na Słupną, gdzie odbyły się drugi i trzeci dzień OFF Festivalu, mam nieco bliżej niż Wisła do Ligi Mistrzów, nie będzie żadnych wstrząsających relacji z podróży. Od razu przechodzę do kapel, które udało mi się zobaczyć.

Leman Acoustic. Nie najgorsze smęcenie, jak sama nazwa wskazuje, akustyczne. Jednak po Curtains Frusciante takie granie musiałoby być na nie wiem jakim poziomie, by mnie poruszyć.

Von Zeit. Koszmarek polskiego rocka alternatywnego. Kawałek o kawiarni jest niczym porażka ulubionej drużyny albo ciepłe piwo.

BiFF. Nie wiadomo co, z fatalną wokalistką. Wytrzymałem chyba dwa i pół kawałka.

Tres B. Zagrali zamiast Loco Star. Indie nuda z bardzo ładną wokalistko-basistką. Choć trzeba przyznać, że 2 razy przez chwilkę zabrzmieli jak The Feelies.

Pustki. Mam problem z tą kapelą, bo chyba nie ma drugiej takiej, której niemal każdy kawałek jest w połowie świetny, a w drugiej – mocno taki sobie. Ale ten koncert był naprawdę OK. Inna sprawa, że całego nie widziałem, bo poszedłem na…

The Thermals (na zdjęciu u góry), którzy do swoich piosenek dodali energię, jakiej brakuje na ich tegorocznej płycie, a była na debiucie, i zagrali świetny koncert. Fajnie, że pojawiły się numery z ich pierwszego, najlepszego LP More Part per Million.

Komety. Bardzo dobry gig Lesława i s-ki. Na mnie już powoli przestają robić wrażenie te wszystkie zajebiste kawałki, które słyszałem milion razy. Dlatego najbardziej spodobały mi się nowe numery z fajnymi klawiszami – Dla ciebie nie istnieję (jest na Złocie Azteków) oraz Za chwilę się uduszę (jest na MySpace).

The Pains Being Pure at Heart. Byłem na 3-4 numerach. Zagrali równie fajnie jak na płycie.

HEALTH. Ich debiutancka płyta jest jak dla mnie zbyt wykoncypowana (na marginesie: właśnie wychodzi nowa). Ale koncert, delikatnie mówiąc, mnie rozjebał. To wszystko, co na płycie jest zaledwie ciekawe, na koncercie zamieniło się w czad i rozpierdol. Do tego nagłośnienie było rewelacyjne. Jeden z 2 najlepszych koncertów całego festiwalu.

Lech Janerka gra płytę Historia podwodna. Zaczęli od Śmielej, a potem już poszła cała Historia. Było pół na pół. Niektóre piosenki wyszły świetnie (najlepiej Jest jak w niebie), inne gorzej (słabiutko zaśpiewana przez pana Lecha Lola). Ale ogólnie na plus.

Fucked Up. Na płycie mnie nie przekonują, ale na żywo było więcej ognia, więc wypadli naprawdę nieźle. Na dodatek mają przejebanego wokalistę. Potężnego gościa, który w samych gaciach darł się wśród publiki. No i pochwalił polski punk, wymieniając Dezertera. Zagrali m.in. Blitzkrieg Bop.

Spiritualized (na zdjęciu poniżej). Najpierw wybrałem złe miejsce. Z lewej jakiś bazyl opowiadał nieśmieszny dowcip o gołębiu, a z prawej koleś wygłupiał się z jakimś paszczurem. Sam koncert był fenomenalny. Wszystko było tak, jak sobie wymarzyłem, nie licząc tego, że nie zagrali Broken Heart. Psychodelia, ściana dźwięku (w finale niemal mnie zabiła), skupienie na muzyce i zero kontaktu z publicznością. Come Together wypadło po prostu genialnie. Obawiałem się tego gigu, bo Jason Pierce to jeden z moich ulubionych artystów, więc bałem się rozczarowania. Nic z tych rzeczy. Będę ten występ pamiętać przez wiele lat.

Reasumując, drugi dzień Offa był, jak pogoda, idealny.

cdn.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: