Zespół gitarzysty Same Road (może gra tam ktoś jeszcze z tej kapeli – nie wiem, nie chce mi się dopytywać), który napisał mi, że tak naprawdę grają “lutę na maksa” (ze słowem “luta” ostatnio spotkałem się chyba w połowie lat 90.), a to, co możecie usłyszeć, to efekt jam session ze znajomymi. Miłego słuchania.
Nówka ze Skin Graft Records. Nick Sakes (kiedyś Dazzling Killmen, Colossamite i Sicbay) oraz Chrissy Rossettie, która ma swój “solo band” (jak to fajnie przetłumaczyć na polski?) Iyaxia, a grała też w… Okej, może lepiej podlinkuję.
Frederic Fontonoy. Chyba z milion pińcet tych fotek natrzaskał w podobnym klimacie. Trzeba mu oddać, że cechuje go konsekwencja, nie postmodernistyczna dezynwoltura. Pierwsze zdjęcie – zajebiste. :)
Wrzucam coś, co nie przypomina ani Shellaca, ani The Jesus Lizard, żeby nie być gorszym od znajomego hipstero-hipisa. Erika Anderson gra teraz jako EMA.
Najbardziej ponury noiserockowy (?) zespół, jaki znam. Wrzucam “Completion” (niezrealizowane kawałki oraz inne wersje numerów, które pojawiły się na poprzednich płytach), bo chyba najtrudniej ten album znaleźć, ale najbardziej polecam genialne “Cold Rivers Songs”. Zestawione obok siebie numery “Ideal Home” i “Aftermath” robią piorunujące wrażenie.
Zespół córki Kim Gordon i Thurstona Moore’a, Coco, a coś cicho o nim. Co prawda płyta jest słabiutka (i trochę pretensjonalna), ale to akurat żadne wytłumaczenie. Następnym razem wrzucę coś dobrego.
Czasem nie wie się, jaką muzykę włączyć, więc puszcza się cokolwiek i pojawia się to fajne uczucie, że właśnie o to chodziło. Noise rock, ale taki bardziej rockowy – jeśli wiecie, o co mi chodzi.
Wszystko w jednej paczce. Na całość składają się: “Demo” (2003), “Throbbing Organ” (2004), “Don’t Need To Smoke To Make Myself Disappear” (2006) i “Sam Kinison Woman” (2010).
Kolejny popularny zespół młodzieżowy. Nie doceniłem go wcześniej – niesłusznie.
Grają coraz lżej, więc stają się coraz bardziej popularni. Niedługo zaczną słuchać The Men peowcy, kobiety i kibice FC Barcelona. Muszę jednak przyznać, że podoba mi się ich ostatnia płyta. Oto tytułowy hicior z “Open Your Heart”: