abilene – abilene [2000] / wygaszone zakłady pracy

24/01/2015 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

slowdime na stronie dischord

1

W ciągu tych wszystkich lat słyszałem pewnie z milion zespołów. Co ciekawe, Abilene poznałem dopiero ze dwa lata temu dzięki dobremu koledze, który prowadzi świetny blog. Z kolegą, choć mieszka w Anglii, a ja bywam chory, gdy muszę odbyć 25-minutową drogę do Katowic, zdążyliśmy się już porządnie najebać i zobaczyć m.in. koncert Slint. To tyle w kwestii złego wpływu internetu na kontakty międzyludzkie.

Drugi album, „Two Guns, Twin Arrows”, jest lepszy, na co wpływ ma trąbka, która nadała muzyce Amerykanów głębi (gra na niej Fred Erskine z June of 44 i Hoover). Na pierwszą też jednak trudno narzekać.

Nic, tylko się reaktywować (koniecznie z trąbką). Ci ładni posthardkorowcy wolno się starzeją i mniej łysieją niż zwykli śmiertelnicy.

***

wygaszone zakłady pracy (dobra nazwa dla zespołu)

Dziś bez „gołych bab”, bo ciekawą rzecz znalazłem na fejsbuku.

Cała ta nasza transformacja to niezły przekręt. Z jednej strony, nie wprowadzono wolnego rynku, z drugiej – te zgliszcza stąd, że „rynek zweryfikował sens istnienia takich zakładów”. Zapewne wiele przykładów to demagogia i należałoby się przyjrzeć każdemu z osobna, ale myślę, że to efekciarskie zestawienie zdjęć wiele mówi o naszym kraju. A alternatywa jednak bardziej zainteresowana tym, że jakiś bazyl zjadł w sejmie sałatkę.

6

5

4

3

2

1

fuck the king!

29/12/2014 by

103520-sheen-gallery-0006-img-0040-2-full-480w

(o)(o)
(o)(o)
(o)(o)

Znów na koniec roku przygotowałem składankę: po jednym (w przypadku Watery Love – dwa) kawałku z 15 ulubionych płyt (najlepsze na końcu). Znów było czego słuchać. Możecie sobie sprawdzić. Noise rock, punk, indie pop, funk, retarded rock – dla każdego coś miłego.

Kilka płyt rozczarowało, najbardziej „Two” Owls. Nie kupuję (dosłownie i w przenośni) też wzbogaconych reedycji moich ulubionych albumów: self-titled American Football i „Spiderland” Slint. Wiem, że gdy oba zespoły grały w latach 90., to zostały olane, a teraz sprzedają komplety biletów na swoje koncerty i że im się to należy, ale nie zmieni to mojego zdania: te „deluxe editions” są przekombinowane, by nie rzec: chujowe. Modę na to rozpoczął chyba Sonic Youth.

Najbardziej szkoda mi jednak kapitalnego bloga „The Elementary Revolt”. Jego raczej nikt nie zastąpi. Oprócz różnych crustów i screamów, można tam było znaleźć od groma noise rocka, a także taką perełkę, jak chociażby francuska Dalida. Ogólnie rzecz biorąc, blogi zdychają, coraz mniej do czytania i ściągania, ale warto niektóre odwiedzać. Na przykład ten.

Piosenka roku: The Growlers, „Good Advice” (najfajniejszy moment: jak koleś gra na wężu).

Życzę wszystkim udanego 2015 roku; zwłaszcza tym, którym chce się tu coś od czasu

Trzymajcie się.

anarcrust – freedom of coalescence [1993] / melanie bonajo

20/12/2014 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

anarcrust

malarie records

discogs

anarcrust

To jeden z TYCH zespołów. „Tych”, czyli wzbudzających we mnie tęsknotę za starymi, dobrymi czasami, kiedy jeździło się na czad-giełdy i mnóstwo koncertów, w telewizorze leciało „Alternativi” albo „Drgawy”, a w radiu można było usłyszeć o 19:45 Boba Dylana, a o 19:53 Cows.

Anarcrust to zespół wrzucany do worka z napisem „crust”, ale raczej bez sensu; wystarczy posłuchać, ile potrafili. Biorąc pod uwagę hermetyczność sceny lat 90., gdyby nie zostali zaakceptowani pod kątem ideowym, pewnie pisano by o nich jako o „przekombinowanym gównie”.

Fenomenalny zespół. O, może określenie „crustowe Nomeansno” przybliży trochę to, co grają.

Wokalista, Bart, zaśpiewał też na „Cała anarchia mieści się w uliczniku” Alians. Piękne czasy.

***

Furniture bondage Melanie Bonajo

1

2

3

4

5

6

where is jerry – 10 day langfuhr forecast [2013; radio rodoz]; arvo [2014; radio rodoz]

18/12/2014 by

ep10

avro1

where is jerry

radio rodoz

bandcamp

blog vreena

10fuckingstars.wordpress.com

To jeden z zespołów Johanna Vreena (ja lubię najbardziej chyba In the Name of Name). Na obu płytach mamy coś między „normalnym” a alternatywnym rockiem.

Dzięki, Mateusz, za płyty i sorry, że tak po łebkach, ale nie mam obecnie czasu na pisanie wnikliwych recenzji, kończących bądź rozkręcających kariery zespołów. Pokrótce: podczas słuchania tych dwóch EP-ek nie miałem ochoty na to, by wyskoczyć przez okno albo zadzwonić do swojej terapeutki. No i ten genialny pies na okładce.

Wrzucam linki i niech każdy wyrobi sobie sam zdanie. Albo zapyta kumpli, jeśli im ulega, nie jest sobą.

madeincanada / ex wives – split 10”

12/12/2014 by

10fuckingstars.wordpress.com

madeicanada

ex wives

MADEINCANADA to chyba moja ulubiona z nowych nojsrokowych drużyn; ci Francuzi naprawdę grają jak Pan Bóg przykazał. Wydali też split z bardziej znanym kolegami z Buildings, a ja czekam na LP.

Szkoci z Ex Wives nie ustępują im, tyle że mam wrażenie, że bas z „Horses” przypomina ten z „Wingwalker” Shellaca. Tak czy siak, też trudno ich nie lubić.

predator – predator [2012] / jan scholz

06/12/2014 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

scavenger of death

Gdzieś tak od 10 tys. lat szykuję się do tekstu na temat negatywnego wpływu pankroka na życie, a tu proszę – chłopiec obdarzony niezłym piórem mnie uprzedził. Czuje się zwolniony, choć różnię się w niuansach i chętnie bym w sumie napisał o tym, czemu zdradziłem punk na rzecz noise rocka. Może kiedyś.

Predator to jedna z moich ulubionych pankowych drużyn (są z Atlanty). Szybko, do przodu, z fajnym wokalem, z brzmieniem, które powoduje, że nie ma żadnego znaczenia, kiedy powstały te nagrania (to składanka; nie ma co patrzeć na to „2012”); płyta mogłaby powstać równie dobrze 20 lat temu albo za 20 lat. I nie świadczy to o wstecznictwie czy też skamielinowatości punka, lecz o jego – że się tak wyrażę – ponadczasowości.

W tym roku wydali LP „The Complete Earth”, który pewnie znajdzie się w styczniowym podsumowaniu najlepszych płyt 2014, jeśli tylko będzie mi się chciało je zrobić.

Na tym wydawnictwie mamy dodatkowo trzy kawałki zespołu Frantic, w którym wcześniej grało bodaj dwóch gości z Predatora.

***

Jan Scholz

0

1

3

5

6

7

ultracoït – ultracoït [2008], the sperm ep [2011], sex church [2014] / antoine d’agata

30/11/2014 by

u1

u2

u3

linki w komentarzach / links in comments

bandcamp

rejuvenation records

Czytelnik „Gazety Wyborczej” zarzuciłby im „seksizm”, prawak – nieobyczajność. Chłopaki chyba dobrze się bawią, a że ich humor to lekka chamówa, to inna sprawa. Wystarczy spojrzeć na tytuły płyt, ale tez piosenek: „Hipster scatologist”, „Zombie porn”, „Fat Cunt”… No i image tych żabojadów:

ultracoit

Jeżeli chodzi o muzykę, mamy tu zdecydowanie zdrowy noise rock. Pewnie nie udało by się Ultracoït wyprzeć inspiracji Unsane (słychać to najbardziej na debiucie), ale z zalewie miliarda „garażowych” gówien wszystkie trzy płyty Francuzów brzmią bombowo. Poza tym inspirować się nowojorskimi klasykami to żaden wstyd. Można też usłyszeć w ich nagraniach Hawks – kapelę, która również nagrywa dla Rejuvenation Records.

***

Antoine d’Agata – zapomniałem, że dawałem go tu w czerwcu. No dobra, niech będzie jeszcze raz, bo robi fajne zdjęcia.

1

3

4

5

6

7

怖 – smell me, smell my grand father [1996] / kumi oguro

23/11/2014 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

japanese overseas

discogs

怖

Nie wiem, po czym łatwiej poznać, że to japoński zespół (kobiecy duet, uściślając): po „krzaczkach” czy po tytule płyty? Przypomina się „Wash your ass than kill me slowly” Ultra Bidé. Ta nacja zdaje się być dobrze pierdolnięta.

Natomiast muzyka to nie jest żadne szorowanie klawesynu martwą papugą. Niepozbawiony szaleństwa, ale przystępny noise rock. Nazwa zespołu oznacza bodaj „strach”.

***

Kumi Oguro

2

3

4

5

Dia nr 02.fff 001

7

the sea, the sea – the sea, the sea [2004] / diane arbus

08/11/2014 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach

The+Sea+The+Sea

Gość się drze, dziewczyna ładnie śpiewa, jeśli akurat nie gra na saksofonie. Tak, to emo, wydane przez coś, co nazywało się Neon Boombox. Brzmi jak radykalna wersja Rainer Maria.

Ktoś może wytknąć The Sea, The Sea egzaltację (w sumie, czego innego się spodziewać?), a mnie się to podoba. Aha, dałbym sobie uciąć, że to lata 90., a to jednak 2004.

Nie mam pojęcia, czy wydali coś jeszcze.

***

Diane Arbus

1

2

3

4

5

6

talulah gosh – peel session [29.12.1987] / caitlin freeman

01/11/2014 by

10fuckingstars.wordpress.com

linki w komentarzach / links in comments

discogs

guardian

Uwielbiam słuchać składanek z indiepopowymi kapelami (inna sprawa, że ten termin brzmi dla mnie głupawo). Rzadko biorę w całości ich płyty, ale wszelkie składanki z brytyjskimi składami z dawnych lat – zawsze chętnie. Zespół Talulah Gosh to jeden z moich faworytów. Ich najlepsze nagrania to te z sesji u Johna Peela. Brzmią chwilami niemal punkowo.

***

Kapitalna sprawa: desery inspirowane dziełami sztuki współczesnej. Dotarłem do tego dzięki brainpickings.org. Za książką „Modern Art Desserts” stoi Caitlin Freeman.

1

2

3

4

5

6


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: